Secrets of London
[ 18.06.1972 ] Piknik na leśnej polanie. - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [ 18.06.1972 ] Piknik na leśnej polanie. (/showthread.php?tid=1964)

Strony: 1 2


RE: [ 18.06.1972 ] Piknik na leśnej polanie. - The Little Fox - 07.10.2023

Elaine nie chciała myśleć o swojej przyszłości, bo była ona przesądzona, więc wolała zając się tym, co działo się teraz. Uszczęśliwiać ludzi, poznawać ich, bawić się, żyć lekko i przyjemnie. Chciała czerpać z życia jak najwięcej i nie przejmowała się konsekwencjami. Nie dbała o to, czy będzie miała załamane serce, bo chciała przeżyć wszystko, co tylko mogła. Chciała wejść w każdą możliwą relacje z innym człowiekiem i nie obchodziło ją to, czy był to mężczyzna, czy kobieta. Po prostu chciała czuć, tu i teraz, w sercu, głęboko, boleśnie i przyjemnie… mocno.

Gdy dotknął jej dłoni poczuła przyjemny dreszcz, który się rozchodził po jej ciele od miejsca zetknięcia z jego skórą. Popatrzyła na dłoń i pozwoliła się prowadzić, dotykać tak jak tylko chciał. Ufała mu, mimo że nie znała go za dobrze. Rozłożyła palce patrząc przez nie jak przez okienko w domu. Czuła jak dreszcz przechodzi po jej ramionach, gdy słuchała jego słów, a ton głosu Laurenta wchodził gdzieś głęboko w jej umysł, chciała go zapamiętać, chciała śnić ten głos przez wiele dni. Uśmiech nie schodził z jej ust, a wręcz był jeszcze bardziej wesoły, przyjemny i skierowany właśnie do tego blondyna. Popatrzyła na niego, nie na las, bo to Laurent był teraz jej obiektem zainteresowania. Próbowała go rozwiązać, poznać, ale było to trudne. Jego niebieskie oczy przyciągały i były tak cholernie zagadkowe.

– Jesteś ciekawą osobą – zabrała swoją dłoń – Laurencie – pochyliła się do jego twarzy mrużąc swoje oczy i próbując zbadać jego duszę. Nie udało się jej, ale co swoje popatrzyła to jej. Odsunęła się szybko, ale usiadła za to zdecydowanie zbyt blisko jak na zwykłych przyjaciół.

Gdy wspomniał o tym, że nikt nie lubi nieproszonych gości przypomniał się jej sen sprzed kilku dni o obecności obcego mężczyzny w jej przyczepie. Najgorsze, że nie był to sen, a że ktoś naprawdę był w środku. Pokręciła głową na samą myśl o tym, aby wyrzucić to z głowy. Wolała się skupić na obecności Laurenta obok siebie.

Rozpromieniła się w końcu, gdy skomentował jej propozycje jedzenia. Miał w sumie racje. Muffinki dziwnie by smakowały z sałatką, ale chciała, aby Laurent zjadł wszystko, co dla niego zrobiła. Upiła łyk herbaty, a jej spojrzenie powędrowało ku niemu, wybuchła cichym śmiechem, gdy wspomniał, że mogło przypominać coś innego. Zagryzła wargę próbując powstrzymać się przed chichotaniem. To było takie głupie, ale sprawiło jej dużo radości. Powędrowała za drugim jego skojarzeniem.

– Teraz mam ochotę zatańczyć – spojrzała na niego psotnie. – Umiesz tańczyć? – zmrużyła lekko oczy.




RE: [ 18.06.1972 ] Piknik na leśnej polanie. - Laurent Prewett - 08.10.2023

Pytał jej, czy lubi przewodzić. Czy lubi kontrolować i być w kontroli. Wieść prym, czy może się poddawać. I choć jej nie znał - już poznał ją z dwóch stron. Z jednej strony chciała być świadoma tak swoich słów, swego ciała, jak i swoich myśli. Nie chciała zostać przez nie zdradzona i przez to też zdradzić. Zrobić zły ruch do przodu pod wpływem obcego wpływu (choćby alkoholu), żeby potem nagle być zmuszoną do zrobienia paru kroków w tył. Nie przeszkadzało jej jednak to, żeby to jego dłonie ją prowadziły. Wyznaczała swoją granicę, która tutaj się załamała i sprawiła, że odległość między dwójką ludzi zamieniła się w nicość. I nastała cisza. Przerywana śpiewem ptaków, absolutnie słodka cisza. Laurent spoglądał na piękną Elaine, która była mu dzisiaj towarzyszką odrywającą od codzienności i przypominającą o tym, że czas można spędzać na tak wiele różnych sposobów zapierających dech w piersiach, że naprawdę wszystko, co złe, nie miało znaczenia. Zbierz to wszystko w pusty koszyk, skoro i tak wszystkie dobroci były wyłożone tutaj, a te najlepsze kryły się w oczach istoty o rudych włosach. Nie było między nimi teraz większych poruszeń, słowa też przez moment stały się zbędne, kiedy wszystkie tajemnice i sekrety przekazywane były przez oczy. Zwierciadła duszy. Nie potrafisz czytać liter. Potrafisz czytać z ducha? Wyglądała teraz tak, jakby potrafiła, albo przynajmniej chciała się nauczyć, więc Laurent nie przerywał, uśmiechając się ciepło.

