![]() |
|
[7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +--- Wątek: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange (/showthread.php?tid=5408) |
[7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Mirabella Plunkett - 03.12.2025 Bal maskowy7 października 1972 roku nie był zwyczajnym dniem dla angielskiej socjety. Prawie każda czystokrwista osoba otrzymała imienne zaproszenie na bal, który był organizowany w Rezydencji Lestrange, przy ogrodach Maida Vale. Starożytny ród postanowił w odpowiedzi na ostatnie wydarzenia zorganizować przyjęcie godne każdego czystokrwistego czarodzieja i czarownicy. Gości witała brama, oddzielająca Maida Vale od rezydencji. Przy drzwiach stała dwójka ochroniarzy, którzy prosili o okazanie zaproszenia i uchylenie maski, by potwierdzić tożsamość zaproszonych. Po pozytywnej weryfikacji wrota rezydencji otwierały się bezgłośnie, prezentując eleganckie wnętrze, oświetlone ciepłym, lekko pomarańczowym światłem. Z sali balowej dobiegała cicha muzyka, wygrywana przez magiczne, unoszące się w powietrzu instrumenty. Długi korytarz, którego podłoga pokryta była eleganckim dywanem tłumiącym kroki, prowadził do drzwi sali balowej i zahaczał o ustawiony pod ścianą masywny, ciemny stół. Stały tam trzy kobiety w pięknych, czarno-złotych maskach, i rozdawały każdej chętnej osobie po fiolce eliksiru. Jeżeli ktoś nie chciał pić go od razu, eliksir lądował z powrotem w przygotowanych do tego, pojemnych kasetkach. Eliksiry musiały mieć imponujące efekty, takie których można było się spodziewać po rodzinie wywodzącej się od starożytnych alchemików - niektórzy goście lewitowali, a niektórym z pleców wyrastały przepiękne skrzydła. Schody na piętro były strzeżone przez dwóch czarodziejów - jeżeli ktoś przychodził ze swoim dzieckiem, pociecha była odbierana przez guwernantki, które oddelegowano do opieki nad niepełnoletnimi. Sala, w której bawiły się dzieci, jako jedyna znajdowała się na piętrze i nie miał tam wstępu nikt poza obsługą i rodzicami, którzy potwierdzą swoją tożsamość. Nigdzie nie widać było skrzatów, lecz jasnym było, że te uwijają się w pocie czoła. W sali balowej znajdowały się suto zastawione stoły, a między gośćmi krążyła obsługa w czarno-złotych maskach, nosząc tace z szampanem i winem. Wśród zamaskowanych gości ciężko było znaleźć organizatorów balu - na pewno byli tu obecni, krążyli wśród zaproszonych, doglądali wszystkiego, lecz pozostawali nieuchwytni, przynajmniej na ten moment. Kryształowe żyrandole odbijały ciepłe światło, a posadzkę spowijała mleczna mgła, która falowała przy każdym kroku. Melodyjna muzyka uzupełniała gwar rozmów. Ci, którzy przyszli tu razem, świadomi swojej tożsamości, rozmawiali swobodnie, pozostali zaś, czując się anonimowo, rozstawili się w parach lub mniejszych grupkach przy stołach z przekąskami i płonącymi drinkami. Atmosfera była swobodna, tak jakby pożar z 8 września nigdy się nie wydarzył. Jakby ludzie, którzy tu byli, na moment chcieli zapomnieć o stracie. Ze względu na mój wyjazd narracja MG pojawi się 12 grudnia około godziny 13. Nie obowiązuje limit postów w tej turze. Zasady
Przestrzeń gryKostkiNa wydarzenie zostały przygotowane specjalne kości. Zanim użyjesz odpowiedniej komendy, przeczytaj dokładnie opis kości - niektórymi możesz rzucić tylko raz w ciągu całej rozgrywki (tam, gdzie można rzucić tylko raz na całą rozgrywkę, znajduje się odpowiednia adnotacja). RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Rodolphus Lestrange - 03.12.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/b5/d7/1d/b5d71d08058e6ef41e388eb3b9ca2670.jpg[/inny avek] Potwierdzam tożsamość, wchodzę i piję wręczony eliksir
