Secrets of London
[06.07.1972] Birds of a feather flock together - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [06.07.1972] Birds of a feather flock together (/showthread.php?tid=2288)

Strony: 1 2


RE: [06.07.1972] Birds of a feather flock together - Maeve Chang - 18.06.2024

Miał rację, nie cierpiała na brak pewności siebie. Nawet gdyby sceneria była inna, a on przebrałby się za najparszywszego typa spod najciemniejszej gwiazdy, pewnie bardziej zdziwiłaby się na jego widok, niż zlękła. Maeve bała się tylko jednej osoby w swoim życiu; choć tak szeroko zakrojona odwaga wołała o miano czystej głupoty, z takiej gliny była ulepiona. Kiedy dorastasz w miejscu, gdzie selekcja naturalna jest wyjątkowo surowym sędzią, widujesz wielkie oczy strachu tak często, że przestają robić na tobie wrażenie. Ba, dla niektórych zaczynają wydawać się wręcz nostalgiczne.
- Nie przyszłam tu, żeby ci dojebać - odpowiedziała, odruchowo wzruszając ramionami. Już wcześniej do niej dotarło, że opacznie zrozumiał jej intencje, ale o ile nie mogła się mu dziwić, że paranoja doścignęła go nawet tutaj, to powoli przestało jej się chcieć naprostowywać sytuację. Spojrzała na Crowa dziwnie, jakby z dozą troski i zmartwienia, ale nie odezwała się na ten temat. Przecież ani nie przekona go do swoich neutralnych intencji w piętnaście minut, ani nie poprowadzi mu tu sesji terapeutycznej. Najlepiej było skończyć temat, póki jeszcze się dobrze nie zaczął. 
Kiedy życzył jej ponownie smacznego, włożyła sobie popcorn do buzi i zrobiła taki wyraz twarzy, jakby w życiu niczego lepszego w ustach nie miała. Dosłownie zamknęła oczy i się widocznie rozmarzyła, jakby to był najpyszniejszy skurwysyn wśród ziaren kukurydzy, a potem przełknęła wszystko z głośnym dźwiękiem. Flynn powinien jej dziękować, że taka gwiazda intelektu rozbłysła nad ich skromnym cyrkiem, może ją po tym popisie tutaj zatrudnią.
Po chwili była zadowolona, że zdążyła przełknąć jedzenie, bo na wieść o przysłudze dla menela wybuchnęła szczerym śmiechem i z popcornem w gardle pewnie by się udusiła. Jeśli chciał ją tym obrzydzić i wystraszyć na amen, to się grubo przeliczył, bo Mewa miała humor dosłownie rynsztokowy i nic jej nie bawiło jak tego typu teksty.
- Niebo w gębie - wydusiła dosłownie, bo po chwili znowu zaczęła łkać ze śmiechu. Przysłoniła usta wierzchem dłoni, chcąc opanować rechot, ale szło jej co najmniej średnio. - Jesteś pewien, że nie chcesz zagryźć popcornem? Pewnie nie dorównuje smakiem... - wzięła przerwę na oddech i otarcie łzy z policzka - Ale może pomoże z tym piaskiem - zaproponowała raz jeszcze, i nie mogąc opanować głupiego uśmiechu, po raz ostatni wystawiła kubełek z resztką popcornu na dnie w jego kierunku.
Może nigdy nie będą kolegami. Ale Chang uważała, że warto próbować.


RE: [06.07.1972] Birds of a feather flock together - The Edge - 22.06.2024

Ta interakcja była dla niego męcząca. Spinał się przed chwilą, zaraz zacznie boleć go ciało. Niby nie był aż tak koszmarny w rozmowy w cztery oczy, ale... no to nie była komfortowa rozmowa, a on wszystko przeżywał sto razy mocniej niż inni.

- Oh, a to trzeba przyjść gdzieś w tym konkretnym celu, żeby komuś dojebać? Chyba pora zajebać komuś zmieniacz czasu, bo mogłem popełnić w życiu kilka błędów.

Tylko bogowie wiedzieli, czy on naprawdę był taki durny, czy jednak go opętało. A może to po prostu uzależnienie od cukru i rozjebany cykl dnia i nocy?

