Secrets of London
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45)
+---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317)



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.05.2024

Południowe stragany, idę do loterii, a później szykować się do występu

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ZIpJ6wR.png[/inny avek]

Alkohol zakupiony u pani Ralitsy nie podszedł jej do gustu. Cytrynówka tej młodej była zdecydowanie smaczniejsza, twarzy wykrzywiła się jej po tym, jak wlała w siebie rakiję. Piła niby ją wcześniej, ale jeszcze nigdy nie zaregowała na ten rodzaj alkoholu, aż tak. Wypluła resztkę nawet pod stoisko. Miała nadzieję, że nikt nie zauważył, ale czasami nie do końca panowała nad swoimi odruchami, tak to już jest z tą porywczością...

W tym przypadku nie kupiła nic więcej, nie wzięła butelki na wynos, trochę się zraziła.

Zbliżała się powoli godzina występu, był to chyba odpowiedni moment, żeby pójść się do niego przygotować. Nim poszła za kulisy jednak wsadziła sobie w zęby papierosa, musiała się nieco odstresować. Bądź, co bądź nie była to naturalna rola panny Yaxley, scena nie była jej żywiołem, nie przemyślała wszystkiego, więc pewnie pozostanie jej imporwizacja, miała nadzieję, że się zbytnio nie skompromituje. Zresztą, nawet jeśli, to przecież stała się celem demona, najwyżej pozwoli mu się zeżreć i nie będzie musiała się martwić tym, że coś nie poszło jej po myśli.

Kiedy kończyła palić, zauważyła jeszcze loterię fantową. Lubiła gry losowe, postanowiła więc podejść jeszcze póki miała chwilę, żeby zakręcić kołem. Było spore zainteresowanie, spojrzała jeszcze na scenę, ale póki co dalej rządziły na niej dzieciaki, więc mogła jeszcze chwilę odstać w tej kolejce. Gdy przyszła wreszcie jej kolej, mocno zakręciła kołem, żeby zobaczyć, czy los jej dzisiaj sprzyja.

Gdy to zrobiła ruszyła ze zdobycznymi fantami za kulisy.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Rabastan Lestrange - 28.05.2024

Południowe stragany - Stoisko z loterią

Przychodzę na sabat i losuję sobie fanty.

W gruncie rzeczy Rabastana miała nawet nie być na tegorocznym Lammas. Lato zdecydowanie nie okazało się dla niego łaskawe, bo kiedy tylko znajdował w sobie trochę siły, aby wyjść do ludzi, to dziwnym trafem zaraz łapał go jakiś dziwny kaszelek lub katarek, co skutkowało uziemieniem w rezydencji Lestrange'ów. W pewnym momencie jednak rozgłośnia radiowa Nottów zaczęła się o niego upominać, więc musiał coś na to poradzić... I poszedł do lekarza na kontrolę. Dopiero wówczas dostał zwiększoną dawkę leków i parę pomniejszych mikstur, które pomogły mu wrócić do zdrowia.

To jednak nie jego denny stan zdrowia sprawił, że przywiało go na kiermasz. W żadnym stopniu nie było to ostatnie życzenie umierającego blondaska, który zapragnął jeszcze raz znaleźć się wśród ludzi. On po prostu... Przyszedł się rozejrzeć po wydarzeniu przed powrotem do pracy. Bądź co bądź, miał prowadzić wieczorną audycję w radio, a ta zapewne będzie musiała zawrzeć w sobie, chociaż parę informacji na temat wydarzenia, które obecnie zawładnęło sercami i umysłami czarodziejów i czarownic w całym Londynie. Rabi chciał się dowiedzieć, o co było całe halo i czy faktycznie obchody święta żniw różniły tym razem od tych, jakie znał z ubiegłych lat.

Dziwnym trafem, przemieszczając się między mniejszymi i większymi grupkami czarodziejów, zawędrował sto stoiska loteryjnego położonego w południowym segmencie bazarowym. Niestety, stanowisko z kołem okazało się dosyć mocno oblegane przez innych gości, toteż Rabastan musiał odczekać swoje. A kiedy już w końcu znalazł się na przodzie kolejki i został wywołany do wolnego koła... Spędził tam dłuższą chwilę, zostawiając po sobie sporą ilość galeonów, aby koniec końców odejść tylko z jedną nagrodą. Młody czarodziej obejrzał sobie uważnie zawiniątko z każdej strony, po czym zniknął w tłumie, nie wiedząc jeszcze, co dokładnie z nim zrobi.