Z reguły unikał przyjęć, jednak tego konkretnego uniknąć nie mógł. Podejrzewał, że skoro na wejściu rezydencji ochrona sprawdzała ich tożsamości, to w jakiś sposób jego rodzina odhaczała, kto pojawi się na balu, a kto nie. Nie miał pojęcia, że to będzie tak wyglądało, ale decyzja o przyjściu okazała się słuszna. Być może nie należała w 100% do niego (i nie chodziło tu wyjątkowo o ojca, ale głównie o matkę, której słowa musisz być i się pokazać, muszą wiedzieć, że trzymamy się razem wciąż odbijały się echem w jego głowie), lecz to już nie miało znaczenia. Przyszedł sam, chociaż liczył, że uda mu się pochwycić sylwetkę jednej osoby, na której mu zależało. Był na czas, jak zwykle, jako jeden z pierwszych, więc będzie miał szansę zająć odpowiedni punkt obserwacyjny. Czy jednak pozna Astorię pod maską? Czy jej zapach, sposób chodzenia oraz sylwetka na tyle wryły mu się w pamięć, że odgadnie ją bezbłędnie? Uchylił na wejściu maskę oraz okazał zaproszenie. Stojący przy drzwiach ochroniarz kiwnął głową i odsunął się lekko, a drzwi otworzyły się, by wpuścić Rodolphusa do środka. Nie podejrzewał, że tak szybko zjawi się ponownie w rezydencji, ale nie miał prawa narzekać. Dzisiejszego wieczoru miał wyjątkowo mało praw. Gdzieś za nim lub przed nim pewnie byli jego rodzice, gdzieś kręciła się reszta rodziny, więc ani słowo nie mogło wymsknąć się spomiędzy jego warg. Lestrange wszedł do środka, a jego uwagę niemal od razu przykuł stolik z eliksirami. Podszedł do niego i wziął buteleczkę. Kobiety w maskach uśmiechnęły się zachęcająco, a on wątpił w to, co miał za chwilę zrobić. Ubrany był w białą koszulę i garnitur, tak jak zawsze. Założył jednak dodatkowo czarny krawat, którego na co dzień unikał. Uznał, że skoro stroje mają być dostosowane do okazji, to może się chwilę przemęczyć - w końcu nie planował zostawać tu długo. Maska, którą miał założoną na twarz, była śnieżnobiała, wykonana ze sztywnego materiału. Jeden oczodół był czarny, w klasycznym kształcie, wokół którego przyklejono niewielkie kryształki, odbijające światło żyrandolu. Czarna jak smoła farba tworzyła proste, równe kreski i kropki. Drugi oczodół był w kształcie serca. Miejsce na usta również zostało pociągnięte czernią. Ironia? Być może, ale liczył na to, że nikt nie skojarzy go z tego typu wyborem. Co prawda Cynthia mówiła, że jego oczy potrafiły go zdradzić, lecz czy ktoś będzie chciał podejść na tyle blisko? Uniósł maskę na moment i wypił wręczony przez kobiety eliksir. Nie ufał ludziom, ale rodzina była innym tworem. Czymś, dla którego warto było ryzykować. Wierzył, że nie stanie się tu nic podobnego, jak na weselu Blacków. Żadnych kapibar, żadnych bójek. !eliksiry RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 03.12.2025 Krew Qilin Po wypiciu eliksiru jesteś w stanie odgadnąć, czy pierwsza osoba, na którą spojrzałeś, ma czyste serce (poziom spaczenia I) czy serce przeżarte mrokiem (poziom spaczenia od III w górę). Efekt utrzymuje się 2 kolejki. RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Anthony Shafiq - 03.12.2025 Razem ze swoją towarzyszką ma sprawdzaną tożsamość na wejściu, a potem rozkoszuje się atmosferą rezydencji.
