![]() |
|
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45) +---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317) |
RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Olivia Quirke - 28.05.2024 [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/cc/66/9b/cc669b9bf216f479116997ad2ed22acb.jpg[/inny avek] Magiczne Różności - Stragany Południowe Olivia rozmawia z Leonem i Tristanem Czy zauważyła, że coś było nie tak w tym chrząknięciu Leona i uśmiechu? Nawet jeśli, to nie dała po sobie tego poznać, ale raczej - znając Olivię - tego nie zauważyła wcale. Sama była zbyt zaaferowana tym, że mają własne stoisko i właśnie sprzedają pierwszą rzecz, by zwracać uwagę na drobne sygnały (które pewnie i tak by przeoczyła, bo niestety ale Olivia mimo że była bardzo empatyczna i do rany przyłóż, to czasem bywała ślepa na wszelkie sygnały - nawet najbardziej oczywiste). - Mu również jest miło - na to, że nie zwróciła uwagi na nic innego mógł mieć też wpływ fakt, że jednym okiem starała się ogarnąć Leona, a drugim - Tristana. I właśnie tłumaczyła mniej więcej tak, jak rozumiała język migowy. Proste znaki, kilka z kilkunastu, które poznała. Dogadać by się nie dogadała, pewnie sama by coś źle pokazała, ale całkiem nieźle radziła sobie z ich odczytywaniem. - Jesteś naszym pierwszym klientem! To chyba zrządzenie losu, prawda? Mrugnęła, chowając zapłatę do specjalnej sakiewki, która spoczywała bezpiecznie w kieszeni jej spodni. Nie chciała ryzykować żadną szkatułką czy czymkolwiek innym, co by było na widoku i mogło ewentualnie kusić złodziei. Nie spodziewała się ich co prawda, ale przezorny zawsze ubezpieczony. - Hm... Leon jest egzorcystą w Ministerstwie. Potrafi też widzieć dużo więcej, niż inni - powiedziała do Tristana, jednocześnie wydymając usta w zamyśleniu. Sama lekko się przesunęła, by omieść wzrokiem stoisko. Na jej ustach nagle pojawił się nieco szelmowski uśmiech. - Leon kocha zwierzęta, wiesz? Kiedyś, za dzieciaka, odwiedziliśmy hodowlę pufków. Zwierzęta go lubią, bo ma dobre serce. Pokiwała głową tak, jakby była największym znawcą magicznych i nie-magicznych zwierząt na świecie. Kurde, w końcu potrafiła odróżnić mugolską krowę mięsną od tej mlecznej! - Mieliśmy chyba coś z feniksem, prawda? To wspaniałe stworzenia - wydają się kruche, ale drzemie w nich prawdziwa siła - na powrót przeniosła spojrzenie na Leona i mrugnęła do niego, wyraźnie dając mu do zrozumienia, że feniks był stworzeniem, które do niego pasowało. - Co prawda nie chciałabym, żebyś nam tu nagle stanął w płomieniach, ale wiesz o co mi chodzi, nie? Prawdziwa siła to nie tylko ta fizyczna. Klasnęła w dłonie, dumna ze swojej dedukcji. Miała tylko nadzieję, że nic nie pojebała i Tristan faktycznie miał coś z tym motywem. @Tristan Ward @Leon Bletchley RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Charles Mulciber - 28.05.2024 Stoisko Mulciberów Pudło. Charles poczuł, jak czerwienieją jego policzki, gdy usłyszał, że świeczka miała być dla matki. Cóż, Erik nie sprecyzował tego wcześniej, więc skąd Charles mógł wiedzieć! Z drugiej strony, to tylko żart. Zabawka dla niepoważnych chłopców i niezbyt powściągliwych dziewczynek. - Rzeczywiście, prezent mógłby być... nieudany, skoro jest dla matki. Proszę wybaczyć. - Uśmiechnął się niezręcznie do klienta i naprawdę zamierzał zamknąć pudełko i nie pokazywać go już nikomu tego dnia, ale Isaac był szybszy. Charles