Uniósł lekko brwi w przyjemnym zdziwieniu, kiedy oświadczyła, że jest ciekawą osobą, przysunęła się i znalazła jeszcze bliżej... więc pochylił się, żeby złożyć całusa na jej usteczkach. Niemal roześmiał się przy tym w głos, jak z jakiegoś psikusa, bo to był prawdziwie niemalże niewinny całusek, muśnięcie jej warg, jakie dzieci w szkole potrafiły sobie dawać z czystej sympatii, albo którego dawało się mamie na dobranoc. I przy tym odsunął się szybko, żeby spojrzeć na jej reakcję, ale jednocześnie wcale nie daleko. Wrócili do punktu wyjścia, można było rzec.

- Nie nazwałbym siebie wybitnym tancerzem, aczkolwiek... - Wypił łyka herbaty i podniósł się, żeby wyciągnąć zapraszająco do Elaine dłoń. - Postaram się dać z siebie wszystko. - Przyobiecał. - Jeśli tylko pozwolisz mi siebie poprowadzić. - I oddasz tę kontrolę, którą lubiłaś i której, jak mówiłaś potrzebowałaś. Ale w końcu to była kontrola na zupełnie innym poziomie, kiedy samemu można było kontrolować swoje ruchy i zawsze się odsunąć, czyż nie? To nie był ten sam bezwład i ograniczenie wolności, o jakim wtedy rozmawiali. A jednak Laurent ciągle miał to w swojej pamięci i grało to w jego głowie.




RE: [ 18.06.1972 ] Piknik na leśnej polanie. - The Little Fox - 09.10.2023

Kontrola ma różne oblicza, a w przypadku Elaine ona tylko lubi być świadoma tego, co robi, z kim robi i jak. Nie chciała przypadkiem wybudzić drzemiącej w niej bestii i skrzywdzić osobę, na której jej w pewnym sensie zależało. Nie znali się, to był fakt, ale nie przeszkadzało jej to, aby Laurenta umieścić w swoim sercu, w szufladce: nie krzywdzić, dbać, strzec przed bestią. Oczywiste było to, że obcych ludzi też nie chciała krzywdzić, ale bardziej cierpiałaby, gdyby dowiedziała się, że skrzywdziła właśnie tego konkretnego Prewetta. Pozwolić kierować sobą innej osobie było całkowicie innym rodzajem braku kontroli. W takiej sytuacji, gdy to Laurent prowadził jej osobą mogła w każdym momencie powiedzieć dość, stop, przestań niż jak zawładnie nią Sionnach, który skrzywdzi każdego kto nawinie mu się pod rękę.

Ta cisza, która między nimi zapadła była przyjemna, odległość obracająca się w nicość również należała do tych miłych sytuacji, które dzisiaj doświadczała. Obserwowanie otoczenia, patrzenie na ptaki, które podrywają się do lotu i lecą w nieznane, ich śpiew, który był nawet lepszy od nie jednej muzyki puszczanej na występach. Niebo tak piękne, z chmurami układającymi się w naturalne obrazy działające na wyobraźnie. Gdy chłopak niespodziewanie skradł jej całusa w pierwszym odruchu ją odrobinę zamurowało, ale w nie negatywny sposób. Nie wiedziała, że on coś takiego zrobi. Jej policzki pomalowały się na delikatny odcień czerwieni, a ona sama również się zaśmiała. W pierwszym odruchu chciała wrócić na swoje miejsce, ale nie byłaby Elaine Bell, gdyby pozwoliła Laurentowi zdominować tę sytuacje i wywołać u niej zawstydzenie, które mimo wszystko malowało się na jej twarzy. Z łobuzerskim uśmiechem przysunęła się do niego i również musnęła jego usta.

– Pierwsza baza zaliczona – łobuzerskie ogniki pojawiły się w jej oczach, a dziewczyna nie chcąc znowu stracić nad nim przewagi odsunęła się od niego i usiadła trochę dalej patrząc na niego z podobną ciekawością.

Nie straciła humoru, nie była zła, była szczęśliwa i rozweselona, nie do końca wiedząc czego od niej oczekiwał. Widziała ewidentnie, że chciał jej spsocić za to, że zakłócała jego przestrzeń osobistą. Nie jej wina, że przyciągał ją do siebie, miał w sobie naturalny urok, który właśnie działał na nią. Zmrużyła oczy, ale złapała jego dłoń i podniosła się zadzierając delikatnie głową. Co ty planujesz? Zapytała siebie w myślach.