- Taa, prawie takie jak stopy twojej matki - powiedział spokojnie, obserwując to jak Maeve śmieje się na całe gardło. Spokojnie? Ba, on to powiedział z grobową wręcz miną, jakby traktował ten tekst śmiertelnie poważnie. Nie wziął od niej tego popcornu, stał tak w bezruchu jak słup soli, może ktoś zapomniał wgrać mu skrypt od poruszania kończynami, wpatrywał się w nią z miną niewyrażającą żadnych emocji. Cisza. Cisza. Bardzo długa cisza i nagle nabrał powietrza w usta, jakby sobie o czymś przypomniał. - Dobra, skoro się pobrechtałaś i niczego ode mnie nie chcesz, to ja stąd spierdalam - oznajmił. No bo co miał kurwa zrobić? Usunąć jej pamięć o swojej egzystencji? Od takich trików był Bletchley, on budował pułapki i obijał ludziom gęby. W żadną pułapkę nie miała szansy wejść, gęby obić jej też nie powinien, niezależnie od tego czy kłamała na temat celu swojej wizyty w Fantasmagorii, czy nie. Mieli już kłopoty z Fontaine, nie musieli mieć bezpośredniego konfliktu z Changami. - Nie widziałaś mnie tutaj - wykonał taki teatralny gest - rozłożył ręce, jakby kończył występ na Arenie i uśmiechnął się krzywo, eksponując kiepsko wyglądające zęby i absolutny brak mimiki scenicznej. Wspaniale skakał i generalnie wybitnie poruszał się jako akrobata, ale talentu aktorskiego to ten człowiek nie miał za grosz.

Jeżeli zostawiła go w spokoju, to odszedł.


RE: [06.07.1972] Birds of a feather flock together - Maeve Chang - 28.07.2024

Spojrzała na niego z niezręcznym uśmiechem. Nie wiedziała, czy się zaśmiać, czy raczej zapytać o chęć przegadania tych błędów przeszłości. Niby chuj ją to obchodziło, ale dzisiaj tak bardzo się nudziła, że naprawdę nie miała nic lepszego do roboty. Już zaczęła się przygotowywać, żeby wyjść z sugestią (choć szanse na to, że się zgodzi, były nikłe), ale potem doszło do niej, że w sumie nie wiedziała, co dalej, jeśli osiągnie niemożliwe. Co jeśli się przed nią otworzy, zacznie opisywać co robił z Fontaine? Nie chciała wiedzieć, związki damsko-męskie ją obrzydzały.
Kolektywnie, po naradzie ze swoimi wszystkimi głosami w głowie, uznała, że lepiej zamknąć jadaczkę i nie ciągnąć kwestii popełnianych błędów. 

- Podejrzewałam cię o wszelkie skurwysyństwa, ale nie o bycie stópkarzem... - Nie mogła ukryć obrzydzenia, które wykwitło na jej twarzy błyskawicznie, gdy wspomniał o smaku stóp jej matki. Zrezygnowała z dalszego proponowania mu popcornu, przysunęła do siebie pudełko i przytuliła je, jakby chroniła przed słuchaniem zboczeńca własne dziecko. Cholera jasna, że po świecie chodzili tacy wykolejeńcy...

Nie miała zamiaru go zatrzymywać po tym wyznaniu. Prawdopodobnie nie było podszyte żadnym realnym doświadczeniem, nie było opcji w końcu, by widział Madeleine bez butów, ale sam fakt, że mu to przyszło do głowy, napawał ją czystą niechęcią. Dlatego też nie mogła spełnić jego prośby i udawać, że go tutaj nie widziała, bo miała zamiar potem rozpowiedzieć w domu, że Crow ma nowe preferencje i dowiedziała się tego z pierwszej ręki.

- Chciałabym - odpowiedziała jedynie pod nosem, kiedy wykonywał te swoje piruety, po czym zwyczajnie zaczęła iść w swoją stronę. Chciała dobrze, a wyszło jak zwykle; miał to być zwykły przyjacielski gest, podziękowanie za przysługę sprzed lat, a została świadkiem histerii. Trudno - nie miała zamiaru się biczować, może chłop się prześpi z tą rozmową i dotrze do niego, że to nie ona zachowała się jak debil. Miała szczerą nadzieję, że ten cyrk zrobi mu na dobre.

Koniec sesji