nie zwracał już uwagi na brata, który obsługiwał Victorię, ani nawet na ojca, wuja, czy ciotkę, którzy gdzieś tam się kręcili. Tak, jak przed chwilą był czerwony, tak w jednym momencie jego twarz przybrała odcień zupełnej bieli, a barwa nawet lekko wpadła w zieleń. Ostatnim, czego chciał, to by ktokolwiek wymachiwał jego wstydliwymi świeczkami! I jeszcze nawoływał tłum!! - Isaac! - Jęknął, gdy pisarzyna chwycił w ręce największego fallusa, co gorsza, jego samopiszące pióro notowało, a Erik stał się przypadkowym modelem do zdjęć do gazety. - Isaac, ciszej! To nieoficjalne... - Ale co młody Mulciber mógł zrobić, gdy reporter darł dzioba, zwracając na siebie uwagę wszystkich? Bo przecież nie zapaść się pod ziemię. Tego jeszcze nie opanował. - Precz z pruderyjnością? - Podłapał. Przecież sam tak uważał. Należało iść za postępem. - Precz z pruderyjnością, ale to zostawmy na wieczór! - Poprosił, lecz lada przed nim uniemożliwiała mu wyrwanie świeczki z rąk Erika! RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Lorien Mulciber - 28.05.2024 Stragany Południowe: wciąż przy stoisku z biżuterią Viorici. Rozmawia z panną Zamfir i Richardem.
Ktokolwiek powiedział, że galeony szczęścia nie dają, na pewno nie był Crouch'em. Ani tym bardziej sycylijskim Prewett'em. Więc nie - Lorien absolutnie nie przeszkadzał fakt, że “trwoniła” swój majątek na rzeczy piękne i z reguły drogie. Ascetyzm i pokora nie leżały w jej naturze. Odwróciła się znów od sprzedawczyni, gdy usłyszała znajomy głos szwagra. Nareszcie! Wsadziła książeczkę pod pachę, pióro za ucho. - Stój. Proszę.- Poleciła krótko, biorąc dwa upatrzone wcześniej wzory spinek do ręki. Powiedziała "proszę", prawda? Musiała stanąć na palcach i przytrzymać się lekko przedramienia Richarda, żeby w ogóle przyłożyć zapinkę do szaty mniej więcej nad pierwszym guzikiem jego koszuli. Spojrzała na ozdobę, zadarła głowę krytycznie przyglądając się twarzy szwagra. I znów - na ozdobę. na jego twarz. Cmoknęła niezadowolona. Nie. Pierwsza z laurem kompletnie nie pasowała. Więc przyłożyła kolejną. Tym razem zdobioną drobnymi liśćmi bluszczu. Przypomniała jej się altanka w Szkocji. Jedno z nielicznych miłych wspomnień ostatnich miesięcy. I znów ten sam proces - była tak skupiona, że puściła mimo uszu, że coś działo się na scenie. I fakt, że zrobiło się nieco pochmurniej. Najwyraźniej była wystarczająco zadowolona z tego co widzi (albo uznała, że do czarnej wizytowej szaty Roberta czy tych jego głupich golfów będzie to bardziej pasować niż do letnich koszul Richarda), bo nie zamęczała szwagra dłużej. - Proszę też to doliczyć.- Oddała Viorici spinkę do rąk własnych, żeby mogła ją dopakować do wybranej wcześniej broszki. Czekając aż ta poda jej cenę zaczęła się rozglądać dookoła. Idąc tu minęli stoisko z winami, ale tam mogli zajrzeć później. Uwagę czarownicy przyciągnęło jednak stoisko po drugiej stronie. W ogóle było tam dość tłoczno. Była w stanie odczytać Pewnie gdyby nie tłumy ludzi na kiermaszu nie miałaby żadnego problemu z rozszyfrowaniem całego szyldu, ale zdołała wyłapać parę liter. M c l b r. Czyżby Charles rozłożył się tuż obok? RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Philip Nott - 28.05.2024 Między stoiskiem winnicy Château des Dragons a Świeczkami i Kadzidłami Rodziny Mulciber