Anthony J. Shafiq nie lubił przyjęć. Zawsze jednak miał słabość do bali maskowych i rzadko kiedy je opuszczał, bez względu na to, czy były to wielkie fety, czy kameralne przyjęcia dla ściśle wyselekcjonowanej śmietanki towarzyskiej, więc to spotkanie miało szansę stać się jego ulubionym przyjęciem sezonu. Atutem był również fakt, że nie wymagało od niego pokazywania twarzy. Nie trzeba było słać miłych uśmiechów. Nic nie trzeba było… Choć nie, trochę obowiązków pozostało, zwłaszcza, że panna Burke zdecydowała się przyjąć jego zaproszenie. Maska którą nosił, była już dość wiekowa, nosił ją jednak jako ambasador w Paryżu, nie zaś tutaj, pośród angielskiej society, nie było to więc wielkim faux paux, że ukrył pod nią swoje lico. Bogato inkrustowana, mieniąca się srebrzyście, zdobna w perły i diamenty warta była więcej niż niejedna kreacja tegoż przyjęcia. Blask odbijał się od stalowych tęczówek obserwujących otoczenie oczu, przesłoniętych ażurowymi gwiazdami. Orientalne zębiska z masy perłowej nie odznaczały się przy tym nadto, ale były detalem, który potrafił ściągnąć wzrok. Ozdoba nie pozwalała mu jeść czy pić, ale mówił swobodnie. Włosy zostały na okoliczność wieczoru odmienione - przycięte, pociemnione, adekwatnie ułożone wobec mody nieco młodszych magów. Jego elegancka szata zachwycała najczerniejszą z czerni, niemalże pochłaniającą światło, stanowiąc wraz z oprawą twarzy ciemną kanwę dla księżycowego bożka. Eliksir na wejściu przyjął z dozą tłumionej nieufności, przesłaniającej z kolei paranoję właściwą bezsennemu, znerwicowanemu politykowi. Jego twarz na moment tylko uśmiechnęła się przepraszająco, gdy odstawił fiolkę, aby nie musieć nosić już maski uszytej z jego mięśni i skóry na rzecz tej wykonanej dłońmi francuskiego mistrza magicznego jubilerstwa. - Prezentujesz się olśniewająco moja droga, mam nadzieję, że uda mi się zapewnić Tobie udany wieczór - powiedział, gdy weszli już do środka w pełnej krasie swoich strojów, nachylając się przy tym do panny Burke, aby nie musiała zbytnio nadstawiać ucha do jego płomiennych zapewnień. Chwilę potem ujął jej dłoń i przyłożył do srebrzystej tarczy w geście szarmanckiego pocałunku. - Zapowiada się intrygujący wieczór. Widziałaś może ogrody tej rezydencji? Dotarły do mnie słuchy, że zakwitły tam czarne róże. Moglibyśmy się przejść je zobaczyć, gdy formalnie zostanie rozpoczęty bal. Ponoć są unikatowe, a ich czar niesie ze sobą pewną… grozę nieoznaczoności. - roztaczał opowieści, zgodnie z rolą, w którą wszedł tego wieczoru: księżyca, w którego świetle wszystko nabiera nieco innych kształtów, wykrzywionych cieniami tańczących drzew. Zawada: bezsenność, drobny lęk (przejęcie kontroli) Przewaga: bogacz, występowanie [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=AxwvLrV.jpeg[/inny avek] RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Lucy Rosewood - 03.12.