![]() |
||||||
|
[20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence (/showthread.php?tid=4530) Strony:
1
2
|
||||||
[20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence - Elias Bletchley - 02.03.2025 adnotacja moderatora
Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
RE: [20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence - Prudence Fenwick - 02.03.2025 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/db1fe40a8ec156d3bdc75925e9a35175/a299a6bc6052ead5-3e/s500x750/68e80c9fbbb66a25a551a8fff5768f9ea15b402d.jpg[/inny avek] Musiała czymś zajmować myśli. Chcąc nie chcąc nadal nie do końca potrafiła je odwracać od tego, co wydarzyło się podczas pełni księżyca w lipcu tego roku. To zmieniło całe jej życie, wstrząsnęło nią ogromnie, i mimo, że już mineły prawie cztery miesiące, nie do końca zdążyła to sobie wszystko poukładać. Starała się jakoś sobie radzić, ale wiedziała, że nadal nie jest dobrze, zresztą, czy kiedykolwiek będzie dobrze? Raczej nie, już nic nie było takie samo, ona również bardzo się zmieniła. Musiała jakoś to przetrawić. Szła za bratem, właściwie to próbowała dorównać mu tempa, ale śnieg, który leżał na chodniku tego nie ułatwiał. Robiło się pięknie i malowniczo, zima już niedługo miała rozgościć się na dobre w Londynie, zbliżało się Yule, pierwsze Yule bez niego. Na szczęście dzisiaj miała jak odciągnąć swoje myśli. Jej jakże rezolutny brat po raz kolejny postanowił bowiem znaleźć się w kasynie, co zakończyło się... cóż, może nie było sensu tego komentować. Milczenie w tym wypadku było chyba najlepszym komentarzem. - Jesteś taki biedny, oszukany, okropnie mi Ciebie szkoda... - Mruknęła cicho. Nie miała pojęcia, jak to było właściwie możliwe, że byli od siebie tak różni, przynajmniej w takich kwestiach, zresztą nie tylko w takich. Ona i jej brat bliźniak nie wykazywali między sobą szczególnego podobieństwa, wybrali zupełnie inne ścieżki zawodowe, mieli inne zainteresowania, jedyne co ich łączyło to poniekąd charaktery, tak się jej przynajmniej wydawało, chociaż też nie mogła być do końca pewna. - Nie wiem, czy w tej sytuacji warto się chwalić doświadczeniem. - Wolałaby chyba nie wiedzieć o tej jego pasji, z drugiej jednak strony, może lepiej wiedzieć? Przynajmniej miała szansę się przygotować na kolejne, ewentualne konsekwencje. - Gdybyś wymienił tę jedną kartę zostalibyśmy milionerami, co? - Nie, żeby jakoś szczególnie w to wierzyła, ale niech mu będzie, jeśli w ten sposób jakoś miał siebie usprawiedliwiać przed samym sobą, to kimże była, aby mu tego odmawiać? - Nie wątpię, że bym się w tym sprawdziła, zważając na moja miłość do liczenia, ale nie chciałbym skończyć jak Ty. - Powiedziała jeszcze nie do końca przemyślanie, bo nie chciała w żaden sposób go urazić, ale chyba tak wyszło? Zmrużyła na chwilę oczy, jej myśli zaczęły odbiegać gdzieś daleko, miewała te swoje momenty, o których Elias powinien wiedzieć. Jej mózg wtedy działał bardzo szybko, tyle, że nie podążały za nim pozostałe części ciała. Zaczęła rozkminiać, czy jej komentarz nie sprawił mu zbyt wielkiej przykrości, jakich słów powinna użyć, aby nieco to przekształcić? Przed oczami znajdowała jej się kartka z książki, słownika, w którym znajdowały się słowa o podobnym znaczeniu. Mrugnęła dwa razy, żeby wrócić do rzeczywistości. Znaleźli się tuż przed Dziurawym Kotłem. W końcu, będzie mogła się napić wina, i jakoś przetrwać ten dzień. Liczyła na to, że faktycznie znajdą się wolne miejsca, wiadomo, że jesienią z tym ciężko, bowiem wszyscy lgną do ciepłych, przytulnych pomieszczeń. Zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu wolnego stolika, i chyba jeden znalazła. Dopiero po chwili do niej dotarło, że atmosfera wewnątrz była jakaś taka grobowa, nie, żeby jej to przeszkadzało, bo przecież trupy były aktualnie jej najlepszymi przyjaciółmi, ale nie do końca wiedziała, czym to jest spowodowane, chociaż może, może powinna się domyślić. Dwa dni temu przecież wiele się zmieniło i jak widać wszyscy to odczuwali, nikt nie wiedział, czego powinni się spodziewać. - Wydaje mi się, że to przez to, co się ostatnio wydarzyło. - Mruknęła cicho, tak, aby nikt jej nie usłyszał. - Tam jest wolny stolik. - Pokazała bratu wzrokiem, co miała na myśli mówiąc tam, po czym skierowała się w stronę stołu. Jej włosy były mokre, posklejane roztapiającym się śniegiem, na szczęście za chwilę powinna się doprowadzić do porządku. RE: [20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence - Elias Bletchley - 02.03.2025