— Wpiszę sobie to w terminarz. Uczestnictwo w wielu przyjęciach stanowi istotny element mojej pracy, choć nie pojawiam się na wszystkich. Nie dałbym po prostu rady, nawet gdybym chciał. — Doskonale wiedział, że natłoku swoich dotychczasowych i problemów osobistych łatwo było zapomnieć o wysłaniu parunastu zaproszeń - przekazując je Robertowi nie mógłby zapomnieć o jego rodzinie. — A skoro mowa o listach to po Lammas wyślę ci dwa bilety na premierowy pokaz sztuki Nocne marzenia i to w loży honorowej, wybierzesz się z żoną. — Poinformował swojego kuzyna, stawiając go przed faktem dokonanym. Philip, jako syn Arethy, posiadał nieograniczony dostęp do puli biletów w Teatrze Selwynów, z czego chętnie korzystał w takich sytuacjach, jak ta. Nie każdy mógł otrzymać od niego jakiekolwiek bilety. — Nigdy nie jest za późno aby zacząć dbać o swoje zdrowie. — Pomimo swojego zamiłowania do spożywania słodyczy to pozostawał zwolennikiem odpowiedniego odżywiania się, zażywania przyzwoitej dawki ruchu oraz wysypiania się. Stosowana przez niego dieta była w chwili obecnej dietą przeznaczoną dla sportowców. Podczas brania udziału w tym kiermaszu mógł sobie pozwolić na niego więcej, nawet na zagłuszenie słodyczy waty cukrowej tak zacnym trunkiem, jaki wywodził się z winnicy należącej do jego przyjaciela. — Jak dotąd nie zlokalizowałem stoiska z mocniejszym alkoholem. Nawet jak gdzieś na świecie jest już wieczór, tak tutaj na to jest za wcześnie. — Stwierdził podczas zmierzania wraz Robertem w stronę tamtego stoiska, kiedy... jego uwagę przykuło jakieś zamieszanie przy jednym ze stoisk - Świeczki i Kadzidła Rodziny Mulciber. W chwili obecnej nie posiadał informacji o tym, że Mulciberowie wystawiali swoje towary. — Co za zamieszanie, może podejdziemy sprawdzić co się tam dzieje? — Zwracając uwagę na harmider panujący przy tym stoisku, nie musiał nawet wskazywać palcem. Wzbudziło to jego zainteresowanie do tego stopnia, że chciał tam podejść. Może za to zamieszanie odpowiadały sprzedawane tam towary i były na tyle warte uwagi, że szybko schodziły. Może też ktoś kogoś okradł albo pięści poszły w ruch. Tego typu wydarzenia rządziły się swoimi prawami. @Robert Mulciber RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Richard Mulciber - 28.05.2024 Zostawiam Lorien przy stoisku "Biżuteria Viorici". Mijam stoisko Sophie "Mulciber Moonshine", spoglądając w jej kierunku. Zatrzymuję przy stoisku "Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber". Pytam uprzejmie zgromadzonych przy nim, reagując na zamieszanie i nawoływanie Isaaca.
Uniósł brew ku górze, kiedy otrzymał od niej polecenie… nie, wróć, prośbę? Aby stał w miejscu. ”Co ona kombinuje?” – pomyślał, ale posłuchał. Widząc w jej dłoni jakieś zapinki i jak próbowała przymierzyć na nim, chyba zrozumiał o jest grane. Kogo chciała przekupić? Jego czy Roberta? Ułatwił jej zadanie, pochyliwszy się nieco, aby nie męczyła swojego drobnego ciała i nie rozciągała się za bardzo. Dla świętego spokoju się poświęcił, skoro pilnował jej, aby się nie zgubiła w tłumie. Pogoda się powoli zmieniała, na całe szczęście. Co za dużo słońca to też nie zdrowo. Coś się zaczęło dziać na scenie, ale Richarda to nie interesowało. Do jego uszu niestety docierał głos Sophie z sąsiedniego stoiska, nawołujący zainteresowanych. Albo w ten sposób chciała zwrócić na siebie uwagę i swój interes. Gdyby nie promowała się ich nazwiskiem, a inną nazwą, być może nie zwróciłby na to szczególnej uwagi i olał. To już wystarczająco zwracało na niego uwagę. Gdyby tylko to… Kiedy Lorien dokonała wyboru, mógł się wyprostować i skierować znów spojrzenie w kierunku stoiska Sophie. Ale, im dalej wzrokiem sięgał, obok niej było jakieś inne zamieszanie u jego chłopaków. W tym usłyszał mężczyznę, który coś pieprzył przy ich stoisku? Zmarszczył brwi. Zbliżył się do Lorien, nachylił i szepnął jej do ucha.