![]() |
|
[Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] (/showthread.php?tid=5049) |
RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Lyssa Dolohov - 06.10.2025 Razem z Morpheusem i Jonathanem, idą do obrazów Lyssa poczuła się rozczarowana, kiedy próba podejrzenia relacji łączącej Jonathana i Morpheusa, zakończyła się zwyczajną porażką. Z tego chyba powodu nie lubiła oklumentów - bo utrudniali jej coś, co było dla niej tak niewypowiedzianie naturalne i właściwie. - Wyglądają niezwykle apetycznie - skomentowała w ślad za Selwynem, ale w żaden sposób zdawała się nie kwapić by sięgnąć po właśnie sprezentowane łakocie. Nawiązywanie jakoś było chyba bardzo dobrym określeniem wypieków, bo zdawały się wyprane z ostrych krawędzi, jakie miał w sobie sam spektakl. Były ugrzeczniona, "właściwą" wersją tego co powinno się myśleć o Merlinie. Były zwyczajnie nudne. Zerknęła na Morpheusa nieco uważniej, kiedy ten wspomniał o historii z tortem. Defenestracja słodkości wydawała się dosyć kontrowersyjnym posunięciem, nie ważne w jakich okolicznościach. - Mogę zapytać dlaczego? - uniosła jedną brew, bo ta tajemnica chyba zanadto jednak podgryzała jej świadomość, by grzecznie ją zignorować albo skomentować zaledwie uśmiechem. - Doprawdy? Nic na ten temat nie wspominał - powiedziała lekkim, spokojnym tonem, ale coś wewnątrz niej zawahało się. Pewnie gdyby Vakel wyraził swoje wątpliwości w wyraźniejszy sposób, już dawno poprosiłaby panią Avery o rozwiązanie problemu, bo przecież chciała by papa był zadowolony. Ale tak? Dowiadując się o tym teraz? A może była to jakaś dziwna taktyka Morpheusa? - Głównie w farbach olejnych. Ale sięgam po inne też rodzaje. No i rysunek też zawsze chętnie mogę wykonać. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=8JDdsDm.png[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Jonathan Selwyn - 06.10.2025 Z Morpheusem i Lyssą przy wernisażu Normalnie Jonathan zapewnie i sam skusiłby się na kawałek tortu, ale po pierwsze był z nim Morpheus z wiadomą sytuacją cukrową, a po drugie zależało mu na tym aby zobaczyć prace Lyssy, a jednak dzieła sztuki w tym bardziej klasycznym ujęciu, dominowały nad dziełami sztuki cukierniczej. Nie mógł jednak nie parsknąć szczerym śmiechem na słowa przyjaciela. – Czyli mówisz, że Philomena Mulciber świetnie prezentowałaby się z tym lukrem we włosach? – szepnął do drugiego czarodzieja, licząc że Lyssa albo nie usłyszy jego słów, albo nie oburzy się za jego niewinny żart. – Musisz mi jednak koniecznie później opowiedzieć o wyrzucaniu tortów przez okno. Ruszyli w stronę grafik młodej Dolohov i w pierwszej chwili Jonathan nie udzielał się przy tej rozmowie, chociaż sam z zaciekawieniem spojrzał na Morpheusa, gdy wspomniał Vakela. – Jestem strasznie ciekawy, Lysso, jak wpadłaś na pomysł tej interpretacji Ekstazy Merlina? W końcu ten widowiskowy plakat jest twoim dziełem. Zastanawiam się więc skąd to a nie inne podejście do tematu. Nie zrozum mnie źle, jest ono doskonałe, plakaty zdecydowanie przyciągały wzrok na ulicy. Po prostu za każdym razem gdy ta sztuka jest wystawiana, plakaty są skrajnie różne. Jak w ogóle podeszłaś do tego zadania? Zapoznałaś się wczeżniej ze historią w formie pisanej? Oglądałaś próby?Na Merlina, czemu się jeszcze o to nie spytałem? Co w ogóle sądzicie o spektaklu? RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Oleander Crouch - 08.10.2025 Tańczy z Mathildą, z