– Spróbuj w takim razie – przysunęła się do niego nie przestając się uśmiechać. Jego zapach był przyjemnie odurzający. Bez muzyki zapewne będzie łatwiej, bo będzie mógł narzucić jej własny rytm, a Elaine zdecydowanie będzie miała utrudniony sposób na zdominowanie jego prowadzenia w tańcu.




RE: [ 18.06.1972 ] Piknik na leśnej polanie. - Laurent Prewett - 09.10.2023

Magia tego spotkania przecinała się dla Laurenta tylko jednym doznaniem, które nieco zepsuło światło, jakie padało na niego ze strony jej niezwykłych ocząt, za którymi krył się najprawdziwszy list. Doznaniem, w którym przez moment widział tutaj kogoś innego zamiast niej. Albo obok niej? Doznaniem, które przecięło jego umysł i posunęło myśli do tego, jak się ma, co robi i czy teraz spogląda na kogoś w ten sam sposób, w jaki Laurent spoglądał na Elaine. A jeśli tak - to czy myśl o nim również przecięła jego myśli? Spoglądał na Elaine i mógł całować fragmenty jej skóry kawałek po kawałku, ale zupełnie nowym i dziwnym odczuciem było to, że w ogóle pomyślał w jej obecności o kimkolwiek innym. Uczuciem, którego dotąd nie znał. Bo nigdy dotąd podczas, hm, nazywając rzecz po imieniu: randki, w której pragnął położyć na kimś swoje dłonie nie miał takiego doznania, by pomyśleć o kimś innym. Każdy, z kim się spotkał, był indywidualny, każdemu poświęcał indywidualnie więc uwagę i rozdzielał swoje myśli, doznania, potrzeby i oczekiwania. I nie było tutaj niczyjej winy. Bo Elaine była zachwycająca - i mówił szczerze wszystko, co jej prawił w komplementach. Nie, jeśli wina tutaj leżała... to chyba Kayden Delacour popsuł jego myśli. Wkradł się do nich jak złodziej, a Laurentowi z zaskoczeniem przyszło to odkryć, że zagarniał je dla siebie i zagarnął też jedno puknięcie serduszka w klatce piersiowej, gdy już psoty zostały nadane i Elaine się podniosła na równiutkie nóżki. Pięknie wyprezentowane w tej letniej sukieneczce. Nie, nie, to było potem... przedtem Elaine odwzajemniła ten pocałunek, czy raczej - odbiła pałeczkę i zaserwowała swój własny. Laurent prawie się roześmiał, alee śmiech został przykryty przez zdziwienie na jej słowa, jakie tutaj padły. Takie odważne, wręcz... wyzywające! Niepasujące do jej delikatnego wyglądu i jednocześnie tak pasujące do jej natury, do tego, co mu do tej pory zaprezentowała. Że lubiła zaskakiwać. O tak, na pewno lubiła.

- Jestem bardzo otwarty na propozycje. - Zapewnił apropo tego, w jaki sposób rzuciła te słowa, jakby... wyzwanie. Wyzwanie o to, czy zdoła rzeczywiście ją poprowadzić, czy może straci kontrolę. Mógł ją prowadzić. Ale nie był osobą, która by o to walczyła. Gdyby tylko chciała, potrzebowała, puściłby ją - niech biegnie, gna, tworzy figury, jakie sobie wymarzy. To on mógł dopasować się do niej. Pragnienie rywalizacji nigdy nie leżało w jego naturze, choć to, w jaki sposób nawiązywała się chemia między nimi rzeczywiście sprawiało, że to przesuwanie linii było bardzo przyjemną grą. Zabawą między nimi. Starał się ją jednak traktować z wyczuciem i tak, by Elaine naprawdę mogła się tym nacieszyć. I żeby samemu czerpać z tych doznań pełną miarą.

Ujął jej dłoń i pomógł się jej podnieść, nie pozwalając, żeby sama wstawała - nie wypadało damie i dżentelmenowi. Poprowadził ich na zielonej trawie. Bez orkiestry, bo jej nie potrzebowali - orkiestrą był im wiatr i był śpiew ptaków. Laurent był dobrym tancerzem, choć nie perfekcyjnym. Znał kroki, bo przecież oblatywał większość salonów, gdzie bale nie były czymś dziwnym, a wręcz potrafiły wypełniać jego codzienność. Tylko ostatnio niekoniecznie je odwiedzał, pochłonięty pracą i prywatnymi, towarzyskimi spotkaniami. Pochłonięty tragediami, które obszarpywały jego słodkie życie z niewinności.

Teraz to nie miało znaczenia. Tonął w oczętach tak bliskich jego i ognistych lokach tańczących wokół drobnej, roześmianej buzi Elaine.


Koniec sesji