- Pójdę zobaczyć co się dzieje na naszym stoisku. Dołącz jak zapłacisz. Liczył, że zrozumie i jeżeli tak, zostawił ją na chwilę i przecisnął się przez przebywające osoby, dokonujące oględzin, zakupów czy plotkując sobie. Totalnie je zignorował i skierował się w stronę stoiska rodzinnego. Na Sophie, rzucił spojrzeniem zawodu, lecz nie u niej było to zamieszanie, więc jedynie minął jej stragan, zatrzymując się straganie rodzinnym ze świeczkami i kadzidłami. Szybko, przeanalizował sytuację, bardziej wzrok skupiając na Charlesie i dziennikarzu? Zarejestrował samopiszące pióro, aparat? To już wystarczający dowód pracy zawodowej tego czarodzieja. - Przepraszam. Co tutaj się dzieje?Zapytał dość poważnie, uprzejmie, ogólnikowo. Niczym zawołany przez dziennikarza do tego stoiska. Aby dowiedzieć się, co się dzieje. Nie zignorował obecności innych osób przy stoisku. Nie oczekiwał też, że te osoby udzielą mu odpowiedzi. Ale byłoby miło. Konkretnie, oczekiwał wyjaśnień od swoich synów. Charlesa i Leonarda. Jego wzrok dostrzegł coś, czego tutaj być nie powinno? Było trzymane przez Erika Longbottoma? - Czy to jest świeczka? Kolejne pytanie. Wskazując na coś, co trzymał mężczyzna. Nie ukrywał po sobie tego zaskoczenia. Czy to jest coś, co zrobiło tutaj zamieszanie? Spojrzał na Charlesa, którego twarz zmieniała kolory. Patrzył na niego już tym karcącym spojrzeniem ”Coście znów odjebali?” RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Atreus Bulstrode - 28.05.2024 Świece Mulciberów
- Hmm... wiesz co, niby się rozglądałem, ale jakoś nie zauważyłem go nigdzie. Ale pewnie się gdzieś tu kręci. Może przy jedzeniu? W sensie tam jest ta kawiarnia, może w środku? Łatwo by go było przeoczyć - zasugerował siostrze, na wzmiankę o to jakie chce świece, kiwając tylko głową. - Na okładkę pewnie byśmy trafili co najwyżej, gdybyśmy się zaczęli tutaj na samym środku obściskiwać - mruknął tylko, odrobinę i tylko trochę faktycznie ugodzony jej podjudzaniem. Po prawdzie jednak miał do Erika obojętne podejście. Był sympatycznym gościem, bratem Brenny i w gruncie rzeczy - a niech ma sobie to drugie miejsce. Jakby Atreus był tak stary jak Erik, to by go przeskoczył w tym rankingu i to jeszcze z saltem. Stanął z siostrą przy stoisku, z zaciekawieniem przyglądając się jego zawartości. Bo czy on właśnie dobrze widział? Czy oni mieli tutaj jakieś specjalnie modelowane świeczki? Bulstrode zaczął się trochę zastanawiać, czy to może nie były jakieś odlewy, a jak tak to jakiego biedaka. Wziął sobie nawet taką jedną świeczkę do ręki, żeby obejrzeć, bo powiedzmy sobie szczerze - był absolutnie zafascynowany i się zwyczajnie nie spodziewał. Podniósł nawet spojrzenie, najpierw na Florence, a potem w ogóle się rozejrzał z takim 'czy wy to ludzie widzicie'? Ale zaraz mu głupi uśmiech spełzł z twarzy bo jego wzrok natrafił na postać Notta. Atreus zgrzytnął zębami. Nie chodziło tutaj o ten durny pojedynek Louvaina i kto wchodził i z jaką częstotliwością w Lorettę, a o to co dwa dni temu powiedział im Laurent. Jemu i Florence. Nie mógł