Secrets of London
[23 maja 1972, dom Victorii] Sen i śmierć to bracia bliźniacy | Sauriel & Victoria - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [23 maja 1972, dom Victorii] Sen i śmierć to bracia bliźniacy | Sauriel & Victoria (/showthread.php?tid=1710)

Strony: 1 2


RE: [23 maja 1972, dom Victorii] Sen i śmierć to bracia bliźniacy | Sauriel & Victoria - Victoria Lestrange - 12.08.2023

Może właśnie powinien tak powiedzieć – bo dokładnie tak się zachowywała, jak uparte dziecko. Problem w tym, że dzieckiem już dawno nie była i nie tak prosto można było ją do czegokolwiek przymusić… chyba że była już tak zmęczona jak w tym momencie. Raczej wątpliwe, by miała siłę się bardzo kłócić, opierać i walczyć. Ludzie zmęczeni, zwłaszcza tak jak ona była zmęczona teraz, byli znacznie bardziej ulegli, chociaż przy tym była też dziecinnie i bezsensownie uparta. Jakby to było w drugą stronę, to też by się pewnie upierała, że druga strona potrzebuje snu, zregenerować się, nabrać sił… jakoś jak chodziło o innych i miało się dystans, to łatwiej było znaleźć racjonalne wyjście, niż jak chodziło o siebie i było się tak spanikowanym.
  Właściwie to nic nie powiedziała na to, że jej zabrał kawę i nie pozwolił się napić, tylko spojrzała na niego z jakimś takim wyrzutem, że "czemu mi to robisz?".
  - Dziękuję – to było całkiem spore poświęcenie: tak swój czas i niezależność oddawać drugiej osobie, by się nią w pewnym sensie zaopiekować. Victoria raczej nie była osobą, która potrzebuje ciągłej atencji, którą trzeba zajmować i zabawiać, bo potrafiła sobie zorganizować czas i zajęcie, zresztą lubiła możliwość spędzenia czasu tak, jak to sama lubi. Rozumiała więc, że druga osoba też może tego potrzebować. Oni… tak naprawdę musieli się siebie na tym polu dopiero nauczyć.
  - Okej – że jutro, nie dzisiaj. Nie "okej", że się prześpi. Spojrzała spod byka na eliksir – pewnie w tym stanie zasnelaby i bez niego, stąd ta walka za pomocą kawy, ale jakąś jej część, ta rozsądna i teraz bardzo cicha, mówiła o tym, żeby jednak eliksiru nie wyrzucić a trzymać tutaj. Niczym obrażona nastolatka spojrzała w bok, po eliksir nie sięgając. Wiedziała, że Sauriel tutaj się wspina na wyżyny, żeby tylko przekazać jej wszystkie sensowne i logiczne argumenty za tym, że powinna pójść spać. Wiedziała, że domownicy wiedzieli już co się stało. Ale co jeśli Strzałka nie będzie umiała jej dobudzić? Co jeśli po prostu on zabije ją we śnie i we śnie umrze. Tak po prostu? Bez ostrzeżenia, bez możliwości zapobiegnięcia… nic. Nie chciała tak umrzeć. W ogóle nie chciała tak szybko skończyć w Limbo. Nie po to stamtąd wyszła, nie po to walczyła, żeby teraz po niecałym miesiącu tam wrócić.
  Dał się pobić przez nią. Przyszedł przez nią, Brenna go sponiewierała przez nią. A Victoria naprawdę nie chciała dla niego źle. Nie chciała by cokolwiek złego mu się działo z jej powodu. Chciała o niego zadbać, chciała żeby doszedł do siebie, chciała żeby było dobrze. Może zatrzymanie go przy sobie na kilka dni i jemu wyjdzie na dobre…
  - No ale można na ciebie rzucić klątwę, można cię zatruć, możesz złamać rękę, można cię zranić… przecież normalnie powinni ci pomóc… niech się lepiej dostosują, to nie jest nielegalne być wampirem – Victoria była na to trochę zła i cięta, bo to nie była jego wina a każdy czasem potrzebował pomocy.


