Secrets of London
[Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] (/showthread.php?tid=5049)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21


RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Dearg Dur - 17.10.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=R1spxn2.jpeg[/inny avek]

Atreus Bulstrode


Być może później byłaby niezadowolona z tego, jak dała się poprowadzić w tej rozmowie. Nie miała podstaw by ufać przystojnemu aurorowi, który z jakiś powodów nagle stał się miłośnikiem sztuki. Nade wszystko był jej mecenasem, a ona powinna dołożyć wszelkich starań by był zadowolony. W przeciwieństwie do kuzyna mającego szczęście znajdować się bezpośrednio w głównej linii, nie miała aż takich wpływów w teatrze. Nie miała pieniędzy swoich rodziców by zagwarantować sobie w nim dożywotnio przestrzeń.

Musiała walczyć.

Czasem jednak okoliczności sprawiały, że człowiek stawał przed wyborem odsłonięcia kart trzymanych przy piersi. Czasem jedno właściwie dobrane słowo, jedno pytanie sprawiało, że ciasno zaciśnięta muszla odsłaniała co wrażliwsze partie.

- Zawsze chciałam być obsadzona w roli Ekstazy. To przez tą sztukę, kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz, postanowiłam, że zostanę tancerką. - Coś w jej głosie zmieniło się. Było w tym mniej mieniącej się łuny zjawiskowej sukni, a więcej mięsistej, surowej prawdy. To zdanie mogłoby z poodzeniem być wypowiedziane w ramach promocji sztuki, ale... doświadczony łowca mógł wyczuć czającą się w nim prawdę. Zwłaszcza, że chwilę potem Lauretta zaśmiała się próbując zbyć ten moment, odebrać mu wagi. - To byłaby bardzo zła wróżba, po osiągnięciu szczytu przecież nie pozostało nic innego jak upadek. Ale... masz rację, ostatnio odnajduje się w modernie, gdzie ciało zwija się pod naciskiem muzyki i emocji w niej zawartych... Boję się jednak, że brak baletu i tradycyjnych piruetów mógłby być nazbyt szokujący dla publiczności koncertu, jakby nie było żałobnego. - mógły im się nie podobać, mogliby mnie oskarżyć o nieodpowiednie podejście do uszanowania zmarłch, mogłabym przez t popaść w niełaskę... echo myśli zniknęło w odliczonych krokach, w skinieniu głową przechodzącym ludziom, w kilku komplementach odebranych od widzów przedstawienia, któzy nie mieli już wątpliwości kogo tancerka obdarza największą uwagą.

- To moje miejsce pracy, to mój dom... - Odpowiedziała na drugie pytanie nieco bardziej dyplomatycznie, za uroczym uśmiechem gnąc całą nienawiść do tego miejsca wysyconego wszystkim tylko nie sztuką. - Czy na prawdę prosisz mnie abym wyceniła swoje życie? - Znała odpowiedź. Dałaby absolutnie nic, prosząc los o to, by kto inny niż wuj został nowym włodażem teatru. Próżne modlitwy niemożliwe do spełnienia. Nie było jej źle, w końcu była primabaleriną. Jeszcze. Fakt, że Hannibal taką uwagą obdarzył seconda balerinę nie uszedł jej uwadze i mroził krew w żyłach. W tym sezonie umowa ją zabezpieczała, ale w drugim? To nie były jednak myśli do dzielenia się z mecenasem, któremu miało być miło podczas rozmowy z nią. Nie były to zmartwienia, któremu chciałaby powiedzieć komukolwiek, a które kruszyłyby jej obraz osoby bez lęku spoglądającej w swoją przyszłość, pewną talentu i nade wszystko pracy, którą włożyła w jego kształtowanie.




RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Atreus Bulstrode - 18.10.2025

z laurettą przy makiecie

- Nie dziwię ci się - odpowiedział spokojnie, uśmiechając się do niej lekko. - Ekstaza sama w sobie jest czarująca. Pewnie dużo osób powie, że to Merlin jest głównym bohaterem tej sztuki, ale ja uważam że wcale tak nie jest. Że to Ekstaza i to, co pcha go do przodu, jest tutaj najważniejsze. A w twoich rękach naprawdę lśni - chciała prawdy, to miała prawdę, nawet jeśli odrobinę podkoloryzowaną. Pewnie brzmiałoby to o wiele przyjemniej i mniej płasko w ustach kogoś, kto umiał prawić przepiękne, ozłocone perory które wgryzały się w mięsiste wnętrze sztuki. Atreus jednak, nawet jeśli od małego bywał w teatrach i na koncertach, robił to głównie dlatego, że tak wypadało. Trzeba było się pokazywać, dbać o wizerunek i mieć pewność, że inni doceniali wydane na nich pieniądze - jego matka jasno dawała mu do zrozumienia, że to zwyczajnie leżało w jego interesie. Nigdy jednak do końca nie rozumiał tego, co nazywano sztuką, a jej prawdziwość chyba mu umykała.

