Secrets of London
Funeralia Epistularia ex Necronomicone - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Czarodzieje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=108)
+--- Dział: Sowia Poczta (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=36)
+--- Wątek: Funeralia Epistularia ex Necronomicone (/showthread.php?tid=2000)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14


RE: Funeralia Epistularia ex Necronomicone - Baldwin Malfoy - 14.02.2025

—07/09/1972—


Odpowiedzi na liściki przychodziły całkiem żwawo odpisane z reguły na tyle karteczki.

Odpowiedzi na 1-szy liścik nie było - ale znalazła później rysunek Mewki na grzybie przyczepiony pinezką w kuchni nad blatem zaraz obok kilku rysunków Fridy.
Odpowidzi na 4-ty liścik też nie było.


Odp. na liścik nr 2.
Nie spałem.
If u know, u know.
Baldwin

Odp. na liścik nr 3.
No i co się pienisz jak źle uwarzona Amortencja?
Przecież ją pilnowałem. Cały czas patrzyłem, żeby nie wyjeżdżała strasznie za linie.

A będziesz brała coś u Woody'ego?
Jak tak to weź dwie porcje, przyjdziemy później ze Scarlett, chociaż pojęcia nie mam, o której wróci. Wyszła gdzieś rano, ale Lucyfer na mnie aktualnie łypie z kanapy, więc podejrzewam, że nie na długo.

Baldwin



RE: Funeralia Epistularia ex Necronomicone - Hjalmar Nordgersim - 18.02.2025

Dolina Godryka, 26 sierpnia 1972

Szanowna Lorraine,
O ile nasza znajomość sprowadza się na razie do listownej znajomości i współuczestniczeniu w tym jakże pięknym święcie, tak czuję, że to dopiero początek czegoś większego. Mam na myśli oczywiście współpracę i wspólny wysiłek jaki trzeba będzie włożyć, aby spełnić wolę, mości nad nami górującej, Matki.

Jak to się mawia w moich rodzinnych stronach - "Gość w dom, Bóg w dom" - drzwi do mojego domostwa stoją otworem, a ja sam nigdzie się nie wybieram, stąd początek września brzmi jak idealny pomysł. Mam nadzieję, że Wielebna wybaczy nam tę zwłokę. Musi jednak zrozumieć, że jesteśmy tylko marnymi ludźmi, biednymi duszami, które los zwodzi na pokuszenie i zniszczenie. Wierzę, że widzi w nas ziarno dobra i szczerości w działaniu, co zostanie pozytywnie odebrane w końcowym rozrachunku.

Dziękuje również za te piękne słowa dotyczące naszego kramu. Jestem rad, że mamy tak pozytywną opinię wsród tutejszej ludności.

Z serdecznymi pozdrowieniami,
Hjalmar Björn Nordgersim

List nosił ślady węgla, chociaż miejscami wyglądało jakby nadawca starał się to wyczyścić - niestety, w większości, dosyć nieudolnie.


