![]() |
|
[Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] (/showthread.php?tid=5049) |
RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Atreus Bulstrode - 06.11.2025 na parkiecie z brenną - Też odniosłem takie wrażenie, chociażby po jej pokazaniu się na Śnie Nocy Letniej. O, ale wiesz co? To o przodkini to nawet ciekawy temat. Gdyby tak pogrzebać w bibliotece Parkinsonów, to może wyszłoby z tego coś ciekawego - zastanowił się nad tym wyraźnie. Szczerze wątpił, by Jenkins w swoich fascynacjach takimi, a nie innymi postaciami w sztuce, kierowała się własnym dziedzictwem. Nie zmieniało to jednak faktu, że odniesienie się do tego w jakiś sposób, mogło być niezłą kartą do rozmowy, którą łatwo łechtało się ego. A gdyby faktycznie wcisnąć to jeszcze Laurettcie do interpretacji? Wtedy w ogóle coś, za co mógłby się poklepać po plecach. Brennę nawet też, bo to trochę był jej pomysł. Ale tylko trochę. - Wiesz, jeśli jest tym chociaż odrobinę zainteresowana, to nie jest to jakaś przesadnie tajemna wiedza - wystarczyło wziąć w ręce pierwszą lepszą książkę odnośnie trzeciego oka, albo chociażby samych aurach, żeby z łatwością dojść do tego typu informacji. Atreus nie był co prawda pewien, na ile Jenkins była skłonna poszerzać swoją wiedzę, ale zakładał trochę że skoro pytała to cos tam jej po głowie w tym temacie chodziło. - Ale wiesz, może byłbym bardziej na ten temat wyczulony, gdyby faktycznie dało się to u niej konkretnie wypatrzeć - wymruczał tylko do niej, bo przecież to nie było tak że nie przyjrzał się Ministrze, zanim w ogóle zaczął z nią rozmawiać. Był na to zbyt ciekawy. - I zanim zapytasz, nie było po niej nic widać - uprzedził, tak na wszelki wypadek. Jasne, czarnoksiestwo nie zawsze oblepiało aurę, ale pojawiające się na niej czarne pęknięcia, szczególnie te koloru palonej słomy, były całkiem dobrym wyznacznikiem skurwysyństwa. - W ogóle, nie wiem czy zauważyłaś, ale Burke w ogóle się nie pojawił. A z kolejnych ciekawostek - jego dom też nie odczuł konsekwencji Spalonej Nocy. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Nora Figg - 06.11.2025 dalej z Ericzkiem przy barze [inny avek]https://64.media.tumblr.com/a4da651d4359d7d9727558d2a84cdb83/fb14fc3a21255d52-38/s400x600/3bfac4528cfecab2892038889171892bb2b189a9.pnj[/inny avek] - Ją też chciałeś zaprosić na swoje urodziny? - Jeśli tak, to jego lista gości dość drastycznie zaczynała się pomniejszać. Nie znała tej medyczki zbyt dobrze, zdarzyło im się razem pomagać rannemu mężczyźnie, poczuła więc dziwny chłód na plecach. Kto jeszcze kogo znała umarł podczas pożarów? O kim jeszcze się nie dowiedziała? Jak długo będzie poznawać personalia tych, którzy stracili życie. Nie miała pojęcia, bo przecież straty były okropne. Nie wydawało jej się, aby to był odpowiedni moment na podobne rozmowy. Zbyt dużo ludzi krążyło wokół nich, mogli o tym porozmawiać w innym miejscu, przynajmniej będą mieć pewność, że nikt nie wykorzysta tego przeciwko nim. Czasy były trudne, niektórzy z oprawców przecież mogli znajdować się gdzieś obok, może tańczyli właśnie na parkiecie, pokazali się, aby wesprzeć teatr i się pokazać, kiedy zupełnie nie obchodziło ich to, że stolica stanęła w ogniu, może nawet cieszyli się z tego, że tak się stało. - Nie da się ukryć, że Twoja siostra zawsze wie co robić. - Brenna należała do osób, które potrafiły