![]() |
|
[Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] (/showthread.php?tid=5049) |
RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Eugenia Jenkins - 29.10.2025 Pojawienie się skrzydłowego w postaci młodziutkiego kanclerza zdziwiło nieco Ministrę, skomentowała jednak jego pojawienie się ledwie uniesieniem brwi o jedną ósmą cala i oszczędnym skinieniem głowy. To było tylko kilka wypowiedzianych w swoją stronę zdań, a jednak mogło zostać odebrane bardzo jednoznacznie. Ul huczał coraz mocniej, sojusze zmieniały się a sępy zbierały na żer. Młoda krew, świeża krew wrzała, wszak i Jenkins była kiedyś w tym miejscu, też miała trzydzieści lat, też zachłysnęła się władzą, którą trzymała w rękach jako Sędzina Wizengamotu. Też myślała, że może zmienić świat. - Ta odwaga, ta młodość... tak, z całą pewnością przydała mu się też niebywała kondycja i dobry słuch, aby skrupulatnie wypełniać polecenia reżysera i choreografa. I pamięć jak mniemam, aby nadawać przyjemny kształt cudzym słowom. Wiele można byłoby się nauczyć z hierarchii samego teatru, niezmiennej od stuleci. Kult gwiazd to jedno, a doświadczone głowy, które za nimi stoją... - Jej głos pozostawał słodki jak wypieki panny Figg, uśmiech nie zesztywniał przy tym zbytnio, bo w sumie nie mógł zesztywnieć już bardziej na okoliczność tej wymiany zdań. Zaraz po tych słowach skinęła kurtuazyjnie głową mężczyznom, zachęcając ich by korzystali z przyjęcia, skoro wszyscy zebrani posiadali niedzielę na rekonwalescencję przed powrotem na ministerialne korytarze. Audiencja została zakończona, a Ministra wraz z ochroniarzem ruszyła dalej w stronę wernisażu. [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/be/17/57/be1757a2366275b01e507a7b01deda03.jpg[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Dearg Dur - 29.10.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=R1spxn2.jpeg[/inny avek] Atreus BulstrodePlan który roztoczył przed nią Bulstrode był przyjemny i inspirujący, pozwalający jej osobistej ambicji rozkwitnąć. Przestrzenie, które rozwijał przed nią mecenas dawały bardzo duże możliwości, ogromne wręcz zasoby do tego by móc się znów popisać, by móc pozostawić po sobie, po swoim talencie i latach ciężkiej pracy realny ślad. I będzie mogła to zrobić sama, dźwignąć to na swoich własnych barkach odpowiedzialności i pracy. Być może nie do końca świadom ofiarowywał jej skrzydła i nadzieję, na to, że moneta losu w końcu się odwróci. Słodkie słówka, arabskowe, wcale nie zawoalowane komplementy. Przyjemne, stanowiące balsam na potwarz, jaką uczynił jej Merlin we własnej osobie, poza sceną wybierając znajdę półkrwi ślizgającą się w wolnych chwilach między wężowymi ciałami. Ten miód skrywał jednak truciznę, skrówał ostrze, próbę, oddzielającą człowieka od zwierzęcia, testującą jej charakter i podległość. Każde pytanie, każdy jeden galeon, później następny, każde pytanie nagle tak suche wobec wcześniejszej salonowej gry dźgało jej chłodną, wykalkulowaną duszę, dźgało dumę z której była ukuta. Zamiast więc udzielenia bezpośredniej odpowiedzi, nachyliła się ku niemu, składając krótki pocałunek na chłodnym policzku, a potem szepnęła wprost do ucha znajdującego się tak blisko: - Ja? Jestem bezcenna. Ale Ty mój drogi, skutecznie zapewniłeś sobie szansę ostatniego tańca ze swoją ulubioną baleriną tego teatru. Mam nadzieję, że los będzie nam sprzyjał. A teraz wybacz proszę, pomówić muszę z dyrektorem, widziałam, że mnie wzywa do siebie - wymówiła się gładko odstępując krok od niego i kłaniając się znów, tak jak to czyniła na scenie, roztaczając migotliwe piękno drogocennej zaklętej sukni, by później odfrunąć z gracją feniksa do prezydialnego stołu. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Atreus Bulstrode - 29.10.2025 Z Laurettą przy makiecie, a potem wernisaż z Ministrą Miło było czasem odstąpić od ulotnej sztuki salonowych rozmówek. Była zabawna, pełna niedopowiedzeń i po prawdzie dość szybko Atreusa nudziła. Ale teraz nie chodziło o samą nudę, a zwyczajnie sprawdzenie Lauretty, jak zareaguje na to co właśnie robił. Cyniczne słowa i kolejne galeony pojawiały się jedno po drugim, a on patrzył nie na pieniądze, a właśnie na pannę Selwyn. - To dobrze - odpowiedział cicho, z cwaniackim uśmiechem przyczepionym do ust. Jakby coś właśnie wygrał. - Nie interesuje mnie wspieranie kogoś, kto uważa że można przykleić do niego metkę z ceną - uzupełnił kwotę, wpłacając ogromną ilość pieniędzy, a jeśli tylko mógł to dopełnił tym samym makietę, tak by kolejne dopłaty nie pojawiały się już w formie nowych cegiełek. Uśmiechnął się jeszcze do Lauretty na pożegnanie, już we właściwy, grzeczny sposób właściwy konwenansom, a kiedy dopełnił formalności wpłaty na odbudowę, sam ruszył dalej, tym razem w kierunku wernisażu. Nie obchodziły go specjalnie wystawione tam obrazy, bo doskonale był świadomy tego, że średni był z niego koneser sztuki. Nie chciał jednak przepuścić okazji zaczepienia chociaż mimochodem Ministry. Zbliżył się więc, przyjmując na twarz wyraźnie zachwycony wyraz twarzy. Cóż, nie stał on przesadnie daleko od prawdy. - Pani Ministro - zaintonował, zwracając na siebie jej uwagę. - Z jakiegoś powodu, wydaje mi się że pani obecność tutaj jest niemal bardziej spektakularna niż oglądanie całej Ekstazy Merlina jeszcze chwilę temu na scenie - zaśmiał się, jakby ze zdziwieniem uświadamiając sobie to właśnie w tym momencie. - Proszę mi zdradzić, zabawić chociaż na moment moją niewypowiedzianą ciekawość, w idei dzisiejszego spektaklu; gdyby moc pchająca panią do przodu miała być barwą, to jaką? [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Erik Longbottom - 30.10.2025 Z Norą przy barze. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=wOCLey9.png[/inny avek]
— Cieszę się, że chociaż ciebie bawi ta sytuacja. Z mojej perspektywy był to szalenie nieprzyjemny zbieg okoliczności. Zwłaszcza, że jeden taki wypadek zdaje się pociągać za sobą drugi — skomentował z nietęgą miną. — Pamiętasz tę medyczkę, która pomagała nam z zerwaniem więzi w trakcie lata? — Zrobił drobną pauzę, aby pozwolić blondynce wrócić wspomnieniami do tamtego okresu. — Nie miała szczęścia podczas Spalonej Nocy. Jakiś czas temu odbył się pogrzeb. Ech, nie wiedział, czemu w ogóle zaczął rozmowę na ten temat. Może po prostu nie potrafił akurat teraz cieszyć się z tego, że mogli korzystać z chwili świętego spokoju? Funkcjonowanie w kryzysie dałoby mu coś do roboty i pozwoliło nie myśleć ciągle o Warowni, o Zakonie Feniksa, o tym jakie zmiany być może przejdzie Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów w najbliższym czasie. Wypuścił powoli powietrze z płuc, przyglądając się zgromadzonym na sali gościom. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie powinien ich jakoś dopisać do puli, żeby zaangażowali się w tę grę, ale... Czy naprawdę chciał ryzykować, że wyląduje w tańcu z kimś za kim nie przepadał? Albo że Nora będzie zmuszona wykonać parę obrotów w objęciach jakiegoś zdziadziałego konserwatysty? Pokręcił powoli głową. Tym razem chyba przeznaczone im było obserwować rozwój zdarzeń z bezpiecznej odległości. — Rozumiem. Po prostu jeszcze nie wiem, jak sobie to wszystko poukładać — przyznał z niechęcią, wywracając teatralnie oczami. — Podejrzewam, że najwłaściwszym krokiem byłoby poczekanie na Brennę. Ona zawsze ma jakiś plan. Na Merlina, teraz naprawdę byłbym wdzięczny za całą siatkę jej planów. Zagryzł dolną wargę, gdy zapytała go o Ministrę. — Na twoje babeczki domowej roboty skusiłby się każdy. Bez względu na wiek, płeć i inne tego typu sprawy. Nawet alergie żywieniowe — skomentował, dopiero po chwili orientując się, że dla niektórych osób jego komentarz mógłby zabrzmieć nieco dwuznacznie. Longbottom momentalnie zaczął się czerwienić. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Aaron Andrew Moody - 30.10.2025 W pobliżu stołu z datkami, rozchodzimy się z Anthonym i Philomeną. A ja się potem gapię na Lorien, bo mogę. Gdyby tylko Aaron Moody wiedział, że udało mu się doprowadzić czystokrwistego klasistę i burżuja do tak wielkiej rozterki natury ideologicznej, że ten poczułby się w obowiązku wstawić za proletariackim prostaczkiem, którego systemowo ciemiężył... Zapewne sam sobie wręczyłby medal. A może i nawet poklepał po plecach. Dobra robota, Moody. Nie ma to jak kogoś wkurwić. – Któryś z naszych polityków... Proszę wybaczyć, nie zapamiętałem dumnego nazwiska. Zbyt wielu swoich krewnych wciagnął po znajomości na stołki w Ministerstwie, żebym ich odróżniał – zauważył, jak gdyby mimochodem Moody, chociaż na subtelność przesadnie się nie silił. Miło było przecież przypomnieć Philomenie o tym, że ministerialny nepotyzm sprzyjający jej rodowi skończył się wtedy, gdy urząd objął Nobby Leach. Mulciberowie w ramach protestu porezygnowali wówczas jak ostatnie pierdoły ze swych cieplutkich posadek w Ministerstwie, po to, aby nigdy już nie odzyskać swych dawnych wpływów. – Któryś z naszych polityków – kontynuował, nie spuszczając wzroku z Anthony'ego – rzucił ostatnio w swojej przemowie, jakoby jego dziadek, zmagający się z wpływami Grindelwalda w Europie, miał zostać aurorem po to tylko, aby jego syn mógł zobaczyć lepsze czasy. Czasy pokoju, w których jego ukochany syn mógł zostać poetą, tak, jak sobie zamarzył, a syn jego syna... – Aaron uśmiechnął się cierpko. – ...Politykiem. Nie potrafił tak do końca powstrzymać kpiny, jaka zagościła w jego głosie. – Trudne czasy tworzą silnych ludzi. Silni ludzie tworzą dobre czasy. Dobre czasy tworzą słabych ludzi. Słabi ludzie tworzą trudne czasy. I znów koło się zamyka. Wiem, że pani mieni się zwolenniczką tradycji, pani Mulciber – zwrócił się z szacunkiem do Philomeny. – Ja również. W mojej rodzinie tradycją jest służba w szeregach aurorów. I chociaż szacunkiem darzę poetów, artystów, wszystkich tych piewców, humanistycznych wartości... Szlachetność. Honor. Miłosierdzie. Tak