- Czym jest śmierć jeśli nie awangardą życia? - zapytał, przyglądając jej się przez chwilę z zaciekawieniem. - Balet jest piękny, ale porusza się według ustalonych zasad. To wymarzona perfekcja, na którą wielu chciałoby patrzeć, ale śmierć nie jest perfekcyjna. A gdyby to połączyć? Perfekcję życia z naciskiem śmierci? Balet przechodzący w modernę? Może nawet z woltą by na sam koniec wrócić do wymarzonego spokoju? Wtedy też byś się bała? - Atreus nie chciał jej zbytnio prowadzić za rękę, ale już bardziej skory był chociaż odrobinę poluźnić towarzyszące jej lęki. W końcu kto nie ryzykował, ten nie wygrywał, a w tym momencie odzywał się w jego głowie hazardzista, który zachęcał by pchnąć Laurettę dokładnie tam gdzie podążyć nie chciała i tylko po to by sprawdzić, jak to wszystko się skończy.

Kiedy zatrzymali się przed makietą, przez moment przyglądał jej się odrobinę zblazowany, jakby jej dyplomatyczne odpowiedzi przestały go aż tak satysfakcjonować.
- Tak - odpowiedział wprost, patrząc jej w oczy z pewnym nienachalnym wyzwaniem. Bardziej ciekawy czy ulegnie, niż faktycznie chętny do przyparcia jej teraz do ściany. - Cegiełka? - zapłacił równowartość jednego klocka, który miał budować makietę. - Dwie? - dołożył. Czuł, że osoba przyjmująca pieniądze, zaraz go pokocha. - Dziesięć? Sto? - jego głos był spokojny, ale twarz wykrzywiał przekorny grymas. - Mathilda postanowiła tego wieczoru nie przystępować do mnie na krok, więc pewnie mogłabyś nawet dysponować tym, co i jej miało przypaść w udziale - podpuszczał ją bezczelnie. - Ile we własnej głowie jest warta Lauretta Selwyn?

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek]


RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Electra Prewett - 18.10.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=PwBPN7C.jpeg[/inny avek]
Stół prezydalny –> wpłacam datek przy makiecie –> podchodzę z Hanem do Mony

Czyli finałowy taniec był pomysłem Ministry. Ta informacja zaskoczyła Electrę, która nie spodziewała się, że Jenkins była aż tak zaangażowana w organizację bankietu. Na usta cisnęło się pytanie, czy równie aktywnie działała by pomóc reszcie ofiar Spalonej Nocy? Prewettówna nie interesowała się polityką na tyle, by szczegółowo śledzić inicjatywy Ministerstwa, ale teraz ta rewelacja dała jej do myślenia...

Pomimo zasiania ziarna wątpliwości, spotkanie z Ministrą zrobiło na dziewczynie duże wrażenie.
– Prawda, nie ma drugiej takiej kobiety. – odpowiedziała Hannibalowi, zgodnie ze swoimi odczuciami. – Myślisz? Teraz już chyba nic mnie nie zaskoczy. – również rzuciła szeptem.

Stanęła wraz ze swoim towarzyszem w kolejce do makiety teatru. Kiedy nastąpiła jej kolej, wpłaciła przyzwoitą sumę (choć nie pokaźną jak Selwyn). Naprawdę zależało jej na poszkodowanych artystach, ale rezygnacja z pracy w mugolskiej agencji wiązała się z tratą stałych zarobków. Na szczęście wyglądało na to, że pozostali goście nie szczędzili pieniędzy na szczytny cel.

– Tak. Właśnie taki miałam zamiar wcześniej, zanim te znajomości na szczytach mnie nie porwały. – mówiąc to, posłała Hanniemu sarkastyczny uśmieszek. Chłopak zdawał sobie jednak sprawę, że w tych słowach nie było cienia prawdziwej złośliwości.