nią wypija toast, słucha czy coś mówią o Laurettcie, dołącza do Philomeny, Lorien, Aarona i Anthony'ego. Taniec nie wymagał słów, tak samo jak muzyka; wiedziony rytmem oddechów czuł swoje braki, doskwierającą absencje kondycji w porównaniu do zwiewności partnerki, siły mięśni i giętkości obrotów. Skapujący z czoła pot na klawisze z kości słoniowej zdawał się jego jedynym, dogłębnie zbadanym wysiłkiem, pomijające te, które powinno zostawiać się za drzwiami sypialni. Dźwigał praktyczne niedociągnięcia prężnością młodości, polegając całkowicie na rytmiczności chwili, niepraktyczność stroju dawała się we znaki na parkiecie, gdyż jego spektakularność nie była przeznaczona do wysiłku ciała, co najwyżej do odsłonięcia odpowiedniej jego ilości. Delikatność dłoni na rozgrzanych policzkach przyprawiła go o dreszcze, uniesienie partnerki nie było jego zamiarem jeszcze pare sekund temu, ale oddał się całkowicie pod dyktando tancerki, wykształcone na próbach zaufanie przypłaciło, bo kim byłby, gdyby nie rozumiał jak mocno ciało kobiety może się ugiąć pod naciskiem skomponowanej jego rękoma muzyki? - To byłoby niesamowicie rozczarowujące, prawda? A ja nie mam w zwyczaju rozczarowywać - złapawszy oddech, uśmiechnął się do Mathildy; jakby zatrzymać czas, można by uznać, że był absolutnie niewinnym, młodym chłopcem, którego nieobeznanie podkreślał karmazyn krągłych w pozytywnym grymasie policzków. Czające się w intensywnie szmaragdowym spojrzeniu iskierki zwodziły, rozpalały błędny ogień pożądania, który w swojej zgubie i prowadzeniu na manowce, pożerał wszystko na swojej drodze. Oddalili się od parkietu, gdy nadszedł czas na toast, a po nim samym, poszli w swoje strony. Oleander, pomimo przelania negatywnej energii w intensywność tańca, przekuwając ją w pożądanie i gracje, wciąż nie był w najlepszym nastroju. Rozejrzał się po sali, przypominając szukającego buńczucznością spojrzenia zaczepki kota. Zatrzymał oczy na brylującej w towarzystwie Laurettcie Selwyn. Pamiętał ją z poprzedniego wydarzenia; upokorzenia ubranego w stworzoną rękoma mugolaka kreację, zdobiącej jej kształty nie gorzej od ubrań szytych rękoma czarodziejów czystej krwi. Szukając celu, wsłuchiwał się w urywki ich rozmów, być może ktoś szeptał o tancerce? [roll=O] Nie mogąc odnaleźć w tłumie wysokiej sylwetki Desmonda, postanowił obrać za ofiarę inną, znajomą twarz. - Ciociu, co za doskonale dobrana kreacja - zwrócił się do Lorien - Pani Mulciber, mam nadzieję, ze muzyka umiliła spektakl - posłał firmowy uśmiech numer trzy do Philomeny - Mama byłaby zachwycona całością, więc mam nadzieję, że powtórzysz jej najlepsze rzeczy - odezwał się do Anthony'ego. Aaronowi jedynie skinął głową, choć, nie było w tym geście braku szacunku, ot Crouch nie miał pojęcia co Auror robi na bankiecie, czy z ochroniarzami się rozmawia? - Wyobrażasz sobie - kontynuował rozmowę z Lorien, skupiając jej uwagę na sobie - że Hannibal zachowuje się jakby był lepszy od wszystkich? Urokliwa tancerka, Mathilda, niesamowicie zatańczyła, prawda? Potraktował ją jak przedmiot, który przekazuje się z rąk do rąk. Wuj Anthony był w pobliżu, ale nie jestem pewien czy widział całe zajście. Czy to ta woda sodowa, przed którą tak przestrzegają? Nikogo nie powinno zaskakiwać, że dostał rolę, z takim nazwiskiem? Przedstawił mnie Electrze Prewett, to moja dobra przyjaciółka, jakby absolutnie nikt mnie nie znał? Powinniśmy się jako wykonawcy wspierać. Bez muzyki i tańca cały występ byłby pustym echem odbijającego się bicza, okropnie mnie to smuci - zalamentował, nakładając na twarz wyraz zmartwienia i empatii. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Louvain Lestrange - 08.10.2025 Razem z Atreusem, Caiusem i Laurettą, a potem idę do baru Choć zgrywał mało zainteresowanego, wsłuchał się dokładnie co miała im do powiedzenia Lauretta. Dość szybko wyjaśniło się skąd ta urocza, jak martwy szczur w odpływie, znajomość między Ekstazą i Atreusem się wzięła. Najpierw dość zaskoczony, ale również rozbawiony zachichotał. Mój mecenas. Nawet najbardziej zachłanne na galeony kokotki nigdy nie nazywały tak Atreusa, a trochę się ich przewinęło po tych wszystkich kasynach. Ta blond lokomotywa testosteronu napędzana szlugami i hazardem, potrzebowała czasem przewieść jakąś samotną pasażerkę. Ciężko się wyzbyć starych nawyków przepuszczania pieniędzy na panienki, a chodzić po zamtuzach już nie przystoi panu arorowi. Sprytne, naprawdę sprytne. A sam pokusił się na jedno tylko delikatnie kąśliwe zdanie, bo raz, że Lauretty nie bardzo jeszcze nie znał, a dwa obiecał Cynthii, że postara się być jak najmniej bucowaty. - Trzymaj się Pani blisko Atreusie, nie jeden chciałby mieć tle szczęścia. Polecił przyjacielowi z iskrą sarkazmu w oczach, które ten powinien znać bardzo dobrze. Potem wspomniała coś o ucieleśnieniu jego wizji i już nie wiedział, czy to on sobie z nich żartuje, czy to oni z niego. Przecież to już był jawny flirt podszyty odrobiną dwuznaczności. I dlaczego zaprosili go do tego sextingu tak bez uprzedzenia. Spojrzał w kierunku Brenny i Cynthii, myśląc, że może to nie był wcale tak zły wybór by pójść za nimi. Mógłby przysiąc, że czuje jak go właśnie obgaduje. Chociaż nie, to było coś innego. Odwrócił się w kierunku, z którego odczuwał zaczepne wibracje, a potem ujrzał jak na bezczelnego Atreus próbuje go odczytać. Za dobrze go znał, żeby nie rozpoznać tego wzroku aurowidzenia. Co za bezczelny burak. Natychmiastowo skupił się na rozpraszaniu tej macaki trzeciego oka na którą nie wyraził zgody. Podrapał się po skroni środkowym palcem w kierunku kolegi, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że ma się pierdolić. Dopił swój drink i wykorzystał moment, żeby oderwać się od tej niezręcznej sytuacji. Wrócił do wodopoju, by uzupełnić alkohol i przy okazji podpytać barmana o jakieś ploteczki. Przy alkoholu języki często się rozwiązywały, więc może komuś coś się chlapnęło przy obecności barmana. - Rum na skałach i porcję gorących nowinek. - zwrócił się z zadziornym uśmiechem do człowieka stojącego za barem, przesuwając w jego kierunku wysoki nominał na banknocie. oklumencja przed aurowidzeniem Atreusa [roll=PO] charyzma, wyciągam plotki od barmana [roll=Z] [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=LfqlqLU.jpeg[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Philomena Mulciber - 09.10.