rozwiązać każdy problem, cóż, podziwiała ją za to ogromnie, nie dało się jej złamać, niewiele było takich ludzi. Z drugiej strony, kto właściwie wiedział, jak do końca sobie ze wszystkim radziła, nie dawała po sobie poznać kiedy coś było nie tak, co też nie było do końca zdrowe, bo przecież każdy czasem musiał podzielić się z kimś swoimi obawami, nie mógł nieść wszystkiego na swoich barkach. - To prawda, może nie wypada, jednak nie mogę się z Tobą nie zgodzić, moje wypieki są w stanie oczarować każdego. - Nie zamierzała być skromna jeśli o to chodziło. Poświęciła wiele pracy, aby stać się mistrzem w swojej dziedzinie i była dumna z tego, że jej się to udało. - Co myślisz o tym, żebyśmy się stąd ulotnili po tych tańcach? To chyba odpowiedni moment. - Przyjemnie spoglądało się na ludzi na parkiecie, jednak wcale nie ukrywała, że wolałaby już znaleźć się w domu. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Morpheus Longbottom - 07.11.2025 Morpheus powstrzymał się przed przeszukaniem parkietu i tłumu w poszukiwaniu Aarona. Przynajmniej obecnie nie musiał pilnować sędziny jak ten sokół, który wpatruje się w swoją ofiarę, bo zamiast tańczyć z potencjalnym zagrożeniem, trafiła w nie tylko zajome, ale i zaufane ręce innego zakonnika. Longbottom mógł nie być najlepszym wojownikiem, ale był w stanie przewidzieć zagrożenie. Moody mógł spokojnie jeść tort lub malutkie kanapeczki z ogórkiem, sosem, który zawsze wyglądał jasnowidzów podejrzanie i szynką. Ułożył dłoń wygodnie pod łopatką Lorien, pozwalając jej oprzeć się na jego ręce, w prawidłowej postawie do tańca towarzyskiego. Nie był najwspanialszym tancerzem, ale godziny treningów matki sprawiły, że nawet trzydzieści lat później był przyzwoitym tancerzem. Pani Mulciber nie musiała obawiać się o czubki swojego obuwia czy wpadniecie na inną parę. — Aaron nigdy nie jest po cywilu, nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem go inaczej niż w tym czy innym mundurze. Chyba jak miałem trzynaście lat. Podczas protestów charłaków musiałem siedzieć z jego córką, żeby z klątwą też nie poszła do pracy, to u nich rodzinne— zaśmiał się, dyskretnie, przypominając sobie cały czas, że nie jest w romatycznych pokojach swojej wyobraźni, a bardzo realnym zbiorowisku potencjalnych sojuszników oraz wrogów. — Suszyli mi głowę razem z Clemensem, gdy byłem mały, żaden tam pan Moody. Nie wiedziałem, że jesteście po imieniu. Morpheusa ciekawiło w jakim celu Moody sprawował tak skrupulatną opiekę nad Lorien. Czy była potencjalną rekrutką w szeregi walczących o uciśnionych? Powiedziałaby, że to raczej nie dobry adres, ale sam siebie by też o to nie oskarżył, a jednak tam był i jeszcze nosił kandydaturę na wysokie stanowisko, które o jeden głos przegrał z Jonathanem. Jeśli jednak nie rekrutacja, to co? Czyżby była podejrzana ze względu na jej zmarłego męża i powiązania z Mulciberami? A może z innych powodów? Nie przyszło mu to wcześniej do głowy i pluł sobie w brodę. Na wspomnienie o żonie w kontekście Lyssy zrobił minę, jakby wdepnął w psie odchody. To, że chciał nosić nazwisko Dolohov wiązało się z pokoleniem wyżej i osobą, o której Lorien nawet by nie pomyślała, przede wszystkim dlatego, że był mężczyzną. — Mógłbym być jej ojcem — zmarszczył się bardzo w wyraźnym wyrazie obrzydzenia. Było to o tyle dziwne, że Morpheus bardzo mało patrzył