Secrets of London
[28.05.72, zmierzch] Gdy księżyc jest ci wrogiem - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [28.05.72, zmierzch] Gdy księżyc jest ci wrogiem (/showthread.php?tid=1941)

Strony: 1 2


RE: [28.05.72, zmierzch] Gdy księżyc jest ci wrogiem - Mavelle Bones - 25.09.2023

W milczeniu spojrzała na złociste iskry, które nie ułożyły się jednak w żaden wzór, wskazujący na to, by ktoś tędy szedł. A przecież była pewna, że bezgłowy jednak poruszał się w tym kierunku, więc…?
  Ale znów, ten byt nie był materialny; czymkolwiek był – zdecydowanie bliżej mu do ducha, takiego bardzo, bardzo zajętego swoimi sprawami nieszczególnie pragnącego wdawać się w pogaduszki z uczniami. Tfu, nie uczniami, od dawna nie były przecież w Hogwarcie.
  - Trudno powiedzieć – odparła cicho, po krótkiej chwili namysłu. W zasadzie, to się mogło składać w całość… bo jaka mogłaby być inna przyczyna?! Wszystko zaczęło się sypać od przeklętego Beltane, ot tego, że ten… ten…
  Odruchowo uniosła dłoń do gardła, wpatrując się w mrok.
  - Nie wiem, Brennie. Ale ten pieprzony kamień – to wyglądało, jakby otwierała się jakaś brama. Niby go zniszczyliśmy, ale jakie są tego skutki... – zawiesiła dość wymownie głos. Nie wiedziała. Nie miała pojęcia, jedyne, z czego zdawała sobie sprawę, to to, że naruszono granicę pomiędzy światem żywych a martwych. Bo żywi weszli do Limbo.
  A to mimo wszystko, nie taka była kolej rzeczy.
  - Więc to jest dość prawdopodobne, że się z tym wiąże. Bo jeśli nie, to co? – Dzban gdzieś mataczył jeszcze bardziej, mimo że dostał, co chciał? Po co miałby ściągać na ten świat byty takie jak ten? A słońce i księżyc, podobno widziane przez mugoli?
  Ostrzeżenie Patricka.
  - Konsekwencje miały wstrząsnąć światem. Nie tylko magicznym – mruknęła, przypominając sobie otrzymany list – niby nie tak dawno, bo raptem sprzed miesiąca, a jednak… w tej chwili miała wrażenie, że ten jeden miesiąc był niczym całe minione lata.
  Za dużo się działo.
  Skinęła lekko głową, zgadzając się z tym. Musiały powiedzieć reszcie – później. Później, bo teraz pełnia zyskiwała największą swą moc…
  - Też odniosłam takie wrażenie – odparła cicho, z pewnym wahaniem. Tylko kogo? Czego…? Zacisnęła lekko wargi, zastanawiając się nad propozycją. Widziała go tak krótko, obie widziały, to była chwila, moment, na ile jej się uda to odwzorować…?
  - Nie wiem. Może. Spróbuję, raczej nie będzie to zbyt szczegółowe – uprzedziła i westchnęła ciężko. Ramiona opadły.
  - Wracajmy, nie znajdziemy go raczej. Ale może na wszelki wypadek posiedzę z tobą? – zaproponowała, odwracając się na pięcie. Bo cholera wie, co może jeszcze wyskoczyć. Jak nie bezgłowy, to… nie daj, Bogini, jakieś jebane widmo czy inny cudak z Limbo, który sieje więcej szkody niż pożytku!


RE: [28.05.72, zmierzch] Gdy księżyc jest ci wrogiem - Brenna Longbottom - 25.09.2023

– Może czytałam za dużo mugolskiej literatury, ale taka „brama” brzmi mi jak „brama do zaświatów albo piekielnych wymiarów lub czegoś strasznego, gdzie jest pełno dziwnych rzeczy, na przykład barłogów” – powiedziała Brenna, wsuwając różdżkę z powrotem do kieszeni. Ale wciąż kurczowo zaciskała na niej palce, dłoń pozostała w kieszeni razem z magicznym patykiem. Żywi wchodzący do Limbo. Przedziwne, nieznane nikomu istoty, panoszące się po Kniei. Drzewa rosnące do góry nogami. Chłód śmierci w ciałach żywych. Mugole dostrzegający księżyc i słońce na niebie.
Jakby nie mieli wystarczająco dużo problemów ze śmierciożercami.
Czasem w ostatnich dniach ciężar tego wszystkiego przytłaczał ją tak, że miała wrażenie, że zaraz runie na ziemię. Ale potem po prostu otrząsała się, bo przecież gdyby się przewróciła – już nigdy by nie wstała. Tak naprawdę nie miała prawa do tego uczucia. Nie po tym, co przeszli Mavelle i Patrick, co spotkało Heather, co przeżywały Danielle i Lucy.
– Damy sobie z nimi radę – stwierdziła więc, posyłając Mavelle pewny siebie uśmiech. – Cokolwiek nie nadejdzie, stawimy temu czoła.
Stała jeszcze przez chwilę, w milczeniu, zamyślona. Oczyma wyobraźni widziała tego człowieka, biegnącego gdzieś przez ciemność i zastanawiała się, czego albo kogo szukał. Czy był to duch, czy jakiś cień z Limbo? Pomyślałaby, że miała halucynację, ale przecież Mavelle też go widziała.
A wreszcie skinęła głową.
– Może faktycznie – ustąpiła z pewnymi oporami. Chciała, żeby Mavelle odpoczęła, ale też chyba pierwszy raz w życiu, czułaby się trochę niepewnie, pozostawiona sama sobie w Dolinie Godryka. A przecież nawet w te noce pełni, lubiła tę ciemność i samotność. Zwłaszcza w letnie, pogodne noce, gdy niebo było usiane gwiazdami, a wokół panowała cisza i przez chwilę mogła po prostu siedzieć na trawie, w ludzkiej lub wilczej postaci i pozwalała myślom dryfować. Teraz… teraz już nie mogła.
To była drobniutka strata w porównaniu z innymi, ale uświadamiała jej, że Voldemort odzierał ich właściwie ze wszystkiego. Kawałek po kawałku.
– Chodźmy – powiedziała. Otoczyła kuzynkę lewą ręką i wraz z nią ruszyła w noc.
Koniec sesji