![]() |
|
[28 maja 1970, Londyn] Przyjęcie z (nie)spodzianką || Hjalmar & Pandora - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [28 maja 1970, Londyn] Przyjęcie z (nie)spodzianką || Hjalmar & Pandora (/showthread.php?tid=2684) Strony:
1
2
|
RE: [28 maja 1970, Londyn] Przyjęcie z (nie)spodzianką || Hjalmar & Pandora - Hjalmar Nordgersim - 05.05.2025 Czy uznałby to za koniec świata? Być może, zależy jak interpretować wszelkie próby zamachu dokonywane przez jej pluszaki. Bo jeżeli brać je pod uwagę jako wspólników Pandory to wcale nie byłby to taki koniec świata. Z drugiej strony może one były zazdrosne o Prewettównę? To tworzyło pewnego rodzaju impas, ponieważ Hjalmar też był ale nie wypadało się przecież przyznać. Trzeba było zachować twarz, dobrą minę do złej gry i takie sztuczki tego typu. Z biegiem czasu, Nordgersim być może wypracuje sobie jakiś plan czy współpracę z pluszową zgrają Turczynki... albo - w najgorszym przypadku - pozbędzie się konkurencji. Na całe szczęście nie podała Hjalmarowi całej fiolki. Merlin jeden wie co by się mogło wtedy stać lub komu mogłoby się coś stać. Akane jednak za dużo o nim nie wiedziała, czego nie można było powiedzieć o Pandorze. Ta przecież znała jego mały futrzany sekret. I pewnie gdyby nie ta jego mała dysfunkcja to rwałby kobiety niczym stokrotki na łące, zwłaszcza kiedy jego wygląd i budowa tylko w tym pomagały - Porywcza... - powtórzył pod nosem po Azjatce, zapamiętując kolejną poradę, która padła tego wieczora. Należało się jednak zastanowić czy Islandczyk w ogóle potrzebował jakichś większyn zachęt w tej chwili? Czy nie wystarczyło mu ściągnąć jego obiektu westchnień, tak aby był na wyciągnięcie jego ręki? Czy można było się dziwić Pandorze, która musiała przeżywać niemały szok na jego zachowanie? Nie. Nigdy wcześniej nie stawiał jej w takiej sytuacji, a już na pewno nie tak intensywnej - nie takiej, która dawała jej całą, nieukrywaną uwagę - No teraz tak... - zgodził się. W tym momencie jego potrzeba na uwagę była zaspokojona. Problem był tylko jeden - każda próba odejścia, przywitania się z kimś czy pójścia po cokolwiek do picia czy jedzenia, powodowała braki w tej atencji, co prowadziło do smutku Nordgersima - Mhhmmm - wymruczał w swój sposób na zgodę, ponieważ nie dało się tego ukryć i nie był w stanie tego teraz zrobić. Prewettówna nie musiała chcieć mu patrzeć w oczy, wystarczy że on patrzył w jej. Poszukiwał tego wzroku, wręcz go żądał, wymagał od niej. Starał się za wszelką cenę ściągać ją swoim wzrokiem - zdawał sobie sprawę jak to działa. Prędzej czy później, nawet najbardziej wytrwały zawodnik musiał się spojrzeć. I na to właśnie liczył Hjalmar, a co ważniejsze, to po prostu działało - Turczynka co jakiś czas zerkała na niego co tylko powodowało uśmiech na jego twarzy. Gdyby ktoś mu teraz wspomniał o kilku kroplach amortencji, najpewniej nie widziałby w tym żadnego problemu. Uznał to za mały, niewinny żart. Ale tak by sądził dzisiejszy Hjalmar... Jutrzejszy Hjalmar mógłby się co najmniej zdenerwować, jeżeli nie wiele gorzej - Nic się nie stało przecież. Kto co zrobił? Akane? Zrobiła świętna imprezę. Niespodziankę! - zaznaczył jakby Pandora miała czelność zapomnieć. To był znakomity pomysł Azjatki - tak uważał Nordgersim. To