I tak nie powinien się nad tym teraz zastanawiać. Miał cały festyn do obejrzenia!



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Tristan Ward - 28.05.2024

Stragany Południowe  - Magiczne Różności, Własne Stoisko

Tristan miał sporo obaw, czy wystawianie się to był dobry pomysł. Choć asortymentu nie miał złego a w uzupełnione o eliksiry Olivii, mogłoby w jakimś stopniu przykuwać uwagę. Ruch mieli co prawda słaby, ale przecież to zrozumiałe, skoro dopiero wszystko się zaczęło. Co z tego, że inni sąsiadujący mieli większe wzięcie? Tutaj gromadziło się od czarodziei czystej krwi. Znane twarze, byłych kolegów i koleżanek z Ministerstwa.
Tristan uścisnął dłoń Leonowi, skinąwszy głową, w języku migowym z użyciem dłoni, udzielił prostej odpowiedzi.
"- Mnie również miło.” – proste pokazane słowa, które Olivia powinna bez problemu odczytać i przetłumaczyć swojemu przyjacielowi.
Skoro zaprezentowany przedmiot, nie trafił w gusta jej znajomemu, odłożył na miejsce i pozwolił Bletcheyowi samodzielnie dokonać wyboru.

Na jego pytanie, postanowił zostawić udzielenie odpowiedzi swojej ukochanej dziewczynie. Była tutaj jego głosem. Szybciej będzie, jeżeli ona będzie z nimi prowadzić konwersację, niż on miałby napisać odpowiedzi na kartce. Nie było to pytanie o jego produkty, a o całokształt frekwencji osób przy ich stanowisku.





RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Ambrosia McKinnon - 28.05.2024

Południowe stragany, kręcę kołem, a potem Château des Dragons

To nie tak że czuła jakąś wielką potrzebę religijnego spełniania się i celebracji świąt w czarodziejskim roku kalendarzowym, ale zawsze jakoś przemawiała do niej idea chodzenia sobie między rozstawionymi straganikami i oglądania prezentowanych tam durnostojek. Do tego jeszcze do rozstawionych na Pokątnej straganów wcale nie miała daleko, więc siłą rzeczy znalazła się tam prędzej jak później, wędrując wytyczonymi pomiędzy wystawcami ścieżkami.

Ludzi było sporo, ale w gruncie rzeczy nie spodziewała się tutaj niczego innego, szczególnie kiedy wszystko działo się w towarzystwie sceny, która mogła zapewnić całkiem ciekawe atrakcje, no i jeszcze dostawili do tej całej imprezy koło z loterią fantową, a jak wiadomo odrobina hazardu zawsze działała na plus i przyciągała ludzi.

Sama się nawet odrobinę wpisywała w tę kategorię, bo właśnie stała przed jednym z nich i kupowała losy. Sześć - niech będzie. Były tanie jak barszcz i coś czuła, że nagrody mogły prezentować się w podobnej kategorii, co te które można było wygrać na takiej Ostarze czy Beltane. Jedyną różnicą jednak teraz był fakt, że to nie gobliny sponsorowały całą atrakcję, a normalni czarodzieje, energicznie zachęcający przechodniów do wzięcia udziału. Rosie wreszcie stanęła przed kołem, pozbyła się losów, wciskając je jednemu z rudzielców, a potem zakręciła.

Zabrała swoje rzeczy, bardziej skupiając się w tym momencie na tym, by szybko wyjść z kolejki i nie przeszkadzać innym, a nie rozliczać się z tego co właśnie dostała. Zapakowała je pobieżnie do torby i ruszyła dalej, w końcu wyłapując w tłumie gigantyczną sylwetkę swojego brata. Dlatego też swoje kroki skierowała właśnie do niego. Znajdujący się przy stoisku sprzedawca właśnie nim potrząsał i coś gadał, chyba po szwedzku, bo nie posądzała Hadesa o nadmiernie rozwinięte zdolności lingwistyczne. Dwa języki to jak na niego i tak było strasznie dużo.

- Przyszedłeś tutaj, żeby schlać się na służbie? - zapytała, stanąwszy obok Hadesa, a potem uśmiechnęła się czarująco do Shafiqa. - Można spróbować?


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Hades McKinnon - 28.05.2024

Południowe stragany, Château des Dragons

Rozmawiam sobie z Anthonym, a potem niestety też z Rosie...

