• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [08.08.72] Szaleństwo Windermere. Za dużo miłości | Laurent x Perseus

[08.08.72] Szaleństwo Windermere. Za dużo miłości | Laurent x Perseus
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#1
14.04.2024, 21:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2025, 02:39 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Perseus Black - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało.

Trzech rzeczy był absolutnie pewien. Po pierwsze, w Windermere działo się coś dziwnego. Doświadczył tego jeszcze poprzedniego wieczora, gdy uprzejmy recepcjonista (a przynajmniej tak zapamiętał go podczas ostatniej wizyty) zachowywał się wobec niego szorstko, rzucił klucze do pokoju na blat i nie chciał nawet wskazać mu drogi. Poza tym Laurent też zachowywał się inaczej, podchodził do niego z większym dystansem, jakby obawiał się czegoś ze strony Perseusa. I ten chłopiec, przez którego w pierwszej kolejności tu przyjechał; po wyjeździe jego stan psychiczny się poprawił, a przynajmniej tak napisała w liście jego matka. Po drugie, musiał zrewidować swoje priorytety. Cóż za afront uczył Vesperze, wyjeżdżając bez niej zaledwie dwa dni po ślubie! I to w dodatku, kiedy spodziewa się dziecka. Och, jakże był nierozsądny, jaki żałosny, jak mógł tak wobec niej postąpić? Wyrzuty sumienia dręczyły go więc nieprzerwanie. Potęgował je trzeci punkt - wspomniany Laurent Prewett i to, że był w nim bezgranicznie zakochany. To z kolei nie wróżyło niczego dobrego dla żadnego z ich trójki.
Siedział właśnie przy stole w jednej z restauracji na terenie ośrodka i popijał kawę; czarną i mocną, by rozbudzić go po bezsennej nocy (naprzemiennie wzdychał za Laurentem i karał się za swe grzeczne myśli, aż wycieńczony opadł na pościel, by obudzić się przed świtem). W dłoni trzymał mugolską gazetę i udawał, że ją czyta, choć tak naprawdę przysłuchiwał się rozmowie jakiejś pary przy stoliku obok, a ustawiony za jego plecami wentylator szarpał czarną koszulę i poruszał ciemne kosmyki włosów. Żałował, że poprzedniego wieczora nie zapytał Prewetta o to, w którym miejscu się zatrzymał. Z drugiej strony, kiedy się żegnali, Perseus zapowiadał rychły powrót do Londynu.
Jak wielkie musiało być jego zdziwienie, kiedy przekroczywszy próg restauracji, dostrzegł onyksowe tęczówki z jadeitowymi przebłyski wpatrujące się wprost na niego?
Perseus tymczasem znów na moment zapomniał, że powinien oddychać. Po krótkiej chwili, która dla niego wydawała się całą wiecznością, posłał Prewettowi serdeczny uśmiech, złożył gazetę i odłożył ją na stolik. Nie powiedział nic. Obserwował. Czekał. Podejdzie do niego? Wokół było dość dużo wolnych miejsc, zważywszy na to, ze byli w środku sezonu wakacyjnego.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#2
15.04.2024, 17:33  ✶  

Aach, oto jest. Fringed Black wśród czerwonych tulipanów. Królewska purpura wśród pospólstwa brązu. Kwiat, kolor i Demon. Prosty człowiek z empatią i skomplikowany człowiek, który ranił. Nic w Perseusie Blacku nie powinno być jednoznaczne. I to "nic" go nie czyniło. Jak czerń pochłaniała wszelkie kolory, tak on malował siebie otchłanią. Czego się będziesz po nim spodziewać? Fałszu, kłamstwa, obłudy. Niósł miód na palcach, a okazywał się zmieszany z trucizną. Nie zaspokoisz przy nim pragnienia i nie zaspokoisz głodu. Zawsze będzie miejsce na coś więcej, bo Laurent już wypowiedział te słowa na głos: byłem jednocześnie łatwy i trudny do kochania. Perseus był łatwy do kochania i jednocześnie do kochania niemożliwy. Sam pozwolił małżonce włożyć pierścionek na palec. Nie to, żeby to kiedykolwiek Laurentowi przeszkadzało. Nie był nawet w połowie tak dobry we własnym mniemaniu, za jakiego go brali. Nie miał nawet w połowie tak ślicznych i czystych myśli, jakie powinien mieć. Bogowie, widzisz, mieli to do siebie, że choć dziś z łagodnością spoglądali twój świat, jutro składano mu krwawe ofiary. Nawet niekoniecznie dlatego, że ten Bóg tego chciał. Bratanie się z ludźmi było dla boga zgubą. Niebo i ziemia nie powinny się mieszać ze sobą, tak jak słońce i księżyc mieli rzadką okazję dotknąć się wzajemnie. Do takiego dotyku powinni się ograniczyć właśnie oni.