wyrzucić z pamięci rozmemłanej twarzy kuzyna. Tego bólu, który wręcz się z niego wylewał, tak samo jak nie mógł zapomnieć bezradności jaką czuł. A jeśli było w życiu coś, czego Atreus naprawdę nienawidził, to było to właśnie poczucie, że nie był w stanie nic zrobić. Potrząśnięcie Laurentem nic by nie zmieniło, ale danie w mordę Philippowi to już zupełnie inna para kaloszy. - Vika, nie tera. Bultrode szarpnął się, szybko wychodząc naprzeciw Nottowi i zwyczajnie zamachując się na niego ręką, w której wciąż trzymał świecę w specyficznym kształcie. Połamie to trudno, potem za nią zapłaci. Teraz liczyło się tylko, żeby pan gwiazda quidditcha dostał to, na co zasługiwał - czyli wpierdol woskowym fallusem. Bo sam był skończonym kutasem. biję Philipa penisem [roll=Z][roll=Z] RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Thomas Figg - 29.05.2024 Południowe stragany - Biuteria Viorici
Bierze jedną z wat cukrowych i z Mabel udaje się w stronę południowych straganów, zatrzymuje się przy stoisku Pani Zamfir. Wymieniwszy uścisk tło niż Erikiem skinął jeszcze głową i pomachał Brennie - nie zamierzał ich zatrzymywać, zapewne jeszcze zdarzy się okazja aby wymienić ze sobą kilka zdań. - Niebawem wrócimy - rzucił przez ramię w stronę Nory po tym jak zgarnął po wacie cukrowej dla siebie i Mabel i zajadając się zabranymi słodyczami udał się z siostrzenicą w stronę południowych straganów, aby móc zobaczyć czy czasem czegoś ciekawego tam nie ma. No ba przecie na pewno było coś ciekawego. Nikt by tu nie przyszedł z nieciekawymi rzeczami. Nie zauwaył nawet, e jego włosy zmieniły barwę na biały, a sam przecie pomagał siostrze wymyślić jakieś ciekawe czary dla słodyczy właśnie na dzisiejszy dzień. Zamrugał widząc prezd oczami dość niecodzienny widok. Pomijajać ju kwestię tego w jakich kształtach były świeczki na jednym ze stoisk, ale to, zę ktoś rzeczoną świeczką chce zdzielić drugiego? Zapewne w tej chwili zatrzymałby się i jedząc cukrową watę przyglądałby sie rozwojowi wydarzeń. No ale znajdował się tutaj ze swoją siostrzenicą, a ona była zbyt młoda, eby oglądać takie rzeczy. Wolał nie mieć zmywanej przez siostrę głowy na tamet tego jaką rozrywkę powinno zapewniać sie dzieciom. Dlatego te poprowadził Mabel w bok, byle dalej od tych dziwnych wydarzeń. Dotarli zatem do stoiska, gdzie błyszczały przeróżne świecidełka, nawet on był oczarowany tym jak wiele różnorodnych biżuterii można tu znaleźć. - Jest tu tak dużo pięknych rzeczy, że nie trudno się zdecydować - zwrócił się do właścicielki stoiska nim wreszcie udało m się namierzyć to co wpadło mu w oko. - Wezmę te dwa naszyjniki przedstawiające floksy @Viorica Zamfir RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Erik Longbottom - 29.05.2024 Południowe stragany - Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber
Odpowiadam Victorii. Kontynuuję rozmowę z Charlesem i Isaaciem. Jestem pasywno-agresywny po tym, jak wypchają mi fallusową świecę w dłonie i robią zdjęcia. Żegnam się z Charlesem i ignoruję resztę zbiegowiska, aby odejść od stoiska. — Nic się nie stało, spory tu dzisiaj tłum. — Uśmiechnął się do Victorii. Co jak co, ale sabat w środku miasta wydawał się zdecydowanie bardziej tłoczny. Nawet, a może zwłaszcza przy mniejszej liczbie gości. Na Polanie Ognisk, w Stonhenge czy ogólnie na otwartym terenie dużo łatwiej było... rozrzucić uczestników obchodów na większy obszar. Tutaj