Zrobiłem wymowną minę, wpatrując się w szare oczy Anthonyego. Jak mógłbym nie, skoro właśnie weryfikował moje mięśnie. Zawsze, jeśli tylko by poprosił, moje łapy były do usług. Jeśli pragnął poczuć coś mocnego na własnej skórze, to mój prawy sierpowy był zawsze w gotowości. Ja nie będę ukrywał, że lubowałem się w przemocy. Załatwiała problemy w dosyć sprawny, skuteczny sposób. Niekiedy trzeba było się trochę wysilić, ale nie trzeba było bynajmniej machać tymi patykami jak ostatnia cipa. A żeby to jeszcze dawało jakiś efekt wow.
Dobra, ale te wymowne tańce na mojej twarzy to się pojawiły nie ze względu na macanie moich barów, tylko ten szwedzki. Nie tęskniłem, ale w sumie trochę... konspiry nam nie zaszkodzi, szczególnie że mało ludzi w Anglii znało szwedzki, więc nawet nie będziemy podsłuchiwani. Raczej nie będziemy. A przy okazji sobie poćwiczę to śpiewne gówno.
Złożyłem groźnie swoje łapy na piersi. Tak trochę zszedłem z delikatnego wyrazu na twarzy, na rzecz szczypty bojowości...? Bojowości... Nie wiem, czy takie słowo istniało, ale pasowało mi do aktualnej sytuacji. To ze słodkich ploteczek to by było na tyle... Mogłem się obejść smakiem, ale to też nic straconego. Miałem teraz na głowie inne sprawy, a mianowicie śmieszki Shafiqa ze mnie oraz wino. O śladowych ilościach alkoholu!
- Ważyłbym na te rozbawione łezki, Shafiq... Wbrew pozorom, ten mundur daje pewne możliwości, a ja wciąż lubuję się w łamaniu kości - zauważyłem groźne, choć raczej ten nie powinien się obawiać mojej osoby. Raczej, bo jeśli przesadzi, to faktycznie mogłem mu policzyć kostki w śródstopiu albo nawet w kręgosłupie. - Tym razem łaskawie wybaczę ci. W dużej mierze za te śladowe ilości alkoholu, ale następnym razem nie będę taki dobry - ostrzegłem, rozplątując te swoje bicepsy i nawet grożąc mu paluchem niczym przerośniętemu dziecku. Nie trwało to długo, bo oczywiście wyciągnąłem rękę po kieliszek. Jeden nikomu nie zaszkodzi, a to nawet dobrze było na mój żołądek, z reguły przepełniony wszelkim żarłem.
- O, bydło ruszyło do losowania. Myślisz, że ktoś pobije się o nagrodę? - zapytałem go, ale nim zdążył odpowiedzieć, dodałem jeszcze w ramach jego wcześniejszego zapytania. - Tak jak ci wspominałem, nie miałem lekko po powrocie. Żona nie mogła mi przebaczyć zniknięcia, a jej jebnięta rodzinka nawet uznała mnie za martwego, więęęc... uroczo z ich strony - zauważyłem, po czym przekręciłem oczami, kiedy usłyszałem obok siebie ten irytujący głos.
- Bydło przyszło - skwitowałem, widząc kątem oka pełną torbę swojej siostry. Mogła tam jeszcze dowalić golonkę dla brata. Odwróciłem się do siostry i wyzerowałem - jakże kulturalnie - cały kieliszek wina na raz. Rzecz jasna, nie mogłem teatralnie patrzeć jej przy tym w oczy, bo musiałbym się położyć. Taki był z niej gnom. - Nie możesz sprawdzić, czy cię nie ma na drugim końcu placu? - zapytałem Ambrosii. My tu ważne sprawy omawialiśmy dotyczące DEGUSTACJI WINA. Trochę bardzo się to mijało z moim mało smakowym wychlaniu całego kieliszka, ale co nieco poczułem. Szkoda, że nie zbierało mi się na beknięcie, bo bym to zrobił prosto w jej twarz.
- Shafiq, to moja siostra Ambrosia. Niestety krew z krwi... Niczego jej nie mów - ostrzegłem go przed tą zmorą nieczystą w języku szwedzkim. Niech wie, że przed takim małym blond gnomem trzeba było uważać.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Dora Crawford - 28.05.2024

Południowe stragany - koło fortuny

Teoretycznie, czysto teoretycznie, nie powinno jej tutaj być. Nie w takim stanie. Brenna uparcie i z całą słusznością kładła jej do głowy, jak nierozsądne było pojawianie się poza Doliną Godryka bez jakichkolwiek poprawek odnośnie jej wyglądu, ale Dora czasem... zapominała. Całkiem specjalnie i całego tego swojego roztrzepania, ale wierzyła przy tym że nic złego nie mogło się przecież stać. A nie mogła sobie tak zwyczajnie odpuścić uroczystości związanych z Lammas. To nie tak, że było to jakieś szczególne dla niej święto, ale Crawley zwyczajnie czuła potrzebę obchodzenia każdego, które można było znaleźć w kalendarzu. Jeśli nie pojawiała się na uroczystych obchodach organizowanych przez Kowen Whitecroft, to odprawiała należne rytuały w zaciszu Warowni.