Mógł pomyśleć o mnóstwie normalniejszych rzeczy, bardziej przyziemnych, kiedy wszedł do restauracji na śniadanie. Oczywiście, że nie potrafił gotować. Szczytem jego możliwości było zaparzenie kawy i herbaty, nie wiedziałby nawet, jak zrobić tosta. Nie wiedziałby, jak zrobić pranie i jak zmienić sobie pościel. I zamiast przejść do stolika, zamówić kawę, to zamarł po jednym kroku przekroczenia drzwi wpatrując się w jednego z najpiękniejszych ludzi, jakich dane było mu oglądać. Rozluźnił się. I patrzył dalej. Podziwiał z daleka tę diwę, która nawet się nie próbowała na taką stylizować, ale to nic. Gdyby był malarzem Perseus byłby jego muzą. Gdyby pisał poematy próbowałby obsesyjnie ująć piękno czerni i jego spokoju, jego smutku i jego zamkniętego, pokaleczonego świata. Ta czerń była tak głęboka, że wciągała, ale nie była podobna do czerni oceanicznych głębin. Była czymś... W Niebie musieli mieć taką przestrzeń, gdzie nie było dźwięków i nie było świateł. Wchodziłeś do tego pomieszczenia tylko po to, żeby zatrzymać świat na chwilę. Żeby odetchnąć od wszystkiego. To była tego rodzaju czerń. I ten uśmiech, jak malowany... Michał Anioł musiał być zazdrosny spoglądając na tego człowieka z góry. Może to właśnie on, z tej zazdrości, rzucił klątwą, by choroba pożarła ciało Perseusa Blacka, by za długo nie stąpał między żywymi. Żeby udusił się własną niezdarnością.

I to pytanie: czemu on tu jest?

Oderwał w końcu wzrok od Blacka, żeby rozejrzeć się po wnętrzu i w końcu skierował do stolika, który zajmował on.

- Można? - Jeśli odpowiedź była twierdząca to odsunął sobie krzesło i przysiadł się do Perseusa. - Dzień dobry, Perseusie. - Laurent naprawdę lubił imiona. One coś znaczyły, nadawały kształt imieniu. Imię to może się powtarzać, ale jednocześnie nie będzie drugiego TAKIEGO Perseusa na tym świecie. Oj nie, na pewno nie mogło być drugiego takiego. Lubił wymawiać te imiona, traktował je jak zaklęcie i smakował za każdym razem. Choć były imiona, których wymawiać nie lubił. Imiona takie jak Dante. - Sądziłem, że wracasz do Vespery. - Zagaił, no bo... czemu nie wrócił? Czemu został? Po co? Mogły mu się posypać plany, skoro przyjechał tutaj w interesach, ale Laurent miał to parszywe uczucie, że to nie był powód. Że to on był tutaj powodem. Tak, słychać było i widać było, że Laurent patrzy na Perseusa inaczej. Z uwagą. Tak jakby rozgrywał partię szachów, którą trzeba wyrachować, w której próbował przewidzieć ruchy przeciwnika i jednocześnie je wywołać, wymusić. Powinien może wcześniej widzieć te znaki ostrzegawcze..? Problem Laurenta polegał na tym, że niekoniecznie taki strach go odpychał od innych. Ten strach czasami go nakręcał. Lecz tu? Przy tym, jak mocno Perseus na niego patrzył Laurent ciągle wracał myślami do człowieka, którego sądził, że zabił. I to wcale nie były dobre skojarzenia. Jednocześnie... przecież to wciąż Perseus. Miałby tak po prostu... zniknąć? Było w tym coś bardzo nienaturalnego.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#3
16.04.2024, 13:33  ✶  
Onyks tęczówek Perseusa ponownie wypełnił jadeitowy blask. Czy to słońce zwróciło ku niemu swą tarczę i czule oblało go swoimi promieniami? Tak, pod warunkiem, że słońcem tym był Laurent Prewett; anioł, który wyrwał się z płótna największych mistrzów, niebiańskie stworzenie, które uciekło spod dłuta najznamienitszych twórców. Jego piękno zapierało dech w piersiach, obcowanie z nim sprawiało niemalże fizyczny ból, a mimo to Perseus chciał być blisko niego, rzucać mu do stóp diamenty i perły, nawet jeśli blask bijący od tej istoty miałby go oślepić. A niechże i tak się stanie! Niech bielmo zasłoni jego oczy! Niech świat pochłonie czerń, jeśli tylko w ostatniej chwili będzie mógł podziwiać seraficzne lico Laurenta, karmić się oniricznymi fantazjami. Śnić na jawie o skrzydłach przetykananych srebrzystymi kroplami porannej rosy.
Zbyt długo żyłem w ciemności, daj mi, błagam, choć odrobinę twojego światła, jedną najmniejszą iskrę; panuje tu przenikliwy chłód zimowego przesilenia, a ty jesteś latem, mysłał rozgorączkowany, obserwując białą sylwetkę zmierzająca w jego stronę, serce gwałtownie przyspieszyło, aż w skroniach czuł pulsowanie własnej krwi.
— Proszę — odpowiedział ochryple, aż jemu samemu trudno było odgadnąć, czy zaprasza Laurenta, czy też błaga, by z nim został. Być może obie te rzeczy naraz. Nigdy bowiem nie czuł się bardziej samotny, niż pośród ludzi; dobrze wówczas było mieć obok siebie życzliwą duszę. Taką, która rozumie go ponad tym, co wypowiedziane, głębiej od tego, co można poznać zmysłami.
Bolało go nagłe zdystansowanie Prewetta. Strach migoczący w kącikach lazuru. Jakby był rannym zwierzciem, a on kłusownikiem. Może to i lepiej, tłumaczył to sobie. Poprzedniego wieczora modlił się przecież, by zdusić to wszystko zanim eskaluje i pochłonie ich obu.
Perseus nigdy nie przepadał za swoim imieniem. Uważał je za przerost formy nad treścią – daleko mu bowiem do herosa, po którym je nosił. Nie był w stanie nawet utrzymać swoich emocji w rydzach, a co dopiero zabić Medusę i pokonać morskiego potwora! Ale w ustach Laurenta brzmiało ono zupełnie inaczej. Ciepło. Dostojnie. Przyjemnie. Pragnął spijać je z tych warg w kolorze płatków dzikiej róży, które pod koniec maja otaczają dogę prowadzącą do Lecznicy.
— Dzień dobry, Laurencie — odpowiedział z uśmiechem, który zaraz potem zgasł na dźwięk imienia żony. Wyprostował się, uciekł spojrzeniem. Nie wiedział, co miał mu na to odpowiedzieć. Jak przekazać wszystkie swoje uczucia, całą paletę emocji, którą nieostrożny malarz wytrącił z rąk i teraz kotłowała się w jego wnętrzu. Chciał do niej wrócić. Nie chciał zostawiać Laurenta. Było mu wstyd, i był zbyt dumny. Bał się, że po tym, co powiedział zaledwie kilkanaście godzin wcześniej, nie będzie mógł ponownie spojrzeć jej w oczy. Że ich związek nie będzie już taki sam; teraz, gdy zdał sobie sprawę z tego, jakie uczucia żywi względem Laurenta.
— Plany się zmieniły — odparł najbardziej dyplomatycznie, jak tylko mógł — Zjesz ze mną śniadanie?


