![]() |
|
[09.06.72, Zagajnik zaklętych drzew] O czym szumią drzewa - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +---- Dział: Las Wisielców (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=32) +---- Wątek: [09.06.72, Zagajnik zaklętych drzew] O czym szumią drzewa (/showthread.php?tid=1907) Strony:
1
2
|
RE: [09.06.72, Zagajnik zaklętych drzew] O czym szumią drzewa - Brenna Longbottom - 19.09.2023 Drzewo, proszące o śmierć, było bardziej wstrząsającym widokiem niż to, które próbuje cię zabić... nawet jeżeli samo w sobie okazało się mniej problematyczne. W innych okolicznościach Brenna pewnie przynajmniej rozważyłaby jego prośbę. Ale to miejsce usiłowało je właśnie zabić, a Longbottom była wściekle pewna, że kimkolwiek był mężczyzna w drzewie... to na pewno nie wujkiem Heather. Działy się tu przedziwne rzeczy, coś musiało bawić się ich umysłami, a poza tym priorytety były dwa: przeżyć i znaleźć Apollo. Zwłaszcza, że nie wiedziała czy w drzewach naprawdę są ludzie, czy to jakaś sztuczka. Jeśli zniszczą to drzewo, to czy nie zaatakują ich wszystkie inne? Ledwo Heather wskoczyła na miotłę, Brenna zamieniła się w wilka i skoczyła we mgłę, umykając przed morderczym drzewem. Raz czy dwa zadarła głowę, szukając nad sobą Wood, bo wiedziała jedno: za żadne skarby nie mogły się teraz rozdzielić. Zostawiły za sobą "wujka" i to drzewo, które usiłowało uparcie pochwycić Brennę. Mijały kolejne, przedziwnie powykrzywiane drzewa, na których pniach kora często układała się tak, że wyglądały, jakby uwięziono w nich ludzi. Brenna nie była pewna, czy naprawdę słyszy zawodzenia, czy to jakaś halucynacja, a może tylko szum adrenaliny. Starsza Brygadzistka biegła we mgle, więc to Heather z góry pierwsza dostrzegła drzewo o grubym pniu. Jego gałęzie oplatały ich niedawnego towarzysza, który wciąż szarpał się w ich uścisku. Apollo jednak walczył już chyba nie o uwolnienie się, a o to, by gałęzie nie oplotły się wokół jego szyi. Na wpołsiedział, na wpółleżał na ziemi, a jego obie nogi i ręka, w której trzynał różdżkę były już unieruchomione. Szarpał się, lewą ręką mocując z pędami sięgającymi ku szyi... RE: [09.06.72, Zagajnik zaklętych drzew] O czym szumią drzewa - Heather Wood - 19.09.2023 Heather trzymała się Brenny. Leciała tuż nad nią, aby nie zgubić swojej partnerki. W tym całym zamieszaniu brakowało tylko tego, żeby się rozdzieliły. Wiedziała, że nie może na to pozwolić. Nia patrzyła jednak tylko na wilka. Dostosowała dosyć szybko swoje tempo do tego zwierzęcia, po czym zaczęła rozglądać się wokół. Musiały znaleźć Apolla, przecież nie wrócą bez niego do biura. Drzewa, które znajdowały się obok były dziwne. Większość z nich, nie tylko te dwa z którymi miały wątpliwą przyjemność zapoznać się bliżej. Na pewno nie da jej to spokoju, widziała w końcu w pniu twarz swojego wuja. Nie miała pojęcia dlaczego, czy umysł jej płatał figle, czy to były halucynacje, czy jakieś czarnomagiczne zaklęcie? Zastanowi się nad tym później, kiedy dotrą do bezpiecznego miejsca. Wiedziała, że lepiej będzie dla nich jeśli szybko opuszczą to miejsce. Wreszcie udało jej się dostrzec drzewo, o bardzo grubym pniu, które najwyraźniej zainteresowało się ich towarzyszem. Próbowało go bardzo mocno przytulić. Wood miała wrażenie, że to przytulenie mogło się skończyć uduszeniem. Przyspieszyła lot, żeby dostać się tam najszybciej i zatrzymała się tuż przed Apollem. Zeskoczyła w locie z miotły. Machnęła jeszcze w powietrzu różdzką, aby wyczarować zaklęcie, strumień magii, który przetnie gałęzie. Chciała uwolnić blondyna, miała nadzieję, że rzuciła zaklęcie na tyle precyzyjnie, że nie skrzywdzi go przy tym. Rzuciła się mu na pomoc i próbowała go odciągnąć od tego krwiożerczego drzewa. RE: [09.06.72, Zagajnik zaklętych drzew] O czym szumią drzewa - Brenna Longbottom - 19.09.2023 Gdy