Szybko udało jej się wypatrzeć rude loki Mony, więc złapała Selwyna za ramię i ruszyła z nim w stronę Rowle.
– Hej, wybacz za tamto... Teraz wreszcie możemy pogadać! – zwróciła się do kobiety przepraszającym tonem, gdy już podeszli. – Jak się bawisz na bankiecie?


RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Lyssa Dolohov - 20.10.2025

Z Morpheusem i Jonathanem przy wernisażu

Roześmiała się. Szczerze i nagle, kiedy tylko usłyszała słowa Morpheusa. Była w jej jakaś buta i arogancja, która nie potrafiła brać tego scenariusza na poważnie, bo przecież on był jej mecenasem dlatego, że na to pozwalała. Gdyby jej się nie spodobał w jakiś sposób, zgłosiłaby pani Avery swoje zastrzeżenia bez mrugnięcia okiem, bo jej ojciec miał zbyt dużo pieniędzy by przejmowała się takimi rzeczami jak to, czy jakiś obcy mężczyzna wspierał jej sztukę.
- Na to o dekadę za późno - prychnęła, trochę zbywająco, ale wciąż wyraźnie rozbawiona. Matka zajmowała się we Francji sztuką, sięgając po schedę swojej własnej rodzicielki i nie ograniczała w tym temacie swojej córki. Z resztą, szkoła do której poszła także słynęła z artystycznego programu, którego nauczała jeszcze przed właściwą nauką, którą rozpoczynało się od jedenastego roku życia.

Lyssa rzuciła przelotne spojrzenie kątem oka w kierunku Jonathana, przez moment zastanawiając się czy faktycznie powinna coś powiedzieć. To nie było tak, że prababcię lubiła, bo zwyczajnie jej nie znała, a przez to nie miała o niej żadnego wiążącego zdania. Biorąc jednak pod uwagę, jak rozpaczliwie walczyła pod koniec lata, by odciąć się nazwiskiem od rodziny matki, nie miała chyba o żadnym Mulciberze dobrego zdania. Może oprócz tych z najmłodszego pokolenia.

- Czy mogę zapytać - zaczęła ostrożnie, nieco ściszając przy tym głos. - Co takiego ma w sobie pani Mulciber, że do twarzy by było w czymś takim? - zapytała, uśmiechając się lekko, może odrobinę niepewnie. W środku jednak bardzo, ale to bardzo chciała się właśnie dowiedzieć, o co właściwie chodziło.

- Czytałam sztukę. Byłam też... no można to nazwać próbami, ale indywidualnymi, gdzie szkicowałam pozy i przeprowadzałam krótki wywiad z osobami odgrywającymi główne role. Byłam ciekawa, jakie aktorzy mieli spojrzenie na tę odsłonę sztuki i ewentualnie starałam się implementować w obrazach to, co mi powiedzieli. Wszystko jednak ostatecznie zależało od wytycznych dyrektorstwa i też to, które trafiły na afisze - uśmiechnęła się na moment, celowo jednak nie spoglądając na swoje obrazy, wiedząc że bije od nich charakterystyczna aura. Patrzyła zamiast tego na swoich towarzyszy. - Gdyby to zależało ode mnie, na plakatach byłaby sama Ekstaza. Albo ona i Ambicja, w końcu to one pchały do przodu osoby, którym towarzyszyły. Ten spektakl to emocje i to, co ciągnie człowieka do przodu, a ich naczynie jest drugorzędnym aspektem. Ma znaczenie tylko dlatego, że ubrano je w imię Merlina i Morgany. Ale rozumiem, Hannibal jest gwoździem programu i synem dyrektora, musiał znaleźć się na plakatach - uśmiechnęła się lekko, niemal niewinnie, spoglądając w oczy to jednego, to drugiego, jakby jej opinia nie była niczym odkrywczym.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=8JDdsDm.png[/inny avek]


RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Elliott Malfoy - 22.10.2025

Podąża w stronę Roberta, zatrzymuje się przy nim, Jenkins i ochroniarzu.