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
16.04.2024, 16:12  ✶  

Jeśli ludzie mogli prezentować sobą poziom rozmiłowania wykraczający ponad ludzkie doznania to ich kwintesencją był właśnie Perseus Black. Ludzie uważali, że Laurent był dobrym obserwatorem, ale to nie była do końca prawda. Był dobrym słuchaczem, bo jego oczom bardzo wiele umykało. Dlatego starał się wsłuchiwać, wpatrywać tym intensywniej, im większą zagadkę przed nim stawiano. W końcu tym byli właśnie ludzie - zagadkami, które miały swoje kroki, znaki zapytania, a niektórych łączyły spójniki. Zdania wahały się od jednozdaniowych poprzez złożone, przechodziły przez pytania retoryczne i wołania. Perseus był ciągłym trzykropkiem. Zawieszonym, przymrużonym, ciągle przeciągającym się ze swoją niepowtarzalnością. W każdym geście, myśli i przekazie był gładki, jak skały wodospadu owiniętym cieniami. Jeśli wprowadziłby ten promień światła, którego tak pragnął, w końcu pokazałby mu tęczę. Nie każdy mógł ją ujrzeć, więc czy nie byłoby to błogosławieństwo? Teraz błogosławieństwem dla tego człowieka było samo spoglądanie na niego. Jeszcze moment i serce wyskoczy mu z klatki piersiowej, albo stanie się coś jeszcze bardziej dziwnego... Tak, wielokropek. Trzy sławne kropki, które sprawiają, że człowiek zwalniał, że chciał się doświadczyć tej gładkości Blacka, dotknąć jej rękoma. Laurent chciał rozłożyć przed nim nogi i z ciekawością spoglądałby, co by się wtedy stało.

- Wszystko dobrze, Perseusie? - Drgnęły mu kąciki ust ku górze, chociaż w głosie słychać było brzmienie troski. Zapytał o to po tym "proszę", które zabrzmiało... niejednoznacznie. Na pewno prosił, żeby usiadł, czy może błagał, żeby usiadł? Albo może chciał tym prosić o to, żeby usiadł mu na kolanach? Troska wywołana była tą chrypką. Może to jakieś przeziębienie, które go dopadło i zacisnęło pazury na gardzieli? Jedno drugiego nawet nie wykluczało. Mógł sobie zadawanie tego pytania darować, przecież to wcale nie była sympatyczna zagrywka z jego strony. Te słodkie, wlepione w niego oczka... teraz takie słodkie, takie oddane. Laurent przymknął na moment powieki i uśmiech o wiele gładziej rozkwitł na jego twarzy. Ten uśmiech mógł być straszny, ale jednocześnie był jak heroina której raz skotowawszy nigdy nigdy nie będziesz mógł się od niej uwolnić. Zaraz je rozchylił.