RE: Funeralia Epistularia ex Necronomicone - Peregrinus Trelawney - 24.02.2025

07.09.72

Droga Lorraine,
doceniam poetycką analogię sztuki i artysty, życia i śmierci. Trudno odmówić jej pewnej słuszności; jak artysta jest przyczyną sztuki, tak życie jest przyczyną śmierci. Mam jednakże nadzieję, że żyję w świecie — i taką właśnie wyznaję jego wizję — w którym Twoje porównanie jest nieuprawnionym. Jeśli tylko mam taką sposobność, preferuję pozostawanie w domenie spójnych, jednoznacznych definicji. Oddzielam tym samym śmierć od życia tak samo, jak oddziela się cząstka od antycząstki, materia od antymeterii, ruch od bezruchu. W słowach najzwięźlejszych: uważam je za stany sprzeczne i dopełniające się. Wszędzie tam, gdzie nie ma życia, jest śmierć. Wszędzie tam, gdzie nie ma śmierci, jest życie.
Za osobną sprawę uznaję śmiertelność duszy a śmiertelność ciała. Dowodzić nie sposób, czy ducha można unicestwić. Możemy rozszczepić go, uwięzić, przyzwać, lecz czy zniszczyć? Są przesłanki za tym, że nie. Śmierć ciała stwierdzić można — w dzisiejszych czasach — niemal bezbłędnie i w miarę jednoznacznie. Obowiązuje przeto definicja, nie godzi się zacierać tej granicy, odmawiać kresu ludzkiej wędrówki. Potrzebujemy tej linii, potrzebujemy tej definicji i innych pojęć elementarnych, aby nie wprowadzać chaosu do naszego porządku.
Spoglądasz w jedną stronę — życie, spoglądasz w drugą — śmierć. Gdzie więc znajduje się odcięcie? Ty i ja często patrzymy na rzecz, stojąc dokładnie na nim, dlatego trudno nam je dostrzec. Przykładam jednak dużą uwagę do tego, aby o jego istnieniu pamiętać.
Rozróżnienie między życiem a śmiercią, jak i granica między Limbo a światem nam znanym, istnieją i istnieć muszą absolutnie, bezwzględnie. Przekraczać te granice można w obie strony, to prawda, lecz pojęciowe ich zatarcie bądź przerwanie w sensie materialnym odbędzie się ze szkodą dla nas.
Pytasz, czym się ostatnio zajmowałem. Odwiedziłem Polanę Ognisk, widziałem szczelinę między nami a Limbo. Już ta wyrwa, choć stosunkowo niewielka, potrafi zbudzić w człowieku głęboki niepokój.
Wydało mi się, że widziałem coś tamtego dnia, że sięgnąłem niemal przez szczelinę, lecz urwało się to, ledwie spróbowałem skupić wzrok. Mógłbym jednak przysiąc Ci, że coś tam było, że zatrzasnęło się tuż przed moim nosem. Masz rację w tym, że śmierć jest zazdrosna, lecz nie o moje spojrzenie, a o swoje sekrety. Gdyby mogła, wyłupiłaby mi oczy.
W akcie tworzenia obie, śmierć i życie, są obecne, lecz nie przenikają się, a wypierają nawzajem. Tam, gdzie powstać ma życie, musi zrobić miejsce anty-życie, śmierć. Współistnieją one ściśle tuż obok siebie, lecz nie sposób ich złączyć w jedno.
Jeśli podążyć za Twoją spekulacją, jakobyśmy na świat przychodzili z przyrodzoną starością w myśl orfickiej idei, ghoulka byłaby na jeszcze tragiczniejszej pozycji. Byłaby nie tylko uwięzionym potencjałem, ale i przeszłością stłamszoną w martwej klatce sześcioletniej głowy. Miejmy nadzieję, że nie tak stworzony jest świat.
Jak i ty, nie wątpię w duszę Fridy; czyni ona tę dziecięcą sztukę tym cenniejszą. Oto granica życia i śmierci, którą możesz dojrzeć, Lorraine. Wymowniejszej niż ghoul nie znajdziesz — żywy duch w martwym ciele. Martwe paluszki, które można dowolnie przyszywać niczym kukiełce, a jednak wychodzi spod nich sztuka będąca wyrazem żywej duszy; życie przemawia przez martwe usta. Przyjrzyj się jej, Lorraine. Frida nie jest złączeniem, a kontrastem. Przez nią przebiega odcięcie.

Nie mogę się doczekać obejrzenia jej prac na Twoich ścianach.

