![]() |
|
[Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] (/showthread.php?tid=5049) |
RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Aaron Andrew Moody - 11.11.2025 Taniec z Geraldine. – Przywilejem ojców jest chwalić się przed wszystkimi dokonaniami swych dzieci – odpowiedział Geraldine, jedną ręką delikatnie opierając na jej plecach, drugą – ujmując dłoń. Czy mógł wyczuć na niej zgrubienia pochodzące od posługiwania się łukiem? – Nieważne, czy chodzi o pierwsze wypowiedziane słowo, pierwszą pozytywną ocenę w szkole... Czy o poroże pierwszego upolowanego jelenia – zażartował, nawiązując do pasji, jaką Gerard współdzielił ze swą jedyną córką, choć zachował przy tym poważną minę. Moody wcale niedawno poprosił ojca Geraldine o dyskretne polecenie mu dobrego speca od magicznych stworzeń. A kto mógłby poświadczyć o wartości ekspertyzy lepiej od przewodniczącego koła łowieckiego Artemis? Trigger Warning: horror pracy aurora (Odkryj) Moody prowadził wówczas sprawę czarnoksiężnika, który parał się czarami z pogranicza transmutacji i nekromancji. Zmiennoskóry, tak o sobie mówił. Zdrowo popierdolony typ, który chciał zbudować sobie własną armię nieumarłych bestii. Prowadził eksperymenty zarówno na ludziach, jak i na zwierzętach, otoczony ich gnijącymi ciałami niby trofeami myśliwskimi. Trofea zaś sprzedawał na czarnym rynku, co stanowiło jego główne źródło finansowania. W taki właśnie sposób wpadł. Po wielu godzinach tropienia, w trakcie których Moody przedzierać musiał się przez leśną głuszę, w końcu udało mu się znaleźć jego leże. A w tym leżu, otoczony smrodem rozkładu i czarnej magii, Zmiennoskóry. Gdy Moody trafił go zaklęciem w pierś, Zmiennoskóry zaczął po prostu wyć. Chyba to było najbardziej przerażające. Zawodzenie, jakie wydostało się z jego gardła, nie należało do człowieka. Obudziło jednak tych, którzy ludźmi niegdyś byli, ale w wyniku straszliwych eksperymentów czarnoksiężnika, przemienieni zostali w coś bliższego potworom. Na początku atakowali aurorów na mocy woli swego pana, potem jednak siła pętających ich czarów osłabła. Zwijali się więc w boleściach, na przemian to wyjąc nieartykułowanie, niczym zwierzęta, na przemian to prosząc łamiącymi się, ludzkimi głosami o pomoc. Czarnoksiężnik nie zdołał przejąć w pełno władzy nad ich świadomością. Wsadzili go do magicznie wzmacnianej klatki, podobnej do tej, w której zwykł więzić swe ofiary. Wyrokiem Wizengamotu, skazano go na pocałunek dementora. Po tym już nie krzyczał. Snuł się sennie po swej celi jak zwierzę zamknięte w klatce. Ale to nie jego krzyki prześladowały Moody'ego w snach. Prześladowały go krzyki ludzi, których Zmiennoskóry był oprawcą. Na szczęście, nie zdarzyło mu nigdy wybudzić z jednego z tych snów wtedy, gdy nocowała u niego Lorien. – Gerard wspominał, że jesteś doskonałą łowczynią – powiedział, tonem sugerującym, że podziela aprobatę jej ojca. – Pozdrów go ode mnie. Nie wiem, kiedy będziemy mieli znowu przyjemność. Praca – dodał. – Choć moja córka mówi, że praca to moja wymówka na wszystko. Ale jak się ma syna po kursach aurorskich, a córkę z egzaminami brygadierki... Praca jest wszystkim. – Wreszcie skupił na tańczącej z nim dziewczynie pełnię swej uwagi. – Dobrze kojarzę, że znacie się bliżej z Millie? [inny