RE: [20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence - Prudence Fenwick - 02.03.2025 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/db1fe40a8ec156d3bdc75925e9a35175/a299a6bc6052ead5-3e/s500x750/68e80c9fbbb66a25a551a8fff5768f9ea15b402d.jpg[/inny avek] - Nie można być świetnym we wszystkim. - Wzruszyła jedynie ramionami, zrzucając w ten sposób drobną warstwę śniegu, która znalazła się na jej płaszczu. Zdecydowanie chciała znaleźć się już w ciepłym pomieszczeniu, tam będą mogli się skupić na tym, w jaki sposób grał Elias i o co i czy właściwie było mu to do czegoś potrzebne. Miała świadomość tego, że jej brat lubił ten dreszcz adrenaliny, która pojawiał się wtedy, kiedy mógł przegrać większość swojego majątku, ale czy naprawdę, aż tego potrzebował do szczęścia? - Jesteś pewien, że to życie rzuca Ci kłody pod nogi, a nie sam to sobie robisz? - Wszystko oczywiście zależało od punktu widzenia, ona zdecydowanie widziała ten problem inaczej, niż brat. Cóż, razem mogli dojść do jakichś szerszych wniosków, może zmieni to jego nastawienie do problemu, bo tak, uważała to już za problem, zresztą sam podrzucał jej kolejne argumenty. Zastanawiała się, jak często zdarza mu się przegrywać, nie sądziła bowiem, że wygrywanie jest jego domeną, bo nie wyglądał na kogoś, komu często przydarzałyby się dodatkowe zastrzyki gotówki. Właściwie nie widziała sensu w tej grze, ale ona miała zdecydowanie inne nastawienie do życia, dużo bardziej praktyczne. - Może tak, nie ma sensu zadawać tego pytania, bo raczej nie byłbyś zadowolony z mojej odpowiedzi. - Po prostu nie podobało jej się to jego jedno zainteresowanie, nie aprobowała go, zresztą nie pierwszy raz o tym wspominała. To nie tak, że uważała całą resztę życia Eliasa za jakąś nieudaną, wręcz przeciwnie. Cieszyła się z tego, że brat podążał swoją własną ścieżką, nawet jeśli była ona zupełnie inna od tej, którą wybrała ona, czy ich rodzice. Najważniejsze, że był szczęśliwy i znalazł swoje miejsce na tym świecie. Prudence w końcu dotarła do stolika, który dostrzegła w samym kącie sali. Zdjęła z siebie swój płaszcz i powiesiła go na krześle. Usiadła. Sięgnęła do kieszeni płaszcza po papierośnicę, położyła ją na stole. Rozejrzała się dopiero wtedy po pomieszczeniu, kiedy szła w stronę wolnego miejsca nie wsłuchiwała się jakoś specjalnie w rozmowy. - Boją się, zresztą nie dziwię się, że się boją, kto wie, czego można się spodziewać. - Zaczęła odpływać myślami, znowu to robiła, nie umiała jednak zapanować nad tymi drobnymi epizodami. Wcale nie tak niedawno Grindewald próbował doprowadzić do czegoś podobnego, jego działania odbiły się sporym echem w czarodziejskim świecie, sądziła, że to może się powtórzyć i w tym przypadku, w końcu nigdy nie wiadomo do czego posunie się kolejny szaleniec. Mrugnęła dwa razy, po czym spojrzała na brata. - Co jeśli się nie rozejdzie, jeśli to początek czegoś większego? Nie ma się co dziwić, że się boją nieznanego, to naturalny odruch. - Nie wydawało jej się, aby to zachowanie było w jakikolwiek sposób zaskakujące. Sama Prudence nie miała pojęcia, czego mogli się spodziewać i jak to całe orędzie wpłynie na ich świat. Jakieś zmiany musiały nadejść, nie mogli czuć się do końca bezpiecznie wiedząc, że ktoś chce przejąć władzę nad czarodziejskim światem, ktoś, kto traktował czystokrwistych jako elitę, tacy jak oni może nie byli też osobami, w które mierzyliby jako pierwsi, ale ich krew też była brudna, kto wie do czego postanowią się posunąć, póki co jednak nie zamierzała panikować. Zresztą co mogą jej zrobić, zabić? Nie bała się śmierci, czekała na to, aż w końcu nadejdzie, może wtedy w końcu zazna szczęścia. RE: [20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence - Elias Bletchley - 04.03.2025