na metrykę, nie chodziło przecież o związek tylko przelotne przygody. W normalnych okolicznościach nigdy by to nie padło z jego ust, ale dziwne przemyślenia same mu to wyrwały z głowy. — Gdy będę musiał się ożenić, to zaproponuję to tobie. Każde z nas będzie robić to, co chce, z benefitem twojego wsparcia prawnego i mojego wobec ciebie arkanów Departamentu Tajemnic. Twoi wrogowie polityczni mogliby zniknąć w tajemniczych okolicznościach — proponując jej na gwieździstym parkiecie morderstwo i korupcję, uśmiechał się tak słonecznie, jak zwykle. Żart, oczywiście. Jeszcze aż tak nie oszalał. Chyba. W pewności kroków i tańca ciężko było stwierdzić, zwłaszcza przy obrotach, które wzburzały krew i słodkie aromaty z perfumowanych ciał. Zawsze aktywny trans wywoływał w nim lepsze widzenie. Tak było o tym razem. Przewaga: Wróżbiarstwo (III), wróżba dla Lorien [roll=Symbol] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Hannibal Selwyn - 07.11.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/64/e8/02/64e8029a1b67f45266aeb169ff7e0701.jpg[/inny avek] Z Moną i Electrą -> przy Robercie i Mathildzie -> z Mathildą na parkiecie Usłyszawszy wyniki losowania, zmarszczył na moment brwi. Ktoś tu ewidentnie nie odrobił pracy domowej. Jaki sens połączenia w parę ludzi, którzy i tak przyszli razem? Spojrzał na Electrę. Mógłby z nią zatańczyć i na pewno byłoby miło, ale… mógłby też wykorzystać nadarzającą się okazję. - Obrazisz się, jak zamienimy się z Robertem? Nie zdążyłem zatańczyć z koleżanką z pracy… - zapytał cicho. Uzyskawszy zgodę - kochana Ellie, zawsze można było na nią liczyć! - nagrodził dziewczynę pełnym wdzięczności uśmiechem - Chodźmy! - ruszył z nią w stronę kuzyna, podchodzącego właśnie do Mathildy Quirrell. - Odbijany! - oznajmił, zręcznym ruchem wkładając dłoń Electry w dłoń Roberta, a samemu stając przed przeznaczoną tamtemu tancerką. – O, Tylka! - powitał ją z udawanym zaskoczeniem - A już się martwiłem, że nie zdążę z tobą zatańczyć! Objął ją, uroczo drobną i tak z pozoru delikatną, że pewnie dałby się na to nabrać, gdyby nie wiedział lepiej, gdyby nigdy nie czuł pod materiałem jej sukienki, dresu, pod skórą wreszcie, napiętych, twardych jak stal mięśni. Iluzja miękkości. A czasami - pomyślał, przesuwając wzrokiem po czarująco uśmiechniętej Eugenii Jenkins i po stojącym w parze nieopodal groźnie wyglądającym mężczyźnie w mundurze aurora - iluzja siły. Uśmiechnął się do Quirrell, patrząc nią trochę z góry. - Chociaż na koniec zatańczysz z kimś, kto wie, co robi - mruknął, nie mogąc sobie odmówić tej małej złośliwości, oczywistego przytyku do przepaści kondycyjnej między nim a Oleandrem - Jeśli masz jakieś życzenia, nie wahaj się. Muzyka rozbrzmiała, a oni ruszyli w taniec. Walc zachęcał do szalonego wirowania po parkiecie, ale Hannibal odczuwał już pewne zmęczenie. Podejrzewał, że Mathilda również doceni chwilę wytchnienia. Płynęli więc spokojnie wśród innych par, pozostawiając przyjemność absolutnego zajechania własnych mięśni na kiedy indziej. Łagodne, bezpieczne kroki miały swój urok. Pozwalały poświęcić mniej uwagi otoczeniu, a więcej chociażby rozmowie. - Tak dla jasności, wciąż uważam, że jesteśmy umówieni na jakiś wspólny performance - powiedział Selwyn, nawiązując do ich wcześniejszej wymiany zdań w garderobie. Obrócił ich w ciasnym piruecie, wspólny ruch, wspolny srodek ciężkości, malutki dwuosobowy wir na spokojnych wodach ostatniego tańca bankietu. - Słyszałem, że zdarzało ci się występować u Anthony’ego? - poszukał wzrokiem Shafiqa - Chciałbym to kiedyś zobaczyć. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Robert Albert Crouch - 08.11.2025 Z Electrą na parkiecie Chyba Robert był za stary na to, by nadążyć za młodym pokoleniem. Hannibal przekazał mu partnerkę do tańca tak prędko, zanim w ogóle zdążył się zorientować. Został z młodziutką Prewettówną, z którą w loży nie miał szans nawet pogadać. Uśmiechnął się do niej przyjaźnie, kiedy wchodzili na parkiet. – Nie taki partner do tańca się panience zapewne marzył. W ramach zadośćuczynienia mogę zdradzić jakąś tajemnicę państwową, jeśli będzie taka potrzeba – zażartował. Sędziowie Wizengamotu mieli, podobnie jak lekarze i BUM-owcy, specyficzne poczucie humoru. Kto, jak kto, ale czystokrwisty już-nie-kawaler taki, jak Robert Crouch, potrafił tańczyć każde z bankietowych walców. Wszystkie zasady etykiety wpojone miał tak mocno, że nawet nie zauważał, że się do nich stosował. Robił to naturalnie. Ręce umiejscowił niczym dżentelmen, by Electrze było jak najbardziej komfortowo. Choć musiał przyznać, że przez chwilę poczuł się staro otoczony tymi wszystkimi młodymi. – Panienki brat spotyka się z Moną, prawda? – zapytał niewinnym tonem. Jednocześnie szukał na twarzy dziewczyny, czegoś, co by mogło potwierdzić jego podejrzenia, że Icarus Prewett bynajmniej nie był porządnym facetem. – Jako troskliwy kuzyn, naturalnie muszę podpytać, jak widzi panienka tę relację. Oczywiście, jeśli jest panienka powierniczką Mony, zrozumiem. Wydajecie się zaprzyjaźnione. [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/c9/22/c6/c922c65806661c67e600ac35c3b974f9.jpg[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Lorien Mulciber - 08.11.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=GkuIeUX.png[/inny avek] Z Morpheusem na parkiecie. Nie odstawali specjalnie mocno od innych tancerzy, choć oboje polegali głównie na pamięci mięśniowej. Wszyscy wiedzieli, że gdy czystej krwi dzieci osiągały pewien wiek, odpalał się w głowach ich matek mały pierdolnik, który szeptał coś w stylu „czas na naukę walca.” Mogli nie potrafić wiązać sznurówek, ale foxtrota mieli wirowanego lepiej niż własny adres zamieszkania. Morpheus mógł poczuć, że zwykle sprawna w tańcu Lorien, dziś wyjątkowo mocno odciąża lewą nogę, polegając na partnerze bardziej niż zwykle. Pozwoliła się prowadzić, bardziej skupiając się na konwersacji niż na tym co dzieje się na parkiecie. — Bogowie jedni wiedzą, że wolę jego mundury od tych okropnych flanelowych koszul w kratę.- Przewróciła oczami. Dopiero kiedy ostatnie słowo wybrzmiało, wypowiedziane tym samym konspiracyjnym szeptem, Lorien zorientowała się, że popełniła błąd. Poważny błąd. Spoważniała w jednej chwili; przez parę, ciągnących się w nieskończoność sekund zastanawiała się jak z tego wybrnąć. Widziałam go… No właśnie. Nikt nie widział Aarona Moody’ego w cywilu. „… przy porannej kawie?” Nie. „… jak szykował się do operacji pod przykrywką”. Absolutnie nie. Musiałaby opowiedzieć o tym okropnym wąsie i jeszcze gorszym niemieckim akcencie. Kącik jej ust lekko drgnął, gdy przypomniała sobie to zmasakrowane „liebling”. Nie. Nie myśl o tym teraz. „Bo wiesz sypiam w jednej, ale chyba mam uczulenie.” Weź się w garść. Zacisnęła usta w wąską kreskę.