wszystko było koło siebie, co z jednej strony wiele ułatwiało, ale z drugiej wzmagało poczucie klaustrofobii. Ugh, dobrze, że przynajmniej byli pod otwartym niebem. — Bardzo nieudany — poprawił sprzedawcę, czując poniekąd satysfakcję z tego, że ten wypadł z rytmu, gdy dostał nowe informacje na temat tego, dla kogo przeznaczona była świeca. A odrobina zażenowania jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. Heh, słynne ostatnie słowa, co Longbottom? — Chyba zostanę przy swoim oryginalnym zamówieniu. Dziękuję bardzo. Usta Erika ułożyły się w dosyć charakterystyczną literę ''o'', gdy Isaac zdradził mu, że naprawdę został tu wysłany przez Proroka Codziennego. Biorąc pod uwagę wieloletnią nieobecność chłopaka na wyspach, nie spodziewał się, że zaangażuje się akurat w pracę dziennikarską. Chociaż Longbottom widział sporo plusów prasy, która dociekała i zadawała niewygodne pytania, tak zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym doświadczył tego, jak to jest być po drugiej stronie barykada, jako ofiara aparatów i reporterów zadających niewygodne pytania. Na moment zrobiło mu się nawet przykro z powodu Bagshota. — Myślałem, że aspirujesz nieco wyżej — skomentował z dezaprobatą w głosie, a jego twarz, chociaż dalej nosiła znamiona radości ze spotkania, nieco spoważniała. Zamrugał, gdy jego dawny kolega ze szkoły wyraził ogromną wręcz ekscytację na widok ''maleństw'' Mulcibera. — Nie szukam sensacji, tak? Właśnie widać, panie Bagshot. Wyciągnął rękę, aby zabrać swoje zamówienie i upewnić się, że rozliczył się z Mulciberem, kiedy w jego dłoniach nagle wylądowała fallusowa świeczka. Mimowolnie zacisnął na niej ręce, zamykając przy okazji oczy. To się nie dzieje, pomyślał słabo. Zabawa zabawą, ale to był jeden z największych festynów społeczności czarodziejów. Wszelkie odgłosy dobiegające z okolicy takie jak dyskusje ludzi przebywających przy stoisku, jak i przemowy prowadzącego dobiegające ze sceny stały się tylko tłem. Longbottom wstrzymał oddech, starając się wewnętrznie odizolować od tej sytuacji. Dla świata minęło zaledwie kilka sekund, a dla niego całe wieki. Wypuścił powoli powietrze z ust i wbił niezadowolone spojrzenia w Isaaca. Zdążył zapomnieć, jakie było z niego żywe srebro, jednak nie sądził, że rozkręci się tak szybko. A może już przyszedł tu nakręcony jak zaklęte zabawki sprzedawane na rynku Lovegoodów w Dolinie Godryka? Nie podobało mu się, że został postawiony w takiej sytuacji. Oczami wyobraźni już widział nagłówki i domysły tej zarazy z gazety. Rozejrzał się po innych gościach; jak nic ktoś sypnie. — To mnie wcale nie pociesza — odparł z chłodną nutą, niezdarnie wpychając Isaacowi świeczkę w ręce. Ponieką odpowiedział w ten sposób zarówno Victorii, jak i Bagshotowi. Cudowne spotkanie. Zdecydowanie wolałby spotkać się z Isaaciem w jakimś pubie czy restauracji niż w dzień, kiedy wypełniał zadania zlecone mu przez diablęta z redakcji. — Moja rada? Skoro tak chętnie robisz tej świecy zdjęcia, to sobie ją kup i postaw na biurku. Może zaczniesz nową modę. — Przeniósł spojrzenie na Charlesa Mulcibera. — A my już chyba skończyliśmy. Dziękuję za obsługę. Jeśli będę jeszcze czegoś potrzebował, to się odezwę. Mniej lub bardziej ignorując resztę zbiegowiska, łącznie ze sprzeczką Atreusa z Nottem, Erik zabrał swoją normalną świecę i ruszył jak najdalej od tego przeklętego stoiska. Cudowny sabat, nie ma co. I niby Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie podpisywała się pod czymś takim? Phi. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Alexander Mulciber - 29.05.2024 Stoisko Mulciberów Kiedy Alexander Mulciber wyszedł z pracy po nocnej zmianie, w rozpiętej, białej koszuli, spodniach od garnituru i głową huczącą od starorunicznych tłumaczeń przepowiedni, starał się nie myśleć o tym, że zaczął się już sierpień: dnie, choć dalej tchnące żarem, zaczynały już stawać się coraz to krótsze, noce zaś, upływały mu na snuciu wspomnień, i na pracy. Potrzebował snu, potrzebował przyłożyć głowę na poduszki choćby tylko na krótką chwilę, ale wiedział, że mimo osadzonego na powiekach zmęczenia, sklejającego mu i tak już mętne oczy, na pewno dziś nie zaśnie. Nawet gdyby nie cierpiał na bezsenność, nie pozwoliłyby mu na to hałasy dobiegające z kiermaszu z okazji Lammas. Wybrał się na przechadzkę. Nie planował podchodzić do straganów, ale w kieszeni znalazł zapomniane losy na loterię, które mógł zrealizować, a poza tym, miał dziwne przeczucie, że po prostu musi się pojawić na obchodach tego jakże wyjątkowego święta. Niby przypadkiem, a może i celowo, skierował swe kroki do straganu z kadzidłami, a w kącikach jego ust zaczaił się złośliwy uśmieszek, kiedy zrozumiał, że czeka go konfrontacja z rodziną od strony Roberta. Razem z Dianą odprawili rytuały oczyszczające w posiadłości Mulciberów, które miały ochronić ich domostwo przed złą energią: zabrali się do tego z takim entuzjazmem, że spalili wszystkie świece, jakie posiadali, by stworzyć potężny czar, który na zawsze wypędzi ducha Donalda Mulcibera z ich żyć. Popełnili też kilka innych głupot pod płaszczykiem pobożnej obrzędowości, o których wolał teraz jednak nie myśleć. Najważniejsze, że tamtej nocy oboje zasnęli spokojnie po raz pierwszy od lat. Zapas świec należało jednak szybko uzupełnić, stwierdził praktycznie, kierując się w stronę stoiska. A wtedy zobaczył... Scenę, którą Morpheus Longbottom określiłby mianem bachicznej orgii, Eden - konkursem porównywania penisów, a on... On nie zwracał uwagi na resztę zbiegowiska dookoła straganu. On zaśmiał się tylko, krótko, z jakąś upiorną satysfakcją. - O kurwa - westchnął z lubością, obserwując całą sytuację z nieodgadnioną, dziwnie obojętną miną. Nie chciał wierzyć w zesłane mu doznania zmysłowe: były zbyt absurdalne, zbyt piękne, by być prawdziwymi. Nie dbał o to, że ktoś usłyszy, co mówi. - Udław się tym kutasem, Nott. - powiedział sam do siebie Alex, ze zgrzytającą w głosie namiętnością głównego aktora z taniej produkcji pornograficznej, szykującego się do ostatecznego spustu: a więc jakoś tak uroczyście, z powagą, może nawet z dalekim cieniem uśmiechu... Tak jakby samo oglądanie tego, jak ten pieprznięty auror, Atreus Bulstrode, okłada Philipa Notta woskową świeczką w kształcie fallusa, stanowiło ucieleśnienie najskrytszych fantazji Alexandra, a do pełni orgazmicznego szczęścia brakowało mu tylko zobaczyć, jak przedstawiciel prawa sam rozpina spodnie, i zmusza Filipka, by ten klęknął przed nim jak tania dziwka. To mi się chyba śni. Nie, nie śnił bynajmniej o Philipie Nottcie dławiącym się kutasem: nawet w najdzikszych psychozach indukowanych dopalaczami nie wepchnąłby swojego majestatycznego przyrodzenia w tak podłe miejsce - a taka deklaracja wiele znaczyła w wydaniu Alexandra, biorąc pod uwagę, że regularnie rozpychał się swoim chujem w