„Sen i śmierć to bracia bliźniacy”
23 maja 1972
– Sauriel & Victoria –
Spędziły z Brenną chwilę w Mungu. Victoria potrzebowała się oprzeć na pannie Longbottom, ale kiedy zobaczyli je w recepcji, to nie trzeba było długo czekać, zaraz zrobił się ruch, bo choć Victoria miała prowizorycznie opatrzone rany to bandaże szybko zaczęły przeciekać. Brenna nie znała się przecież na profesjonalnym ich opatrywaniu – ale lepsze było to, niż nic. Szybko zajął się nią uzdrowiciel, czarami i miksturami leczono jej rozcięte na ukos plecy i głęboką ranę w przedramieniu (zwłaszcza ta wymagała więcej uwagi, jeśli Victorii zależało, by nie pozostało po tym blizny), i powierzchowną na wierzchu dłoni. Tak naprawdę miała szczęście, bo rany mogły wyglądać dużo gorzej. Ale już opowieść o tym, jak je w ogóle otrzymała, musiała wprawiać w zdumienie. Siniaki i ślady duszenia jakie nosiła na szyi też nie zostały zostawione same sobie. Na szczęście obrażenia nie stanowiły zagrożenia dla życia, nie było więc potrzeby, by ją w szpitalu trzymać. Ta cała wycieczka miała też jeszcze jeden skutek – powiadomiono o jej stanie Alexandra i kazano pójść do domu, bo przecież jak tu się skupić na pracy, kiedy takie rzeczy dzieją się córce… Mówili, że powinna się przespać – Victoria nie chciała o tym słuchać. Wzięła co prawda eliksir nasenny jaki jej dali, ze sobą, ale miał pozostać na stoliku w salonie, a Victoria miała na niego łypać przez resztę dnia… Tak czy siak – z ręką, jako, że była w gorszym stanie, miała jeszcze przyjść na kontrole i kolejne sesje czarów, a póki co, co kilka godzin smarować maścią. Głównie chodziło o kwestię blizny.
Wróciła więc do domu z ojcem, wcześniej podziękowała jeszcze Brennie, bo bez niej… Bez niej pewnie już by nie żyła. I stanowczo odmówiła powrotu do swojego pokoju. Isabella już nie spała kiedy wrócili z ojcem, a skrzatka opowiedziała jej co się stało, chociaż nie miała pojęcia skąd Victoria w ogóle miała te rany w pierwszej kolejności. Matka Victori… Wyglądała na zdenerwowaną. A kiedy ciemnowłosa po raz kolejny tego dnia opowiedziała tę historię (a mówiło jej się znacznie łatwiej, odkąd zajęto się jej szyją i krtanią), to pani Lestrange wpadła na piętro do pokoju córki, zrobić tam dochodzenie – i nie było tam żadnych śladów włamania, ani niczego – oprócz krwi na łóżku, ale tę widziała już wcześniej.
Nikt więc nie dziwił się, że Victoria za nic nie chciała tam wracać, siedziała więc nadal przerażona tym atakiem na kanapie w salonie, odmawiała pójścia spać, chociaż ojciec prosił ją już kilka razy… Ktoś z domowników miał na nią oko – nie cały czas i nie nachalnie, ale nie została zostawiona całkiem sama sobie. To nie tak, że Victoria był strachliwa, chodziło o to, że przed takim przeciwnikiem… nie wiedziała nawet jak się bronić. Co zrobić, by zapobiec takiemu wtargnięciu do snu, nie mówiąc już o przenoszeniu obrażeń ze snu na jawę. Ale nie chciała o tym zbyt wiele rozmyślać.
Wolała skupić się na tym, żeby po prostu nie zasnąć… Dlatego wieczorem siedziała rozłożona na kanapie, z nogami na meblu, pod kocem, w poduszkach i… czytała książkę. Ale nie byłe jaką, ani jakieś tam kolejne naukowe sprawy, nie. Czytała drugi tom Władcy Pierścieni, który pożyczyła od Sauriela, kiedy skończyła pierwszy z nich. Gdyby Isabelle wiedziała, że to mugolska książka… Ale nie wiedziała.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)