- Nie zachowujmy się tak, jakby to imię było jakimś tabu do wypowiadania. Jeśli chodzi o twoje wyznanie z wczoraj to nie martw się, nie opuści tamtego miejsca. - Właściwie nawet nie wziął go na poważnie, bo jakby mógł? Ktoś wyznanie mu tak żarliwie i gorliwie miłość po... po ilu, trzech spotkaniach? Zaczął się zastanawiać, czy może Perseus nie stał się ofiarą amortencji, a on sam ofiarą numer dwa - bo to na kogo innego teraz powinno być skierowane jego spojrzenie. Nie chciał jednak tego mówić ani mówić, że już o tamtym wyznaniu zapomniał, albo że nie potraktował go poważnie, bo... bał się, do czego Persesus teraz w swoim opętaniu mógłby być zdolny. - Z przyjemnością. - Inaczej by nie chciał tutaj zasiadać, a może lepiej być ostrożnym w spotkaniu z Perseusem, skoro nie wiadomo, co może mu do głowy strzelić. - Przepraszam cię wczoraj za mój wybuch, był co najmniej nieodpowiedni. Natomiast dziękuję za pomoc. Przyznam, że chyba po nikim innym nie spodziewałbym się takiej klasy z przyjęciem takiego zachowania jak właśnie po tobie. - To fakt, Perseus wydawał się wręcz nieludzko stoicki, posiadający nadmiar ciemności, która mogła przyjąć w siebie nieskończenie wiele wstęg czerni, którą ktoś mógł wykwitnąć. Nie znaczyło to, że preferował jakiekolwiek pozwalanie mu na takie chłonięcie negatywów. - Swoją drogą byłeś może na pojedynku Louvaina Lestrange i Philipa Notta?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#5
16.04.2024, 18:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.04.2024, 19:20 przez Perseus Black.)  
Perseus był jak odzienie uszyte z cudzych wspomnień; daleko mu jednak było do pięknej szaty przetykanej złotą nicią. Przypominał zdezelowany płaszcz noszący ślady licznych napraw - w znamienitej części nieudolnych - pełen pstrokatych, gryzących się ze sobą łat, z której każda symbolizowała czyjeś cierpenie. Perseus był naczyniem na opowieści; wyblakłym, wyszczerbanym i z oderwanym uchem, wypełnionym niemalże po brzegi. Lada moment, a wszystko się przeleje, rozleje wokół niego; on już tonął, musiał stać na dnie na palcach, a wody - słonej jak łzy - przybywało, i przybywało. Kolejna osoba przekraczająca próg jego gabinetu. Kolejna kropla w jego naczyniu. Gdyby mógł nosić cudze zmartwienia na skórze, stałaby się równie smolista, co jego dusza. Głeboka, matowa czerń, miejsce, do którego nie dotrze nawet światło Laurenta. On o tym musiał wiedzieć; morskie głębiny skrywały podobne tajemnice za taflą w kolorze lapis lazuli.
Perseus był żałosny.
Nic nie jest, kurwa, w porządku! Żałuję tego małzeństwa i tego, że cię poznałem, a jednocześnie chcę błagać was obojga, abyście mnie nie opuszczali, chciał odpowiedzieć, wykrzyczeć to Laurentowi prosto w twarz, tak jak on krzyczał poprzedniego wieczora. Każdy mięsień jego ciała drżał w napięciu, oddech gwałtownie przyśpieszył, zaś usta zacisnęły się w kreskę. Zaraz jednak przyszło rozluźnienie, choć nie niosło ze sobą spokoju - ten zastąpiła rozpacz, zgryzota tak wielka, że odznaczyła się na jego twarzy.
— Dlaczego miałoby nie być? — odbił pytaniem i uśmiechnął się blado. Wargi miał spierzchnięte i przez moment pomyślał, żeby zwilżyć je w przestygniętej kawie - mocnej i czarnej, jak cały on - jednak na samą myśl o niej żołądek zacisnął się boleśnie.
Remedium okazał się uśmiech Laurenta, promienny i ciepły niczym popołudniowe słońce zalewające francuską winnicę pod koniec lata. On cały był wszakże słońcem. Jego słońcem. Pochylił się do przodu i ujął dłonie Prewetta w swoje własne. Były zupełnie niepodobne do jego; bladych, zimnych i kościstych. Zachłannie pieścił kciukami jego knykcie i skupił się, by dostrzec kolor jego aury.
— Dziękuję. Ty również możesz liczyć na pełną dyskrecję z mojej strony — blask ulgi przemknął przez jego twarz, czyniąc ją mniej zbolałą. Ale tylko na chwilę. — Nie uważasz, że Vespera zasługuje na lepszego męża? Na takiego, który będzie obok niej, zwłaszcza teraz, gdy spodziewa się dziecka, zamiast na kogoś... kogoś tak śmiesznego jak ja, który tuż po ślubie wyjeżdża na drugi koniec Anglii, by gonić za... — urwał, przełykając ślinę i spojrzał prosto w oczy Laurenta — ...niemożliwą miłością?
Pokręcił głową i cofnął swoje dłonie. Schował je pod stolikiem i wbił paznokcie w swoją skórę, aż blade półksiężyce podeszły czarną krwią.
— Nie musisz mnie przepraszać. Długo to w sobie trzymałeś, prawda? Opowiesz mi kiedyś o nich? O ludziach i wydarzeniach, które sprawiły, że myślisz o sobie w ten sposób? — zapytał nieśmiało. Nie mógł też nie usmiechnąć się mimowolnie, kiedy Prewett stwierdził, że Perseus przyjął jego wybuch z klasą. Z klasą! Black sam przecież kroczył cienką granicą pomiędzy świadomością oraz delirium i bliski był podobnego załamania.
— Nie przepadam za podobnymi wydarzeniami. Zbyt wiele bodźców — odpowiedział wyraźnie zaintrygowany zmianą tematu — Dlaczego pytasz? Wydarzyło się coś godnego uwagi?

Odkryj wiadomość pozafabularną
rzut na percepcję, chcę zobaczyć kolor aury Laurenta
Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana


za zgodą MG miłościwie panującego akcja rerzutacja
Rzut PO 1d100 - 71
Sukces!