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=tP13m0f.png[/inny avek]Są ze mną nieopodal makiety The Globe: Lorien, Anthony, Oleander, Aaron Zbędnym byłoby powtórzyć, że pani Mulciber obecność Aarona u boku Lorien była nie w smak. Równie zbędnym byłoby ze strony starej ponownie czynić w związku z jego osobą aluzje werbalne czy niewerbalne. Nie miała jeszcze bowiem pojęcia, że nie jest to jednorazowy wybryk; nie przykładała do niego toteż nadto uwagi. Gdy Lorien zaoferowała swoje mądrości — słuszne skądinąd, bo publicznych gestów ocieplających wizerunek potrzebowali — Philomena zniżyła głowę i głos tak, aby sprowadzony przez sędzię intruz nie usłyszał wymiany pomiędzy kobietami: — Dobrze, aby nie zapomnieli. Masz słuszność, moja droga. W ostateczności zadowolę się jednakże tym tylko, że ja będę pamiętać, kiedy prosili. — Wyprostowała się z uśmiechem ukontentowania, jakby wymieniły niewinny hermetyczny dowcip, nie złośliwą uwagę. Dołączył do nich po chwili Anthony Shafiq — jak zawsze czarujący. Zaliczał się on do tych osób, których nachalna charyzma i wszędobylskość Mulciberowej nie mierziły. Niezależnie od tego, jakie miała o nim opinie, przyjemnej powierzchowności mu nie odmawiała, podobnie jak sztuki prowadzenia płynnej konwersacji. Z pewnością nie postrzegała go gorzej przez pryzmat tego, jak często ich podwładni spotykali się w biurach Ministerstwa i na salach sądowych. Odkąd jej kancelaria wyspecjalizowała się w prawie handlowym — a było to przeszło dwadzieścia lat temu, na długo przed nastaniem rządów Shafiqa — stawali regularnie w szranki z Departamentem Handlu. Nie było w tym niczego osobistego. Philomena doskonale wiedziała, że po wyjściu z Ministerstwa jej pracownicy udają się ramię w ramię z prawnikami Departamentu na wspólny obiad i kielicha, a mijając się na korytarzach, gawędzą w najlepsze o osobistych perypetiach. Było to nieuniknione i stara tolerowała to tak długo, jak potrafili zachować, mimo osobistych sympatii, profesjonalizm. Rozmowa zagajona przez Anthony’ego, choć utrzymana w lekkim tonie, ubawiła całkiem Philomenę (być może to już echa win spożywanych od początku bankietu odzywały się w starej), lecz zdecydowała się ona nadać temu inny kierunek. — Ależ, panie Shafiq — ozdobiła swoją wypowiedź eleganckim śmiechem — niechby pan we własnej sprawie zeznawał. Czym się pan ostatnimi czasy zajmuje? Czy nie męczą aby pana nadto egzotyczne księżniczki z Kambodży? Philomena nie była plotkarą, a z pewnością nie chciała za taką uchodzić przed obcymi. Poświęcała krążącym w towarzystwie obmowom uwagę dopiero wtedy, gdy stawały się na tyle głośne, aby szumiało o nich wszędzie. Uwaga wtrącona przez Moody’ego jedynie ją zniesmaczyła szorstkością i brakiem wyczucia towarzyskiego, choć nie dała tego po sobie poznać żadnym gestem. Nie dała po sobie w ogóle poznać, że go usłyszała. Sytuacja miała potencjał rozwinąć się dla aurora inaczej, lecz znalazł się między nimi młodziutki Oleander. Jego słowa o Hannibalu jedynie potwierdziły opinię mecenas o gwiazdorze Selwynów. Impertynencja i narcyzm być może miały odbić się na aktorzynie pewnego dnia, a może ujdzie mu wszystko płazem — tak również bywało, szczególnie u tych, którzy mieli wystarczająco pieniędzy. — Muzyka zachwycała — przyznała mu łaskawie. — Obawiam się, że zachowanie Merlina — wypowiedziała to słowo z pogardą niczym obelgę — wynika z braku właściwego wychowania, nie samej sławy. Dał mi się również poznać od niekorzystnej strony, jako pyszałek. Niewiele obchodziło ją, w jaki sposób Hannibal Selwyn potraktował nieznane jej dziewczęta. Doceniała samą okazję do podzielenia się niepochlebną opinią o delikwencie z kimś, kto ową opinię podzielał. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Eugenia Jenkins - 09.10.