Secrets of London
[25.05.1972] niebo było różowe | Heather & Cameron - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [25.05.1972] niebo było różowe | Heather & Cameron (/showthread.php?tid=1954)

Strony: 1 2


RE: [25.05.1972] niebo było różowe | Heather & Cameron - Cameron Lupin - 11.10.2023

Wiem. — Uśmiechnął się ze zrozumieniem. — Ale chciałbym, żebyśmy zrobili to, jak należy. Nawet jeśli zajmie nam to więcej czasu... i energii.

Wiedział, że pieniądze Wood mogłyby rozwiązać całkiem sporą ilość ich problemów, ale obawiał się, że w ogólnym rozrachunku przyniosłyby więcej złego niż dobrego. Jasne, nawet teraz, sława i skarbiec Rudej pozwalał im się bawić na balach i innych przyjęciach „elity” świata czarodziejów, jednak kupienie sobie wstępu na wielką imprezę, a zajęcie wspólnego domu czy mieszkania, to były dwie różne rzeczy. Lokum to jednak były obowiązki, zobowiązania (nie tylko finansowe) i... wejście w rutynę codziennego życia. Czy poradziliby sobie z tym ot tak?

Jesteśmy głupi, ale nie ślepi, Heather — sarknął Cameron. — Oczywiście, że tutaj był. Tak samo ten niebieski krzew!

Zmarszczył brwi. Także i on wątpił w to, że Bulstrode był martwy. Gdyby tak było, to chyba nawet Florence nosiłaby po nim jakąś żałobę. Może nie był to jej mąż, ale brat... kuzyn... bratanek? Cameron nie zdążył się przyjrzeć twarzy mężczyzny, aby stwierdzić, ile miał lat. Poza tym w tym przypadku bardziej liczyło się nazwisko, niźli wiek.

Ja nie znam takiej magii — przyznał zgodnie z prawdą Cameron.

Czy to jednak znaczyło, że coś takiego nie było możliwe? Oczywiście, że nie. Chociaż Lupin tkwił głęboko w środowisku medycznym, tak nie było mu dane zapoznać się bliżej ze wszystkimi mistycznymi umiejętnościami. Jakby tak się nad tym zastanowić, to prawdopodobnie najłatwiej by mu było scharakteryzować Klątwę Żywiołów i to tylko i wyłącznie ze względu na to, że Heather była ofiarą takowej. O metamorfomagii też słyszało się co nieco, podobnie, jak i o animagii, ale projekcja astralna? Pierwsze słyszał.

Może to jakiś urok? Magia zauroczenia? — Uniósł głowę, podsuwając kolejny pomysł. — To było miało sens, co nie? Tylko nie rozumiem, czemu zaklęcie miałoby się aktywować zupełnym przypadkiem. — Podrapał się po policzku. — Może naruszyliśmy jakąś magiczną linię?

Na zajęciach w Mungu słyszał o kilku naprawdę paskudnych klątwach. Niektóre potrafiły całe dekady czekać na swoje ofiary w jakichś opuszczonych lochach, więc czemu inaczej miałoby, by być z urokiem? Tylko, że my niczym nie oberwaliśmy. Po prostu patrzyliśmy, pomyślał Cameron. Coraz mniej z tego wszystkiego rozumiał.

Chcesz pójść z tym do Brenny? — spytał z ciężkim sercem. Nie chciał jej pchać w samo serce kolejnej afery, ale byli jedynymi świadkami tego czegoś... Nie mógł jej zabronić wszczęcia jakichkolwiek działań, więc równie dobrze mógł nieco pomóc. — Mogę cię odprowadzić pod jej dom, jeśli to sprawy Brygady.

Uniósł dłonie w górę, jakby był gotów zgodzić się na absolutnie każdy plan, tak długo, jak miał pewność, że ten będzie zgodny z planami Heather.




RE: [25.05.1972] niebo było różowe | Heather & Cameron - Heather Wood - 16.10.2023

- Jasne, możemy poczekać, przecież chyba nigdzie mi nie uciekniesz. - Powiedziała spokojnie, chociaż może właśnie tego się bała. Nie chciała, żeby Cameron się rozmyślił, zależało jej na tym, żeby wszystko faktycznie zaczęło się układać. Pośpiech jednak nigdy nie był przyjacielem, a szkoda, bo sama Wood najchętniej każdy pomysł realizowałaby od razu, bez zastanowienia. W tym przypadku jednak zależało jej na tym, aby wszystko szło według tego, co Lupin sobie zaplanował. Zdawała sobie sprawę, że on też chce się czuć potrzebny i dojść do tego małymi krokami, będą mogli się bardziej cieszyć z tego sukcesu, jeśli wszystko pójdzie po ich myśli.

- No dzięki, ładnie nas podsumowałeś. - Zaśmiała się, bo mimo tej dziwnej sytuacji nie opuszczał jej dobry humor, chociaż nie miała pojęcia, co się tutaj właściwie wydarzyło. Ten krzak się palił, chwilę wcześniej teraz już nie i Bulstrode przepadł gdzieś w pizdu. Dobrze, że nie była to Brenna tylko on, bo wtedy faktycznie zaczęłaby panikować.

- Urok, iluzja? Tylko właściwie po co i dlaczego? - Nie wiedziała czemu miałoby służyć pojawianie się i znikanie aurora i palącego się krzaka na łące. Gdzie tu był jakikolwiek sens? Ta cała sprawa jej się nie podobała i była bardzo dziwna.

- Myślę, że tak będzie najlepiej. Ona się zna na wszystkim, na pewno będzie miała jakiś pomysł. - Nie to, co my.. Czasem miała wrażenie, że praktycznie nic nie wie i że to, że spędziła w szkole większość czasu na boisku miało z tym wiele wspólnego. Teraz wychodziły jej braki w wiedzy, tyle, że Cameron uczył się najwięcej z jej wszystkich znajomych i też nie bardzo wiedział z czym mają do czynienia, może więc to nie było nic standardowego? Pewnie dopiero się okaże.

Udali się więc w stronę posiadłości Longbottomów, gdzie Heather miała zamiar skonsultować się z Brenną. Miała nadzieję, że uda im się tam na nią trafić, bo wiedziała, że partnerka jest dosyć mocno zabiegana.


Koniec sesji