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#6
16.04.2024, 23:23  ✶  
Brzdęk szkła, gdy przy jednym ze stolików, komuś upadła łyżeczka na spodeczek od kawy. Ból, który Perseus zadał sam sobie, wbijając paznokcie w skórę przybrał na sile. Magipsychiatra poczuł, jak wyostrzają się jego zmysły. Jeszcze sekundę, najwyżej dwie widział świat takim, jakim widzieli go inni a potem jego talent rozbłysnął.
To miejsce pulsowało łagodnie fioletową energią. Było bezpieczne, chroniące, jakby otulało podłogę, stoły, krzesła, mikroskopijną warstewką unosiło się nawet nad jedzeniem bądź filiżanką z kawą. Fiolet owijał się wokół talerzy, drgał delikatnie, prawie jakby oddychał. Kiedy Black spojrzał na swoje ręce dotarło do niego, że barwa ta sięgnęła również jego. Tkwił w niej jak w ciepłym kokonie.
Fiolet był bezpieczny, ale nie był jedyną barwą, którą Perseus dostrzegł. Kilka centymetrów nad fioletem unosiły się smugi cieniutkiej czerni. Wyglądały na słabe i bezładne. Poddawały się wszechobecnemu silniejszemu kolorowi, jakby ulegając jego sile, ale to były tylko pozory, bo kiedy magipsychiatra spojrzał na Laurenta odkrył, że po tego sięgała czerń. I już nie była słaba i bezładna. Smugi łączy się we wstęgi a wstęgi próbowały opleść ciało jasnowłosego mężczyzny. Ba, choć fiolet opiekował się tym miejscem, przy Prewettcie wycofał się i drgał niespokojnie, jakby szykował się do nadciągającej wojny.
W restauracji byli jeszcze inni ludzie, ale gdy Perseus spróbował na nich spojrzeć, poczuł nagły, pulsujący ból głowy. Smak krwi wrócił go do rzeczywistości. Z nosa pociekła mu krew, ale ból głowy minął tak szybko jak się pojawił.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
17.04.2024, 15:14  ✶  

Nie, nie był okrutny i nie powinien się tego człowieka bać. A jednak się wystraszył. Jego oczy zrobiły się większe na to napięcie na twarzy Blacka, na intensywność jego spojrzenia. Czasami w nie trzeba nic mówić - krzyk wybrzmiewał doskonałe w ciszy. Usta Perseusza były zaklęte, a Laurent nie nauczył się z nich czytać, ale i tak słyszał niemy wrzask, który tłukł szkłem. Chyba dosłownie, bo gdzie za nim pękła zastawa. Kubek, talerz? Bez różnicy. Dźwięk tak głośny w obecnej ciszy, że Laurent podskoczył niespokojnie i chciał się obejrzeć na źródło, ale nie miał odwagi. Jego głowa pokonała kawałek w tamtym kierunku i zaraz, jak leniwa sprężyna, wróciła do twarzy osoby, która zaprosiła go do stolika. Niemądrze z jego strony, bardzo nierozważnie - prowokować człowieka nad którym miał tylko złudne poczucie kontroli bo nie byl w stanie przewidzieć jego ruchów.

- N-nie kłam. - Aż się zająknął od tego napięcia, które wstrząsnęło posadami jego ziemi. Tylko trochę, odrobinę, ale wystarczająco, żeby zganić siebie samego w myślach. Ta przygana wcale nie sprawiła, żebyś wydawał się trochę mniej przestraszony. Ręce Perseusza umazane były krwią - gdybyś to wiedział to czy inaczej byś na niego spoglądał? Bez tej wiedzy widział przed sobą teraz... Nie potwora, do tego było o wiele za daleko na takie myślenie, ale ten Cień, który zawsze przemykał w kącie ludzkiego oka. Cień, który sprawiał, że oglądałeś się za siebie tylko po to żeby się przekonać, że tam niczego nie ma. Dziwne, bo przecież dałbyś przysiąc, że coś widziałeś. To ten sam cień który spoglądał na ciebie z piwnicy domu. Całkowity mrok, który tam był nawet po zapaleniu światła. Ten Mrok teraz siedział przed nim i chciał udawać, że wszystko jest w porządku.

- Nie wiem, na kogo zasługuje Vespera. - Laurent starał się sprawiedliwie traktować wszystkich ludzi, każdemu dawać szansę. Nie dawać się omamić opiniami tłumów i gazet bo rozumiał, jak wiele rzeczy było w tym świecie na pokaz. A jednak nawet on nie był święty i miał uprzedzenia. Na przykład chociaż nie powiedziałby, że żywi do Perseusa miłość to powiedziałby, że jest o Vezpere zazdrosny, nawet zły o ten ślub. Przez to nie był pewien, czy mógłby ją polubić. Od tego punktu było jeszcze kawałek do sądzenia, że ta kobieta na coś nie zasługuje. Nie dopowiadał następnych słów od razu, bo zamyślił się nad tym, co usłyszał. Gnanie za niemożliwą miłością. Co mógłby powiedzieć temu człowiekowi, żeby go zatrzymać w tych uczuciach, których teraz nie chciał, których się bał? Napiął się nieco pod wpływem jego dotyku, ale nie cofnął dłoni. - W dzisiejszych czasach mam poczucie, że najcenniejszą osobą przy tobie jest osoba, przy której możesz być sobą. Jeśli Vespera może być sobą pryz tobie to chyba dostaje wystarczająco wiele. - Czy sam w to wierzył? Nie był pewien, ale chciał jakoś... Pocieszyć tego człowieka. Był tak cholernie smutny, że serce się krajało.