Teraz błądziła pomiędzy zatrzymującymi się przy straganach ludźmi, samej nie wiedząc, czego szuka. Wyszła z domu, rozminąwszy się z Brenną tak, ze ta nie mogła nałożyć na jej twarz odpowiednich poprawek, ale Dora przecież nie była na tyle nierozsądna, żeby wyjść jak stała, nie mrugnąwszy nawet okiem. Machnęła różdżką i teraz przemierzała plac z blond czupryną, a włosy, puszczone wolne, opadały jej na ramiona w delikatnych falach. Miała na sobie letnią, bawełnianą sukienkę w kolorze niezapominajek, która tylko uwydatniała barwę jej oczu.

W pewnym momencie przystanęła, zauważywszy że coraz więcej ludzi przepycha się w stronę chyba właśnie rozstawionej atrakcji, i po chwili zawahania ruszyła właśnie w tamtą stronę. Kolejka prowadziła do jednego z kół fortuny i po chwili zastanowienia dziewczyna doszła do wniosku, że równie dobrze mogła kupić losy i zainwestować je w nagrody. Kupiła sobie dwa losy, a kiedy przyszła jej kolej - zakręciła.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Leonard Mulciber - 28.05.2024

Południowe stragany - Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber
Odpowiada Charliemu, wita się z Isaackiem i kotem Victorii


Było coś niemal urzekającego w oglądaniu swojego młodszego brata przy pracy. Ah, tak szybko dorastają! Nigdy nie przyznałby tego na głos, ale czasami martwił się, czy utknięcie w rodzinnym biznesie aby na pewno wyjdzie mu na zdrowie. Przynajmniej wyglądało na to, że dobrze wie co robi i naprawdę potrafi rozmawiać z klientelą.
Leo nie wchodził Charliemu w paradę, dopóki nie został o to głośno i jakże UPRZEJMIE poproszony.
- Naturalnie, drogi Charlsonie - odparł niemal śpiewnie, opuszczając splecione dotąd na klatce piersiowej ramiona.
O dziwo nawet nie zajęło mu wieczności, aby odnaleźć wszystko, czego potrzebował. Brat wyraźnie zadbał o porządek w asortymencie. Chociaż w tym byli podobni.
Wracając do stoiska, sięgnął po papier i zaczął opakowywać zamówienie, choć z całą pewnością brakowało mu w tym nieco wprawy.
- Uprzejmie proszę - zwrócił się do Victori z uśmiechem, którym zazwyczaj częstował swoich pacjentów. Na tym też z reguły byłby skończył proces socjalizacji, gdyby nie niebieski łebek zwierzęcia, który z miejsca przyciągnął jego uwagę. Brwi Leonarda wystrzeliły ku górze, niczym z procy. - Nie chcę być nieuprzejmy, ale ma pani coś... Bardzo niecodziennego w swoim koszyku... Czy to z moimi oczami jest coś nie tak?
Zaaferowany niecodziennym zjawiskiem, jedynie krotko pomachał do Isaaca.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Isaac Bagshot - 28.05.2024

Południowe stragany - Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber
Isaac uwiesza się na Eryku, podziwia fallusy Chalresa i ZWRACA SIĘ DO WSZYSTKICH ZEBRANYCH WOKÓŁ STOISKA.