mówił Anthony Shafiq, i przyznać musiał Aaron Moody, że pięknie mówił. Piękne były to ideały, wzięte rodem z kodeksu rycerskiego. Ale czy pan Shafiq był rycerzem, czy jedynie nawykł do spoglądania na maluczkich z wysokości końskiego grzbietu? Spojrzenie Aarona straciło jednak na hardości, gdy z ust przemawiającego z ożywieniem filantropa padły słowa na temat honoru. Z tym nie sposób było się kłócić. – ...Prędzej szczezłbym, niż pozwoliłbym swemu synowi wybrać karierę poety. Kultura powinna stać w cieniu wobec pilniejszych potrzeb, a nie wieść pośród nich prym. Ważniejsze obiekty niż ten teatr ucierpiały w trakcie pożarów. Ale elegantszym jest przecież odbudować pomnik, cyknąć sobie przy nim zdjęcie do propagandowej gazetki. Uścisnąć dłoń opatrzoną rodowym sygnetem, zamiast wyciągnąć ją do poparzeńca pogrzebanego pod gruzami. – Nieruchomym było jego spojrzenie, gdy wpił w Philomenę pociemniałe nagle oczy. Nie było w nim jednak agresji. Nie było nawet pogardy. – Ale nie moja to rzecz, osądzać cudzą moralność. W tym wszystkim, ja po prostu bronię... – Słowa spływające z jego ust smakowały krwią z wcześniej przygryzionego języka, gdy wymownie przesunął spojrzeniem po twarzach swych rozmówców: zarówno zbierającego się do odejścia Anthony'ego Shafiqa, jak i niewzruszenie trwającej obok Philomeny Mulciber. – ...Tych słabych. Powiedział, co wiedział, a potem skupił się w pełni na obserwacji pozostającej w bliskim dystansie sędziny Mulciber. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/0e777a2fd7f6d709c10a86fc025ce66d/bb958bab8230f427-64/s1280x1920/8944160e1a40a32554373a1223170cdd56b3aead.jpg[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Eugenia Jenkins - 31.10.2025 W oczach kobiety pojawiło się rozpoznanie, gdy u jej boku pojawił się auror. Drugi, jeśli liczyć młodzika świeżo po kursach na którego ramieniu się wspierała w tej defiladzie pośród bankietowych gości. – Ależ drogi panie Bulstrode, to pan winien tu zabawiać mnie, a nie odwrotnie – uśmiechnęła się nieco bardziej kokieteryjnie, pozwalając sobie na wyciągnięcie z mankietu wachlarza, którym zaczęła się niespiesznie wachlować. Pęd powietrza łagodnie odgarnął czarne włoski dotykające jej twarzy, a zapach, który się wokół niej roztoczył, przydał jej świeżości, odejmował lat, przywodził na myśl słodycz wiosennego jabłka. Szła dalej, bo przecież jego pojawienie się nie powinno zaburzyć planów Ministry Magii. Jej ciemne oczy ześlizgiwały się po plakatach i szkicach, ale zdawały się ich nie dostrzegać. Jej myśli krążyły gdzieś indziej, albo całe to przejście do wystawy było w pewien sposób na pokaz, aby przez moment poudawać, że chodzi o sztukę, a nie łapczywy powrót do normalności w której to ona jest gwiazdą w koronie. Cóż... obecnie w spalonej koronie. Czy - jak wolała mówić - delikatnie nadpalonej. – Patrząc na te prace, aż ciśnie się na usta powiedzieć, że pomarańczowy czyż nie? – zdawała się zdecydowanie nie być zadowoloną z tej odpowiedzi. – Pomarańczowa jak dynia. Kabaczek. Jak nieregularna skórka pomarańczy. – Westchnęła, kierując swoje spojrzenie znów ku rozmówcy, skoro jej ochroniarz trzymał się twardo w pozie służbisty i już wcześniej nie odezwał się do niej ani słowem. – Powiedziałabym czerwień. Energia. Pęd. Działanie. – Ten