- Nie pytaj.- Wycedziła. Zbyt skupiła się na wspomnieniu Clemensa i popełniła błąd. Czy to dlatego, że dawno Longbottoma nie widziała? Wysłał jej bilety, więc żył. Ale do spotkań nie było zwyczajnie konkretnych powodów; nie prowadziła interesów z Nokturnem; zgodnie z zasadą „im mniej wiesz, tym lepiej śpisz” unikała pojawiania się w tamtych okolicach; poza tym… Nie chciała go narażać. Nie potrzebował urzędników Sądu kręcących się w pobliżu Rejwachu. Przełknęła swoją nomen omen pogrążającą gafę. - Na rynku matrymonialnym wiek to kategoria wtórna.- Stwierdziła tylko.-Każdy rodzic pragnie dla córki tego samego - bezpieczeństwa. A przy tobie mogłaby się realizować w tej swojej… sztuce, bez obaw o przyszłość. Zamknęła się dopiero, gdy wygłosił swoją wielką mądrość. Gdy będę musiał się ożenić, to zaproponuję to tobie. Zacisnęła mocniej palce na jego dłoni, nieopatrznie wbijając paznokcie w skórę jasnowidza. Zaśmiała się - mniej niezręcznie, co bardziej… smutno. Z żalem. - Możesz nie zdążyć.- Odpowiedziała sucho. Przygryzła lekko dolną wargę, wyraźnie uciekając spojrzeniem. Przecież jej przeciwnicy już znikali w tajemniczych okolicznościach. Pomyślała o nieszczęsnym smarkatym Korolevie. Przewinienie? Wybrał niewłaściwego sędziego do wyżycia się, gdy Londyn płonął. Kara? Aktualnie czekał na rozprawę przed Wizengamotem w katakumbach Clerkenwell, dochodząc do siebie po wyjątkowo brutalnym przesłuchaniu. Mógł nie stawiać oporów i nie uciekać na jakieś bagna przed organami ścigania, kiedy tylko chcieli z nim porozmawiać. Ale tego nie mogła Morpheusowi opowiedzieć. - Magomedycy nie dają mi już zbyt wiele czasu.- Dodała wzruszając niby nonszalancko ramionami. A jednak. W ciemnych oczach Lorien pojawił się ten źle skrywany smutek; usta zacisnęła nieco mocniej; parę razy zamrugała, jakby próbowała powstrzymać łzy. Niby człowiek wiedział, że przyjdzie jego czas, ale najwyraźniej zaczęło do niej docierać jak niewiele go zostało. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Erik Longbottom - 08.11.2025 Z Norą przy barze. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=wOCLey9.png[/inny avek]
— Nie wiem — mruknął pod nosem. Na jego czole pojawiło się kilka zmarszczek, jakby intensywnie się nad czymś zastanawiał. — Gdyby okoliczności były nieco inne, to podejrzewam, że te urodziny mogłyby urosnąć do rangi nieco bardziej otwartego wydarzenia. Kto wie, może Godryk by się wtrącił? Albo matka? — Westchnął cicho. — Biorąc pod uwagę, że moi znajomi znają różnych ludzi, a niektórzy mogliby dostać zaproszenie z czystej uprzejmości, to kto wie, może jakoś by tam trafiła? Bądź co bądź nawet Nora była pełna niespodzianek pod tym względem. Do tej pory pamiętał swoje zdziwienie, gdy na jej urodzinach pojawił się Laurent Prewett. Dodać do tego jeszcze ich niedawną imprezę w klubokawiarni, a okazywało się, że Nora miała całkiem szeroką i rozległą siatkę znajomości. Z drugiej strony, czy powinien się temu dziwić? Figg potrafiła dogadać się z każdym, bez względu na jego status społeczny czy pochodzenie. Dla każdego miała jakieś dobre słowo, nic więc dziwnego, że zjednała sobie tak spore grono ludzi. — Zdradzić ci tajemnicę? Ostatnio jakoś jej tego nawet zazdroszczę — przyznał z cieniem uśmiechu na ustach. — Jest szalenie zmotywowana bez