gościnnych niczym piekło podwojach pizdy Loretty - ale widok Atreusa napierdalającego Philipa świeczką-penisem produkcji Mulciberów był tak durny, tak przekomicznie satysfakcjonujący, tak piękny, że Alexander na chwilę zaniemówił. - WEŹ MOCNIEJ GO NAPIERDALAJ - wrzasnął nagle, stwierdzając, że brak dopingu może zdemotywować aurora, a przecież nikt nie chciał, by ten za szybko opadł. Z sił, znaczy się. Auror, nie penis. RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Neil Enfer - 29.05.2024 PÓŁNOCNE STRAGANY
Ucieczka była najlepszym na co wpadł. Po wystawieniu losowania miał wrażenie, że tłum zbierał się coraz bardziej. Nie dziwił się ludziom, bo kto wie ile nagród zostało, może nie starczy dla wszystkich, jak to czasem bywa, kto pierwszy ten lepszy i tyle. Reszta ma się bujać. Nie wiedział jednak jaka była prawda, jak bardzo organizatorzy byli gotowi, więc skorzystał ze swojej okazji i uciekł, prosto w ramiona kolejnej pokusy. Stoisko z przetworami. Marynowane, wczesnoletnie jabłka, wiśnie, nawet cytrusy w ciekawych panierkach cukrowych, w życiu takich nie widział. Co jasno sugerowało, że musiał spróbować. Więc spróbował. Przysiadł na ławce, w dłoni trzymając torebkę ocukrzonych kawałków mandarynek, prawie jak landrynki. W plecaku miał drugą torebkę, z jabłkami i bananami. Obłowił się, jak wariat, nie myślał, że jedzenie tak bardzo go zachęci, ale to zrobiło, nie docenił go, owszem, przyznaje się do błędu. Wyjął kolejny kawałek, wrzucił sobie do ust i zaczął ciamkać. Nie spieszyło mu się nigdzie, mógł tak siedzieć cały dzień i jeść, czy raczej noc, bo ta powoli się zbliżała. Dobrze, że nie mieszka tak daleko, to nawet w środku nocy nie będzie się bał iść przez miasto. Byle teraz nie dać się okraść i będzie dobrze. Z drugiej strony jakby wydać wszystkie pieniądze na landrynki czy zioła, to nic się nie straci przy napaści, prawda? Pieniędzy nie zabiorą, bo wszystkie zostały wymienione na rzeczy pozornie bezwartościowe dla złodziejów. Co najwyżej w pysk dostanie i tyle, nic wielkiego. Ssąc owoc, chrupiąc go między zębami rozglądał się za przechodniami. Jedni się spieszyli pod scenę, inni dalej luźno przechadzali się przy straganach, jeszcze inni spotykali znajomych i rozmawiali o tym co kupili lub wylosowali. A co on wylosował? Nawet się nie przyjrzał, zobaczy w domu, na razie nie chciał się nad tym zastanawiać, bo każda pierdoła obciążała mu plecak. A w sumie... Zawinął torebkę i schował ją do kieszeni, wyjmując zaraz swoje nagrody. Woreczek był... ciekawy, ale nie widział w nim żadnego zastosowania dla siebie. Może go sprzeda, albo wrzuci na dno szafy i zapomni do czasu jakiejś przeprowadzki. Eliksir wielosokowy... też nie bardzo mu się przyda. Nie umiał udawać innych, a wygląd nie wystarczy, z resztą umie animagię i wystarczy mu to, ze musi się raz na miesiąc przemieniać w wilkołaka, więcej przemian mu nie trzeba. Dwie mikstury powodujące chaos w głowie... No to się może przydać? Sam nie wiedział po co i na kogo, ale na pewno wrzuci to do szafki, licząc, że nie zapomni. No i na koniec taśma... Czy on naprawiał rzeczy? Niespecjalnie, kupował nowe, albo po prostu ich nie niszczył. Z resztą chyba by nie zaufał czemuś co by było takie klejone. Z drugiej strony, może użyje jej do przyczepienia plakatów na ścianę, tak, to by się nadało, ciekawe jak będzie trzymać. O, albo przyklei nią do kartek rośliny w zielniku, tak to jest plan. |