- ... Tak. Długo. - Powiedział to ciszej, jakby to był jakiś sekret. Chyba nie był. - Może kiedyś. - Albo nigdy, bo przecież nie mógł mu ufać. Wszystko, co mówił, mogło zostać przez tego człowieka obrócone przeciwko niemu. Chciał dalej pociągnąć temat - wyjaśnić, że skąd, że chciał tylko wziąć Perseusa z zaskoczenia, żeby przestał mieć taki smutny wyrazz twarzy - i to się nawet udało! Udało... Prawie udało.

- Perseusie! - Zerwał się ze swojego miejsca i zaraz znalazł przy mężczyźnie, łapiąc jego ramiona delikatnie żeby go podtrzymywać, gdyby ten miał zaraz zsunąć się w dół... Nie. Nie zerwał się z miejsca. Siedział tam, gdzie siedział nadal, ale był do tego przez moment gotów. Perseus nawet sprawiał wrażenie jakby miał spaść z tego krzesła. Krew na jego skórze... Coś, co powinno go obrzydzić, odtrącić... A zamiast tego wyciągnął dłoń do jego twarzy, pochylając się nad stołem, żeby otrzeć ją kciukiem po oparciu dłoni na jego policzku. Zaraz rękę cofnął. Nie chciał, żeby wyglądało to dla postronnych niejednoznacznie po jego głośnym zawołaniu imienia tego człowieka. Było w tym miejscu wiele rzeczy do powiedzenia, a zamiast tego Laurent miał wrażenie, że sam się zapętlił między światem, gdzie był ideałem a tym, w którym miał ochotę przeciągnąć tą krew jak pomadką przez swoje usta. - Nic ci nie jest? Jeśli czujesz się słabo mogę cię odprowadzić.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#8
19.04.2024, 14:22  ✶  
Pamięć była podobna wilgotnej glinie uginającej się pod naciskiem ludzkich rąk; poddającej się temu, kto obraca ją w dłoniach. Pamięć była złudna, zbyt uległa naporowi emocji, zacierająca się pod wpływem czasu. Różni ludzie zapamiętywali w różny sposób to samo wydarzenie. Czy Perseus także stał się ofiarą własnej pamięci? Czy inaczej zapamiętał zachowanie Laurenta, źle je zinterpretował i wmówił sobie, że być może łączyło ich coś więcej; to niewypowiedziane porozumienie na poziomie duchowym. Nikt nigdy nie rozumiał mnie tak dobrze, jak ty.
Ale coś niepokojącego działo się z tym chłopakiem. Czerń chłonęła cudowny akwamaryn oczu Laurenta; jasna tęczówka poddawała się ekspansji czarnych źrenic i Perseus od razu zrozumiał, że coś jest nie tak. Palce, które do tej pory zataczały czułe kręgi wokół kostki jego dłoni, teraz dyskretnie odnalazły drogę do jego lewego nadgarstka, a potem niby od niechcenia zatrzymały się poniżej kości kciuka, gdzie jego puls był najbardziej wyczuwalny.
Nie mówił nic. Liczył uderzenia jego serca. Raz. Dwa. Trzy. Cztery... (bogowie, jakże chciałby w tym momencie móc złożyć głowę na jego piersi i wsłuchać się w rytmiczne uderzenia, zasnąć z policzkiem przytulonym do jego różowej skóry, spocząć w jego objęciach!) W końcu zabrał dłonie, ale nie przestawał przyglądać mu się; ostrożnie i badawczo, jakby miał właśnie do czynienia z anomalią.
Drażliwa myśl coraz częściej zaprzątała mu umysł, podczas gdy brwi Perseusa unosiły się w coraz większym zdumieniu. I choć początkowo ją od siebie odsuwał, uznając ją za niedorzeczną, to wracała ze zdwojoną siłą. Boisz się mnie?, patrzył na niego wyczekująco, ale zamiast odpowiedzi przyszedł ból. Ostry, kłujący, przypominający tysiące kawałków szkła wbijających się w jego mózg, który pęczniał i krwawił i napierał na jego czaszkę. Brzdęk stali odbijającej się od porcelany jeszcze przez chwilę odbijał się w jego uszach nieprzyjemnym echem, które z czasem przerodziło się w dzwonienie. Poczuł, jak jego ciało przeszywa dreszcz, a żołądek podchodzi mu do gardła. Nie, nie, nie odwracaj się ode mnie, Laurent, błagam cię, spójrz na mnie, kołatało mu w głowie, potrzebuję cię, potrzebuję jednego stałego punktu, na którym mogę zawiesić wzrok.
Nie odpowiedział mu na zarzut kłamstwa. Gdyby nie ból, być może nawet obruszyłby się teatralnie, pochwycił jego wahanie i zmienił temat, próbując odwrócić jego uwagę od tego, że miał rację – bo przecież w porządku nic nie było. Gdyby nie to, co działo się właśnie przed jego oczami – to ukryte przed większością ludzi, to, co mógł zobaczyć dzięki darowi przekazanemu mu przez matkę – być może Perseus powiedziałby cokolwiek. Ale żaden najcichszy nawet dźwięk nie opuścił jego krtani; spoglądał tylko na niego zatroskany, a wszystko, co wypowiedział Laurent stało się dziwnie odległe i przytłumione, jakby jego głowa znajdowała się pod głową, choć miał go przecież na wyciągnięcie ręki. Nie rozumiał, niczego nie pojmował i z tego powodu ogarniało go coraz większe poczucie bezradności. Nigdy nie widział aur miejsc; widział barwy okalające ludzi i łączące ich nici powiązań. To było nowe – na swój sposób ekscytujące pomimo bólu – lecz kiedy spojrzał na Laurenta, zamarł w przerażeniu. Okalała go czerń, jednak nie taka, jaką obserwował u innych. To tak, jakby coś złego chciało wciąż go we władanie. Niebezpieczeństwo, to było pierwsze skojarzenie Perseusa. Chciał go ostrzec, powiedzieć cokolwiek, ale znów coś stanęło mu na przeszkodzie.
Czarna niczym smoła krew spływająca z jego nosa i Laurent wykrzykujący jego imię. To strwożyło go jeszcze bardziej – ta cała gama emocji, jaka towarzyszyła przy tym Prewettowi.
— Laurent, nie dotykaj… — zaprotestował słabo i ochryple, bowiem w ostateczności potrzebował jego dotyku. Nie mógł się powstrzymać; pocałował jego dłoń, delikatnie i dyskretnie, a potem ją odtrącił, bez gniewu i złości, lecz kierowany troską — Moja krew jest trująca. Wywołuje halucynacje. Spójrz, ona nawet nie wygląda na normalną.
Pośpiesznie chwycił kilka serwetek i wytarł nimi wyciekającą czerń, a potem pochylił się do przodu, starając się zatamować krwawienie. Metaliczna ciecz zalewała mu usta, ciekła po brodzie, kapała na ciemną koszulę.
— Nie wiem — podniósł na niego błagalne spojrzenie — Widziałem… widziałem, jak ty… Porozmawiaj ze mną, Laurent. Proszę.
Sięgnął po kolejną partię serwetek i starł z twarzy krew, a potem też wytarł dłoń swojego towarzysza. Te poplamione schował do kieszeni – nie kłamał przecież o truciźnie krążącej w jego żyłach i nie mógł ryzykować, że ktoś mógłby ucierpieć. Zostawił kilka funtów na stole, zdecydowanie o wiele więcej, niż była warta kawa i chwycił laskę przez cały czas zawieszoną na oparciu jego krzesła. A potem, nie zważając na otaczających ich ludzi, wyciągnął rękę w stronę Laurenta.
— Czy od wesela czujesz się inaczej? — zapytał go, gdy już znaleźli się na zewnątrz i zmierzali szybkim, jak na poharatanego chorobą człowieka, tempem w stronę domku, który wynajął Perseus. — Czy czujesz się inaczej względem mnie?