Wzbraniam się przed określeniem siebie starym. Jest we mnie starość, ale ja jestem młody i tylko dzięki tej młodości mam siłę ją dźwigać.
Niosę cudzą starość, a choć uginam się pod nią, to każdego dnia dorastam do niej i ciąży mniej.
Od urodzenia patrzę w przyszłość, samo to dodaje duszy ciężaru lat, których nie przeżyło się, a jednak dźwigać je trzeba. Młodo straciłem ojca, a gdy on odszedł, na mnie spadła jego starość i choć spadła za wcześnie, czułem się zawsze w obowiązku ją zabrać. Właściwie, chciałem wziąć jej, ile tylko byłem w stanie i ponad to; zachować w sobie jak najwięcej z ojca. Tyle on żyje, ile mnie i matce udało się ponieść z jego pamięci oraz tożsamości. Gdy zniknęła matka, wziąłem na siebie i jej starość. Niosę od wtedy oboje ich. To ich starość widzieć możesz we mnie, lecz ja sam jestem młody i nie wymieniam jeszcze różdżki na kostur.
Nie sposób jednak nie schylić pleców pod tym ciężarem, upodobnić chłopca do starca. Szczęściem jestem jeszcze w wieku, w którym dni dodają mi siły i jest szansa, że kiedyś stanę prosto. A przynajmniej na tyle prosto, na ile jasnowidz objuczony wielością czasów stanąć może.
Potem — gdy przyjdzie starość, moja własna tym razem — znów schylę się ku ziemi i aby ulżyć sobie, zacznę rozdawać tę swoją starość młodym. Może przypałęta się jakiś ambitny uczeń, który wziąłby ciężar z moich pleców, jak ja teraz na moich mam ciężar cudzy. Oddam wówczas tę starość swoją, starość wieków, którą przyjąłem. Oddam również tę najsilniejszą część ojca mojego i matki; tę część, która udowodni swoją wartość przez próbę czasu. Mam nadzieję, że rozdam wszystko to i gdy wybije moja godzina, odejdę lekki.
W innym razie zajdzie niebezpieczeństwo, że umrę jako mędrzec, a powiadają, że duchy mędrców wędrować będą po kres świata. Lubię wędrować, kochana, ale komu by się chciało aż tyle  : )

Dziękuję za przestrogę odnośnie Charlesa. Do tej pory zaobserwować mogłem z całą pewnością, że jest skrajnie naiwny i podatny na manipulacje, i to tę najprymitywniejsze. Bałem się od początku przede wszystkim tego, że stanie się czyimś narzędziem i w ten sposób zaszkodzi Prawom Czasu. Jego samego o żadne knowania i intrygi raczej nie posądzam. Teraz, gdy wspominasz o umiłowaniu przemocy, zaczynam nabierać przekonania, że zawitała w progi kamienicy tykająca bomba. Z pewnością będę miał na niego baczniej oko i pod tym względem.
Nie martwmy się natomiast na zapas, mistrzowi Dolohovowi przyniósł na razie tylko świecę-ciastko.

Cieszę się, że umykam Twojej złośliwości. Obawiam się, że mógłbym nie unieść jej, gdybym doświadczył jej w pełnej krasie.

Peregrin

PS
Mam nadzieję, że nie pogniewasz się o nieco polemiczny charakter listu.
Zdaje się, że uwiera mnie nieokreśloność i potrzebuję systematyzacji.
Możliwe też, że za często przygotowuję i analizuję odczyty, wykłady oraz artykuły, za rzadko sięgam po poezję.

PPS
Mam nadzieję, że ta McKinnonówna to nie Ambrosia.



RE: Funeralia Epistularia ex Necronomicone - Victoria Lestrange - 28.02.2025

20.08.1972, Londyn

Droga Lorraine,

jeśli chodzi o tę plotkę, która poleciała w świat dwa tygodnie temu, to owszem, zaległo mi się w kamienicy licho. Tym lichem był poltergeist, zły duch, który bardzo kurczowo trzymał się tego świata. Krzyki, które ludzie słyszeli, należały właśnie do niego, gdy egzorcysta próbował się go pozbyć. Na szczęście od tamtej pory mam spokój, a udzie pewnie w końcu przestaną gadać. Dziękuję za kadzidełko oraz wizytówkę. Czy powinnam się odwdzięczyć jakimś eliksirem? Mogę wykonać jakiś na zamówienie.