- W tym momencie jestem sępem z Proroka Codziennego.- Wyjaśnił Erikowi.- Ale Lammas to szczęśliwe święto, na którym każdego powinno spotkać coś dobrego. Tak więc, nie szukam sensa… - Zamilknął, kiedy Charles wyciągnął świeczki w kształcie męskich genitaliów. Bagshot zaczął się głośno śmiać i uwolnił przyjaciela ze swoich objęć.
- No, chyba że takich sensacji! Charles, to jest DOSKONAŁE! Koniec ze stereotypem, że Brytyjscy czarodzieje to banda nudziarzy!- Kto by pomyślał, że na widok świeczek penisów, ucieszy się niczym gracz Quidditcha mogący wypróbować nową miotłę. Sięgnął po jedną ze świeczek (tę największą), i wcisnął ją w dłoń Longbottom’a. Złapał za aparat, żeby zrobić zdjęcie.
- Wspaniałe! XD Eryczku, a stań bardziej bokiem. Bez obaw, uciąłem głowę.- Uspokoił kolegę, chwilowo zapominając nawet o Brennie. Zaczął obskakiwać stoisko Mulciberów, robiąc bardzo dużo zdjęć. Samopiszące Pióro nie wyrabiało, notując z prędkością jakiej dziennikarski świat jeszcze nie widział!
- Proszę państwa!- Zwrócił się do wszystkich, którzy stali przy stoisku.- Kolorowe i szalone lata siedemdziesiąte nie tylko w Ameryce! Precz z pruderyjnością! Im większa otwartość seksualna, tym szybszy rozwój społeczeństwa!*- Pouczył wszystkich zebranych, po czym wrócił do robienia zdjęć i oglądania Charles'owych artefaktow.

*Występowanie ♥️
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=DoiEAvc.png[/inny avek]


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Victoria Lestrange - 28.05.2024

Południowe stragany – Świece i kadzidła rodziny Mulciber

Chyba już jej całkiem na mózg padło od tego kociego futra, szczęścia i wina, że jakimś cudem nie zauważyła górującej nad tym stragane postaci Erika. Zamówiła co potrzebowała, gdy już się za wszystkim rozejrzała i przyglądała się młodemu mężczyźnie, który z miłym uśmiechem zapewnił ją, że już się wszystkim zajmą (a to nie było takie najmniejsze znowu zamówienie... Victoria doskonale wiedziała czego chciała), kiedy jakiś nieznajomy jej mężczyzna (Isaac) pojawił się obok i zwrócił do Erika i… Victoria w końcu uniosła głowę i zrobiła duże oczy.

– Ojej… Erik, przepraszam, nie zauważyłam cię – Victoria rzadko kiedy się rumieniła ze wstydu i to był jeden z tych nielicznych momentów, kiedy delikatny róż wpłynął na jej policzki. – Przysięgam, nie wiem jak to możliwe. Może to to wino od Anthony’ego… – tym bardziej, że Longbottom był wysoki, zwracał na siebie uwagę i ogólnie był bardzo charakterystyczny. I przystojny, ale to akurat nigdy nie grało dla niej roli, chociaż Brenna kilka razy wzdychała, że jaka szkoda, że się nie mają ku sobie. Ale wtedy Mulciber zwrócił się do nich, czekając aż na tyłach straganu zapakują jej wielkie zamówienie i Victoria obserwowała to w ciszy. Jak najpierw zrobił długi wstęp coś tam o afrodyzjakach. Potem wyciągnął skrzynkę, otworzył ją… Victoria aż uniosła brwi wyżej, widząc bardzo sugestywne kształty świec, a później słysząc dalsze rekomendacje dla wybranek, partnerek. Była cicho, to łatwo można było zapomnieć, że obok stała jakaś kobieta – zastanawiała się nawet nad jakąś ripostą, czy cokolwiek powiedzieć, ale wtedy drugi z mężczyzn zwrócił się do niej, wręczając jej pakunek. Najpierw zapatrzyła się na Leonarda, mrugając ze dwie sekundy oczami, potem automatycznie spojrzała w dół… Bo oto faktycznie Błękitny Kwiatuszek wystawił łeb z koszyka, najwyraźniej zainteresowany zapachami przy straganie ze świecami i kadzidłami.

– Dziękuję – odpowiedziała w końcu i uniosła na powrót spojrzenie, uśmiechając się do Mulcibera. – Nie, wszystko w porządku, on naprawdę jest niebieski. Podobno jakieś dzieci rzuciły na niego czar i już tak zostało – wyciągnęła sakiewkę, żeby odliczyć właściwą ilość monet za ten zakup i wyciągnęła ręce po swoje zamówienie. – To Błękitny Kwiatuszek – przedstawiła kotka, który trzymając się łapkami o rant koszyka, wyglądał ciekawie spoza niego i energicznie ruszał noskiem… Ale ten spokój został przerwany przez Isaaca, który postanowił wyciągnąć jedną z fallicznych świec, wcisnął ją Erikowi, wyciągnął aparat…Victoria zdążyła się tylko obrócić i po prostu gapić, bo jakoś opuściły ją wszystkie sensowne myśli.