avek]https://64.media.tumblr.com/0e777a2fd7f6d709c10a86fc025ce66d/bb958bab8230f427-64/s1280x1920/8944160e1a40a32554373a1223170cdd56b3aead.jpg[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Atreus Bulstrode - 13.11.2025 na parkiecie z Brenną - Cóż... nie jest to metoda idealna i chyba nigdy nie będzie - pokiwał głową na boki, wyraźnie zaznaczając jej nieścisłość. Może i czerń wydawała się mroczna czy niepokojąca, ale nie oznaczała tylko tych złych naleciałości. Mogła wiązać się także wycofaniem i trzymaniem prawdy dla siebie, ale Atreus był chyba już na etapie, kiedy i te aspekty cuchnęły mi w pewien alarmujący sposób. Pewnie gdyby nie spotkanie z Fawleyową na Perle Morza, wciąż zapatrywałby się na to wszystko nieco luźniej. Nigdy też specjalnie nie robił tajemnicy z tego jak działały jego umiejętności; a przynajmniej nie w przypadkach kiedy pytały o to osoby, którym chciało mu się odpowiadać, albo nie miał interesu w tym, żeby zwyczajnie kłamać. Gdyby Brenna tylko chciała wiedzieć, to mógłby jej zrobić i cały wykład na ten temat, dokładnie tak samo jak nie tak dawno robił go Victorii. Bardzo chciał jej odpowiedzieć, że nie. Zbyć jej pytanie z szelmowskim uśmiechem, we właściwy dla siebie sposób, co w pierwszym odruchu zwyczajnie zinterpretował to jako podbieg do czegoś - czego, to jeszcze nie wiedział. Brakowało jednak w tych słowach złośliwości czy chociażby uszczypliwości, więc przez moment milczał, wsłuchując się w dźwięki muzyki, która towarzyszyła tańcowi dobranych par. - Może trochę - odparł wreszcie. - Ale nie powiedziałbym że to takie proste, żeby zawsze wiedzieć co inni faktycznie myślą. - Trzeba było się nad tym nieźle momentami napracować, rozszyfrowując pulsowanie kolorów, a najlepiej jeszcze zestawiając je z tym, co dało się wyczytać z twarzy. Barwy nie mogły powiedzieć wprost, że ktoś kłamał albo mówił samą prawdę i Atreusowi bardzo długo zajęło uczenie się, jak to wszystko rozpracowywać, a i tak wciąż nie był przecież do końca pewny tego, co widział. - A jeśli męczy, cóż... wystarczy nie patrzeć - dodał na koniec, już z przyklejonym do ust, charakterystycznym dla siebie uśmiechem. Czyli powtórzenie tego, co dało się usłyszeć po Spalonej Nocy - odpowiedział falami, kolebiąc się w tańcu z pewnym roztargnieniem. To nie było nic nowego, ale zastanawiał się czy była to dokładnie ta sama informacja, czy może napływała z jakiegoś innego źródła. Niemniej jednak, cóż, zdawała się być potwierdzeniem, że Raphaela pozostawała poza ich bezpośrednim zasięgiem. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Lyssa Dolohov - 13.11.2025 Z Jonathanem na parkiecie - Powinieneś usłyszeć jak to robię w rodzimym języku. Wtedy dodatkowo brzmi to o wiele bardziej melodyjnie - uśmiechnęła się, wyraźnie rozbawiona jego komentarzem. - Ale może o to chodzi, że socjeta, nie ważne gdzie, nie różni się od siebie aż tak bardzo. Lyssa bardzo chętnie posłuchałaby też co nieco o swojej babci, głównie dlatego że niezbyt miała na jej temat zdanie. Oczywiście, czytała artykuł, który w sierpniu wyszedł spod jej ręki, ale zbiegło się to z obrzydzeniem, jakie zaczęła czuć w kontekście nazwiska panieńskiego swojej matki. Nie wiedziała, na ile poważnie powinna traktować tę mugolską hegemonie, a na ile była to zaledwie fasada, jaką utrzymywała szykowna starowinka. - Po co się wygryzać, kiedy można