Po krótkiej rozmowie z Anthonym i kolejnych toastach, wycofał się z rozmów, oddając obserwacji. Zaznanie chwili spokoju wydawało się na takich przyjęciach nieosiągalne, a jednak, wymarzona pauza okazała się możliwa; poukładanie myśli pomagało, tak samo z resztą jak plan kolejnych ruchów, uśmiechów oraz gestów. Nie zmienił zdania co do konsumpcji alkoholu, wciąż pił jedynie wodę, więc zmysły pozostawały nieomamione. Przejrzystość słów była zaletą, ale trzeźwość spinała ramiona, w automatycznym przypomnieniu, że wybierając rozmówcę, wraz z nim porusza się dziedzictwo wieków, dziesiątki pokoleń, które doprowadziły do tu, teraz; do 'ja' - 'my'.

Wmieszał się w tłum, w celu dotarcia do kuzyna - Roberta. Chłód szklanki ze świeżo napełnioną wodą dodawał mu otuchy, pozwalając czerwieni policzków stonować się do odpowiedniej temperatury. W pomieszczeniach z taką ilością osób, w wilgotności Wysp Brytyjskich, niecodziennością byłoby, gdyby przed nadejściem jesieni odczuwał coś innego niż nieprzyjemną duchotę, potęgowaną ścisłym dress codem; przyzwyczajony do restrykcji, od dziecka uczony zważać 'co wypada', powinien przyzwyczaić się do duszącego ścisku krochmalonego, białego kołnierza, a jednak, naturalna chęć rozpięcia paru guzików uwierała w niepodchmielony umysł uciekający ku komfortom włoskiego zacisza dziadkowej posiadłości.

Widząc, że Crouch zmienił trajektorię swych zainteresowań, zawahał się na krótką chwilę. Przygotował się na rozmowę z Sędzią, a nie Ministrą Magii. Cóż, jakim byłby politykiem, gdyby dostosowanie się do zmieniającego otoczenia nie było jego mocną stroną? Prawdopodobnie marnym, zapewne dlatego Fortinbras tak szybko zakończył karierę. Jego uwadze nie umknął podążający za kobietą ochroniarz, z którym na krótką sekundę skrzyżował spojrzenia, bez użycia słów, pytając o pozwolenie. Przez własne doświadczenie, zdawał sobie sprawę jak obchodzić się z ochroną osób istotnych na tego typu, tłumnych wydarzeniach. Robert zaczął rozmowę z Jenkins nim Elliott pojawił się w ich towarzystwie; usłyszał kawałek wypowiedzi kobiety, na temat wyboru zawodu przez Croucha. Czyżby, nieoczekiwanie i absolutnie przypadkowo, miał wybawić Croucha z tarapatów? A może sam się na nie narażał? Poczuł ekscytację, choć nie był jeszcze pewien, w jaki sposób ją rozumieć.

- Pani Ministro - przywitał się z kobietą - Sędzio Crouch, Robercie - kontynuował, ukazując, że z mężczyzną łączą go więzy bliższe, niż jedynie grzecznościowe - Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłem? Zasłyszałem kawałek rozmowy, a niegrzecznie byłoby podsłuchać i się nie ujawnić - zakomunikował w lekkim, gawędziarskim tonie - Aktorstwo to sztuka, której potrzeba w większej ilości miejsc niż scena, Wizengamot to jedno z nich. Polityka może się wydawać mniej krzykliwa od obydwu scen, prawnej i rozrywkowej, ale również dajemy sobie radę, prawda? - balansował wypowiedź między komplementem, a wyrażeniem opinii.


RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Jonathan Selwyn - 23.10.2025