RE: [23 maja 1972, dom Victorii] Sen i śmierć to bracia bliźniacy | Sauriel & Victoria - Sauriel Rookwood - 12.08.2023

Przewagę miał tu chyba pryzmat siebie samego. Gdzie Sauriel sobie często pozwalał na bycie dzieciakiem wśród osób znajomych. Albo i nieznajomych. I potrafił być też irracjonalnie uparty. Widział w tym coś więcej niż "dziecięcy upór". Jakkolwiek głupi by się nie wydawał i rzeczywiście - niedojrzały - to niestety człowiek nie składa się tylko z chłodnych kalkulacji i logiki. Zbyt wiele elementów tworzyło reakcje na bodźce. Dzisiaj, na całe szczęście, miał wobec tego zrozumienie, albo nawet: był wyrozumiały. To pomagało. Nerwy i krzyki, przekleństwa, którymi sypał, wszystko za to utrudniały. I znów - wiedzieć jedno, a dopasować się? Emocje były czynnikami odmieniającymi nasz świat. Były potrzebne, bez nich przecież wszyscy byliby robotami. Bezdusznymi monstrami, które czasem w społeczeństwie widać. I nie kształtowały one niczego dobrego. Niestety pielęgnowane w niezdrowym środowisku potrafiły też tworzyć abominacje.

- Możemy też... gdzieś tam pojechać. Jeśli chcesz. - Ale pewnie nie miała na to siły. A cichy, spokojny dom, w której nikt nie będzie jej przeszkadzał brzmiał jak zbawienie. Byleby tylko zaraz ludzie wokół niej w panikę nie wpadli, nie zaczęli jej szukać. Dlatego - nie dzisiaj. Nie na wariackich papierach. O dziwo pomyślał o tym nawet sam Sauriel! - To ten, zostaw jakąś wiadomość twojej rodzicielce, Brennie czy Cynthii. Żeby nie spanikowały. - Nie to, że planował ją zabierać na, no nie wiem, tydzień! Ale pech chodził po ludziach. Znikniesz na jeden dzień, akurat wtedy chciała się z tobą psiapsi zobaczyć i już całe biuro aurorów podniesione na alarm, bo wczoraj w nocy Victoria była atakowana, a dzisiaj zniknęła i śladu po niej nie ma. I znowu by nim Brenna przeszurała po podłodze oskarżając o porwanie tym razem, po co mu to było?

- Jak nie będziesz spała to i tak umrzesz. I im bardziej będziesz zmęczona to będą ci się na pewno pierdoły śniły. - Sauriel czasami starał się być delikatny. Na przykład teraz, dzisiaj, się starał! Ale jego cierpliwość była znikoma, to i delikatność niestety spływała. - Nic ci nie będzie. - Chociaż nie chciał tego mówić, bo w zasadzie naprawdę nie miał pewności. Jeśli to była jakaś klątwa..? Kolejna? Albo miała związek z jej wędrówką po Limbo? Nie wiedzieli. Bo jakby wiedzieli to by się tak nie bała.

- Ludzie są mądrzejsi od ciebie i nie mylą odwagi z głupotą. - Bo Victoria kompletnie była odklejona w tym wypadku. Nie wiedziała, czego się bać, a czego nie. Sauriel winę zwalał na dwa czynniki - za dużą ilość książek i jej pracę. - Wampir to zagrożenie w szpitalu. Tyle. - I to akurat nie było co płakać nad rzeczywistością. Akurat Sauriel się kontrolował dobrze, ale jak czuł się źle to jego samokontrola bardzo spadała. Bo organizm poświęcał energię na regenerację, więc i domagał się krwi. Ale były też wampiry, które o samokontrolę się nawet nie starały.