względu na to, czy chodzi o życie prywatne, pracę czy nawet hobby. Wie dokładnie co zrobić, aby uzyskać wymagany efekt. Nic dziwnego, że jest przed wszystkimi kilka kroków do przodu, zwłaszcza przede mną. — Wskazał na siebie. — Dziecko we mgle. — Zerknął mniej więcej w kierunku Brenny, która aktualnie tańczyła na parkiecie z Bulstrodem. — Oświecona jednostka. Skinął powoli głową. Wprawdzie chciał przynajmniej podjąć próbę porozmawiania z paroma osobami tutaj, jednak coraz bardziej odczuwał to, że nie był dziś w najlepszym humorze. Głowę zaprzątało mu zdecydowanie za dużo nie tylko negatywnych, a przede wszystkim ciążących mu na sumieniu myśli związanych z Warownią i ostatnimi wydarzeniami. A podpieranie ścian przez resztę przyjęcia mogłoby zostać uznane za równie zły pomysł co chlapnięcie nieodpowiedniego komentarza w określonym towarzystwie. Może lepiej byłoby zagrać dziś nieco bezpieczniej? — Jasne — zgodził się w końcu, zerkając na Norę. — Tylko sprawdźmy najpierw, czy przypadkiem nie wygłoszą jeszcze jakiejś przemowy na koniec, co? Może Jenkins przemówi do ludu. Uśmiechnął się półgębkiem, raz jeszcze zwracając spojrzenie w stronę roztańczonych ludzi. Z tego też przecież można było czerpać jakąś radość, czyż nie? Poniekąd było to w końcu pocieszające; raczej każdy tutaj odczuł na własnej skórze konsekwencje Spalonej Nocy. Może nie wszyscy stracili dom, biznes, bliskich czy jakieś pamiątki, ale tamta noc na pewno zapadnie im na długo w pamięć. A skoro nawet oni mogli się bawić w rytm muzyki, to może i on w końcu się jakoś przełamie i wróci do względnej normalności? Wypadałoby, czyż nie? RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Brenna Longbottom - 08.11.2025 Na parkiecie z Atre. Sen Nocy Letniej niewiele Brennie mówił sam w sobie, zwłaszcza że nie rozmawiała tam z Jenkins, za to całkiem sporo fakt, że Eugenia była Ministrą – bo nie dostawałeś takiego stanowiska przypadkiem, musiała więc pragnąć władzy – i że pokazywała się w towarzystwie dużo młodszych czarodziejów z szanowanych rodzin. Niby mogło to być zwykłe upodobanie, ale jakoś Brenna podejrzewała, że wiązało się z potrzebą bycia adorowaną i tą stroną trzymającą stery w związku. – W sumie… ja nie miałam pojęcia, że to tak działa – przyznała, i to mimo lat przyjaźni z Patrickiem Stewardem. Ale Patrick zawsze był skryty, jeśli szło o jego talenty trzeciego oka, a i pewnie faktycznie nie mogło to być aż tak proste, inaczej biuro aurorów już dawno zgarnęłoby kilku aurowidzów i działania Voldemorta skończyłyby się szybciej niż się zaczęły. W dodatku wśród Bulstrodów do spraw trzeciego oka podchodzono niemalże religijnie, a przynajmniej takie czasem odnosiła wrażenie. Milczała przez chwilę, po prostu podążając w korowodzie, w rytm dobrze znanej melodii. To nie był dobry moment, by roztrząsać sprawę Jenkins, nawet przyciszonymi głosami, gdy grała muzyka. Ani by wspominać o mrocznych wizjach jasnowidza, które przecież nie musiały świadczyć o tym, że Jenkins korzysta z jakichś czarnoksięskich artefaktów – może była to symbolika, której na razie nie odszyfrowywali? – Czy to nie jest męczące? Zawsze wiedzieć, co naprawdę czują ludzie wokół? – spytała w końcu zamiast tego, gdzieś pomiędzy obrotami. Aurowidzenie pewnie wiele ułatwiało: łatwo było wystrzegać się fałszywych przyjaciół, pełnych zazdrości, dostrzec w pracy, że ktoś ma coś do ukrycia, bo jest nietypowo zdenerwowany. Wiedziałeś, kto cieszy się na twój widok, a czyj uśmiech podszyty jest fałszem. Najwyraźniej miałeś i szansę wyłapać, że ktoś sięga po magię, której używać nie powinien. Ale nagle pomyślała, że mogło to być i straszliwie męczące, zwłaszcza że ludzkie emocje bywały szalenie skomplikowane. Obrót, szelest sukni, dźwięk dziesiątek obcasów, uderzających o parkiet. – Nie. Jest tu tylu ludzi, że nie zauważyłam. Usłyszałam tylko kolejną plotkę o miejscu pobytu pewnej damy, którą spotkał wypadek – powiedziała, gdy akurat moment umożliwiał ciche rzucenie paru słów, celowo nie wymieniając nazwiska czy imienia, które ktoś mógłby pochwycić, a dwa słowa Francja, Lecznica, dorzuciła już za pomocą fal – krótko, by nie rozproszyć się w tańcu. Mówiła, jakby jej to nie obchodziło i ot powtarzała pogłoski i ze względu na to, gdzie byli, i dlatego, że to, czy to była pogłoska, wymagało weryfikacji – a i nie sądziła, by Atreus był jakoś specjalnie zainteresowany akurat Raphaelą, która powiedziała im już wszystko, co powiedzieć mogła. Za to informacja o Burke... Tak. To było nadzwyczajnie ciekawe. Gdzieś w gronie tancerzy mignął jej Morpheus, jak zawsze dostojny, i Jonathan, również jak zawsze lśniący w towarzystwie. Nie dostrzegała brata, tkwiącego przy barze, i na pewno nie domyślała się, że mówi o niej – i w dodatku tak, jakby wiedziała, co robi. Prawda była taka, że chyba lepiej udawała niż faktycznie wiedziała, i to w każdym aspekcie życia. A w tym prywatnym zwykle po prostu szła do przodu, tak jak i teraz, gdy poddała się już z zastanawianiem, czy postępuje dobrze, czy bardzo głupio, czy powinna tu być, czy nie. Nie zastanawiała się i nad tym, czy takie rzeczy jak przydział Beltane, amortencja w kubku, głupi żart, wiążący dziwną magią, teleportacja wyrzucająca na pustkowie, losy nad morskim brzegiem, zaklęcie dziwnego śpiewaka i wreszcie losowanie par, to zwykły przypadek, czy coś, co jasnowidze mogliby uznać za przeznaczenie. Wystarczyło jej po prostu, że nie żałowała ani żadnej z tych rzeczy, ani że tańczą w jasno oświetlonej sali The Globe. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=VT34P0A.jpeg][/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Jonathan Selwyn - 09.11.2025 Na parkiecie z Lyssą [inny avek]https://64.media.tumblr.com/98e0bd2baeddede21531e19853c206df/tumblr_pqvjvyP6V81tzmyn9o7_500.pnj[/inny avek] Jonathan sam również nie miał zbyt wielkich preferencji jeśli chodziło o partnerkę finałowego tańca, ale uśmiechnął się słysząc kogo mu los postawił przed sobą. – Widzę, że świetnie odnajdujesz się w brytyjskiej socjecie droga Lysso – powiedział podając jej dłoń, zanim wspólnie ruszyli na parkiet. – Władasz sztukę wbijania drobnych złośliwostek z niepozorną miną nie gorzej, niż niejeden czarodziej z latami praktyki. – Oczy mężczyzny błyszczały rozbawione, jakby Lyssa opowiedziała właśnie doskonały żart, a jego wpadka podczas ich poprzedniej rozmowy, była jedynie czymś co nadawało się na błahą anegdotkę. W końcu lepiej było śmiać się z tego i bronić uśmiechem niż powiedzieć wprost młodej czarownicy, że najchętniej nie widziałby jej babki w torcie, a na pierwszej stronie gazet okraszonej tytułem Ekstremistyczna żmija o ekstremistycznie niepoważnych i paskudnych poglądach z ekstremistycznym zakazem dożywotnim zakazem