Z Lyssą i Morpheusem, potem odchodzę na bok w okolicę baru

Jonathan z dużą teatralnością wywrócił oczami na słowa Morpheusa, ale Longbottom mógł wiedzieć, że było to jedynie udawane oburzenie. Możliwe, że gdyby czarodziej oznajmił, że nigdy nie czytał Hamleta, Jonathan nie miałby dla niego łaski, tak jak dla Roberta, ale tutaj przynajmniej wiedział, że przyjaciel był zaznajomiony z treścią sztuki. Nastepnie Selwyn pozwolił rozmawiać tej dwójce między sobą i chyba był to dobry pomysł, bo nagle usłyszał coś... Co zdecydowanie mu się nie spodobało. Udając, że nic się nie działo Jonathan zerknął w odpowiednia stronę, aby zobaczyć która plotkara miała tak genialne pomysły i znowu odwrócił się do Lyssy i Morpheusa.
Hm? – spytał, a potem uświadomił sobie, że wspomniał o Philomenie Mulciber w torcie przy kimś kto chyba był z nią spokrewniony. Jak najszybciej uśmiechnął się, próbując jeszcze na kilka sekund nie myśleć o zasłyszanej plotce na temat towarzyski Hannibala. – No cóż, proszę o wybaczenie, ale to taki nasz żart z Hogwartu. – Skłamał z uśmiechem na ustach. – Kiedyś śmialiśmy się, że im wybitniejsza kreacja tym lepiej prezentowałaby się w torcie. Ot głupie żarty, które zostały na dłużej. Co do plakatu. W pełni podzielam pomysł, aby jawiły się na nich jedynie Ekstaza i Ambicja, ale jednak nie sposób się dziwić, że powinno być tam miejsce dla tytułowego Merlina. Przepraszam was na chwilę. Z chęcią będę kontynuować tę rozmowę dalej, ale muszę jeszcze zamienić z kimś parę słów. Miłej rozmowy – Z ostatnimi słowami, skinął głową swoim rozmówcom, a następnie oddalił się nieco, chwycił kieliszek z szampanem i spróbował przyjrzeć się kobiecie, którą nieopatrznie podsłuchał. Chciał głównie sprawdzić jej aurę, a także spróbować poszukać w swojej głowie, czy nie kojarzył jakiś plotek lub chociaż ciekawostek na temat kobiety.

Rzut na aurę percepcja III
[roll=Z]

Rzut na znajomość plotek o postaci, wiedzą o świecie III
[roll=Z]

Na kontynuacje tego wątku zapraszam do tego tematu.
@Jonathan Selwyn



RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Philomena Mulciber - 23.10.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=tP13m0f.png[/inny avek]Z Anthonym i Aaronem gdzieś w swobodnej odległości od makiety teatru.

Jeśli stare baby mogłyby doświadczać pajęczego zmysłu, to ten Philomeny szalałby właśnie i świecił milionem kolorów niczym choinka w atrium Ministerstwa na Yule. To, w jak naturalny sposób Lorien przekazała swoje ciasto panu Moody’emu, jak ten po odejścu sędzi obrócił się tak, aby ani na moment nie spuszczać jej z oczu — wszystko to starucha śledziła ślepiami ukrytymi za opadającymi, pomarszczonymi powiekami, choć wrażenie sprawiała przy tym idealnie obojętnej i skupionej na konwersowaniu z Shafiqiem.
W przeciwieństwie do Anthony’ego Mulciberowa nie dostrzegała w aurorach pierwiastka drapieżnika ni żadnej innej szlachetnej bestii. Do służb porządkowych — i te elitarne nie były tu wcale wyjątkiem — zaciągały się proste chłopki-roztropki, którym inteligencji brakło, by realizować się w dziedzinach bardziej wymagających. Było to miejsce dla ćwierćinteligentnych gwałtowników potrzebujących instytucji, która wyda im licencję na przemoc. Osiągali tym sposobem prymitywną namiastkę tego, jak smakuje władza — i cóż, że władza wyłącznie nad cywilem napadniętym przez trzech umundurowanych zbójów. Philomena nie dbała o to nadto, dopóki owej władzy nadużywali do wyżywania się na równych sobie prostaczkach. Z całą pewnością nie było jednak w formacjach policyjnych niczego szlachetnego ni godnego podziwu.
Gdy Aaron Moody wygłosił swoją uwagę o tym, że do odbudowy Londynu potrzebne są czyny, Philomena spojrzała na niego przelotnie i skinęła głową w oszczędnym, czysto grzecznościowym geście przyznania mu racji, po czym zwróciła uwagę na powrót ku znamienitszemu rozmówcy:
—  Państwo Hiszpańskie to interesujący wybór sojusznika, panie Shafiq. Ustrojowo, to z pewnością. — Philomena nie mogła nie docenić, że czarodziej swoje działania na arenie międzynarodowej w czasach kryzysu otwierał sojuszami z faszystowską dyktaturą. — Od lat trwa u nich prężny rozwój; cud, jak to niektórzy określają. Wciąż jednak Hiszpanie pozostają jedną z uboższych gospodarek Europy. Współpraca może okazać się niemniej owocna, a nawet jeśli negocjacje nie spełnią pańskich oczekiwań, z pewnością uczynią to walory turystyczne. Wprost uwielbiam wracać do Katalonii. Znając pańskie gusta, nie wątpię, że nie odmówi pan sobie nawet przy napiętym grafiku wyprawy do leża ogniomiotów katalońskich.
Rozmowa płynęłaby tą swobodną uprzejmością zapewne i dalej, ledwie jednak Anthony wspomniał o tym, jakąż to przeszkodę stanowią mugole w Dolinie Godryka, stara nie była w stanie myśleć już o niczym innym niż podkreślenie i wyolbrzymienie owej niedogodności. Nie mogła dbać mniej o te sady, o domki i o Knieję, lecz w tamtej chwili — gdy przeszkodą do odnowienia ich byli mugole — stały się jej bliskie niczym własne dzieci.
Już dawno ludność Doliny Godryka winna była przejść transformację w jednolite społeczeństwo, jako że jest to, co sam pan zauważa, ośrodek dla nas ważny. Doprawdy, czarodzieje nie powinni pod przymusem znosić tej niedogodności ze względu na mugolskie oczy. Mówimy tu o znaczącym przyspieszeniu możliwości powrotu do ich własnych domów, którą blokują mugole. — Słowa te Philomena wypowiedziała, ani na chwilę nie podnosząc głosu. Salonowe oburzenie, być może tak dało się określić tyradę starej arystokratki wygłoszoną ze zmanierowaną pogardą. — Fundacja nigdy nie znajdowała się pod opieką kancelarii — uściśliła, jakby mimochodem, choć nie do końca temat ignorując, co przyciągnęłoby doń wyłącznie więcej uwagi. — To była prywatna inicjatywa zapoczątkowana przez świętej pamięci Roberta Mulcibera.
Mojego wnuka — nie dodała.


RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Aaron Andrew Moody - 24.10.2025

Z Anthonym i Philomeną w pobliżu stołu z datkami (wpłacam trochę, ale nie blokujemy już).

Żaden cud – sprzeciwił się czysto konwersacjonalnym tonem Moody, który był przecież zdeklarowanym antyklerykałem. – Nie przypisujmy sile wyższej zasług ludzi stojących na czele autorytarnego reżimu, pani Mulciber. To dzięki jego protekcji dokonano przemiany państwa w liberalną gospodarkę rynkową, kłam zadając wszystkim, którzy krytykowali ideały przyświecające Hiszpanom. Porządek ponad wolnością, hierarchia ponad chaosem, obowiązek ponad zyskiem... – W to właśnie wierzył Aaron Moody. Na dnie jego oczu widać było zaciętość. – Gdyby tylko angielskie społeczeństwo było równie zdyscyplinowane, z pewnością podnieślibyśmy się szybciej z ataków wymierzonych w naszą państwowość. Ale my dysponujemy tylko liberałami pozbawionymi kręgosłupa moralnego i pseudokonserwatystami osiadłymi w wygodzie własnej gnuśności.

Dyskusję o wakacjach w Katalonii, oczywiście, zignorował. Być może Mulciberowa zażywała tam sanatoryjnego wypoczynku, a kpić ze staruszki w podeszłym wieku nie należało. Leże ogniomiotów katalońskich... Niespecjalnie znał się na smokach, ale nie zdziwiło go napomknienie Philomeny. Stara gadzina wylegiwała się przecież smoczym zwyczajem na stertach mulciberowskiego złota, choć zamiast siarki wypluwała rasistowskie artykuliki, które regularnie zaogniały opinię publiczną. Powinno się wyrwać jej kły, ograniczając wolność prasy na wzór Hiszpanii. A może całkiem pozbawić ją głowy...? Nie, zdecydował Moody. Zbyt wielu panoszyło się tutaj takich jak ona. Nie byłaby to już walka ze smokiem, lecz z hydrą. Z hydrą przekonanych o swojej wyższości angielskich arystokratów. Gdyby wybuchła panika, wszyscy zapomnieliby jednak o swej wyższości. Zapomnieliby, kto jest Mulciberem, kto Moodym, a kto trzecim puzonistą w orkiestrze, zrodzonym z matki mugolki. Ich krew na kunsztownej posadzce byłaby tak samo czerwona. Krew... Czym przaśny Merlin biczujący się na scenie aż do krwi, różnił się od nokturńskich kuglarzy? Wędrownych aktorów, którzy rozstawiali się ze swoim majdanem gdzie popadnie, żebrząc o datki?
Patrolując ulice, Moody widział kukiełkowe teatrzyki, za którymi ganiali mali ulicznicy. Więcej polotu miał pijany Punch nawalający pałką Judy, aniżeli para odgrywająca Merlina i Morganę. Tamtym rzucił nawet parę knutów, kręcąc potem głową, bo aktorzy przykleili kukiełkowemu Punchowi plakietkę z podpisem "auror", i zaczęli udawać, że wsadza sobie aurorską pałkę w dupę. Oczywiście, wlepił im wszystkim mandaty. A jednak nie żałował wydanych pieniędzy. Wiedział przynajmniej, że zasilą służbowy skarbiec, gdy przyjdzie termin spłaty mandatu. Wpłacił i teraz. Nie chciało mu się jednak wierzyć, że burżujski zarząd teatru nie uszczknie czegoś dla siebie. Zbiórka może i była na ofiary pożarów... Ale rezydencje czyściuchów płonęły przecież tym samym ogniem, co slumsy na obrzeżach miasta.
Czy rezydencja madame Mulciber również płonęła?, zastanowił się nagle. Zanotował sobie w pamięci, że należy to sprawdzić. To, i jej zeznania podatkowe.