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ZnoEk7r.jpeg[/inny avek] Razem z Gabrielem potwierdzam swoją tożsamość, wchodzę do środka i piję eliksir. Lucy od bardzo dawna nie chodziła na żadne bale głownie dlatego, że chciała wszystkim, czy raczej samej sobie, pokazać, że balów już nie lubi. Ale to był bal maskowy. No i Gabriel bardzo chciał iść, a ona z jakiegoś dziwnego powodu lubiła zarówno bale maskowe, jak i Gabriela. Z tym, że to pierwsze przynajmniej lubiła cały czas tak samo, kiedy w przypadku tego drugiego, każdy kolejny dzień magicznie sprawiał, że sympatia wobec irytującego wampira tylko w niej rosła. I to bardzo rosła. Zdecydowanie za bardzo. I jeszcze jej to nie przeszkadzało. Skończyło się więc tak, że w pewien sposób poszli na ten bal razem, nawet jeśli Gabriel musiał się nieco bardziej postarać aby otrzymać zaproszenie. Znalezienie maski nie zajęło jej dużo czasu. Na całe szczęście podczas swojego długiego życia zgromadziła ich parę jako ładne pamiątki z podróży i zaoferowała Gabrielowi, o ile potrzebował, że mógł wybrać coś z jej kolekcji. Dlatego też najwyraźnieje postanowił założyć na oczy coś absurdalnego. Z sukienką problem był natomiast nieco większy i wymagał od niej dużej zapłaty u krawców, ale wampirzyca zdecydowanie nie narzekała na efekty. Prezentowała się w końcu całkiem dobrze w swojej czerwonej kreacji i białej, porcelanowej maski, ozdobionej motywem z róż i czarnymi perłami. – Jeśli zaraz nie przestaniesz się tak uśmiechać, ktoś jeszcze pomyśli, że wkradłeś się tutaj nielegalnie – mruknęła do Gabriela, gdy ochroniarze już zweryfikowali ich tożsamość. W pierwszej chwili się wahała, ale ostatecznie przyjęła buteleczkę z eliksirem, uznając że w najgorszym wypadku to Gabriel przez chwilę będzie musiał być tym odpowiedzialnym. Zresztą to była tylko kropla w morzu szaleństwa, jakim był dzisiejszy wieczór, bo w końcu była tutaj, na balu maskowym, z Gabrielem u boku i to jeszcze w rezydencji ludzi, którzy byli jej rodziną. – Ładnie tu – mruknęła i wypiła eliksir. !eliksiry RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 03.12.2025 Skrzydło Pegaza Po wypiciu eliksiru z twoich pleców na 1 kolejkę wyrastają pierzaste, duże skrzydła. Jesteś w stanie unieść się nad ziemię na kilkadziesiąt centymetrów. Jednocześnie czujesz się wolny od wszelkich zmartwień, a wszelkie troski idą w zapomnienie na krótką chwilę. Czujesz się prawdziwie szczęśliwy. RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Atreus Bulstrode - 04.12.2025 Razem z Brenną potwierdzam swoją tożsamość, wchodzę do środka i piję eliksir. Posiadłość Lestrange'ów jak zawsze prezentowała się imponująco i miała w sobie jakiś taki urok, który Atreusowi zwyczajnie przypadał do gustu. Lubił zwyczajnie to miejsce; tak samo kiedy za dzieciaka podczas wakacji bywał u Louvainta, tak jak i teraz, kiedy był już dorosły. Ogrody doprowadziły ich do głównego wejścia, gdzie odbywało się sprawdzanie tożsamości gości i posiadanych przez nich zaproszeń. Zatrzymali się, on i Brenna, czekając na swoją kolej, a Atreus przyglądał się przez chwilę procesowi któremu poddawano gości przed nimi. - Chyba powoli coś mi się odkleja, jak niektórym w naszych biurach, bo te maski wydają się dziwnie w słabym guście. Bal maskowy balem maskowym, ale wyobraź sobie co by było, gdyby któryś z kolegów w czarnych piżamach pomylił się w drodze na imprezę i wziął z szafki nocnej nie to akcesorium co powinien - ni to zaśmiał się pod nosem, ni to skrzywił lekko, kiedy pochylił się nad nią, ściszając