– Teraz już na pewno trafisz na pierwszą stronę – powiedziała głośniej do Erika. Kątem oka dostrzegła Florence, do której skinęła głową z pozdrowieniem i… Atreusa. – Cześć, Bulstrode – zwróciła się do niego, jak zwykle magicznie przy nim zapominając jak ma na imię.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Vera Travers - 28.05.2024

Gastronomia — Bar


Towarzyszę Władcy Snów

Sierpień.
Jak to się stało?
Nie wie. Nie zna również choroby bądź dysfunkcji mózgu  która wywoływałaby czasowe upośledzenie funcji poznawczych do tego stopnia, iż ubieg czasu pozostawał niezauważalnym. Pochłonęła ją praca naukowa - w Departamencie, w tajnym projekcie Roberta Mulcibera, w swoim prywatnym… Które zręcznie przeplata pomocą bratankowi, którego nie potrafi pozostawić samemu sobie. Dni uciekają jej między palcami, czuje się jednak niemal w pełni szczęścia, choć migreny urozmaicają jej każdy, kolejny wieczór a choroba żywi się cudownie na nadmiarze informacji, jakie pojawiają się w jej systemie każdego dnia.
Codziennie ukrywa zmęczenie na swojej twarzy starannym makijażem i choć wolny wieczór wolałaby spędzić w wannie pełnej gorącej wody, nie potrafi odmówić Władcy Snów. Potrzebuje małej zmiany, wyrwania z naukowego szału by choć na jeden wieczór wyciszyć chorobą i bieg myśli, pędzących niczym dzikie smoki po niebiosach Kornwalii.Elegancka, karminowa sukienka kontrastuje z czarnym odcieniem towarzysza sprawiając, że na myśl przywodzili króla i królową przeciwnych talii kart.
- Biedna dziewczyna, w takich momentach mam przemożną ochotę zaklęcia takie pani Potts, byleby zrobiła to, co słuszne. -  Wzdycha smutno i układa subtelnie swoją dłoń na męskim przedramieniu. Świadkiem podobnych  zdarzeń bywała aż nazbyt często, jeszcze w czasach gdy uświetniała mury Św. Munga swoją osobą. Zielone ślepia uważnie rozglądają się po jarmarku w poszukiwaniu… Nie wie, czego dokładnie. Wie jednak, iż przyjdzie jej zapamiętać każdy szczegół tego przedstawienia.
Propozycja sprawia, że kobieta uśmiecha się do swojego towarzysza. Alkohol w takich sytuacjach, gdy pełno jest innych czarodziejów oraz bodźców, wydaje się być pomysłem nader dobrym. Szum procentów potrafił odrobinę zwolnić myśli. To zaś zawsze uważała za stan niezwykle przyjemny.
- A ja nie odmawiam. - Zgadza się, w końcu podążanie w kierunku stoisk gastronomicznych z pewnościa jest dobry pomysłem, zwłaszcza gdy towarzyszy jej tak słodki czarodziej, jak Morpheus. Kroczy spokojnie, choć stukot jej obcasów zagłusza wszechobecny gwar. Ile to już czasu minęło od momentu gdy ostatnio była na podobnym wydarzeniu? Długo. Od kilku lat ciągnie się przecież za nią widmo żałoby.
Cichy śmiech ucieka z jej piersi.
- Jedyną rzeczą w którą wierzę jest nauka, mój drogi. - Zaczyna. Rozbawienie nadal wybrzmiewa w jej słowach i choć wielu uznałoby ją za szaloną, Vera nie ma zamiaru udawać. Nie przy nim, ich przyciąganie i odpychanie trwało stanowczo zbyt długo, aby wciskać mu kłamstwa przeznaczone dla tych, których imion nie zwykła pamiętać. - To Mannan był tym uduchowionym, ja… Wierzę w to, czego mogę doświadczyć, zbadać czy sprawdzić… Jak sieci neuralne. - Wzrusza ramionami. Głoski imienia zmarłego męża nie wywołują w niej smutku, nie powodują zmiany pogody, jaka w niej panowała. W ciągu pracy poświęca mu wystarczająco dużo uwagi, by teraz móc ją przekierować w stronę towarzysza. - A Ty, Władco Snów? W co wierzysz i jakie rytuały odprawiasz? - Pyta, zielone oczy zaś błyszczą blaskiem ciekawości. I choć znali się w wielu aspektach, do teologii wcześniej nie mieli okazji dojść.
A to zasługuje na toast, czyż nie?