RE: [23 maja 1972, dom Victorii] Sen i śmierć to bracia bliźniacy | Sauriel & Victoria - Victoria Lestrange - 12.08.2023

- Nie wiem czy to dobry pomysł, jeździć gdzieś teraz – jakiś tam rozsądek w niej był. Sama czuła podskórnie, że większe wyjazdy nie mają sensu i mogą być niebezpieczne. W Londynie będą mogli siedzieć statycznie, wszystko było też na miejscu, gdyby któreś czegoś potrzebowało – nie trzeba było się teleportować, ani nic takiego. A Victoria tego właśnie teraz potrzebowała: spokoju, by pomalutku dojść do siebie, zregenerować siły, wyleczyć się i przede wszystkim – dojść do ładu z własną psychiką. Zdaje się, że Saurielowi też dobrze by zrobiło posiedzenie na dupie, żeby i swoje siły odzyskał. Twierdził, że jest już dobrze, Victoria nie wiedziała, że tylko trochę mu się polepszyło (no dobrze, trochę jednak wiedziała, normalnie nie zaproponowałby, żeby się do niego przytulała). Obojgu dobrze by to zrobiło. A taki wyjazd gdzieś indziej… Brzmiałby jak zmarnowany czas, gdyby musieli gdzieś siedzieć na wyjeździe. - Ale kiedy indziej… czemu nie – nie chciała by Sauriel pomyślał, że nie chciałaby się z nim nigdzie wybrać tak całkowicie prywatnie, bez pracy jako powód wycieczki. - Napiszę do Bren i Cyny. Do Bren i tak muszę napisać, wysłała mi dzisiaj dwie sowy – uśmiechnęła się krzywo, bo jeden z listów leżał tutaj, na stole. Wraz z rysunkiem tego faceta, któremu tak dobrze się przyjrzała, gdy dusił ją w Wielkiej Sali Hogwartu. No a drugi list wraz z pakunkiem wręczyła Strzałce, bo właściwie to był do niej. Skrzatka nie posiadała się ze szczęścia, kiedy po rozpakowaniu prezentu zobaczyła, że dostała nowy kocyk. - Isabelli i tacie po prostu powiem – dzisiaj matka była już Isabellą, ale w nocy do skrzatki mówiła o niej per „mama”. Czas i panika (teraz była jednak mniejsza niż w nocy) robiły swoje.

Patrzyła teraz na Sauriela z wyrzutem. Jak takie obrażone dziecko. A wszystko dlatego, że brzmiał rozsądnie, mówił z sensem i obnażał jej luki w logice (w czym?) w tak dziecinnie prosty sposób. To musiał być prawdziwie zabawny widok, kiedy ich role tak bardzo się odwróciły, bo to nie ona była teraz głosem rozsądku, tylko on. I naprawdę był delikatny, widziała, że się starał. Nawet nie wyczuła, że cierpliwość mu się do niej kończyła.

- Od kiedy to ty jesteś tym mądrzejszym? – to nie tak, że nie chciała, by taki był. Po prostu dzisiaj było jej to cholernie nie na rękę i była bliska robić foszki jak mała księżniczka, którą rzecz jasna nie była. - Dobrze, dobrze, już dobrze. Wypiję – mruknęła, niezadowolona i obrażona. - Ale na razie daj mi się jeszcze potulić – obrażona i bezczelna. - Ktoś będzie mnie musiał zaprowadzić do pokoju gościnnego – bo przecież nie będzie spała w swoim – absolutnie to nie wchodziło w grę. Poza tym prosiła, by nikt tam nie wchodził i nie sprzątał, póki nie zadecydowała, co zrobić ze sprawą. Czy ją zgłosić, a jeśli tak – to w jaki sposób. I tak. Jej słowa brzmiały jak sugestia, bo nią były.

- Powinni być na to w szpitalu gotowi, w ten czy inny sposób – upierała się dalej, bo do cholery, to był s z p i t a l. Mieli tam też zapas krwi, mogli ją wampirowi podać, potrzebował jej tak jak każdy inny człowiek, tylko podaną w nieco inny sposób.