błysk w oku na moment współgrał z karminem szminki całkiem szczerego uśmiechu, choć to co działo się w podziemnym Ministerstwie zdawało się biegunowo odległe od pędu i działania, co Bulstrode zmagający się na co dzień z tą samą biurokracją i niekończącymi się raportami wiedział nawet przy pracy bardziej energicznej niż przekopywanie się przez stos podań i odwołań. Tymczasem Jenkins westchnęła kręcąc głową w pewnym rozczarowaniu. – To jednak też kolor płomieni i krwi... Niezbyt popularny w ostatnim czasie. Ten pomarańcz już mnie zdziwił. Ta tancerka... wyglądała jak płomień w niektórych momentach. Aż dziwiłam się, że nikt nie wyszedł z atakiem paniki ze spektaklu. A może wyszedł i to przeoczyłam? – pytanie skierowała do ochroniarza, licząc na to, że mimo wszystko dołączy do rozmowy. [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/be/17/57/be1757a2366275b01e507a7b01deda03.jpg[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Atreus Bulstrode - 31.10.2025 wernisaż z ministrą - By błazen mógł zabawiać, potrzebuje chociaż odrobinę królewskiej uwagi, prawda? - zapytał, odpowiadając uśmiechem w podobnym tonie, ruszając krok w krok obok Ministry, która dalej przechadzała się wzdłuż wernisażu. Założył dłonie za siebie i słuchał jej z uwagę, nawet nie jakoś specjalnie udawaną, bo akurat jeśli chodziło o to co mówiła sama Ministra Magii, to Atreus zwyczajnie przywiązywał do tego sporą wagę. - Jeśli mam być z panią absolutnie szczery i mnie wybór akurat pomarańczu wydawał się odrobinę kontrowersyjnym posunięciem. Może gdyby to ode mnie zależało, postawiłbym na żółcień, w końcu kojarzy się z nadzieją. Brzmi ona o wiele lepiej, przynajmniej na papierze niż oburzone nagłówki, które pewnie właśnie pani zacytowała. Na pewno też parę osób wyszło... bardzo szybko. Ale może autorce kreacji na tym zależało - pokręcił głową, na moment pozwalając sobie na nieco kpiący uśmiech, zanim wrócił do poprzedniego, szelmowskiego wyrazu twarzy. - Odchodząc jednak od tego, co kojarzy się z ogniem. Czerwień. Czy uwierzy mi pani jak powiem, że właśnie taką barwę sam byłbym w stanie bez zawahania pani przypisać? Czerwień, która pcha do przodu, świadczy o temperamencie od którego ciężko się odwrócić. O zdobywaniu... Ale dodałbym towarzystwo brązu. Nic złego, a właściwie bardzo miły akcent. Kompozycja mówiąca o właściwej osobie na właściwym miejscu - przekrzywił lekko głowę, uciekając na moment spojrzeniem gdzieś w bok, jakby to tam próbował znaleźć odpowiednio opisujące ją kolory, a nie wyciągał je właśnie z własnej głowy albo miał je pod nosem. - Więc, jako właściwa osoba, jak pani pokrzepiłaby serca za pomocą sztuki? - przyjrzał jej się nieco uważnie, chcąc podejrzeć jej aktualne emocje. // percepcja na aktualną aurę ministry [roll=PO] [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Eugenia Jenkins - 01.11.2025 Ministra słuchała, a przynajmniej stała obok i zdawała się słuchać gdy mówił. Cień uśmiechu błąkał się po jej twarzy. Czy wypadało powiedzieć, że właśnie wspiera kulturą swoją obecnością na tym wydarzeniu? Zapewne nie. – W tym pytaniu zbędny jest ten tryb przypuszczający. Może w czasie pokoju można byłoby zastanawiać się nad czasem wojny, ale teraz niezbędne jest przecież działanie, czyż nie? A zatem moje wsparcie już teraz