16.01.2023, 02:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2023, 22:30 przez Morgana le Fay.)
Rozliczono - Fergus Ollivander - osiągnięcie "Piszę, więc jestem"
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie "Piszę, więc jestem".
Fergus Ollivander był intrygującym przypadkiem.
Nie sam w sobie, oczywiście. A raczej: mógł być najbardziej intrygującym człowiekiem na świecie, Florence jednak jego osobowość zupełnie nie interesowała, bo kiedy trafił na oddział, jej uwaga skupiła się raczej na klątwie tkwiącej w ciele. Już same ogólne obrażenia, jakich młodzieniec doznał, mogłyby wystarczyć, aby wyprawić go na tamtej świat - sprawna reakcja Danielle Longbottom na szczęście uratowała mu życie. Była jednak jeszcze klątwa. Ach, ta klątwa! Florence z taką się dotąd nie spotkała, podobnie jak drugi klątwołamacz z wydziału, i głowili się nad tym przypadkiem całkiem sporo, zanim udało się ją wreszcie przełamać. Choć w teorii wszystko powinno być już dobrze, zajrzała jednak do Fergusa niedługo po tym, jak się przebudził, a teraz weszła do pokoju pacjenta znowu - po trochu, bo była pora wymiany opatrunku, po trochu, bo wcale nie była pewna, czy faktycznie usunęli absolutnie wszystko.
A, i jeszcze, ciekawiło ją, jakie mogą być efekty uboczne.
Bo to naprawdę był taki piękny przypadek.
- Panie Ollivander, dobry wieczór. Ręka dalej cała, nie uschnięta i przytwierdzona do reszty ciała? A pan nieopętany przez żadne starożytne duchy wyzwolone ze szkatuły? - rzuciła lekkim tonem, przekraczając próg.
Uzdrowicielka była kobietą po trzydziestce. Nie wyróżniała się specjalnie z tłumu. Średniego wzrostu, dość szczupła, blada, piegowata, kasztanowowłosa. Uważny obserwator mógłby jednak zauważyć, że jej szata jest idealnie czysta, idealnie wyprasowana, buty na płaskiej podeszwie wręcz błyszczą, a z ciasnego koka nie ośmiela się uciec choćby jeden włos. Dbała o wygląd. Nie była to dbałość kogoś, kto chciał być piękny: raczej kogoś, kto był bardzo schludny.
Ewentualnie cierpiał na nerwicę natręctw.
W rękach niosła skrzyneczkę, w której znajdowały się bandaże, specjalna maść oraz substancja, którą musiała nasączyć opatrunki. Ot na wszelki wypadek. Planowała też rutynowo sprawdzić ranę, bo dalej tkwił w niej niepokój, że jednak jakieś małe drobinki czarnej magii uszły ich uwadze…