pisania artykułów i wypowiadania się publicznie w sprawach innych niż kremy na zmarszczki. – I nie, absolutnie nie jestem rozczarowany takim układem par tanecznych, chociaż możliwe że nieco się niepokoję, że jeszcze chwila a mój drogi przyjaciel uzna, że próbuję wygryźć to z roli bycia twoim mecenasem – powiedział zdecydowanie nie poważnie, a potem udał, że skupia się na chwilę na tańcu, aby tak naprawdę podejrzeć aurę młodej czarownicy. Aurowidzenie (Lyssa), Percepcja III [roll=Z] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Anthony Shafiq - 09.11.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=9eNCIoV.png[/inny avek] Z Cynthią na parkiecie
Być może gdyby nie finalny walc to uciekłby od zgiełku szybciej. Uciekłby od wspomnień, od smutku, który infekował go w zastraszającym tempie. Im więcej uśmiechu, im więcej płytko wyplutych z siebie słów. Im więcej…
Werdykt losowania nie wzbudził w nim zbyt wiele emocji, ponad dość autentyczną ulgę, że jest to realnie ostatni punkt programu tego wieczora. Znacząco ułatwiało to rozmowę, czyniąc przyjemność płynącą z niej o wiele bardziej autentyczną. Zwłaszcza przy partnerce, którą można było z powodzeniem podziwiać niczym dzieło sztuki. - Panno Flint... - ukłonił się przed nią gdy dygnęła, w symetrii nadanej im adekwatnym do tego typu momentów wychowaniem. Zaraz potem ujął jej delikatne kobiece ręce, które na co dzień zarządzały kryminalistyką niemagiczną w połowie Anglii. Nigdy nie był zbyt blisko Wizengamotu, szczególnie śledczym właśnie, którym zbyt łatwo mogłoby wpaść przez to kilka niewygodnych faktów w oko. Los jednak zadecydował inaczej i proszę, oto tańczyli do niespiesznego walca, pośród innych wirujących par. - Było to niewątpliwie zajmujące oderwanie od bieżącej rzeczywistości. - odpowiedział dyplomatycznie, oprószając pozbawione opinii zdanie jednym z najbardziej galanteryjnych uśmiechów, którym przed pożarem reklamował garnitury Rosierów. Teraz zdecydowanie musieli się zastanowić nad linią marketingową. Miał dziwne wrażenie, że luksus nie będzie tym, co dobrze będzie się sprzedawać pozbawionym dachu nad głową obywatelom. - Odnajduję tę loterię taneczną za również za bardzo zabawne rozwiązanie. Zapewne odmówiłaby mi Pani, gdybym poprosił do tańca w trakcie bankietu, a tak… największą przyjemnością móc obserwować pani grację i płynność ruchów z tak bliska. Zdaje się, że na weselu Greengrassów też nie mieliśmy przyjemności? - zadzierzgnął innym tematem towarzyskim, nieco bezpieczniejszym, bo poza plenerowym weselem ceremoniał był jak tylko się dało tradycyjny, w przeciwieństwie do tego jak została potraktowana historia legendarnego maga. Pozwolił sobie obrócić ją w tańcu, pozwolić sukni zawirować, figurze błysnąć pośród par tańczących bardziej stonowanie. Młodość… Prezentowała się tak pięknie, czy byłaby odpowiednią osobą do szarady, którą musiał odstawić przed swoją matką? Nie… znali się zbyt krótko, a plotki dla niej mogłyby być zdecydowanie zbyt krzywdzące. - Chociaż zdecydowanie przyjemniej tańczy mi się na tym parkiecie. Bez wiewiórek oceniających krytycznym okiem kolejne taneczne figury. - ramiona powróciły do odpowiedniego ułożenia perfekcyjnej ramy. Taniec był miejscem w które uciekał na przyjęciach od rozmów na które nie miał ochoty. Chwila zapomnienia. Chwila prywatności pośród innych tańczących par. |