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/be/17/57/be1757a2366275b01e507a7b01deda03.jpg[/inny avek] – Och a więc jest i nasz Merlin! Cóż, przy takiej prezencji nic dziwnego, że inspirował pokolenia czarodziei i nade wszystko czarownic... – piękna twarz Ministry rozjaśniła się w uśmiechu, który zapewne przez kolor szminki niósł ze sobą odrobinę drapieżności. Zaraz potem przeniosła wzrok na Electrę i zmrużyła nieco oczy. Wciąż się uśmiechała, ale zdawało się, że był to uśmiech nieco chłodniejszy. – Panna Prewett... kojarzę pani letnią sesję w Czarownicy? – Ni to zapytała, ni to stwierdziła, odstawiając pusty już kieliszek na prezydialny stół.
Widać było, że Jenkins w pewnym sensie znużona była całą imprezą, mimo usilnych starań dyrektora teatru, który dwoił się i troił by Ministrze było na tym wydarzeniu komfortowo. Tymczasem - podobnie jak Samantha, tak i autorka sztuki odeszła gdzieś na bok pozostawiając im przestrzeń do rozmowy, może też nie chcąc powiedzieć kilku słów za dużo, by ciemne chmury nie pojawiły się znów - tym razem, nad rodową chlubą, teatrem The Globe. Tymczasem gość honorowy znów skupił się na gwieździe przedstawienia, bo o ileż nie lubiła zbyt długo przypatrywać się młodym i pięknym dziewczętom, o tyle z chłopiętami w swoim otoczeniu nie miała już takiego problemu. – Jakież to uczucie, móc być przez moment kimś innym? Kimś... wybitnym? Jakież to uczucie, wychodzić na scenę, a potem schodzić z niej i być znów... zwykłym obywatelem? Jestem ciekawa panie Selwynie Juniorze. Zamierza pan iść w ślady ojca i zostać nudziarzem za biurkiem? – Nim Everett zdążył odpowiedzieć zaśmiała się swobodnie, choć nie na tyle głośno, by być posądzoną o nadmiar alkoholu we krwi. Dłoń ukryta w rękawiczce osiadła na piersi głowy rodu i dyrektora teatru w jednej osobie. – Och mój drogi, nie napuszaj się tak bardzo. Oboje wiemy, że spiłowałeś paznokietki i zmyłeś z siebie pudry i róże, aby dawać obywatelom zasłużony odpoczynek po ciężkiej pracy. Czy jednak Twoja krew chce podążyć w Twoje ślady? To mnie ciekawi. Może syn pragnie przeskoczyć ojca, tak jak zawsze uczniowie marzą sobie by przeskoczyć mistrzów. Nawet jeśli nikomu nie udało się tego uczynić z dziedzictwem Merlina. A zatem Drogi Panie? – chłodne, kalkulujące oczy utkwione zostały w Hannibalu. – Jaką ścieżkę Pan widzi przed sobą? RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Dearg Dur - 09.10.2025 <<< Naczelny Sędzia Wizengamotu zawsze patrzy oceniająco. To poniekąd przypisane jest do pełnionego stanowiska. WszyscyPrzy makiecie teatru zebrał się spory tłumek, choć każda grupa cieszyła się swoim towarzystwem, a "pływy" socjety zdawały się być nieco ograniczone. Rozmowy wzmagały, śmiechy narastały. W pewnym momencie przystojna jejmościna w okolicach siedemdziesiątki potknęła się i niemal wpadła na tort, który sukcesywnie znikał. Co prawda całkiem nieprzystojny jejmość obok niej podtrzymał jej łokieć, ale zawartość talerzyka spadła na złocistą suknię partnerki tegoż rycerza we fraku, wywołując niemałe poruszenie i przerzucanie się wzajemnymi wyzwiskami ku uciesze zebranych. RobertSamantha Crouch nie byłaby Najwyższym Naczelnym Sędzią Wizengamotu, gdyby dawała tak łatwo poznać po sobie emocje. A jednak jej brwi delikatnie drgnęły ku górze, w zaskoczeniu, że Robert postanowił do niej podejść i tak otwarcie podjąć rozmowę po tym wszystkim. Ul buczał, ale ul schowany był pod ziemią, a teraz byli na zewnątrz i... cóż, nie dało się odmówić Robercikowi naturalnego uroku osobistego, który potrafił skutecznie