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#9
19.04.2024, 18:44  ✶  

Sprawdzanie pulsu było przy takich osobach jak Perseus zawsze tak samo problematyczne. Jak sprawić, żeby to tętno nie rosło? Żeby serce nie waliło ci, jakby chciało wybić żebra? Jak wygrać z samym sobą i zachować spokój? Laurent nie potrafił. Ciśnienie mu już podskoczyło chwilę wcześniej, a teraz spiął się tylko bardziej. Drgnęła mu dłoń, ale nie zabrał jej od razu. Po co to robi? Był zmęczony strachem i ciągłym napięciem swojego życia. Nie chciał się bać, stresować, nie chciał obawiać innych ludzi, którzy stawali mu na drodze. Możliwość odcięcia tego uczucia od siebie byłaby najpiękniejszym z prezentów, jakie mógłby otrzymać. Czuć się przy kimś bezpiecznie - oj tak. Ciągle bezpiecznie, móc zwijać się w kokon i leżeć nie oglądając się za swoje plecy, bo ktoś obok miał oczy dookoła głowy. Móc odpocząć. Perseus też wyglądał na człowieka, który potrzebował odpocząć. Który też potrzebował ramion, które mogłyby go ochronić. Przed czym? Przed ciemnością, a ostatecznie - przed sobą samym. Pozwolił mu odmierzyć parę sekund, a ponieważ wraz z odpływającym czasem odpływała też jego odporność na to wydarzenie - cofnął rękę. Ten dotyk już nie działał tak jak kiedyś. Teraz wydawał się wręcz zły, niechciany, bo każdy centymetr skóry przesunięty jego palcami mógł zbliżać do czegoś... niedobrego. Mógł wystawiać na pokusy, których przecież OBAJ nie chcieli. Błąd! To tylko przyzwoitość trzymała ich w ryzach. Przynajmniej do czasu Windermere. Teraz jednego pchało w przód, a drugi miał ochotę uciekać i w tym scenariuszu wcale nie po to, żeby zostać złapanym.