RE: [20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence - Prudence Fenwick - 06.03.2025 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/db1fe40a8ec156d3bdc75925e9a35175/a299a6bc6052ead5-3e/s500x750/68e80c9fbbb66a25a551a8fff5768f9ea15b402d.jpg[/inny avek] - Musisz sobie wreszcie uświadomić, że to wszystko zależy od Ciebie. - Tutaj też mieli chyba nieco inne zdanie. Prudence była zdania, że każdy był kowalem własnego losu, mógł na niego wpływać... Przynajmniej w większej części życia, bo w końcu też nie mogła przywrócić do życia Liama, ani w żaden sposób wpłynąć na to, co mu się przytrafiło. To wcale nie było takie proste, jak jej się mogło wydawać. Nieco spochurniała przez to, dokąd zaprowadziły ją jej myśli, właściwie ciągle się to działo. Wszystkie rozmowy prowadziły do tej jednej tragedii, która się im przytrafiła. Eliasa ciągnęło do hazardu, Prudence do niekoniecznie mile widzianych praktych magicznych, zakazanych, każde z nich miało coś za uszami. Nigdy jednak nie chwaliła się bratu, co było jej odskocznią, może nie powinna była tak głośno komentować tego jego zainteresowania? W końcu jej było jeszcze bardziej potępiane przez społeczeństwo. Sama uważała, że ludzie boją się tego, czego nie znają, bo przecież ta dziedzina magii mogła również przynosić dobro. Szkoda, że nie każdy zdawał sobie z tego sprawę, kiedyś pewnie otworzą oczy, żeby nie było na to zbyt późno. - Co to za głupie pytanie, oczywiście, że masz być szczery. - Wpatrywała się w brata krótką chwilę, bo nie do końca wiedziała, dlaczego w ogóle je zadał. - Wydajesz się być o tym przekonany, nie byłabym jednak taka pewna. Nastroje wśród ludzi od jakiegoś czasu są bardzo niespokojne, w końcu nadejdzie momet kiedy bańka pęknie, kiedy którejś ze stron się uleje i skończy się świat, który znali. Działo się to już w przeszłości, wszystkie czynniki świadczyły o tym, że stanie się to niebawem. Chcąc nie chcąc wiedziała, jak to wyglądało w przeszłości, potrafiła łączyć fakty, wiedziała, że takie sytuacje rozpoczynały się w podobny sposób. [b] - Obawiam się, że tym razem może nie być, aż tak optymistycznie. - Zdecydowanie mieli odmienne zdanie na ten temat. Prudence bała się, że już niedługo znany im świat odwróci się do góry nogami. - Pojawiły się trupy, dużo pojedynczych trupów. - Powiedziała cicho, nie widać w niej było jednak zbyt wielu emocji, kiedy wspominała o zmarły. Przywykła do oglądania ciał, w końcu na tym polegała jej praca. Przynajmniej nie musiała sobie zarzucać, że nie była ich w stanie uratować. - Ten marsz to był dopiero początek, wtedy zresztą nie doszło do tak wielu morderstw. - Ktoś musiał być osobą, która uświadomi jej brata o tym, jak to faktycznie wyglądało. Tak właściwie, pewnie wiele osób myślało podobnie do niego, bo nie znajdowali się tak blisko problemu jak ona. Może w pewien sposób to było nawet wygodne, bo ludzie nie panikowali, aż tak bardzo, kiedy problem ich nie dotyczył. Ona miała powody ku temu, aby się denerwować. - Ciekawe, czy w końcu i my zaczniemy im przeszkadzać, póki co interesują ich tylko mugolacy, ale z czasem i to może się zmienić. - Aktualnie niby nie byli pierwszym wyborem, jeśli chodzi o zainteresowanie popleczników Voldemorta, ale kto mógł przewidzieć, jak to właściwie się potoczy. RE: [20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence - Elias Bletchley - 08.03.2025