ułagodzić w bezpośredniej rozmowie lepiej niż muzyka Oleandra również Croucha. Po wymianie kilku uprzejmości, mniej lub dalej wymijających zdań, Crouch (sędzia, nie kompozytor) dotarł do sedna, gdy rudowłosa ciotka udzieliła mu skrawka informacji udzielonej ściszonym głosem. – ...niestety wszystko jak zawsze pompowane jest w Departament Magicznych Wypadków i Katastrof, ale to nikogo z nas nie powinno dziwić. Bez oddolnych inicjatyw nic nie ruszy. To są tylko plastry na rany. AtreusLauretta, pomimo dość surowego latami treningów usposobienia, zdawała się być nawet kontenta z obrotu rozmowy i nie omieszkała uśmiechnąć się jakoś szczerzej na słowa, którym obdarzał ją jej Mecenas. Bycie kobietą w bocznej linii wielkiego rodu artystów nie było usłane różami, jej zegar tykał, a Bulstrode zdawał się być jej szansą na to, by pobyć na rynku artystycznym dekadę, może dwie dłużej. I nawet ta szansa nie była taka niemiła. Nawet nie musiała za bardzo udawać. – Sądzę, że z powodzeniem będziemy mogli ustalić wspólny termin. Wystarczy, że powiesz mi jaką muzykę lubisz, jaką byś chciał usłyszeć i też o czym chciałbyś, żebym opowiedziała innym sobą. Swoim ciałem. Tak działa taniec właśnie, kiedy ruch może wyrazić więcej niż tysiąc słów – opowiadała mu dalej, nie zauważając, że Louvain się od nich odłączył, albo celowo też nie zamierzając zwrócić na ten fakt uwagę. Tort był drobną przeszkodą. Lauretta miała poczucie, że oto zajaśniała przed nią kolejna szansa. Część ludzi powiązanych z Muzą jeszcze nie wiedziała. Dzięki temu oni mieli więcej czasu, a jej występ będzie miał szansę zapisać się w annałach kronik artystycznych Londynu. – Taniec może być klasyczny tak jak w plenerze, ale może być bardziej podobny do dzisiejszego - neoekspesjonistyczny, dziki. Sądzę, że Madame mogłaby uszyć pod Twoją wizję należyte stroje. Pomyśl... co siedzi w Twojej głowie, może stać się lada dzień sztuką. Czy to nie wspaniałe? – nie była pewna, czy rzeczywiście to najbardziej interesuje Ateusa, ale wierzyła, że skoro zdecydował się w ogóle objąć patronat, to jakkolwiek musiał być tym tematem zainteresowany. Oczywiście, mogła być też ozdobą. Wobec celu, który jaśniał jej przed oczyma, nie było to aż tak wielkie poświęcenie. LouvainBarman wprawnie zalał trzy pomarańczowe kostki lodu imitujące gwiazdy przednim rumem kolumbijskim. – Gorące? Ryzykowne stwierdzenie, gdy Londyn dopiero się studzi. Ale co słyszałem, że ta stara prukwa, o tam, ta garbata, ma chody w Proroku. Ponoć do końca roku ma zostać redaktorką naczelną. A nawet jeśli nie uważaj co przy niej gadasz, bo jednym będzie mogła wykreślić Cię z tego świata. Plotki zasłyszane pośród gościW toku przyjęcia, w dowolnym momencie danej postaci udało się posłyszeć Dla lepszej zabawy jak zawsze sugeruję nie podglądać spoilerów innych postaci, a informacjami wymieniać się fabularnie ![]() [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=k4qEwjy.png[/inny avek] Następne podsumowanie 31.10 losowanie par i finałowy taniec.
RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Morpheus Longbottom - 10.10.2025 Z Lyssą i Jonathanem przy plakatach — Swojego czasu miałem reputację — wyjaśnił zaskakująco wprost córce Vakela, skąd mogła pochodzić niechęć jej ojca do tego patronatu, pomimo że było to oczywiście wierutne kłamstwo, na swój sposób. — A niestety wielu mecenasów uważa, że finansując czyjąś działalność artystyczną, mają również prawo do wdzięków podopiecznego. Realia o których wspomniał, były prawdziwe, tak w wielu miejscach kończyły się kariery niektórych, zgniecione pod obcasem gwałcicieli i bogaczy molestujących biednych twórców. Lyssa była chroniona przed tym nazwiskiem swojego ojca i przede wszystkim jego majątkiem. W przypadku Morpheusa zaś fakt, że była dzieckiem miłości jego życia sprawiał, że zamiast szukać atrakcyjności jej fizjonomii, zastanawiał się nad absolutnie niedorzeczną myślą: czy wyglądałaby dużo inaczej, gdyby była nie tylko Vakela, ale również jego. — Również miałbym swoje obawy na temat twojego wejścia w społeczność artystów gdybyś była moją córką — wyłożył w pokrętny sposób na głos dziwaczne melodie swojego umysłu, ukrywając je skrzętnie pod moją, zamiast naszą. Pokiwał głową, zainteresowany jej odpowiedzią na temat procesu twórczego, ale zanim to nastąpiło, nachylił się w stronę Jonathana, tak aby poza ich trójką nikt nie mógł dostatecznie zapuścić żurawia i usłyszeć co mówi. — Nie bądź mną zawiedziony przyjacielu, ale... Nie wiem. Nie zwracałem na nią uwagi, nie tak na prawdę. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Hannibal Selwyn - 11.10.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/64/e8/02/64e8029a1b67f45266aeb169ff7e0701.jpg[/inny avek] Z Eugenią Jenkins, Everettem Selwynem i Electrą Prewett Hannibal ponownie ścisnął ramieniem dłoń Electry, niewidoczny, pokrzepiający gest, na wypadek, gdyby go potrzebowała, a potem puścił ją i uśmiechnął się do Ministry czarująco i trochę nieśmiało, na chwilę spuszczając wzrok. Dzielił ich stół prezydialny, ale aktor opuścił na niego wolną dłoń, przesuwając palcami po obrusie, jakby była to jedyna forma zbliżenia się do Jenkins, na jaką starczyło mu śmiałości. Gładko przełknął jej następne słowa, komplement i docinek, ukryty, jak szpilka w czekoladce. Czy rodzice muszą to znosić przez cały wieczór?... Podniósł na nią sarni wzrok. Za czasów młodości musiała być naprawdę urodziwa. Teraz widać było po niej zmęczenie - nie wiadomo, dzisiejszym wieczorem, trudami ostatnich tygodni, czy ogólnie wiekiem i pełnionym stanowiskiem. Jego ojciec zapewne dokładał wszelkich starań, by bawiła się dobrze, ale może nużyło ją jego gładkie, okrągłe towarzystwo. Nie przynieś mi wstydu przy Ministrze! - powiedział mu wcześniej Everett, a Hannibal roześmiał się, bo przecież byli tacy, którzy odmawiali im całkowicie tego uczucia. - Nie wiem, czy ktokolwiek z nas, artystów, może mienić się jeszcze zwykłym obywatelem po tym, jak grał dla tak znakomitej widowni - dłoń ze stołu powędrowała w górę i miękko oparła się na sercu, gestem znamionującym głębokie poruszenie - To był zaszczyt - dodał ciszej, pochylając się nieznacznie w stronę Ministry nad stołem, jakby dzielił się z nią sekretem, korzystając w pełni z chwilowej nieobecności dwóch towarzyszących jej kobiet. Szczerze rozbawił go sposób, w jaki potraktowała poważnego pana dyrektora, twardo jednak grał onieśmielonego młodzieńca, do chwili, gdy padła sugestia, że mógłby stać się… - Nudziarzem za biurkiem?! Na wychłostane własną ręką plecy Merlina, nie! - zawołał co prawda nie na tyle głośno, by zwracać uwagę innych gości, ale za to z dramatyzmem, któremu brakowało tylko przyłożenia wierzchu dłoni do czoła gestem omdlewającej damy - Nie - powtórzył spokojniej - Mam nadzieję jeszcze przez długie lata oglądać publiczność ze sceny, nie z loży. W odpowiedzi