przecież ma miejsce. I niewątpliwie dokładam starań, aby właśnie w tym trudnym momencie dla nas wszystkich, nie zapomnieć o kulturze. Bo jeśli na coś walczymy, to nie po to by ów kultura mogła rozkwitać? Jeśli po coś walczymy, to nie po to, by nie zapomnieć o normalności, o celu, o tym co kochamy i wielbimy, a o czym łatwo byłoby zapomnieć w wojennej zawierusze – wachlarz miękko wskazał obrazy, ale też objął zebrane towarzystwo. – Nie mi jest pisać poezje i malować obrazy, co mogę zrobić to swoją obecnością okazywać aprobatę i cel. Tak jak dziś, tak jak na tym małym koncercie, pan też tam był panie Bulstrode, pan też to rozumie, jak ważne jest nie zapominać o kulturze. – Z uśmiechem rozrzewnienia wspomniała swój wspaniały kostium Tytanii, który nie zdążył wybrzmieć podczas tak gwałtownie przerwanego spotkania. Chwilę pomilczała jeszcze zatrzymując się przed obrazem przedstawiającym profil Merlina. – Pan jest aurowidzem, czyż nie? – zapytała ciszej, nieco w plotkarskim tonie nachylając się ku mężczyźnie. – Rzadki dar. Przydatny w pracy aurora? Czy łatwo można dostrzec czarnoksiężnika strojnego w srebrzyste szaty? – dopytywała lekko, poniekąd ciesząc się, że Atrus nie był w jej świcie, skoro teraz mogła z nim konwersować. Źle to przecież podczas balu nie posiadać przy swoim boku trefnisia, a ten może i nie miał ciętego humoru, ale przynajmniej odznaczał się całkiem ładną buzią i brakiem swoistej impertynencji ambitnych lecz irytujących w swej bucie urzędniczych młokosów. W swej łaskawości więc pozwoliła mu więc spędzić ze sobą chwilę dłużej. [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/be/17/57/be1757a2366275b01e507a7b01deda03.jpg[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Dearg Dur - 01.11.2025 Finałowy taniec![]() Bankiet trwał w najlepsze, a socjeta magiczna zdawała się łapać drugi i trzeci oddech w pomieszczeniu, które nie pachniało spalonym Londynem. Makieta jaśniała od wpłat, front budynku otworzył się ukazując zachwycające wnętrza teatru, po których przechadzały się miniaturowe wiedźmy - goście i artyści przestrzeni zaludnianej z każdą złotą monetą. Ileż osób obsługiwało z zaplecza to niewielkie cudo, trudno było określić, ale The Globe odznaczał się nie tylko artystami poświęconymi aktorstwu czy muzyce. Zmyśli magiinżynierowie, obsługa techniczna, te wszystkie niewidzialne dusze, bardzo dbały o to, by zarobić na nowy dach nad głową. Goście zaś krążyli, towarzystwo przechadzało się po złocistym foyer, znajdowało chwilę wytchnienia od tłumu na balkonie, to znów tańczyło czasem, czy nie mogło odkleić się od stolików z przekąskami. W końcu jednak zaczęła zbliżać się północ, która stanowiła umowne zakończenie imprezy. Wraz z wybiciem dwunastu uderzeń w zdobnym zegarze znajdującym się u szczytu, za stołem prezydialnym, dyrektor Selwyn ogłosił wyczekiwane przez wielu losowanie par finałowego tańca. Nazwiska padały jedno po drugim, a damy i panowie formowali szyk otoczeni tymi, którzy nie dokonali wpłaty, decydując się na obserwację tańczących. Sufit teatralnego holu rozjaśnił się mrowiem gwiazd zwykle niewidocznych z londyńskich ulic, a zmęczony kwartet na prędce podstrajał instrumenty. W końcu, gdy wylosowanych było blisko 40 par, padły ostatnie nazwiska: – Pani Eugenia Jenkins oraz Ambroise Greengrass-Yaxley! – głos dyrektora w wyraźny sposób odznaczył koniec tej wyliczanki, a Ministra zajęła miejsce na środku wraz ze świeżo upieczonym panem młodym. Kwartet zaczął grać walca, a pary kołowo ruszyły w ruch. Muzyka pozwalała na chwilę rozmowy i wielu nie omieszkało z tej możliwości skorzystać... Taniec można rozgrywać do końca listopada. 