RE: [20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence - Prudence Fenwick - 10.03.2025 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/db1fe40a8ec156d3bdc75925e9a35175/a299a6bc6052ead5-3e/s500x750/68e80c9fbbb66a25a551a8fff5768f9ea15b402d.jpg[/inny avek] - Obawiam się tego, że to jest ten moment, w którym ta jedna jednostka pociągnie za sobą tłumy. Ostatnio było niespokojnie, to trwa od kilku lat. - Zachodziły zmiany, które nie podobały się czystokrwistym, obawiali się oni tego, że mugolacy mogą przejąć wszystkie wysokie stanowiska w ministerstwie, odebrać im władzę, a przecież władza była najważniejsza dla elity. Czuła, że to może zakończyć się tragicznie. Tym bardziej, że i druga strona zaczynała domagać się swoich praw, jak chociażby charłacy, którzy przecież nie mieli magicznych mocy, a również byli częścią magicznego społeczeństwa. Bletchley uważała, że powinny zostać wprowadzone zmiany, bo przecież nie żyli już w średniowieczu, świat pędził do przodu, a niektórzy czarodzieje nie potrafili za tym nadążyć. Niby znała swoje miejsce w magicznej społeczności, ale nigdy do końca nie wiedziała dlaczego powinna czuć się gorsza tylko dlatego, że nie posiada odpowiedniego nazwiska. Jej wiedza na pewno przewyższała wiedzę sporej części elity mimo tego, że jej krew była brudna. - Zdaję sobie sprawę, że tu ciągle się coś dzieje, Elias. - Mieszkała przecież w tym mieście całe życie, nie musiał jej w tym uświadamiać. - ale dawno nie było tyle zamieszania z każdej strony, to eskaluje, zobaczysz, że zakończy się to wszystko ludzką tragedią. - Nie chciała być czarnowidzem, ale jednak bardziej zmierzała ku temu, że tak właśnie się stanie. To musiało się skończyć eskalacją, kiedy każde strony domagały się roszczeń, była świadoma tego, że niedługo może wybuchnąć wojna, pozostawało zastanawiać się kiedy faktycznie się to wydarzy i która strona ją rozpocznie. Gdzie właściwie było ich miejsce podczas takiego starcia? Czy powinni opowiadać się za którąkolwiek ze stron, czy siedzieć cicho, nie rzucać się w oczy niczym karaluchy, które miały przetrwać wszystko? Byli pomiędzy, nie należeli ani do elity, ani do tych ludzi najgorszego sortu, którzy zdaniem czystokrwistych nie powinni znajdować swojego miejsca w magicznym świecie. - Jeśli mówię, że to jest nietypowe, to tak dokładnie jest. Nie wiem, dlaczego nie traktujesz moich obaw poważnie. - Chciałaby mieć takie lekkie podejście do życia jak jej brat, jednak nie potrafiła myśleć w ten sposób. Artyści zawsze byli trochę odklejeni i kroczyli z głową w chmurach, powinna do tego przywyknąć, ale mimo tych wszystkich lat, które razem przeżyli nadal nie do końca potrafiła to zrozumieć. - Tak, na początek, skąd wiesz, że później nie przyjdą po nas? - W końcu kiedyś pozbędą się tych najsłabszych ogniw, skąd mogli wiedzieć, że nie będą chcieli sięgnąć po więcej, w pełni pozbyć się brudnej krwi z czarodziejskiego świata? Nie dało się przewidzieć ich zachowania, kto wiedział, czy jeśli odniosą sukces nie poczują się pewniej i nie będą chcieli przekraczać kolejnych granic? Tego nie dało się przewidzieć. - Czy ja wiem? Ten charłak to czyjś brat, czy siostra, czyjeś dziecko. Nie mieli wpływu na to, że nie dostali magicznych zdolności, co jeśli Ty, czy ja urodzilibyśmy się tacy? - Na pewno ktoś by zauważył ich zniknięcie, czy śmierć. Nie chciało jej się wierzyć, że byłoby to zupełnie obojętne ich bliskim, a jak widomo wspólna krzywda jednoczy, więc pewnie te rodziny wspólnie zaczęłyby szukać winnych. Nie sądziła, że wszyscy tak łatwo by się poddawali. - Wydaje mi się, że to jest moment, w którym nie powinniśmy nic planować, ani zakładać. - Była może w tych swoich przekonaniach dość negatywnie nastawiona, ale ostatnio brakowało w jej życiu światła, zbyt wiele złego się jej przydarzyło, aby nie traktowała takich przesłanek poważnie. RE: [20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence - Elias Bletchley - 10.03.2025