przy tym oczywiście głos. Coś w nim kazało mu się nad tym zastanawiać, nawet jeśli bardzo, ale to bardzo chciał tego wieczora zwyczajnie się rozluźnić i dać sobie ze wszystkim spokój. Jego maska była... w sumie to nie był pewien skąd ona była, bo wygrzebał ją gdzieś z pokaźnych czeliści domowego skarbca swojej matki. Była czymś, co wygrała w karty, a co dodatkowo wydawało się posiadać swoją historię. A nawet historię przez wielkie H. Co prawda bajki na jej temat niekoniecznie Atreusa interesowały, ale liczyło się to że wyglądała ładnie. Animalistyczne rzeźbienia, miały chyba przywoływać na myśl lisa, tym bardziej że kość słoniowa, którą pokryta była maska, miejscami pomalowana była na rdzawy i czarnawy kolor. Miejscami artysta wyrzucił w błoto chyba cały fundusz, jaki został mu przyznany, pozłacając elementy dla efektu wow. W końcu przyszła ich kolej i mogli wylegitymować się smutnym panom, którym dane było dzisiejszego wieczora pilnować wejścia. Bulstrode uśmiechnął się do nich na pożegnanie grzecznie, z pewnym zaciekawieniem podchodząc do zaprezentowanych im eliksirów. Jeśli wcześniej chodziły mu po głowie ostrożne myśli odnośnie zamaskowania całego towarzystwa, tak teraz bez mrugnięcia okiem sięgnął po fiolkę. Co jak co, ale nie spodziewał się że ktoś zamierzał tutaj kogokolwiek truć. Znaczy nie oficjalnie, oczywiście. A niewiadoma wiążąca się z tym, co mogło się trafić? Oh, tak wspaniale ciągnęła ręce co przechylenia zawartości i wlania jej do gardła. - Na zdrowie - mruknął do Brenny i pociągnął eliksir, oddając potem pustą fiolkę paniom, które je rozdawały. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek] !eliksiry RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 04.12.2025 Elfi Wywar Na 2 kolejki kurczysz się do rozmiarów elfa. Nie możesz mówić - z twoich ust wydobywa się wyłącznie ciche brzęczenie. Z pleców wyrastają ci maleńkie, półprzezroczyste skrzydła, umożliwiające latanie przez czas trwania eliksiru. RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Leviathan Rowle - 04.12.2025 Razem z Astorią potwierdzamy tożsamość i wchodzimy do środka - Miałaś może okazję przyjrzeć się już czarnym różom w Maida Vale? - zapytał miękko, zwracając twarz w jej kierunku, kiedy stali obok siebie i czekali aż będą mogli ruszyć dalej. Rozkwit samych różanych krzewów nie był niczym nietypowym, ale kiedy tylko okazało się że kwiaty przybrały tak nietypowy kolor, plotka o tym omiotła cały Londyn. Teraz, miesiąc po tym, wciąż można było je oglądać, a nawet jeśli on sam nie posiadał większych ciągot ku temu, by zbadać ich naturę to nie był ślepy - ich ewenement mógł zwyczajnie cieszyć oko. Szczególnie kogoś takiego jak panna Avery. W końcu była artystką. Zaproszenie jej na bal maskowy wydawało się czymś zwyczajnie naturalnym. Ładnie razem wyglądali - ale zwykle sprowadzało się to raczej do tego, że ona olśniewała, przykrywając swoją urodą wszelkie niedociągnięcia jego wycofania i gadzich cech wyglądu. Nie na odpowiedniej prezencji też mu zależało, a na kimś z kim zwyczajnie dało się porozmawiać. Kto zwyczajnie rozumiał i miał jego sympatię. A oprócz tego? Kobieta wydawała się wciąż stać w pewnym rozkroku, jeśli chodziło o socjetę - w końcu jeszcze niedawno była zaręczona, szykując się do wkroczenia do jego rodziny i przyjęcia nazwiska Rowle. Śmierć Xandera wszystko zmieniła i teraz była, nieco brzydko mówiąc, zwyczajnie niczyja. Niby w żałobie, ale nie powinna zagłębiać się w niej zanadto, bo to tylko narzeczony. Niby minęło już wystarczająco dużo czasu, ale jej niedoszła rodzina wciąż chociaż odrobinę o nią dbała, z szacunku dla pamięci krewnego. Przesunęli się do przodu i szybko przemknęli przez proces sprawdzenia tożsamości i posiadanych zaproszeń. Posiadłość Lestrange'ów przywitała ich więc z otwartymi ramionami, a także i wyciągniętymi w ich stronę eliksirami. On odmówił, krótkim acz zdecydowanym gestem dłoni odmawiając przyjęcia fiolki, kiedy spojrzenie ukryte pod maską pomknęło na nowo do Astorii - jeśli ona chciała, nie zamierzał odmawiać jej odrobiny zabawy w odrywaniu tego, co przygotowali dla nich gospodarze. Jego maska zakrywała górną połowę twarzy i była w spiżowym kolorze, a pokrywały ją motywy roślinne; liście, łodygi i bluszczowe wąsy. Wiły się głównie dookoła oczu, na czole i przy krawędziach, a tło dla nich stanowiła faktura, która wydawała się przypominać korę drzewa. Matka, chcąc zadbać o odpowiednią prezencję potomka, chciała zaproponować mu coś lepiej odnoszącego się do dziedzictwa Rowle'ów, ale on sam uznał że byłoby to zanadto dosłowne. RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Lyssa Dolohov - 04.12.2025 Potwierdzam swoją tożsamość, wchodzę do środka i piję eliksir. Otrzymać imienne zaproszenie na bal maskowy - to dopiero było przyjemne doświadczenie. Lyssa zdążyła się przyzwyczaić, że była w głowach bardzo wielu osób, zwyczajnie przylepiona do imienia Vakela. Tutaj jednak została potraktowana jako osobny byt. Szkoda tylko, że nie miała z kim iść pod rękę. Samotnie było jej absolutnie nie do twarzy i zwyczajnie źle. Była odrobinkę naburmuszona i niezadowolona, ale pewnie niektórzy asystenci jasnowidzów byliby w stanie stwierdzić, że było to naturalny dla niej stan skupienia. Na zewnątrz jednak wciąż starała zachowywać się jak najlepsze pozory - tak samo kiedy stała w tej cholernej kolejce do sprawdzania zaproszeń, jak i potem, kiedy już przeszła kontrolę i weszła do wnętrza posiadłości rodziny Lestrange. Niezadowolenie nie przeszkadzało jej wyglądać jak cukrowa wróżka - eteryczna, delikatna postać, której maska przypominała stado mglistych motyli, które usiadło na twarzy właścicielki. Zaczarowana tak, by momentami trzepotały skrzydełkami, ale nie znajdowały się tylko w okolicach twarzy; niektóre przysiadły na włosach, sukience czy na rękawkach. Całość kreacji była oczywiście jednym z najnowszych krzyków mody we Francji, szyta na tamtejszą modłę i odcinająca się przez to nieco na tle angielskich kreacji. Zachowana w przyćmionych kolorach różu, które przechodziły w siebie i były przytłumione wierzchnią warstwą półprzezroczystego, mglistego materiału. Zastukała obcasami o posadzkę, kiedy przesunęła się w głąb holu, gdzie z kolei natrafiła na panie rozdające eliksiry. Z lekkim zawahaniem sięgnęła po jeden z nich i wypiła zawartość fiolki. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5KDJmIP.png[/inny avek] !eliksiry |