—06/05/1967—
Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart
Cameron Lupin & Nicholas Figg
Okres przedwakacyjny w Hogwarcie był dla wielu czasem wyjątkowym. Niektórzy przedwcześnie odpowiadali na zew lata i już w pierwszych cieplejszych dniach roku udawali się na błonia, aby tam oddać się błogiemu odpoczynkowi na łonie natury. Inni zaś zaszywali się w bibliotekach i dormitoriach, poświęcając całą swoją uwagę spisywanym pieczołowicie przez cały semestr notatkom i zapiskom na długich rolkach pergaminu i szkolnych podręcznikach. Była też trzecia grupa ludzi, do której zaliczała się całkiem spora grupa ponadprzeciętnie wręcz uzdolnionych uczniów z różnych roczników, którzy postawili sobie za punkt honoru odkrycie szkolnych tajemnic skrywanych pośród pozamykanych sal i dawno nieużywanych schowków na miotły.
Nie wierzę, że dałem się na to namówić, pomyślał z przekąsem Cameron, obrzucając Nicholasa pustym spojrzeniem. Czy spotkanie z Martą w ogóle miało szanse dojść do skutku? W Wielkiej Sali mówiono, że ostatnio jest nadzwyczaj wygadana, nawet, jak na siebie. Po chwili jego wzrok spoczął na zestawie do warzenia eliksirów. Miał jeszcze w tym roku zaliczenie u tutejszego Mistrza Eliksirów i nie mógł sobie tego po prostu odpuścić. Planował zdawać Eliksiry jako swój główny przedmiot na SUMach, więc musiał ćwiczyć. Chociaż tyle, że na dzisiejszą przygodę, wybrali sobie akurat Łazienkę Jęczącej Marty. Biorąc pod uwagę, że większość uczniów miała lepsze zajęcia, szanse na to, że ktoś ich tu przyłapie były bliskie zera.
— Na gacie Merlina, jesteś pewny, że nie da się tutaj otworzyć okna albo lufciku? — rzucił z Cameron, krążąc to w jedną to w drugą stronę, odliczając czas do dodania kolejnego składnika do magicznej mieszanki. Westchnął ciężko, zaczesując włosy do tyłu i wachlując się kartą pergaminu z instrukcjami. — Nie myślałem, że będzie dzisiaj tak cholernie gorąco. Chyba nawet naszą drogę Marcię gdzieś wcięło.
Podszedł bliżej części komnaty przeznaczonej na toalety, nie przestając się wachlować. Może i zdołał sobie znaleźć dodatkowe zajęcia w formie przygotowywania eliksiru, ale co z panem Figg? On raczej tak łatwo nie da się zwieść i nie usiądzie na tyłku. Koniec roku szkolnego zbliżał się nieubłaganie, więc należało zadbać o to, aby na konto wleciało kolejne osiągnięcia w formie odbycia małej przygody. Czy jeśli tutaj im nie wyjdzie, to Gryfon był gotowy przekraść się w środku nocy pod Zakazany Las, żeby szukać jednorożców lub centaurów?
— Nie podpuszczam Cię, ale jeśli postukasz różdżką w kolanka od kibli, to może wyjdzie z którejś z rur i — zaczął Lupin, trącając kolegę ramieniem, jednak w tym momencie usłyszał charakterystyczny dźwięk kipienia. — No nie! Nienienienienienienie!
Rzucił się do swojego miniaturowego kotła, prawie potykając się o własne nogi. Skierował różdżkę na naczynie, starając się wyregulować za pomocą magii temperaturę przygotowywanej mieszanki. Te składniki były drogie, przecież nie spuści tego wszystkiego w kiblu. Świetnie idzie, pomyślał z przekąsem, Cameron, zmniejszając płomień i oddychając z ulgą. Dodał powoli kilka suszonych ziół i zaciągnął się zapachem eliksiru. Może i lekko się przypaliło, ale chyba uda mu się jeszcze odratować miksturę.
— W-wszystko g-gra! — podniósł głos, co by poinformować Nicholasa o tym, jak się sprawy mają. Podniósł obie ręce w górę w geście małego zwycięstwa nad działającym przeciwko niemu siłom wyższym.