Nie przerywając rozmowy, nachylił się na chwilę nad stołem z datkami, aby zadeklarować przekazanie symbolicznej kwoty, wciąż jednak obrócony był tak, aby móc widzieć Lorien, przechadzającą się po sali balowej.

Tradycją jest również współistnienie czarodziejskiej i mugolskiej społeczności Doliny Godryka – skomentował rozważania Anthony'ego. – Jak słusznie zauważyła pani Mulciber, należy tutaj objąć jednolity front. – Wypaczenie jej słów dało Aaronowi upiorną satysfakcję. – Wszyscyśmy ucierpieli przecież w rozpętanych przez terrorystów pożarach. Priorytet winna mieć niezbędna infrastruktura, drogi, domy komunalne, obiekty szczególnej użyteczności publicznej. Uważam, jak i pan, że teatry... Mogłyby zaczekać.  [inny avek]https://64.media.tumblr.com/0e777a2fd7f6d709c10a86fc025ce66d/bb958bab8230f427-64/s1280x1920/8944160e1a40a32554373a1223170cdd56b3aead.jpg[/inny avek]


RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Robert Albert Crouch - 25.10.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/c9/22/c6/c922c65806661c67e600ac35c3b974f9.jpg[/inny avek]

Z Eugenią i Elliotem.

Już miał powołać się na znaną i kochaną w polityce koncepcję theatrum mundi, gdy jego drogi kuzyn dołączył się do dyskusji. Robertowi to nie przeszkadzało. Wiedział, że spośród obecnych tu polityków, Elliot był jednym z tych, którzy wykazywali wobec magicznej Anglii to, co było w tejże przestrzeni tak rzadkie: dobrą wolę.

– Mój kuzyn ma świętą rację. Nie bez powodu mówimy o "scenie politycznej", czyż nie? Proszę chociażby spojrzeć na Hamleta, niedawno go przecież tu wystawiano. Szekspir już dawno połączył politykę z teatrem – uśmiechnął się, zostawiając niewypowiedzianymi motywy szekspirowskiego upadku panujących porządków i ustanawiania nowych. – Ale nawiązując do pytania Ministry o dumę z rodziny, oczywiście dzisiaj Selwynowskie dziedzictwo przynosi mi radość. Wbrew plotkom, ja również jestem dumny z mojego pochodzenia. Cieszę się, że pani Ministra to widzi.

Robert lubił ten jad, który towarzyszył rozmowom pomiędzy politykami. Innych męczyłaby nieautentyczność, obłuda, łapanie za słówka. Nie jego. Spowodowane było to chyba specyficzną Selwynowsko-Crouchową mieszanką, jaką stanowiła jego osoba. Takie rozmowy go nie frustrowały, lecz dostarczały mu energii, dobrej zabawy. A lekko kokieteryjne zabarwienie dodawało temu wszystkiemu dodatkowego napięcia.

– A co do Hannibala, rzeczywiście jest młody, ale myślę, że rola była na tyle odważna, że potrzeba było aktora spoza konwenansu. Takiego, który nie trzyma się utartych reguł, a je sam tworzy. Zgodzisz się ze mną, Eliotcie?


RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Anthony Shafiq - 27.10.2025

Z Philomeną i Aaronem przy makiecie teatru,
finalnie uciekam w tłum w okolice wernisażu.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=9eNCIoV.png[/inny avek]
Ileż razy drwił z kastowego układu hogwardzkich domów? Teraz jednak tak bardzo nie było mu do śmiechu. Proszę bardzo oto efekt: durny, ujadający pies na smyczy i żmija gładkimi słowami tłumacząca bezwzględność stalowej drabiny na której szczycie chciała stać. Oczywiście jego krukoński intelektualny snobizm dawał o sobie znać, wszak to jego rolą było myśleć w tym całym przeklętym społeczeństwie warunkowanym od jedenastego roku życia do przyjęcia zaprojektowanych ról. Do czego to doszło, że musiał stawać w obronie przygłupich wyrobników i rolników, z taką ochotą mordowanych na londyńskich ulicach przez samozwańczych rewolucjonistów, przerażonych utratą wpływów dziedziców dawno minionych czasów.

Twarz Anthony'ego nie drgnęła, oddech nie przyspieszył, a skóra nie zmieniła swojej barwy, na te wszystkie kwieciste rewelacje sprzedawane mu to z lewej, to z prawej strony. To nie był pierwszy i z pewnością nie ostatni raz, kiedy mościł się wygodnie w żołądku tego dinozaura. Diplodok. Tak się nazywał ten kolos, którego miał szansę zobaczyć w berlińskim, absolutnie mugolskim muzeum. Krzywa Gaussa według niektórych miała kształt dzwonu, ale dla Shafiqa był to wspaniały diplodok. I teraz stał pomiędzy łbem a ogonem reprezentującym dwójkę radykałów, którym najbardziej nie w smak był ktoś taki jak on - centrysta. Ani ciepły ani lodowaty. Po prostu letni...

Smaczniejszy do pożarcia niż tort panny Figg.

– Faszyzm zaiste jest wspaniałym ustrojem, bardzo skutecznym w przeprowadzaniu reform i oczyszczaniu ulic ze śmieci – powiedział lekko, udając, że delektuje się smakiem łakocia. Nic dziwnego, że Erik spędzał z tą półkrwistą czarownicą tyle czasu. Anthony wiedział jakim był nieposkromionym łasuchem. – Bardzo prosty ustrój. Prostacki?– Gorzej, gdy grupa sprawująca władzę traktuje jak wspomniane śmieci osoby o odrębnych opiniach i poglądach. Historia najnowsza Europy dość dobitnie pokazuje, że ostatecznie jest to ślepy zaułek cywilizacyjny. Czytaliście może drugą z książek Isaaca Bagshota? Drastyczna, ale zdaje się niezbędna dla współczesnego człowieka lekcja. – Stalowe oczy błądziły po tłumie, rozmowa stała się przykra, ale nie ze wzglądu na irytację, a realny żal latami tłamszonego idealisty. Teraz dawno odrzucone wartości, zupełnie jak trauma, wrzeszczały mu do ucha w milczeniu czterech ścian. Wrzeszczały, gdy był otoczony sępami wypatrującymi jego truchła.

Wojna kochała radykałów. Proste odpowiedzi na niespokojne pytania.

Gdzie w tym wszystkim było miejsce dla niego?

– Prawo jest wspaniałe. Wraz z pismem, ukoronowanie cywilizacji. – Oddał talerz z ponad połową porcji przechodzącemu kelnerowi. – Jest we mnie jednak przekonanie, że nie tylko to, co wychodzi spod pióra prawników warte jest uwagi, ale też co wychodzi z serc i umysłów poetów, piewców innych humanistycznych wartości, których tak rozpaczliwie potrzebujemy w dzisiejszych czasach. Szlachetności. Honoru. Miłosierdzia – odetchnął.

– Jestem człowiekiem, któremu los uniemożliwił doświadczanie kolorów, zwłaszcza czerwonego. Dbam o to, by w innych sferach nie zabrakło mi pełnego spektrum. Pani mecenas... odezwę się w sprawie fundacji, proszę mi wybaczyć, przyjaciel mnie wzywa – wymówił się gładko, kłaniając się z szacunkiem kobiecie, która pożerała jego ministerialnych prawników na śniadanie, a kości ich bezużytecznych palców używała jako wykałaczki. Skinieniem głowy obdarzył również Moody'ego, a potem zniknął wmieszać się w tłum bliżej wystawy obrazów.

Jeszcze godzina, może dwie.

Przetrwanie nie powinno być aż tak trudne.