Heather wysforowała na przód, Brenna przemieniła się, niepewna, czy i co Wood zobaczyła. Zmieniła postać w skoku, odbiła się z ziemi jeszcze jako wilczyca, a potem już znowu była kobietą, z różdżką w ręku. Otworzyła usta, chcąc zawołać za Heather, by się do licha nie oddalała, ale zaraz dostrzegła Brygadzistę, walczącego w morderczej pułapce. - Pomocy – jęknął Apollo, kiedy zaklęcie Heather przecięło część gałęzi, ciągnących go ku drzewu. Najwyraźniej spotkało go dokładnie to co, Brennę – jedno z drzew postanowiło pochwycić nieostrożną ofiarę. Ona miała po prostu odrobinę więcej szczęścia, bo zauważyła to na czas i zdążyła wykonać unik. Czar Wood nie sprawił, że Brygadzista został uwolniony, ale odciął gałęzie od „źródła”, sprawiając, że dało się je teraz zerwać. Apollo szybko to wykorzystał i jeszcze zanim ona do niego dobiegła, już zabrał się do zrywania ich tak, by umożliwić sobie ruchy prawą ręką… i co za tym idzie, czarowanie. Kiedy dziewczyna schwyciła go i zaczęła odciągać, współpracował na tyle, na ile mógł. Nie był w stanie wstać, bo gruby korzeń był owinięty wokół całej jego nogi, i ta zapewne dodatkowo odrętwiała, ale pełzł po ziemi, byle dalej… …dalej od drzewa i kolejnych gałęzi, które sięgnęły w ich kierunku… Brenna machnęła różdżką, i pomiędzy Apollem a drzewem, tuż przed jego stopami, wyrosła solidna ściana, wysoka na dwa metry. Dało to Heather dość czasu, aby odciągnąć mężczyznę nieco dalej… poza zasięg morderczych gałęzi. Tyle że wcale nie byli bezpieczni. – Po coś ty tu właził? – krzyknęła Brenna, tnąc korzeń, który wyrósł z ziemi tuż obok jej stopy. – Moja matka… słyszałem moją matkę – wydyszał Brygadzista, który wreszcie uwolnił rękę i różdżkę. Machnął nią i korzenie, trzymające jedną z jego rąk perły. – Zabieraj stąd Heath, dasz radę? Ja też się teleportuję – powiedziała Brenną, kiedy gałęzie wściekle zaatakowały wyczarowany przez nią mur, który – była pewna – nie wytrzyma zbyt długo. RE: [09.06.72, Zagajnik zaklętych drzew] O czym szumią drzewa - Heather Wood - 20.09.2023 Nie krzyczała nic do Longbottom, bo uważała, że to może zabrać jej cenne sekundy. Właśnie dlatego po prostu ruszyła w stronę Apolla, żeby mu pomóc. Brenna na pewno się domyśli, była przecież taka mądra! Drzewo, które napotkał na swojej dordze brygadzista musiało zachowywać się tak samo, jak to na które wpadła jej partnerka. Zamierzało go pochłonąć, co nie wróżyło niczego dobrego. Musiała go uwolnić i wtedy powinni spieprzać stąd wszyscy w podskokach. Blondyn zareagował od razu, gdy tylko Wood odcięła gałęzie, które próbowały go bardzo mocno przytulić. Bardzo dobrze, że był jeszcze w stanie się ruszać, wychodziło na to, że nie skończył tak źle, a gałęzie nie zdążyły go jeszcze za mocno uszkodzić. Czyli wszyscy byli cali i zdrowi. Drzewo nie dawało za wygraną i nadal próbowało ich atakować. Ruda ciągnęła Apolla po ziemi, żeby odsunąć go jak najdalej. Na całe szczęście pojawiła się Brenn, która wyczarowała między nimi ścianę. Teraz nie musieli się martwić krwiożerczymi gałęziami. Mimo wszystko działała szybko, żeby przypadkiem nie obudziło się gdzieś obok jakieś kolejne drzewo, które chciałoby ją zabić. Spojrzała na Apollo. Skoro on słyszał swoją matkę, nie dziwiła się wcale, że podszedł do tego drzewa. Ją także oszukało, jak widać one musiały działać w pewien określony sposób. Zwodziły ludzi, przyciągały do siebie, a później zabijały? Kto wie, co z nimi robiły. Wood wolała tego nie sprawdzać. Na samą myśl o teleportacji zrobiło jej się niedobrze. Wiedziała, jak się to skończy, ale jak mus to mus. Przekłnęła głośno ślinę, wzięła głęboki oddech, była gotowa na to, żeby ten brygadzista zabrał ją ze sobą. Teleportowali się stąd na równi z Brenną, prosto do ministerstwa, gdzie Heather zwymiotowała do śmietnika, który się przed nią pojawił. Koniec sesji
|