się dzielić? - zapytała przewrotnie, jakby przez moment faktycznie zależało jej, żeby zgarnąć dla siebie jak najwięcej. Kiedy Jonathan spojrzał na jej aurę, mógł zobaczyć otaczającą ją biel pewnego niezdecydowania. Lyssa była wciąż kształtującą się masą, co mogło być w pewien sposób dziwne, biorąc pod uwagę jak momentami zdawała się być obrotna i zachowywać w towarzystwie niemal do perfekcji. Tę jasność przetykał błękit, świadczący o jej wyraźnym skupieniu na sztuce i tym co kreatywna, ale także fiolet w ciemniejszym wydaniu, sugerujący z kolei jej rozwojowość i chęć do samodoskonalenia. Po tym przebiegały wyraźniejsze rozbłyski rozbawienia, które jej w tym momencie towarzyszyło, bo przecież bawiła się całkiem dobrze w tak miłym towarzystwie. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=8JDdsDm.png[/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Brenna Longbottom - 13.11.2025 – W sumie z widmowidzeniem jest podobnie. Czasem dosłownie ślepnę. Nie tak dawno temu pomyliłam przez to kubeł na śmieci ze ścianą i musiałam udawać, że tak miało być. To dopiero było niedoskonałe narzędzie. Aurowidze mieli w sumie przynajmniej tę przewagę, że nikt nie wiedział, co akurat robią, póki nie stanęli naprzeciwko oklumenty. I nie musieli upychać po kieszeniach kompletu świec rytualnych. Nie było złośliwości, nie było i żadnych ukrytych intencji ani nawet ciągu dalszego. To nie było jedno z pytań – pułapek, bo nawet jeżeli raz czy dwa zastanawiała się, czy pewnych rzeczy Atreus nie widział czy raczej nie chciał widzieć, nie kryło się to tym razem za jej słowami. Wiedziała i że aurowidz nie zawsze na pewno odgadnie, czy ktoś kłamie, bo inaczej praca w Ministerstwie wyglądałaby zupełnie inaczej, a Patrick mógł wyciągnąć o wiele więcej z ludzi. I chyba się trochę z tego akurat cieszyła. Ale w tłumie wirujących par, wśród jasnych świateł, przez moment była ciekawa, jak wygląda to w jego oczach, a stąd już blisko było o myśli o tym, jak to jest zawsze… wiedzieć albo móc wiedzieć. Kiedy ktoś ci zazdrości, kiedy cię nienawidzi, kiedy jest rozgniewany, kiedy jest smutny albo radosny. Bo przecież ludzie nie zawsze dawali upust swoim uczuciom z konkretnych powodów. Czasem tak było łatwiej im: czasem tak było łatwiej innym wokół. – Niezależny ekspert ostatnio wspomniał mi, że jeśli ktoś twierdzi, że moja aura jest czerwona, to musi być strasznym bucem – rzuciła po prostu, nie drążąc dalej tematu, może dlatego, że się jej ot to przypomniało, a może, bo jego uśmiech, który wyłapała gdzieś przy obrocie, jakoś sprawiał, że postanowiła przejść na lżejsze tematy. Chociaż część o zaślepieniu negatywnymi odczuciami postanowiła zostawić dla siebie, podobnie jak imię niezależnego eksperta. Dowiem się, chociaż wątpię, by wiedziała coś jeszcze. Tak naprawdę zamierzała napisać do Jonathana głównie ze względu na samą Raphaelę: wątpiła, by dziewczyna doznała nagłego olśnienia i mogła powiedzieć im coś istotnego. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=VT34P0A.jpeg][/inny avek] RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Electra Prewett - 13.11.