Pozdrawiam,
Victoria Lestrange



RE: Funeralia Epistularia ex Necronomicone - Dægberht Flint - 23.03.2025

W odpowiedzi na wiadomość, nadane dzień później.

Droga Lorraine,

owszem, Anglia znów zaszczyciła mnie przyjęciem w swoje objęcia i od kilku dni przebywam w stolicy. Twój list zawitał do mnie w chwili, w której bardzo go potrzebowałem, niech więc to będzie jeden z wielu dowodów na to, że Matka nad nami górująca nie pozostaje bezczynna i zachęca swoje dzieci do współpracy, kiedy wymaga tego w jej ocenie gwarancja dobrej przyszłości. Nigdy, przez wszystkie lata mojego życia, nie zwątpiłem w to, że w odpowiedniej chwili poprowadzi nas tam, gdzie powinniśmy być.

Emocje, jakie wybija dziś Twoje serce, utkane są z lęku i każdy, kto lękał się kiedyś i rozumie powagę tego, co dzieje się w City of London i Dorset, ułoży swoje dłonie na Twoich i wesprze Cię w modlitwie, która uspokoi Twoją duszę. Jestem jedną z tych osób. Pamiętaj droga przyjaciółko, gdzie świt daleko, tam słowo Jej rozbrzmiewa jeszcze silniej, jego echo otula nawet najciemniejsze czeluście Kniei. Jest tam, gdzie nie sięgają nawet wrzosy i mgła. Krople wody drążą skały, aby mogła dotrzeć do najciemniejszych jaskiń. Ona nie da Ci utonąć w smutku i trwodze, a ja zawsze będę kimś, kto pomoże Ci znaleźć drogę do miasta z bezpiecznego brzegu.

Kiedy będziesz tego potrzebowała - jestem.

I póki krew w moich żyłach płynie, będę zawsze. Wszystkim, co musisz zrobić, jest poproszenie mnie o pomoc.

Dægberht Flint



RE: owl center Lorraine Malfoy - Dearg Dur - 29.03.2025

—03/09/72—


Londyn, 03.09.72

Droga Claro z grobowca swojego przebudzona,

wbrew Twoim obawom, list i słowa przez Ciebie ofiarowane przynoszą mi otuchę, zwłaszcza w tym czasie, w którym próżno szukać szczerości w otaczającym świecie. Wyrzucam sobie Drogie Dziecię swoją nieobecność, nie ma dnia, nie ma godziny bym nie żałowała momentu słabości, który mnie do niej doprowadził, a z każdym dniem żałuję tego coraz bardziej z trwożniej, spoglądając na drzewo własnej rodziny, a każda doba przynosi coraz straszniejsze wieści. Groźby nie skończyły się na pojedynczym uderzeniu w głowę, nawet jeśli śledczy obecnie kierują się ku hipotezie niewinnego poślizgnięcia się na mokrej trawie oraz mylną, histeryczną reakcją Raphaeli, której emocji zamroczyły racjonalny pogląd na całą sytuację. Nie daję jednak temu wiary, skoro ledwie dwa dni temu otrzymałam list z pogróżkami będący wciąż echem tamtej sytuacji, list zaciskający mi gardziel tak, że nie byłam w stanie wypowiedzieć słowa.

