Secrets of London
[grudzień 1970] Ciemne są noce grudniowe - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [grudzień 1970] Ciemne są noce grudniowe (/showthread.php?tid=2478)

Strony: 1 2


RE: [grudzień 1970] Ciemne są noce grudniowe - Brenna Longbottom - 19.01.2024

- Nie, nie spanikowałaś. Zadziałaś i zrobiłaś to świetnie - sprostowała Brenna. W jej głowie i sercu trwała teraz prawdziwa burza, ale mówiła tonem bardzo spokojnym, nie chcąc, aby jej własne zdenerwowanie udzieliło się Paxton. Avelina użyła magii, w której była dobra, wykorzystała element otoczenia i rzuciła zaklęcie w stu procentach poprawnie: poradziła sobie doskonale. - Tylko się poobijałam. Leć - powiedziała, unosząc na moment głowę, by posłać Avelinie uspokajający uśmiech.
Ten zgasł natychmiast, gdy Paxton wybiegła. Sama, z mężczyzną, który zaczął wyrzucać z siebie przekleństwa - i doczekał się ciśnięcia na niego silenco - w częściowo zrujnowanym wnętrzu, w pobliżu toreb, z których wysypały się prezenty, jakie kupiła dla krewnych i rodziny, nie czuła się ani trochę spokojna. Dłoń mocno zaciskała na różdżce i wpatrywała się w drzwi, oczekując, że nagle wylecą w powietrze, wysadzone jakimś zaklęciem. A chociaż pierwsi Brygadziści pojawili się zaledwie jakieś pięć minut po zniknięciu Aveliny, ten czas zdawał się Brennie ciągnąć w nieskończoność.
Wciąż myślała o innej, grudniowej nocy, ledwo sprzed kilkunastu dni.
O ciele, opadającym na pokryty śniegiem chodnik.
Wtedy nie zdążyła.
Czy gdyby nie czekała tu na Avelinę, albo gdyby Avelina nie dała rady rzucić tego zaklęcia...
...czy może się zdarzyć tak, że ktoś z bliskich nie dostanie przygotowanego dla niego podarku?
Gdy wreszcie wpadli pozostali funkcjonariusze, Brenna odetchnęła z ulgą. Zrelacjonowała po krótce przebieg akcji, a potem przekazała schwytanego mężczyznę w czułe ramiona Apolla, który razem z nim aportował się do atrium Ministerstwa Magii. Wiedziała, że tego wieczora nie wróci szybko do domu: w teorii była po pracy, ale zamiast łóżka czekało na nią biurko w Ministerstwie, sporo nadgodzin, raport do wypełnienia, poza tym bardzo, bardzo chciała przesłuchać tego człowieka. Albo jeśli to się nie uda i ten zostanie przekazany od razu aurorom, to przynajmniej kręcić się w pobliżu i spróbować wyciągnąć z kogoś coś więcej. Kto był celem ataku? Chcieli napaść bezpośrednią Avelinę? Po prostu zniszczyć sklep, prowadzony przez mugolaka? Szukali właściciela?
Kiedy Avelina się pojawiła, Brenna właśnie kończyła zbierać rzeczy swoje i jej z podłogi. Wyszła wraz z nimi do Paxton, bo tej nocy zakład jeszcze dość długo będzie miejscem, gdzie będą kręcić się funkcjonariusze.
– Ktoś powiadomi właściciela – powiedziała, wręczając Avelinie jej płaszcz oraz torbę. – Utarg do banku trafi jutro, nie martw się, nic mu się tu nie stanie, BUM nie wyjdzie stąd przed świtem. Jutro będziesz musiała wziąć udział w przesłuchaniu, a dziś… ja muszę lecieć do biura, ale może wpadniesz na noc do Dani, co? – poprosiła Brenna. Nie chciała, by Avelina była sama: nie, dopóki się nie dowiedzą, kto, co, było celem ataku i czy ten drugi nie wróci, by skończyć dzieła.


RE: [grudzień 1970] Ciemne są noce grudniowe - Avelina Paxton - 19.01.2024

Dopiero teraz jak spojrzała na to miejsce poczuła jeszcze bardziej ukłucie strachu. Jej miejsce pracy było zdemolowane, kręciło się tam ogrom funkcjonariuszy, ogrom eliksirów został potłuczony. Najchętniej to już weszłaby tam i zaczęła od nowa wszystkie uzupełniać oraz to wszystko sprzątać, ale Brenna skutecznie odciągnęła jej myśli od pracoholizmu. Najbardziej jej było żal pana Ravena. Był to jego biznes rodzinny, jak ktoś mógł mu to zrobić. Czuła ogromne pokłady złości i żalu. Nałożyła na siebie płaszcz i wzięła od niej swoje rzeczy.

– Tak, wpadnę. Nie chce być sama dzisiaj – westchnęła. Co jeśli oni wiedzieli, gdzie ona mieszka? Co jeśli nie chodziło o sklep, a o nią? O jej ojca? Nie było go w mieście, więc mogli nakierować swoje uprzedzenia bezpośrednio na nią, prawda? Miała jego nazwisko, mało czarodziejskie… – Cieszę się, że byłaś ze mną – odparła. Wróciła do swojego domu tylko po parę rzeczy, a potem przeniosła się do Danielle. Wolała zdecydowanie tam zostać, tam się schować i ochłonąć, a Dani na pewno będzie odpowiednią osobą do tego, aby uspokoić jej strach.


Koniec sesji