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=PwBPN7C.jpeg[/inny avek] Z Moną i Hannibalem –> z Robertem na parkiecie Czas upłynął jej tak miło na rozmowie z Hanem i Moną, że nawet nie zauważyła kiedy minęła reszta wieczoru. Głos dyrektora wyrwał ją z konwersacji, ale jednocześnie napełnił ekscytacją. Taniec miał być przecież ukoronowaniem dzisiejszego wernisażu (zgodnie z koncepcją Ministry). Electra nie mogła się więc doczekać, kiedy usłyszy z kim będzie w parze. Jednak słowa, które padły z ust starszego Selwyna… Trochę ją rozczarowały. Oczywiście, kochała tańczyć z Hannibalem, ale liczyła na element zaskoczenia. Choć i tak lepiej było trafić na przyjaciela, niż na jakiegoś starego dziwaka... Najwyraźniej Han miał podobne odczucia, bo złożył jej propozycję zamiany partnerów. – Znasz mnie jak nikt inny. Nie ma problemu. – ochoczo się zgodziła. Plus fajnie by było, żeby Hani spędził też trochę czasu z Mathildą. Co prawda, sama wcześniej zdążyła tylko się przedstawić wujkowi Selwyna, ale mężczyzna ten wydawał się naprawdę miły. Dzięki zręcznemu zabiegowi towarzysza, płynnie wylądowała w ramionach pana Croucha. – Haha, myślę, że nie będzie potrzeby. Jestem chętna zatańczyć z każdym! – odpowiedziała grzecznie (i jednocześnie zgodnie z prawdą). Robert okazał się zresztą naprawdę dobrym partnerem do walca; nie deptał jej po nogach i nie próbował kłaść rąk w niewłaściwych miejscach. Prewettówna czuła się komfortowo, tak, jakby tańczyła ze starszym bratem. Albo z ojcem, choć nigdy nie miała wątpliwej przyjemności tańczyć z Dedalusem. Pytanie Croucha złapało ją z zaskoczenia. Potrzebowała chwili, żeby skojarzyć, że skoro Robert jest krewnym Hannibala, to z Moną najpewniej również wiążą go więzy krwi. W takim razie naturalnym było, że interesował się losem Rowle. – Tak, niedawno zaczęli się spotykać. – Electra sama nie mogła uwierzyć, że relacja między Icarusem i Moną rozwijała się w tak szybkim tempie. Odnosiła wrażenie, że od wieczorku singli minął co najmniej rok, a nie dwa miesiące. – Myślę, że ta dwójka naprawę do siebie pasuje, więc wróżę im jak najlepiej. Mają na siebie naprawdę dobry wpływ... – Crouch nie musiał nawet analizować jej ekspresji by wiedzieć, że Prewettówna mówiła szczerze. Tylko podczas końcówki wypowiedzi trochę się zamyśliła, przypominając sobie o piciu Ariego. Z kolei komentarz o Monie wyraźnie uradował dziewczynę. – Naprawdę pan tak myśli? Mona jest wspaniałą osobą i strasznie się cieszę, że mogę teraz spędzać z nią więcej czasu! – od razu złapały z Rowle wspólny język, który nie wiedzieć czemu miał coś wspólnego z końmi... – A co pan uważa o związku kuzynki? – teraz chciała poznać opinię samego Croucha na ten temat. W życiu jednak nie domyśliłaby się, że ma on jakieś podejrzenia wobec Icarusa. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Morpheus Longbottom - 18.11.2025 Ulga, jaką odczuł, widząc Clemensa nad ranem w Norze Nory, była tak ogromna, że niemal ugięła mu kolana. Nigdy się oczywiście do tego nie przyzna starszemu bratu, ale gdyby go tam nie zastał, rozkopałby cały Nokturn gołymi rękoma, aby go znaleźć. — Powiem to bez delikatności dla kwestii twojego zmarłego męża, zdaję sobie sprawę, że wczesne wdowieństwo stanowi mój atut, a nie przywarę, jednak spalone włości rodowe i drugi dom w ruinie nie plasują mnie, jako dobrą partię. Mógłbym postawić też swoją... — chciał powiedzieć kolekcję tarota, ale nie było żadnej kolekcji. Wszystkie zabytkowe talie, malowane ręcznie karty, inkrustowane kartoniki, miniaturowe dzieła sztuki, poszły z dymem, wraz z Warownią. Nie było Lenormanda, Ridera-Wai,te ani pozłacanych brzegów kart wieszczów. Nie było talii, którą rozkładał, szkoląc nowy narybek w departamencie przestrzegania prawa ani tej, której używał, gdy została nominowana na sędzinę.— Głowę, że Dolohov wydłubałby sobie trzecie oko prędzej, niż na to przystał. To byłoby coś zabawnego, jako koncept, mówić do Vasilija tato. Prawie słyszalnie parsknął. Rzeczywiście próby swatów jego osoby przycichły po tym, jak dostał się do Departamentu Tajemnic i gdy umarła jego matka, ale nigdy nie ustały. Zawsze był ktoś dostatecznie zdesperowany, by wżenić się w główną gałąź starego rodu. Na wspomnienie jej nieszczęsnej klątwy, lewa ręka Morpheusa zaczęła się trząść. Odsunął ją od Lorien, prowadząc prawą obrót towarzyszki tańca pod ręką, aby dać zawirować sukni, zaciskając za plecami drugą dłoń. Próbował opanować niechciany ruch, który boleśnie paraliżował serdeczny i mały palec, zaciskając ją i wbijając sobie paznokcie w skórę. Nie dało się tego nie zauważyć, będąc tak blisko, jak Lorien. — Powinni zagrać dla nas Dance Macabre w takim razie. Planujesz odejść z hukiem czy się wycofać? Ostatnio wprowadziłem korektę do mojej ostatniej woli i chcę, żeby mnie spalono, smokiem oczywiście, poza sercem. To ma być przechowane w skrytce rodowej u Gringotta, z dorobioną historią o przekleństwie. Fragment o sercu był częściowo kłamstwem. Rzeczywiście powstała klauzula o rozdzieleniu konkretnych części, ale zamiast w banku, miało wylądować w korespondencji nikogo innego, jak Vasilija Dolohova. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Lorien Mulciber - 19.11.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=GkuIeUX.png[/inny avek] Z Morpheusem na parkiecie. Odpuściła i sobie i jemu dalsze pertraktacje na temat wzięcia za żonę panny Dołohov, choć najważniejszy argument “ona jest spokrewniona z Mulciberami” pozostał niewypowiedziany. Obosieczna broń taka argumentacja. Umilkła, bo Morpheus poruszył o wiele poważniejszy temat. - Przykro mi z powodu strat jakie poniosłeś. Ty i twoja rodzina.- Powiedziała tak po prostu szczerze. Nie zastanawiała się nad żadnymi zapewnieniami, że będzie dobrze, bo kto wie czy będzie? Nie siliła się też na jakieś obietnice i zapewnienia pomocy - bogowie jedni wiedzieli, że skrytka Longbottomów jest na tyle zasobna, że czego jak czego ale wsparcia finansowego im nie potrzeba.- Czy wiesz kto to zrobił? Wiesz… Kto zaatakował Warownię?- Zniżyła głos do szeptu, przez co przez przebijającą muzykę było ciężko ją nawet usłyszeć.- Śmierciożecy czy niemagicznie urodzeni? Tamtej nocy było wiele przejawów klasowej nienawiści. Nie chciała myśleć o początku września, a jednak… Nie dało się o tym nie myśleć. Spalona noc na dobre wżarła się w jej umysł, pozostawiając po sobie coś zupełnie niespodziewanego - akceptację. Lorien Mulciber wreszcie zaakceptowała, że jej ciało i klątwa wyznaczają granice, których nie jest w stanie przekroczyć. Zwłaszcza teraz, gdy diagnoza nie pozostawiała już większych złudzeń. Do walki - nie tylko tej widocznej, którą dzień w dzień toczyło Biuo Aurorów czy BUM, ale też tej ukrytej, na korytarzach opieszałego, wykańczającego się dzień za dzień własną gnuśnością i nieporadnością Ministerstwa Magii - potrzeba było tych młodszych, zdrowszych i ambitniejszych. Pełnych zapału i chęci zmieniania świata. Na lepsze czy gorsze, to w sumie nie miało znaczenia. Najważniejsza zawsze była po prostu zmiana. Myślała o tym wszystkim, pozwalając się okręcić. Jeden krok. Kolejny. Obrót. Zmiana ręki. Jej dłoń ostrożnie zaciśnięta na jego, żeby nie wypaść z rytmu. - Planujesz odejść z hukiem czy się wycofać? - Och wiesz, planowałam trochę odpuścić…- Zaczęła kiwając delikatnie głową. Zająć się rodziną. Wiesz mama Alexandra jest chora, siedzi sama w Mulciber Manor. Odpocząć. Kupić domek na wsi. Może wyjechać na trochę do rodziców do Włoch.. Nie zdążyła. Nie zdążyła mu tego wszystkiego powiedzieć, bo Morpheus ani myślał przerwać swój wywód. - Zmieniłem ostatnią wolę. Ścisnęła zęby tak mocno, że drżenie jej szczęki było wyraźne. Podobnie jak jego drżenie dłoni, którego z grzeczności nie skomentowała. Nie mówiło się o takich rzeczach. Nigdy. Nigdy na głos. - Ja nie umieram.- Wycedziła. Nie próbowała być niegrzeczna, po prostu… To nie była śmierć, to było coś innego. Bardziej skomplikowanego. Nie dało się tak po prostu sporządzić testamentu. Nie było oficjalnych ram czasowych i przypadki maledictusów, które po latach wracały do swojej ludzkiej formy. Wielki prawny koszmar zaczynający się od zdefiniowania "czy umiera się przy przemianie czy jednak kiedy zdechnie ptak" po "oj pani Mulciber to pani akt zgonu".- Powinieneś pomówić o tym z Alexandrem. Spalenie jest cygańskim obyczajem. Ja… Mam od lat pomnik na cmentarzu przy Mulciber Manor. Nic ekstrawaganckiego. Nie wiem czy kiedykolwiek mnie pod nim złożą, wiesz może się okazać że mnie jakiś dachowiec upoluje i tyle z tego wszystkiego będzie, ale myślę, że smok brzmi dostojnie. Pasuje do ciebie. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Mathilda Quirrell - 23.11.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/84/57/9c/84579c92cf5369bdf38b8ccbe759f909.jpg[/inny avek] Wyniki losowania kazały jej podążyć wzrokiem po parkiecie w poszukiwaniu swojego nowego towarzysza. Ujrzawszy swoją parę delikatnie dygnęła, jednak nim zdążyłaby wyciągnąć swoją dłoń w jego kierunku zdarzyło się coś czego zwyczajnie się nie spodziewała. Jasny wzrok pierw zatrzymał się na dłoni Roberta, w którą wsunięta została kobieca dłoń, aczkolwiek ta dłoń nie należała do niej samej. Z opóźnieniem dotarły do niej słowa Hannibala, który kręcił się tuż obok - uniosła na niego zdezorientowane spojrzenie, wyglądając przy tym niczym spłoszone jagnię po które przyszedł wilk, a te widziało wilka po raz pierwszy w życiu i nie rozumiało na co patrzy. Dopiero po chwili, gdy chłopak ją objął chyba zrozumiała - chociaż nie była pewna czy tak mogą. Powiodła spojrzeniem za Robertem, aczkolwiek ten nie wydawał się jakby miał protestować, nie wyglądał ani na przejętego, ani na szczególnie zaskoczonego - toteż postanowiła poddać się tej jakże niespodziewanej chwili. Chociaż na koniec zatańczysz z kimś, kto wie, co robi - pokręciła głową z niejaką dezaprobatą jakoby miała zganić Hannibala, ale i drobnym rozbawieniem, wiedząc, że ich kogucia walka prawdopodobnie nigdy się nie skończy. Czy miała życzenia? Poniekąd chyba On takim był, w tej chwili, w tym momencie, chociaż nie do końca była tego świadoma. Była już zmęczona, głodna i spragniona - a jej organizm czuł się najwyraźniej nieprzyzwoicie komfortowo w jego obecności, pozwolił jej się w końcu rozluźnić, odpuścić, poniekąd zrelaksować, czując się w jakiś sposób bezpiecznie. Jak gdyby miał jej nie oceniać, nawet jeśli podeptałaby go po palcach, chociaż płynęli tak zgrabnie, a Hanni prowadził tak pewnie, że nadepnięcie mu na stopę byłoby nie lada wyzwaniem. I tak gładko płynęli po parkiecie, wirując zgrabnie pomiędzy pozostałymi parami niczym fale oceanu. Quirrell przymknęła ślepia, czując dziwny spokój, słuchając rytmu muzyki według którego przemieszczali się po sali. Tak dla jasności, wciąż uważam, że jesteśmy umówieni na jakiś wspólny performance Lazurowe tęczówki dobiegły jego spojrzenia, a Mathilda dłuższą chwilę przypatrywała mu się w milczeniu. Na jej ustach rozkwitł uśmiech, a dziewczyna uciekła wzrokiem gdzieś w bok, obserwując pobliskie pary. -To dobrze... - wyznała cicho - bo też tak uważam... - dodała, acz pozwoliła sobie jedynie na krótkie zerknięcie w jego kierunku. Z jej ust wyrwał się cichy chichot, a Ona oparła głowę o jego ramię, gdy w ogólnym ścisku ich rama się zwęziła, a Ci musieli zmniejszyć i tak już niewielką odległość. Mogłaby tak wirować do rana, czując się niepoprawnie spokojna. -aha - przytaknęła - To mój ulubiony zleceniodawca... jest hojny i przekochany... - dodała z uśmiechem, odklejając policzek od jego ramienia, aby po raz kolejny spojrzeć na Hannibala -Ha? - z jej ust wyrwał się cichy chichot - Dlaczego? To nic takiego - stwierdziła, a jasne spojrzenie na powrót wpatrywało się w czarne niczym nocne niebo tęczówki. Czy niestosownym było tak patrzeć? Uśmiechnęła się delikatnie, nieznacznie mrużąc oczy. - Twoja para nie poczuje się urażona? - zagaiła, a jednak nie szukała wzrokiem jego towarzyszki. Przyjaciółka. To przeurocze i przezabawne określenie. Takie niewinne, nieszkodliwe. Co prawda znała odpowiedź Hannibala, a przynajmniej się jej domyślała. A jednak nie była pewna czy w takową będzie skłonna uwierzyć. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Hannibal Selwyn - 24.11.2025 [inny avek]https://i.pinimg.com/736x/64/e8/02/64e8029a1b67f45266aeb169ff7e0701.jpg[/inny avek] tańczy z Mathildą Mathilda wydawała się całkiem zadowolona ze spokojnych, prostych kroczków, które oboje mogli wykonywać właściwie odruchowo i bez większego wysiłku, więc Hannibal pozwolił temu tańcowi być czysto socjalnym, nieidealnym, relaksującym. Kiedy na chwilę przytuliła się do niego, pochylił się, niemalże opierając się policzkiem o głowę partnerki. - Bo podejrzewam, że występy u Shafiqa mają nieco inny charakter, niż te w teatrze - odpowiedział cicho w jej włosy - Bo jesteś wszechstronną tancerką i chciałbym poznać resztę twoich możliwości. Odsunęli się od siebie, z powrotem na odległość objęcia. W klasycznym, turniejowym walcu sztywna postawa pozwalałaby im tylko zerkać na siebie kątem oka, ale teraz mogli bez przeszkód na siebie patrzeć i Mathilda korzystała z tego w pełni, wlepiając w niego spojrzenie. A Hannibal odpowiadał, bo choć nauki instruktorów jasno określały punkty, w które powinien patrzeć w takiej sytuacji, to była przecież Tylka, a on był zmęczony i trochę pijany, i wcale nie wszystko poszło tej nocy zgodnie z planem. - Bo lubię patrzeć, jak tańczysz - dokończył wreszcie, odwzajemniając jej uśmiech. Twoja para nie poczuje się urażona? Rzucił krótkie, kontrolne spojrzenie na parkiet. Electra wydawała się całkiem nieźle bawić. Nic dziwnego, Robert był w końcu w połowie Selwynem. Nie było opcji, żeby był kiepskim tancerzem albo nudnym rozmówcą. - Ellie? - zaśmiał się - Ucieszyła się z odmiany, ile można tańczyć z jednym Selwynem, kiedy jest nas tu więcej? Przelotnie pomyślał, że może Mathilda miała w związku z jego kuzynem jakieś plany, które pokrzyżował - przecież wiadomo było, że artyści zawsze poszukiwali sponsorów. Cóż, trudno. Skoro nie dane im było zatańczyć ze sobą ani na próbie, ani na scenie, ani na bankiecie, ten jeden, ostatni taniec Hannibal chciał mieć dla siebie. Zmienił chwyt lewej dłoni, zręcznie splótł ich palce i przyciągnął Mathildę bliżej. To nie była żadna taneczna figura, po prostu chciał ją przytulić. Poprowadził jakiś na wpół sformowany obrót, nieważny, potrzebny tylko jako pretekst. W tej pozycji, nie rozpraszany przez wpatrzone w siebie oczy partnerki, mógł obserwować ponad jej ramieniem inne pary. Większość była pogrążona w rozmowie i nikt nie poświęcał im szczególnej uwagi. Doskonale, pomyślał Selwyn. Przesunął dłonią po plecach dziewczyny tak, by móc wygodnie prowadzić zamieniwszy elegancką ramę w nieformalne objęcie. - Zmęczona, co? - bardziej stwierdził, niż zapytał. Spokojny rytm kołysał i wyciszał, i Hannibal, jeszcze przed chwilą pełen energii, zamyślił się i zamilkł, pozwalając ciału robić swoje bez udziału głowy, zdając się na lata treningów i doświadczenia na najróżniejszych parkietach. Właściwie mogli tak zostać. RE: [Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska] - Atreus Bulstrode - 28.11.2025 na parkiecie z Brenną Gdyby nie to, że zamknięci byli w ramach wytyczanych przez takty i kolejne nuty płynące ze strony orkiestry, to pewnie zatrzymałby się w miejscu. Zamiast tego skrzywił się tylko wyraźnie, z przekąsem, jakby wgryzł się właśnie w coś niezwykle kwaśnego, ale jednocześnie wciąż walczył o to by zachować pokerową twarz. Nieudolnie, oczywiście. - Ten twój niezależny ekspert, to chyba musiałby kompletnie ślepy i konkretnie pijany, kiedy to mówił - odparł, zerkając na jej twarz przelotnie. Nawet nie chodziło o jego aurowidzenie, co o zwykły fakt że nie przepadał kiedy poddawało się w wątpliwości jego zdolności czy chociażby słowa. Brenna była czerwona. Kropka. Było to widać jak na dłoni za każdym razem, kiedy znalazła się w zasięgu wzroku i nawet teraz, kiedy przepływali po parkiecie w towarzystwie innych par, jego i jej aura przyjemnie się ze sobą stapiały w miejscach gdzie znajdowali się najbliżej siebie. W jego oczach, albo raczej w tym ulotnym obrazie, które podchwytywało teraz trzecie oko, nie byli nawet parą a jedną plamą barwną, która nasyceniem najpewniej różniła się tylko w punktach najbardziej od siebie oddalonych. Mało zadowolony wyraz twarzy rozpłynął się nieco i wygładził, dając w pewnym momencie miejsce dla szybkiego uśmiechu, który pojawił się w odpowiedzi na plączące po głowie myśli. Wiesz, tak sobie pomyślałem, odnośnie tej twojej aury. Albo raczej mojej i twojej. Widzisz, gdzieniegdzie wierzy się, że niektórych łączy nić przeznaczenia, nawet nie pamiętam skąd to. W każdym razie, widzisz, ona zawsze jest czerwona. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=f9JNGKH.png[/inny avek] |