- Wiem... - Dla kogo to była trucizna, a dla kogo lekarstwo? Mogłeś zaliczyć piękną wycieczkę do świata iluzji i fantazji, a mogłeś skończyć między koszmarami. Zapewne tu i teraz byłyby to koszmary. Skupiał wzrok na mężczyźnie przed sobą, który... nie wiedział, co mu się stało, ale mówił o swojej chorobie - więc to może to? Jakaś część niego mogłaby powiedzieć, że dobrze mu tak. Tacy jak on zasługiwali na takie chwile, bo przecież chcieli w swoich dłoniach trzymać wszystko. Żonę, dziecko, miłość najlepiej na boku! Dekorowali to ładnymi słowami, które i tak nie miały pokrycia, bo na samym końcu i tak powiedzą: bo moja partnerka... Laurent od nikogo nie wymagał zostania tylko i wyłącznie jego. Mógł mieć kiedyś takie fantazje, ale bardzo szybko je posprzątał ze swojej głowy. Zostawił tylko fantazjami. Nie musiał najwyraźniej go instruować, jak sobie poradzić z problemem, jaki nastał. Tylko obejrzał się z lekkim niepokojem na salę, czy czasem ktoś nie zauważył tej nienaturalnie czarnej krwi. Ktoś dłużej patrzył na Perseusa, chyba też zmartwiony stanem mężczyzny, ale więcej uwagi skupiło się na kelnerce sprzątającej tłuczone naczynie. To była malutka część, która broniła się przed strachem. Ta większa część była mimo wszystko zmartwiona.

- Rozmawiamy ze sobą. - Nie rozumiał do końca, o co mu chodziło, skonfundowało go to. - Perseusie, może... - Chciałbyś odpocząć, wyjść stąd, przewietrzyć się, albo potrzebował wody? Wody, nie kawy? Śniadanie całkowicie uciekło Laurentowi z głowy przy tym, co tu się działo. Za to zupełnie nie spodziewał się, że mężczyzna go złapie i wyciągnie sam na zewnątrz stąpając z takim animuszem, jakby to mu tylko dodało sił, a nie osłabiło. - Perseusie..! - Zaczynał się bardzo, BARDZO gubić. - Czy czuję się... skąd to pytanie? - Nie podobało mu się to. - Przestań... przestań mnie ciągnąć. - Szarpnął swoją ręką i zatrzymał się, robiąc dwa kroki w tył jeszcze bardziej przestraszony, ale też... zły. Mieszanka strachu rozjaśniała niektóre z fal jego oczu, ale złość barwiła je ciemną tonią. - Gdzie ty mnie chcesz ciągnąć? Sądzisz, że znamy się na tyle, żebym szedł z tobą do kolejnego ciemnego zagajnika? Szczególnie, kiedy się tak zachowujesz? - Ludzie, którzy z nim nie pracowali, nie zdawali sobie sprawy często z tego, że miękkość Laurenta potrafiła się zmienić. Tak było i w tym wypadku. - Doprowadź się do przyzwoitego porządku, Perseusie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#10
19.04.2024, 22:41  ✶  
Cegła po cegle, Laurent stawiał swój mur od pierwszej chwili, w której ujrzał go nad tym przeklętym jeziorem. Im mocniej Perseus do niego lgnął, tym bardziej się od niego dystansował, odsuwał, rysował coraz mocniejszą granicę. Szarpnięcie. Nadgarstek wysuwający się z jego dłoni. Nie protestował, nie próbował go zatrzymać siłą. Odwrócił się tylko zaskoczony i wtedy zdał sobie sprawę, że pomiędzy nimi wyrosła ściana. Niewidzialna, a jednak boleśnie namacalna.
— J-ja... Ja nie chciałem zaciągać cię do żadnego... — widok przerażenia odciskającego się na twarzy Laurenta sprawił, że Perseus stracił całą pewność siebie, która i tak była ulotna. Pod ciężarem słów Laurenta kurczył się i zapadał w sobie. Skrzywdził go, zranił swoją bezpośredniością. Sam odsunął się od Laurenta, zawstydzony swoimi własnymi rekcjami. Odwrócił od niego spojrzenie i wbił wzrok w rozedrganą dłoń zaciskającą się na lasce, próbując - jak to Prwett sam określił - doprowadzić się do przyzwoitego porządku. Powinien zrobić to już na samym początku, zamiast pozwolić, by zdradliwe podszepty serca zatruły jego umysł.
Zrozumiał. Granica nigdy wcześniej nie była tak klarownie nakreślona. Dobrze, niechaj tak będzie - nie zbliży się więcej do niego. Nie straci przy nim kontroli nad swoimi emocjami. Nie zrobi nic, wycofa się do cienia, do którego należał. Jak mógł być tak żałosny, by pomyśleć, że Laurent obleje i jego swoim liliowym blaskiem? To światło nie było przeznaczone dla kogoś takiego on - z sumieniem splamionym lepkim brudem własnych grzechów.
— Zobaczyłem czerń, która cię otaczała. Ale to nie była zwykła czerń, tylko całe smugi, które wiły się, jakby chciały nad tobą zawładnąć i... Przepraszam. Przepraszam, chciałem tylko ci pomóc — wyjaśnił, a głos drżał mu równie co dłonie, zaś oddech miał szybki i nierówny. — Nigdy czegoś takiego nie widziałem, Laurent. Chciałem... chciałem tylko zrozumieć co się dzieje i ci pomóc. Po prostu nie chciałem tego robić z tymi wszystkimi mugolami wokół nas. Przepraszam.
Sam się odsunął, a żwir zachrzęścił pod jego stopami.
— Będzie lepiej, jeśli wrócę — nie sprecyzował jednak, czy chodzi o powrót do pokoju, czy do Londynu. Teraz, gdy opadły emocje, poczuł się żałośnie słaby po nagłym ataku bólu i krwotoku z nosa. Musiał się położyć, najlepiej z zimnym okładem na skroniach.
Ale nie chciał się jeszcze z nim rozstawać.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (9091), Norvel Twonk (235), Perseus Black (7562)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa