![]() |
|
[20 maja 1972, dom Victorii] Chciał mieć sławę pośmiertną za życia | Darcy & Victoria - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [20 maja 1972, dom Victorii] Chciał mieć sławę pośmiertną za życia | Darcy & Victoria (/showthread.php?tid=1682) Strony:
1
2
|
RE: [20 maja 1972, dom Victorii] Chciał mieć sławę pośmiertną za życia | Darcy & Victoria - Victoria Lestrange - 05.08.2023 Nie chciała wychodzić na znawcę, bo nim nie była. Nie wiedziała tak mnóstwa rzeczy… Niektóre stały się jasne po sabacie, kiedy można było coś przemyśleć na chłodno, ale niektóre… Wciąż były za mgłą. No i te wspomnienia… o tym też nie zamierzała nic mówić, tym bardziej, ze sama nie rozumiała co się dzieje. Wizytę w kowenie z kimś bardziej zaznajomionym z tematem i spirytystą miała odbyć dopiero jutro. - A może po prostu nie umiał inaczej bronić tego, co naruszył Voldemort – Victoria nie bała się wymawiać tego imienia. Uważała, że ten strach niczego nie dawał, no a poza tym… cholera jasna, była aurorem. Gdyby ona się bała, to jakie dawałaby świadectwo innym? Najpierw pokiwała głową, w ciszy, która zabrzmiała po stwierdzeniu Lockharta. - Teraz jest to jasne, że było to Limbo, ale wtedy… Nie miałam pojęcia gdzie jesteśmy. Nie wiedziałam, że to Limbo. Myślałam, że przypadkiem nie wiedząc weszliśmy w jakiś portal… Tylko, że wygląda na to, że tak się nie stało. Nie tak do końca przynajmniej. Mówili, że nasze ciała leżały przy ogniskach i podobno wyglądaliśmy jakbyśmy spali… albo gorzej – chyba nie było się co bać tego nazwać. Wyglądali jakby umarli, jakby życie w nich dogasało, albo zaraz miało zgasnąć. - Myślałam, że gdziekolwiek jesteśmy, to bardzo rzeczywiste, ale były tam też takie rzeczy… Takie, które powinny mi już wtedy dać do myślenia – dość gładko przeszła do kolejnego pytania Darcy’ego. - Ale różni się mocno. Tak jakby… nie ograniczały go te same prawa co nas, jakby wszystko było tam możliwe. Pamiętam, że słyszałam głos, szept właściwie. Mówił do nas, że nie powinno nas tam być, żebyśmy zawrócili, bo nie przyszła na nas jeszcze pora. Pamiętam też, że coś nas obserwowało z lasu, to było takie dziwne wrażenie... Były też słowa o cyklu – czy słyszeli Matkę? Victoria wierzyła, że tak. Nie chciała jednak mówić o rozciętym ciele kobiety, którą w swej wizji tak chciała uratować. Zresztą co by to zmieniło, skoro to była tylko skorupa, ludzka powłoka a głos i tak do nich przemawiał? - Zobaczyliśmy błyskawice na niebie i pobiegliśmy za tym, aż dotarliśmy na skraj lasu. Tam… To wyglądało jak wielka wichura. Drzewa, kamienie, wszystko były wyrywane ziemi i leciały jakby do centrum, tylko nie my. A w centrum był… Był ogień. Rozgrzany tak, że nie był wcale czerwony, tylko niebieski. A tam… Widziałam kształty – Victoria zatrzymała się i mocniej splotła palce. Dłonie miała ułożone na kolanach, nogę zgrabnie na nodze. To nie było dla niej łatwe i było to chyba po niej widać. Odetchnęła. - Czasami mówi się, że przed śmiercią życie przelatuje nam przed oczami. Jeśli tak, to w ogniu zobaczyłam koniec. Sceny z mojego życia, moich bliskich, moje emocje. Przypomnienie kim byłam i kim jestem – uniosła spojrzenie ciemnych oczu na Darcy’ego, te ostatnie zdania mówiła zdecydowanie ciszej niż wcześniej. RE: [20 maja 1972, dom Victorii] Chciał mieć sławę pośmiertną za życia | Darcy & Victoria - Darcy Lockhart - 05.08.2023 Darcy był prostym chłopakiem. Nie potrafił zbyt dobrze walczyć, a gdyby został do tego zmuszony, zapewne rzucałby tylko na prawo i lewo oszałamiacz, jedyne bojowe zaklęcie, które opanował naprawdę dobrze. I przy okazji płakałby ze strachu. Bał się śmierciożerców, bał się Voldemorta i skoro można było mu „podpaść”, używając jego imienia, wolał go nie wymawiać. Ani nie zapisywać. Ze względu na tę prostotę spojrzał też na Victorię z pewnym zastanowieniem, rozważając, czy nie boi się ona, że gdy ten wywiad trafi do prasy, to śmierciożercy staną na jej progu. Ta biała, rozsądniejsza gęś gęgała, że to wszystko go przerasta, że jest za cienki w uszach na zajmowanie się takimi sprawami, ale czarna walnęła ją skrzydłem w dziób. Nigdy nie byłby dość odważny, aby wbiec w ogień za Voldemortem, ale mógł to opublikować. Nie ze względu na chęć powiedzenia światu prawdy, a ponieważ był już pewny, że ta opowieść może ściągnąć oczy świata nie tylko na Victorię, ale tylko dla niego. I Lockhart zadał kolejne pytanie, nawet jeżeli jego malutka część chciała stąd uciekać: z dala od tego domu, od „Zimnej”, która powinna być martwa, skoro weszła do Limbo, od jej przedziwnej opowieści. - Niektórzy mówią, że Limbo to kraina umarłych – powiedział, i tym razem głos zadrżał mu lekko, mimo tego, że ze wszystkich sił starał się zachować profesjonalizm. – Pani i jej towarzysze weszli tam… i wrócili. Pani Lestrange, czy widziała tam pani umarłych? Jak kogoś mogłaby nie zainteresować taka historia? Już pal licho samego Voldemorta. On był groźbą, jego cień padał na cały ich świat, na wszystkich czarodziejów, ale była to groźba czasowa, która pojawiła się niedawno i kiedyś – może ze dwa lata, może za dwadzieścia – przeminie. Ale to? Limbo? To, co czekało po drugiej stronie? To było odwieczne pytanie, odpowiedź, na którą wszyscy czekali. Ciekawiło go, czy Victoria w ogóle patrzyła na to w ten sposób… A może nie natknęli się tam na żadne duchy? Tylko ten przedziwny świat, którego żywi nie mogą dotrzeć? – Czy Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, także tam był? – dodał, ale dopiero kiedy odpowiedziała. Zarzucanie Victorii zbyt wieloma pytaniami, mogło zbić ją z tropy, a na razie sama, bez jego kierunku snuła historię wręcz doskonale i Darcy nie chciał zakłócić jej porządku. Potem, w zaciszu własnego domu, zastanowi się, w jaki sposób ją „obrobić”, aby na kartach Proroka Codziennego wypadła możliwie najbardziej fascynująco. RE: [20 maja 1972, dom Victorii] Chciał mieć sławę pośmiertną za życia | Darcy & Victoria - Victoria Lestrange - 05.08.2023 Czy nie bała się, że Śmierciożercy staną u jej progu? Voldemort widział jej twarz w Limbo – musiał ją kojarzyć, była w końcu czarownicą czystej krwi. A nawet jeśli jakimś trafem ten szczegół mu umknął, no to jej nazwisko, obok nazwisk jej towarzyszy, którzy do Limbo też trafili, pokazało się w gazetach. Nie raz, nie dwa. Gdyby chciał, gdyby miał taką fantazję – to już by na jej progu stanęli, tak uważała. Miała celownik na plecach, była w końcu aurorką. Ale tam, w Limbo… on zaproponował im, by do niego dołączyli. Mówił, że prędzej czy później przed nim klękną. Ona jednak nie wydawała teraz ocen i wyroków. Przedstawiała tylko to, jak to sama przeżyła, co widziała, co czuła. Ludzie byli ciekawi – wiedziała to. Czy ten wywiad sprawi, że ludzie Czarnego Pana zechcą ją uciszyć? Co zrobi na pewno, to pokaże, że jego poplecznicy nie pilnowali miejsca a uciekali aż się kurzyło kiedy żywiołak wyrósł spod ziemi… czy skąd się tam wziął. Nie zwróciła większej uwagi na to, że Darcy’emu zadrżał głos. Że jej opowieść podziałała na jego wyobraźnię, że poczuł dreszcz na karku, że kazało mu to być może przewartościować kilka rzeczy. Victoria, po jego pytaniu, zawahała się wyraźnie. Zastanawiała się, czy mu odpowiedzieć – czy powiedzieć prawdę, czy skłamać, bo nie była pewna tego, co widziała. Ale nie, to było kłamstwo – przecież wiedziała, kogo tam spotkała. Kto chciał ją zatrzymać w tej krainie umarłych. Pokiwała więc powoli głową. Tak, widziała tam umarłych. Jedną osobę, co do której była pewna, że nie żyje, bo była przecież na pogrzebie, lata temu. Dwie inne… Sądząc po reakcjach Mavelle i Patricka – nie chcieli wierzyć w to co widzą, albo być może nie wiedzieli? - Był – potwierdziła, po kolejnym pytaniu. - Ale nie powinnam mówić o jego udziale – nie chciała siać niepotrzebnej paniki. Nie chciała, by powtarzano jej słowa za pewnik. Już i tak gadano, że aurorzy i brygadzistka zmierzyli się z Voldemortem – i niech tak zostanie. Poza tym, co było najważniejsze, nie chciała zdradzać ile dokładnie wie Ministerstwo i przeciwnicy Czarnego Pana, to byłby straszny strzał w stopę. - Atreus dołączył do nas w tamtym momencie – dodała, spodziewając się też, że prędzej czy później padnie o to pytanie. No bo no dobrze, była ona, była Mavelle, był Patrick – to wszystko się kleiło. Ale gdzie w tym wszystkim Atreus? - Przekazywaliśmy informacje o tym gdzie się kierujemy zanim przekroczyliśmy czarny ogień. Ruszył za nami, kiedy mógł – kiedy uporał się… z czymkolwiek wtedy walczył. O ile wiedziała, to z żywiołakiem, ale nie planowała zabierać mu możliwości, by sam o tym opowiedział. RE: [20 maja 1972, dom Victorii] Chciał mieć sławę pośmiertną za życia | Darcy & Victoria - Darcy Lockhart - 05.08.2023 Kiwnięcie głową, jakże oszczędne! Darcy pozostawił dopytywanie, głównie ze względu na fakt, że te problematyczne pytania wolał zostawić na koniec - w nadziei, że wcześniej Victoria powie coś jeszcze bardzo istotnego. Zwłaszcza dotyczącego walki z Voldemortem. Informację, że o tym mówić nie może, przyjął ze starannie skrywanym rozczarowaniem, bo to było trochę jak... jakby kończyli historię przed momentem kulminacyjnym. Jak wyrwanie ostatnich stron powieści! Gdyby jednak się upierał, Lestrange mogłaby go stąd wyrzucić. Nie autoryzować wywiadu, próbować narobić kłopotów, może umówić się z kimś innym... Aaron czy Rita pewnie drążyliby, ale Darcy, może ze względu na swój stosunkowo młody wiek, postanowił odpuścić. Przynajmniej częściowo. - Oczywiście, to zrozumiałe. Rozumiem, że ze względu na pracę nie może pani zdradzić szczegółów? - powiedział obłudnie. Ustępował tutaj, z nadzieją, że zdoła uczknąć elementy historii gdzieś indziej. Pod jego jasnobrązową czupryną trwała prawdziwa burza. Co Voldemort tak naprawdę robił na Polanie? Czy ten huragan, żywiołak, dziwne wydarzenia w lesie, były jakoś powiązane? I po jaką cholerę byli mu potrzebni tam mugole? Może skoro chciał się dostać do Limbo, potraktował ich jako ofiarę, umożliwiającą otworzenie przejścia...? Gdzie był Atreus - to też sobie odnotował, bo gdyby dało się tego dowiedzieć, to mogłoby wzbogacić artykuł... ba, może nawet całą serię artykułów! Po co ograniczać się do jednego? - Skoro nie może pani mówić o... jego poczynaniach i jak rozumiem, o tym, co działo się, gdy się na... niego natknęliście... Chciałbym wiedzieć, w jaki sposób się wydostaliście? Jak udało się wam wrócić do świata żywych? Nie chciał niczego sugerować, ale zastanawiał się, czy skoro wcześniej przebiegli przez ogień, może i tym razem musieli w niego wejść, by wrócić? A może im się to nie udało, z powrotem zabrali ich lekarze? Weszli do krainy śmierci (Darcy już nigdy nie popatrzyłby tak samo na ognie Beltane, gdyby nie to, że nie planował nigdy więcej w Beltane wziąć udziału), a potem wrócili? Ot tak po prostu? RE: [20 maja 1972, dom Victorii] Chciał mieć sławę pośmiertną za życia | Darcy & Victoria - Victoria Lestrange - 06.08.2023 Walka z Voldemortem… to nie była nawet żadna walka. On robił coś, starali mu się przeszkodzić – coś udało się zrobić, ale co, i ile – tego sama nie była pewna. Nie wiedziała nawet na ile ich zaklęcia były w stanie wpływać na Voldemorta i jego przydupasa. Zdecydowanie lepiej było o tym nie rozmawiać. Spekulacje na pewno nie byłyby Ministerstwu na rękę. - Tak. Ale jestem pewna, że jego poplecznicy też będą czytać o tym, co pan napisze. Bardzo nierozważne by było odkrywać tutaj swoje karty – był z trójką innych osób. Dwójka… zachowywała się jakby byli niespełna rozumu, ale jeden – atakował ich. O tym też wolała nie mówić. Im mniej wie druga strona, tym trudniej jej przeciwdziałać. Victoria nie maila złudzeń – była pewna, że jego poplecznicy pracowali w Ministerstwie. Kto wie, może nawet w Biurze Aurorów… jedyne czego była pewna, to to, że osoby, które były tam z nią, na pewno go nie popierały. Jeśli więc nie rozniesie się ile wiedzą to i jego kumple też nie będą mieli pewności. - Jak się wydostaliśmy… – powtórzyła za nim i na moment przymknęła oczy. - Ostatnie co pamiętam z pobytu tam, to to, że zostaliśmy sami w czwórkę. Że byliśmy okropnie zmęczeni. Rozmawialiśmy ze sobą i… chyba straciłam przytomność. Chyba wszyscy ją straciliśmy, nagle. Później był już tylko ból. Okropny ból, taki który znowu trwał wieczność, jak wtedy, gdy spadaliśmy… tylko że teraz nie było uczucia spadania. Tylko ten ból. Rozlewający się na całe ciało. Później otworzyłam oczy i nic nie widziałam. Słyszałam głosy, ale nie widziałam, ledwo mogłam się ruszyć. I było mi tak strasznie, strasznie zimno… To było już w szpitalu polowym – wyjaśniła i uśmiechnęła się do Lockharta nieco smutno. Nie wiedziała wtedy, że musieli ją ściągać z jakiegoś drzewa, że była praktycznie martwa. Że byli nieprzytomni prawie całą noc i kawałek dnia. Że na polanie była wichura, która przetoczyła się przez całą Dolinę… RE: [20 maja 1972, dom Victorii] Chciał mieć sławę pośmiertną za życia | Darcy & Victoria - Darcy Lockhart - 06.08.2023 Darcy skinął głową na uwagę Victorii, odrobinę niechętnie. Niestety, przyznawał jej rację. Sam wciąż zastanawiał się przecież, jak ubrać w słowa myśli i uzyskane informacje, aby przypadkiem za mocno nie zirytować zwolenników Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Doskonale pojmował, że i Victoria z tego względu pewnych rzeczy nie mogła – albo nie chciała – powiedzieć. Może upierałby się bardziej, gdyby nie to, że i tak dostał o wiele, wiele więcej niż oczekiwał, gdy stawał przed tym domem. Musiał teraz spędzić parę dni na tą opowieścią i zastanowić się, w jaki sposób pchnąć ją do Proroka. Mógł przyjąć kilka form, ale musiał wybrać – ta najlepsza dla artykułu… czy dla niego samego? (Ta druga, oczywiście, zagęgały zgodnie obie gęsi jego duszy.) – Wróciliście więc, kiedy przejście się zamknęło? A może po prostu… limbo was wyrzuciło? – spytał, pro forma, bo wyglądało na to, że Lestrange sama nie jest pewna. – Dwa ostatnie pytania, jeżeli pani pozwoli – dodał jeszcze, chociaż z ich zadaniem nie czekał na zgodę czy ich brak. – Wspomniała pani, że widziała… umarłych. Zechciałaby pani powiedzieć o tym coś więcej? Spojrzał na nią wyczekująco. To była ta część bardziej przerażająca, ale zarazem bardziej fascynująca niż nawet walka z Voldemortem… której opisu ostatecznie się nie doczekał. (W duchu zresztą zaczął podejrzewać, że nie było żadnej walki. Może Voldemort znikł, zanim oni się pojawili? Albo po prostu rzucił na nich zaklęcie, i to ono wyrzuciło ich z limbo, a Victoria nie chciała się do tego przyznać? Darcy na jej miejscu też w takiej sytuacji by zmyślał. Tak, Lockhart często miewał takie błędne założenia… ale ku jego sprawiedliwości, nie zamierzał przynajmniej umieścić ich w artykule. Chociaż… cóż, może coś zasugeruje. Może. Nie zdecydował jeszcze.) – I… nazywają państwo… Zimnymi – zaczął, niezależnie od tego, czy wyjaśnienia odnośnie umarłych padły, czy nie. – Czy zauważyła Pani, aby coś się zmieniło? Po tym, jak odwiedziliście Limbo? Czy nagle ma pani ochotę na krew albo odciętą rękę da się bez problemu przyszyć? Oczywiście, o to nie zapytał. Tylko pomyślał. RE: [20 maja 1972, dom Victorii] Chciał mieć sławę pośmiertną za życia | Darcy & Victoria - Victoria Lestrange - 07.08.2023 - Trudno powiedzieć co się właściwie stało… na pewno nic nie stało się świadomie, bo też nie do końca zdawałam sobie sprawę gdzie w ogóle jesteśmy. Nie wiem czy to było jakieś przejście, czy się zamknęło, czy po prostu jako, że nie należeliśmy do tamtego miejsca, to nasze… hmm… dusze zostały wypchnięte. To są tylko moje domysły. Nie mam niestety wiedzy w tym zakresie – "doprecyzowała", czy raczej odpowiedziała na jego pytanie. Wydawało jej się, że Darcy wyczuwał jak bardzo jest to namieszane i wziął na barki trudność tematu. Nie oczekiwał chyba pełnego wykładu na ten temat, a jeśli tak to musiał się udać do specjalisty, którym ona na pewno nie była. Wizytę w kowenie miała umówioną na jutro. Pozwoliłaby mu na te pytania tak czy tak, nawet się nie zdziwiła, gdy po grzecznościowej formułce Lockhart zaczął od razu mówić. - Byli tam. Wyszli z ognia i zwrócili się do nas bezpośrednio. Chcieli… cóż. Chcieli żebyśmy tam zostali – nie chciała mówić ilu tych umarłych było, kim byli – dla niej i jej towarzyszy było to bardzo personalne i zamierzała to tak zostawić. Również nie chciała przytaczać dokładnych słów, bo te… sprawiały że człowiek naprawdę rozumiał dlaczego niektórzy tak obsesyjnie poszukiwali nieśmiertelności. - Nie byli wrogo nastawieni, nie atakowali, nic z tych rzeczy – dodała też po chwili namysłu, uświadamiając sobie, że można to było odebrać w ten sposób. - Wiem, że to nie były jakieś przypadkowe widziadła, bo kogoś z nich rozpoznałam – uściśliła jeszcze. Że ich złapali, że wtedy stało się coś dziwnego – tego sama nie rozumiała, więc o czym tu mówić. Że nosiła teraz czyjeś wspomnienia i traciła rozum? Absolutnie nie chciała tego mówić publice. - Zmieniło się – potwierdziła. - Odkąd się obudziłam, jest mi ciągle zimno. Na początku myśleliśmy że jest to jakieś wychłodzenie organizmu ze względu na spędzenie kilku godzin w nocy na ziemi, potem na tym drzewie, nieprzytomni. Ale niestety to wrażenie nie mija. Próbowałam już chyba wszystkiego, ogrzewania się przy kominku, dziesięciu kocy na raz, grubych ubrań, gorącej kąpieli, zaklęć, eliksirów. Nawet łamania klątwy, ale to wszystko jest na nic. Nie ma sposobu, żeby się ogrzać. Kiedy wychodzę na słońce… ono też nie jest w stanie mnie ogrzać. Przez kilka dni po prostu trzęsłam się z zimna, teraz już się przyzwyczaiłam. Ludzie mówią, że jesteśmy zimni jak trupy. Chce pan zobaczyć? – uśmiechnęła się do niego lekko, gotowa wyciągnąć do niego dłoń, by mógł jej dotknąć i poczuć to zimno. - Dlatego zaczęli nas tak nazywać jeszcze w tym namiocie szpitalnym – może to było już dla wszystkich oczywiste, a może nie. - Ale to jedyna zmiana. Poza tym wszystko jest dokładnie takie samo jak wcześniej – i znowu… nie była to do końca prawda, bo były jeszcze wspomnienia… ale fizycznie na pewno nic się nie zmieniło poza zimnem. RE: [20 maja 1972, dom Victorii] Chciał mieć sławę pośmiertną za życia | Darcy & Victoria - Darcy Lockhart - 08.08.2023 Może lepiej, że Victoria nie zdecydowała się na podzielenie niektórymi rzeczami. Nie wspomniała o Matce, o martwej kobiecie, o Voldemorcie, portalu i wspomnieniach - a gdyby to powiedziała, kto wie, czy nie wybuchłaby mu głowa? Teraz i tak miał całą masę informacji, od których dostawał migreny, które przerażały, fascynowały i pozostawiały po sobie myśl: okurwamaćmogębyćsławnyibogaty. Zastanawiał się, ile z tego było prawdą. A może tylko śnili dziwny sen? Halucynowali? Czy gdyby porozmawiał z innymi Zimnymi, usłyszałby inną historię? Gdzie miał znaleźć specjalistę od takiej tematyki...? Byłoby dobrze przedstawić niezależne opinie ekspertów, do diabła... Ale czy w ogóle istnieli jacyś specjaliści od limbo? - To wszystko musiało być dla pani trudne - powiedział miękko, zamiast dzielić się swoimi przemyśleniami. - Podziwiam pani odwagę. Do pewnego stopnia nawet podziwiał. Na tyle, na ile ktoś taki jak on, był w stanie. Bo samoświadomość nie była najmocniejszą stroną Darcy'ego, i chciał wierzyć, że on też by walczył w takiej sytuacji, chociaż rzecz jasna - nigdy by tego nie zrobił. Komuś zapatrzonemu w siebie do tego stopnia, ciężko było podziwiać innych. Raczej odczuwał wobec nich zazdrość. Chociaż chyba wcale nie zazdrościł Victorii. Gdy wyciągnęła ku niemu dłoń, dotknął jej ostrożnie. Bardzo pilnował, aby się nie skrzywić ani nie wzdrygnąć, wiedział, czego się spodziewać, a jednak i tak zaskoczył go chłód. To było jak dotykanie lodu. - Jakby chłód Limbo przyszedł tu z wami - mruknął z zastanowieniem. - Albo wasze ciepło zostało tam. Oczywiście, nie wiedział, co dokładnie się stało. On szukał po prostu sposobu, w jaki opisać to wszystko w artykule. Dość szybko otrząsnął się jednak z zamyślenia. - Dziękuję za wywiad, pani Lestrange - powiedział, już rzeczowym głosem, wycofując rękę. - Muszę pomyśleć nad tymi materiałami, chciałbym też zobaczyć, czy uda mi się zasięgnąć opinii specjalistów, poza tym to temat, który powinienem omówić z resztą redakcji Proroka. Na to wszystko potrzebuję kilku dni. Przypuszczam, że ukaże się na przełomie maja lub czerwca. Dostanie Pani ten numer sową - zapewnił jeszcze. Nie miał więcej pytań. A raczej miał mnóstwo pytań, ale Victoria nie chciała lub nie mogła mu na nie odpowiedzieć. Musiał szukać gdzieś indziej. Na razie pożegnał się uprzejmie, a potem udał do wyjścia, by spod rezydencji teleportować się pod dom Lockhartów. Koniec sesji
|