Ciężko mi w tych dniach, zwłaszcza patrząc na furię jej rodziców, która odbija się również na mnie. Przechwycili oni korespondencję tej nieszczęsnej dziewczyny i zakładam, że do dnia ślubu w którym to oni zdecydują któż jest jej księciem z bajki, nie opuści ona swoich pokoi. Miałam nieszczęście przeczytać ten list i trwoży mnie lekkość z jaką ta pusta głowa wyraża swoje sądy, w oderwaniu od świadomości politycznych ciążeń. Sztuka... obie byśmy marzyły, by ta była jak najdalej od materialnego świata, te przestrzenie są jednak ściśle ze sobą związane, a głupcem pozostaje ten, który sądzi, że jest inaczej. Towarzystwo i tak według wielu jego członków jest zbyt liberalne, a wraz z przebiegiem koncertu opinia się ta tylko zaostrza. Pytasz jak mogłabyś mi pomóc, a ja nie umiem zebrać myśli. Mój stan powrócił już do normy, wciąż jednak nieco szybciej się męczę, a czasem mgłą zachodzą myśli i wspomnienia minionego czasu. Pomódl się za mnie proszę, może Matka przyda mi siły i rozsądku za Twoim wstawiennictwem, aby udało mi się znaleźć najlepsze rozwiązanie tej sytuacji.

Twoja Johanna szczęśliwie pozbawiona fizjonomii Brahmsa
Josephine

odpowiedź na ten list




RE: Funeralia Epistularia ex Necronomicone - Baldwin Malfoy - 03.04.2025

Po powrocie do Necronomiconu Lorraine mogła zauważyć, że niemal doszczętnie zwęglony obraz, który dotychczas stał na wystawie leży na środku podniszczonej sali głównej. Odwrócony. Najwyraźniej autor wiadomości nie miał przy sobie ani kartki ani niczego do pisania, bo wiadomość wyrżnięto czymś ostrym w drewnianej ramie.

Ojciec też by się odwrócił.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Baldwin pozostawił wiadomość po spotkaniu nowego kolegi, ale ewidentnie nie zawitał w Necronomiconie na długo. Był tam na tyle krótko, żeby się z Lorraine rozminąć.



RE: Funeralia Epistularia ex Necronomicone - Baldwin Malfoy - 24.04.2025

—08/09/1972—


Gdzieś tak koło południa Lorraine mogła znaleźć na stole najnowsze wydaje "Czarownicy" idealnie otwarte na tym dodatku. Na gazecie rzucona była wyrwana karteczka z jakiegoś zeszytu.


Oy, zobacz co Sabrina przytargała dzisiaj do Eurydyki.
Ale chyba się Pani Matce nie pochwalę, że mi wyszła Malfoy.
Baldwin



RE: Funeralia Epistularia ex Necronomicone - Stanley Andrew Borgin - 20.05.2025

Krótko i na temat. Bez zbędnych ceregieli.

Czy wszystko w porządku po wczoraj? Przetrwałaś? Czy Maeve też jest w jednym kawałku?
S.

List dotarł gdzieś w godzinach porannych po całym zamieszaniu związanym z przełomem 8. i 9. września


RE: Funeralia Epistularia ex Necronomicone - Renigald Malfoy - 29.06.2025

Odpowiedź na ten list.

Londyn 09.09.1972r.

Szanowna Kuzynko,

Śmiem rzec, że nie spodziewałem się otrzymać troskliwego listu od Ciebie.

Zdrowie dopisuje. Jeżeli chodzi o straszliwe rzeczy, to owszem. Zdarzyła się najprawdziwsza tragedia tej nocy. Spłonęła mi najwspanialsza sypialnia i szafa, z najwspanialszymi ubraniami. Prześladuje mnie krzesło z jadalni. Cóż mam napisać więcej? Remont mieszkania będzie mnie sporo kosztować...

Po tej nocy, zaczynam rozważać, czy nie kupić u Ciebie wygodnej i eleganckiej trumny. Taki model łóżka z klapą, chyba jest bezpieczniejszy na dalsze noce w tym mieście.


W kwestii naszej relacji. Nie jest proste, zapomnieć o przeszłości. Zastanawia mnie, dlaczego teraz wyszłaś z tą propozycją? Czy stało się coś, co zmieniło w Tobie spojrzenie na rodzinę? Na mnie?



Renigald Malfoy