RE: [23 maja 1972, dom Victorii] Sen i śmierć to bracia bliźniacy | Sauriel & Victoria - Sauriel Rookwood - 13.08.2023

Bo to nie był dobry pomysł - z tym wyjazdem. Rzucił to tak o sobie, ale tak naprawdę jakby przyszło co do czego do dotarłby do tego właśnie wniosku. Bardziej była to myśl wypowiedziana jak to potrafił - pod wpływem chwili. Zanim pomyślał. Teraz zapewnienie Victorii bezpieczeństwa było priorytetem. A wyjazdy równały się z różnymi okolicznościami, jakie trzeba było brać pod uwagę. I w ogóle nie pomyślał, że to, co powiedziała, wiąże się z tym, że wyjazd ich, wspólny, to zły pomysł. Tak na amen. Nie wpadł na to, a w sumie to nie wiedział, czemu. Bo mogła tak pomyśleć? Jakoś to do niej nie pasowało. Ona nawet lepiej znosiła tę więź, co w zasadzie trochę go niepokoiło. O zgrozo, gdyby Victoria się zakochała... Nie,nie,nie... Nawet nie chciał o tym myśleć. Brrr. Straszne. Myśl o tym, że ktokolwiek mógł się w nim zakochać była dziwna, ale okej - nie obchodziło go to w większości. Nie był zobowiązany. A Victorię naprawdę lubił i nie chciałby, żeby ich relacja się popsuła. Tak, popsuła. Sauriel łączył miłość z psuciem relacji. Dlatego też trochę go zaskoczyło jej następne zapewnienie i przez moment musiał zaskoczyć na odpowiednie miejsce w ciągu myślowym, żeby odnaleźć się w tym przekazie. Przecież prostym i banalnym, ale jakoś zgubionym przez niego samego.

- No. Jasne. Kiedyś. - I nie to, że on nie chciał, bo by jednak nie proponował. Po prostu ciężko dość było. I gdzie. Po co. Dokąd? I tak nie mógł chodzić w dzień, żeby wyjazdem się cieszyć. I tak miał zobowiązania, mogłoby być tak, że wyjechaliby a on dzień potem musiałby wracać. Było wiele w tym przypadku niewygodnych logistycznie rzeczy. Teraz też nie mógł zagwarantować, że będzie z nią siedział cały czas. - Może się zdarzyć, że będę musiał gdzieś pójść przez te parę dni. Ale to tylko na pilne wezwanie. - Ostrzegł ją, bo tak się składało, że jego szefu, szef wszystkich szefów złoli, jakoś nie rozumiał chyba pojęcia "wakacje". Tak czy siak to było też dość nagłe.

- Od zawsze, ja się z tym dobrze maskuję. - Nie, w zasadzie to tak nie uważał, żeby to on był ten "mądrzejszy", bo on był ten, co najpierw robił potem myślał. - A nie wolisz pospać tutaj? - Jakoś tak... jemu wydawało się bezpieczniej. Bo tutaj zawsze ktoś mógł się kręcić, więcej ludzi mogło ją mieć na oku. On by chyba wybrał to miejsce. Ale to już zależało od niej. Ciężko było nie widzieć jej miny i ją przegapić, bardzo zabawnie wyglądała. Taka nieszczęśliwa, ale z minką małego dziecka, naprawdę. Nawet Sauriel się lekko uśmiechnął widząc, jak blisko była już do naprawdę dziecięcego buntowania się. Jak to rodzice dla dziecki, tak i Sauriel nie chciał dla niej przecież źle.

- Niektórzy pewnie są. - Odpowiedział trochę lakonicznie względem tego Munga, bo co miał w sumie powiedzieć? Wiedzieli, jak było. Wampiry były niebezpieczne i niby ich nie demonizowano, Ministerstwo przymykało oko na ich istnienie, niby istnieli, niektórzy medycy na pewno byli bardziej otwarci, ale jak ogół ludzi myślało było oczywistym. Dlatego, mimo wszystko, Sauriel się ze swoją przypadłością nie obnosił. Był jeszcze jeden element, który go trzymał z daleka od Munga i był to piękny tatuaż na jego przedramieniu. Powodował on spore problemy.

Po jakimś kwadransie Sauriel się zaczął zbierać i odprowadził Victorię, jeśli sobie tego życzyła, do pokoju gościnnego. Przypilnował też, żeby wypiła eliksir, ułożył ją do snu, poczekał nawet, aż zaśnie, zanim sam się zebrał uporządkować trochę swoje otoczenie, żeby naprawdę móc te kilka dni poświęcić kobiecie, która ewidentnie potrzebowała teraz oparcia.


Koniec sesji