na bezlitosne, niemal inkwizytorskie indagacje obdarzył Jenkins śmielszym spojrzeniem. Jeżeli myślała, że swoimi pytaniami postawi go między sobą a własnym ojcem i że selwynowa latorośl nie znajdzie drogi wyjścia, to znaczyło, że go nie doceniała. Czy chciał przeskoczyć Everetta? Być lepszym od wszystkich swych nauczycieli? Lśnić jaśniej? Po trzykroć tak. Choćby miało go to spalić. - Czym byśmy byli, gdybyśmy obawiali się przerastać naszych mistrzów? - odpowiedział, poważniejąc. Nie patrzył nawet na dyrektora. Wypełnione ogniem młodzieńczej ambicji oczy Hannibala należały w tym momencie tylko dla stojącej przed nim z chłodnym uśmiechem Eugenii Jenkins - Jak świadczyłoby to o ich własnych naukach, gdybyśmy nie śnili o tym nocami? Kąciki jego ust uniosły się lekko, kiedy sam przeszedł do natarcia. - Czy tańczy pani? Jeżeli tak, koniecznie muszę zadbać o swoje szanse na finałowy taniec - spojrzał tęsknie w stronę makiety The Globe, a potem powrócił do Jenkins - Teatr już prawie odbudowano. Nie wiem, jak wy, drogie panie - zwrócił się również do Ellie, decydując się wreszcie włączyć ją w rozmowę - ale ja pragnąłbym go widzieć jeszcze okazalszym, niż oryginał. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Electra Prewett - 11.10.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=PwBPN7C.jpeg[/inny avek] Z Hannibalem i mommy Ministrą Kojarzę pani sesję letnią w Czarownicy. Eugenia Jenkins, TA Eugenia Jenkins ją rozpoznała. Electra nie była osobą, która łatwo się peszyła, ale w tym momencie ją zatkało. W najdzikszych snach nie wyobrażała sobie, że znajdzie się w podobnej sytuacji. Owszem, czasami zaczepiali ją na ulicy nieznajomi, którzy zapamiętali jej twarz z reklam. Nie spodziewała się jednak, że może zagościć w myślach osoby tak dużego kalibru. – T-tak. Dziękuję, pani ministro. – wydukała, rumieniąc się lekko. Reakcja Prewettowny wynikała zarówno z rangi rozmówczyni, jak i z faktu, że Jenkins była bardzo atrakcyjną kobietą. A co jeśli... Nie, niemożliwe. Istniały nikłe szanse, że ministra wiedziała o jej drugiej karierze. Czarodzieje czystej krwi rzadko kiedy zapuszczali się w miejsca, w których można było dostrzec twarz Electry Prewett zdobiącą mugolskie reklamy. Zaskoczyło ją pytanie zadane Hannibalowi. Najwyraźniej ministra nie miała oporów przed poruszaniem takich tematów w towarzystwie dyrektora teatru. A może chciała sprowokować obu Selwynów? Electra nie miała głowy do politycznych gierek, więc po prostu przesuwała wzrokiem między Jenkins, Hanem i Everettem. Na szczęście jej towarzysz się nie poddał się presji. Wręcz przeciwnie, zręcznie lawirował w rozmowie, a nawet odważył się zadać pytanie ministrze. Może energia z występu dodawała mu siły? Z drugiej strony, nie powinno to dziwić, ponieważ nawet poza sceną Hannibal potrafił perfekcyjnie odgrywać swoją rolę. Prewettówna reagowała odpowiednio na jego działania, śmiejąc się lekko z dramatycznych gestów i kiwając głową na poważniejsze stwierdzenia. – Zgadzam się. Mam nadzieję, że zbiórka poskutkuje nie tylko odbudową, ale także rozwojem. Należy wspierać kreatywne talenty. – odpowiedziała zupełnie szczerze. Liczyła, że czarodziejska sztuka stanie się kiedyś bardziej otwarta na twórczość osób o statusie krwi innym niż czysta, a może nawet na dzieła mugoli. Spalona Noc mogła poskutkować refleksją na temat uprzedzeń w magicznym społeczeństwie, obecnie jednak się na to nie zanosiło. |