Secrets of London
[1 czerwca 1972, Smakosz] Zapachy lata || Otto & Józia - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [1 czerwca 1972, Smakosz] Zapachy lata || Otto & Józia (/showthread.php?tid=2168)

Strony: 1 2


RE: [1 czerwca 1972, Smakosz] Zapachy lata || Otto & Józia - Otto Abbott - 06.12.2023

Otto pokiwał głową na zgodę. Kiedyś niemal błagali o chwilę ciszy... i czy właśnie Merlin ich wysłuchał? Czy właśnie w ten sposób chciał im wynagrodzić ten cały trud, który ponosili? To oddanie wyższym sprawom? Bo jeżeli tak, to nie do końca tak to sobie Abbott wyobrażał. Wiadomo, że nie mógł go o to winić ale teraz chyba zaczął żałować swoich słów.

Skrupulatnie zebrane i posegregowane zioła stanowiły niejako część tego domostwa, gospodarstwa. Była to swego rodzaju tradycja, która jednak była skazana na zatracenie i zapomnienie. No bo kto inny o ich skarbeńkach będzie pamiętał jak nie oni? Zresztą to była tylko i wyłącznie ich strata, że nie pozwalali sobie na tak wspaniały zapach, który miał otaczać ich codzienny żywot.

Co to było w ogóle za pytanie? Czy mógłby? To była czysta przyjemność, a niejako wręcz obowiązek, aby dopomóc ich najbliższym - Tóż to wspaniały pomysł! - uniósł fajkę na samą myśl o tak pięknym pomyśle - Wtedy będzie miała pewność, że w 100 procentach zostało zrobione od serca... Zresztą te drewna, które oferują w tartakach to często średnia jakość... A każą płacić jak za zboże. Dramat - pokiwał głową z dezaprobatą, zaciągając się fajką - Mmmm... A tak to ja mam pewność, że jeno to będzie drwo o najwyższych notach - stwierdził, łapiąc dłoń Józi w swoje własne, aby następnie ją ucałować - I to właśnie ciężka praca tych dłoni to sprawiła. Mam nadzieję, że i one pomogą mi wybrać odpowiednie drzewo. Takie co już dogorewa, owoców już nie da ale drugie życie mu nadać możemy - zgodził się ze słowami swojej małżonki. W końcu to właśnie Józefina mogła wysłuchać drzew, dowiedzieć się co im dolega, czego pragną. Stanowiła z nimi jedność. Bez niej nie było ich, a ich nie było bez niej - ot taką mieli zależność.

- Tak tylko się zastanawiam... Może bym też wtedy stołek do domu zrobił... Muszę to rozważyć - głośno myślał, rozglądając się po ganku, szukając sobie zajęcia na później - A jak coś zostanie to i tak wykorzystamy lub się wysuszy... To i ładnie będzie pachniało... - rozmarzył się na moment, poprawiając wąsa - Taką śliwę jakby ściął i suszyć przy kominku... No w całym domu to by był zapach - wstał od stolika - Papa mi kiedyś wspominał, że wędzenie wychodzi najlepiej na takim drewnie. Będziemy musieli spróbować - podszedł do Józi i przejechał kilkukrotnie po jej ramieniu - Posiedź sobie trochę jeszcze najdroższa, a ja się biorę do roboty bo to nie ma co zwlekać. Zaraz obiad jakiś zrobię, a później do Schwarzów muszę zajść, jeno prosili mnie abym zajrzał do ich i wycenił im altanę, którą chcą zrobić - wytłumaczył i ruszył czym prędzej do wnętrza domostwa. Otto miał jeszcze trochę rzeczy do zrobienia, a czas mu tak szybko leciał, że zanim zdążyłby się odwrócić to już byłby wieczór. Mimo wszystko trzeba było zachować jakąś równowagę między tym wszystkim.




RE: [1 czerwca 1972, Smakosz] Zapachy lata || Otto & Józia - Bard Beedle - 17.12.2023

Życie bywało przewrotne, nie spodziewała się, że kiedyś będzie im brakowało tej całej ferajny, która biegała po ich ogródku. Teraz było spokojnie, aż nadto spokojnie, ale chyba taka była kolej rzeczy. Wszystkie pisklęta musiały prędzej czy później wyfrunąć z gniazda i rozpocząć swoje własne życia, z dala od nich. Mimo wszystko czuła lekki żal, nie mieli na to wpływu, czekało to każdego rodzica - prędzej, czy później.

Wypadało wykorzystać wszystko, co im dawała Matka Natura. Józia przynajmniej nie potrafiłaby zachować się inaczej. Szkoda by było, aby jakiekolwiek dary się zmarnowały. Dzięki temu, że suszyli zioła mogli wrócić pamięcią do lata, zapach parzonych herbatek o nim przypominał.

- Jak dobrze, że ty potrafisz sam takie cuda tworzyć. - Pokiwała głową zadowolona upijając łyk tej wspaniałej kawy. - Gdyby nie twoje dłonie, takie zdolne, nie mielibyśmy pewności, co do tego, co będzie tworzone z naszych drzew. Nikt inny nie potrafi się tak wspaniale obchodzić z drewnem Otto, tego jestem pewna. - Wyjątkowość drzew Greengrassów i wspaniały kunszt jej małżonka były w stanie stworzyć coś niesamowitego, tego była pewna, a dokładnie takiej jakości produktów potrzebowały ich dzieci. Po raz kolejny tylko upewniła się w tym, że razem z mężem mogą wszystko. Co oni by bez siebie zrobili?

- Jak masz chęć to i stołek możesz zrobić, to świetny pomysł, tamten poprzedni, to mu się już noga rusza, nowy może się przydać. - Nie zamierzała zatrzymywać tej chęci tworzenia, skoro miał tyle energii to musiało zostać to spożytkowane.

- Oj tak, nie ma nic piękniejszego niż takie zapachy, śliwa to wyśmienity pomysł. - Potwierdziła, chociaż tak naprawdę nie do końca wiedziała, czy to prawda, nie do końca się znała na wędzeniu, to jej mąż był w ich domu specjalistą od takich rzeczy.

- Tylko się nie przepracuj najdroższy, dalej się zachowujesz jakbyś miał dwadzieścia lat, pamiętaj, że nie jesteśmy już najmłodsi, musisz dbać o siebie, bo co ja bym tutaj bez ciebie zrobiła? - Rzuciła mu jeszcze na odchodne. Musiała przypominać mężowi o tym, że nie jest już najmłodszy, bo nadal zachowywał się jak młodzieniaszek, chociaż przeżył swoje lata. Józia pozwoliła sobie jeszcze dopić kapuczine, a później wróciła do codziennych sprawunków.


Koniec sesji