1.12 muzyka ucichnie i nastąpi zamykająca dwutygodniowa tura, dla osób pragnących zagrać wyjście z Ekstazy Merlina. 15.12 event zostanie zamknięty i podsumowany zgodnie z zasadami Imprez Towarzyskich.
Pani Ministra – Ambroise Lauretta – Elliott Brenna – Atreus Cynthia – Anthony Mathilda – Robert Lyssa – Jonathan Lorien – Morpheus Geraldine – Aaron Philomena – Oleander Electra – Hannibal RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Atreus Bulstrode - 01.11.2025 wernisaż z ministrą, a potem tańce z Brenną Atreus chyba nie przypominał sobie, że wcześniej usłyszał ze strony aktualnych władz to konkretne sformułowanie - sugerujące dobitnie, że oto teraz znajdują się w stanie wojny, a przynajmniej niepokoju. Odniósł wrażenie, że Ministrze i jej świcie zależało, żeby wszystko jak najskuteczniej zamiatać pod dywan i stwarzać pozory, ale może ta cała gra nie była aż taka ciasna i sztywna, jak mu się wcześniej wydawało. - Zawsze niesamowitym wydawało mi się, że kultura wydaje się tak delikatnym i ulotnym tworem; jedni są stworzeni do jej tworzenia, inni sami są dziełami sztuki, a ostatni istnieją po to by ją obserwować i wspierać - zatrzymał się obok niej, wpatrując w obrazy. - Póki trwa, nie wszyscy ja doceniają i są w stanie podchwycić, ale kiedy umiera... wraz z nią niknie wszystko inne. Pozostaje chyba cieszyć się, że w takich czasach wie pani co jest ważne - uśmiechnął się do niej lekko, niemal szczerze, pochylając nieco do niej kiedy następnie ściszyła ton. - Aż tak to po mnie widać? - zapytał, również tłumiąc głos i brzmiąc jakby był nieco zaskoczony jej odkryciem, a może i nawet przez to lekko rozczarowany sam sobą. Pokręcił głową z rozbawieniem - Na ogół tak, jeśli wie się jak z niego korzystać. To oczywiście zależy od czarnoksiężnika, jeśli mówimy o takich którzy swoja pracę traktują poważnie, to i owszem - wzruszył ramionami, ale zaraz coś przyszło mu do głowy i jego uśmiech wyostrzył się zmieniając w bardziej zadziorny. - Może zabawa? Kogo aurę chciałaby pani poznać dzisiejszego wieczora? - uniósł podbródek w drobnym geście, jakby stawiał jej pewne wyzwanie, ale całą grę przerwało coś innego - prośba o zebranie się i chęć ogłoszenia par do tańca. - Ewentualnie następnym razem? - zasugerował więc jeszcze, zanim oboje nie wrócili z wernisażu do reszty gości. Los bywał przewrotny i Atreus spodziewał się dosłownie kogokolwiek innego, tylko nie Brenny. Ale jak widać coś miało nieco inne plany, nawet jeśli przez moment liczył na to, że trafi mu się Jenkins i będzie mógł kontynuować rozmowę z nią, a może i zaproponowaną zabawę. Nie mógł jednak narzekać i z uśmiechem ujął Longbottom w pasie, kiedy muzyka zaczęła grać. - Wiesz, akurat tego że będziemy tańczyć razem, to się nie spodziewałem. Znaczy spodziewałem, ale nie z losowania. Ktoś coś ewidentnie do nas ma. Ale, w każdym razie, jak się bawiłaś jak cię nie było? [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek] |