RE: [20/11/1970] Nastał czas ciemności || Elias & Prudence - Prudence Fenwick - 11.03.2025 [inny avek]https://64.media.tumblr.com/db1fe40a8ec156d3bdc75925e9a35175/a299a6bc6052ead5-3e/s500x750/68e80c9fbbb66a25a551a8fff5768f9ea15b402d.jpg[/inny avek] - No jasne, lepiej ignorować wszystkie znaki i udawać, że nic złego się nie dzieje. - Prychnęła, bo zupełnie nie rozumiała podjeścia swojego brata. Jasne, każdy chciał mieć święty spokój, ale w takiej sytuacji? Kiedy działo się tyle złego, czekali kiedy to eskaluje? Lepiej było się po prostu przygotować na najgorsze, niż udawać, że to się nie wydarzyło. Byli zdecydowanie po przeciwnych biegunach, czasem nie mogła się nadziwić, jak w ogóle było to możliwe. Wszystkie znaki świadczyły o tym, że niedługo wydarzy się coś okropnego, chaos opanuje Wielką Brytanię, zdecydowanie lepiej było się na to nastawić, niż udawać, że wszystko jest w porządku. Oczywiście nie zamierzała na siłę udowadniać Eliasowi swoich racji, skoro zdecydowanie miał swoje podejście. Czekała jednak na moment, kiedy będzie mogła mu powiedzieć swoim zarozumiałym tonem głosu a nie mówiłam. Była pewna, że to się wydarzy, że do tego dojdzie. Prędzej, czy później. - Może nie jutro, ale chyba lepiej mieć świadomość, że to się wydarzy, nastawić się na to? Zamiast żyć w ochronnej bańce, dzięki której wydaje Ci się, że to wcale nas nie dotyczy. - Powinna już skończyć ten temat, bo czuła, że nie osiągną w tym wypadku żadnej zgodności. Mieli odmienne zdanie, zdecydowanie. Nie zapowiadało się na to, żeby któreś z rodzeństwa zamierzało je zmienić. Czasem już tak bywa, że nawet rodzina nie mogła się dogadać. - To nie jest pech, ktoś ma na to wpływ, ktoś decyduje o tym, co się wydarzy, los nie ma w tym przypadku nic z tym wspólnego. Znalazł się oszołom, który chce przejąć władzę nad czarodziejskim światem, to on jest za to odpowiedzialny, a nie fortuna. - Jej zdaniem w tym przypadku nie można było mówić o pechu, wręcz przeciwnie. Zamierzali pozbyć się bardzo konretnej części społeczeństwa, robili to świadomie, tutaj nie było możliwości na to, że ktoś ma pecha. Po prostu się taki urodził, a oni zamierzali przez to wykluczyć ich z magicznego świata. Nie miało to dla Prue najmniejszego sensu, nie rozumiała tego podejścia, bo Ci ludzie przecież nie mieli wpływu na to, że magia ich wybrała. Powinni się cieszyć z tego, że ich społeczność rosła, nie musieli się przynajmniej krzyżować między sobą, co było całkiem zdrowe z naukowego punktu widzenia. Zmrużyła na moment oczy, bo zaczęła o tym myśleć, odpłynęła na chwilę, jak to miała w zwyczaju. Próbowała przywołać przed swoje zamknięte oczy widok strony w książce, w której o tym czytała. Na pewno choroby genetyczne przytrafiały się częściej tym, którzy byli ze sobą dość blisko spokrewnieni. Po krókiej chwili wróciła do brata, odetchnęła i sięgnęła po papierośnicę, którą wcześniej położyła na stole. Wsadziła sobie do ust fajkę, po czym odpaliła ją swoją zapalniczką, zaciągnęła się dymem. - Tak, nas zostawią w spokoju, ale czym właściwie różnimy się od mugolaków? Kiedyś też byliśmy na ich miejscu. Nie potrafię zrozumieć, że mogą komuś tak bardzo przeszkadzać. Nie dociera to do mnie. Nie zrobili niczego złego, nie prosili się o to, zostali wyrwani z życia, które znali, trafili do zupełnie obcego świata, a teraz ktoś chce ich za to zabić. - Mruknęła cicho, nie chcąc zwracać na siebie uwagi. Nie podobało jej się to, co aktualnie się działo, widać było, że miała swoją własną opinię na ten temat. Oczywiście, że elita na pewno nie zamierzała pozbyć się wszystkich, ktoś musiał im usługiwać, spełniać ich zachcianki. Tyle, że te czasy już dawno powinny minąć, te sztuczne podziały. - Charłacy są najmniej liczną grupą, od nich się zacznie, później sięgną po więcej, w końcu zacznie to przeszkadzać takiej ilości osób, że dojdzie do konfliktu, którego będziemy częścią. - Jasne, zaczynało się od tych najmniej widocznych, ale nie sądziła, że na tym poprzestaną, wręcz przeciwnie, będą brnąć dalej, aby spełnić swoje cele. - Przeżyć. - Odpowiedziała cicho, ledwie usłyszalnie. |