właśnie dzięki niej mógł teraz wzdychać do swojej gwiazdy orientu i mieć ją na wyciągnięcie ręki - Powinnaś być jej wdzięczna... Naprawdę - dodał po chwili, raz za razem poszukując jej atencji. Kiedy przesunęła dłonią po swoich włosach, Niedźwiedź ciężko westchnął. Przepiękna... I te aksamitne włosy... Jak on miał reagować w inny sposób kiedy nie był w stanie się po prostu oprzeć? Te wszystkie serduszka robione z palców, uśmiechy czy inne zaczepki nie obchodziły dzisiejszego zwyciężcy - cała ta zgraja, ci goście byli po prostu zazdrośni. Nawet jeżeli nie byli to Hjalmar był... Trochę... Zwłaszcza kiedy inni próbowali złożyć jakieś życzenia czy inne takie próby. Plusem tego wszystkiego było to, że to koleżanka składała jej życzenia. Gdyby to był jakiś kolega to nie wiadomo jakby się to skończyło. Czy Nordgersim odebrałby to jako atak na kogoś na kim mu zależy? Być może. Czy przemieniłby się w wilkołaka? Być może - najpewniej tak. Czy wyszłaby z tego draka stulecia? Jak najbardziej. To było całkiem proste podsumowanie ich drogi na zewnątrz. To był jednak najgorszy z możliwych scenariuszy, który jednak się nie ziścił. Przekonasz się zaraz... Jeżeli Pandora wspomniałaby mu o tym, że męczą ją ci wszyscy ludzie, nie omieszkałby wydrzeć się w głos lub wykorzystać swojej muskulatury aby ich wszystkich przegonić. A to wszystko po to aby Prewettówna czuła się po prostu dobrze. Nie było mowy aby jakiś kubek, wianek, uśmiech czy wspólnie spędzony czas był lepszy od prezentu do którego włożyło się całe serce. Niedźwiedź czuł się dużo swobodniej na dworze, zwłaszcza kiedy nie było tylu gapiów. Teraz pozostali sam na sam jak za starych, dobrych czasów. Jej reakcja znaczyła tylko jedno - była zaskoczona i chyba nawet się podobało - Pamiętałem. Nawet barwy domu sprawdziłem. Popytałem tu i tam. Dowiedziałem się - przyznał, ciesząc się jej szczęściem. To była największa nagroda tego wieczora - przynajmniej dla niego - Robię co w mojej mocy - zapewnił. W końcu spędził na tym całą masę czasu. Sam projekt, potem kilka prób jego wykonania... I to wszystko własnoręcznie bez użycia magii, której zresztą był lekkim przeciwnikiem pomimo swojego daru. Hjalmar dużo bardziej preferował własne umiejętności i fach w dłoniach niż wspomaganie się różdzką - Huh... - zdziwił się początkowo - No tak... Jak moje... - dodał po chwili, unosząc lekko barki do górki. Po raz kolejny ściągnął jej wzrok co skwitował uśmiechem. Pandora nie musiała go zachęcać dwa razy. Kiedy klepnęła dłonią w ławkę, nie czekał, usiadł od razu... Blisko, wręcz niebezpiecznie blisko. I to nie dlatego, że miał zamiar ją skrzywdzić czy coś w ten deseń. Chociaż czy nie można było tego tak odebrać? - Czy ja... - zaczął, odwracając swoją twarz w jej kierunku - Mógłbym? - zapytał, podnosząc prawą dłoń, która następnie położył na jej policzku. Zbliżył swoje usta w kierunku jej i o ile ta nie optowała, nie omieszkał jej pocałować. To był jego obiekt zainteresowań - nikt inny nie miał do tego takiego prawa jak on. Hjalmar zresztą wystarczająco to dzisiaj sygnałował wszystkim gościom. Gdyby któryś z nich chciał to podważyć - droga była prosta i prowadziła do pojedynku na pięści... Ale dopiero wtedy kiedy dokończy to co zaczął z Prewettówną. RE: [28 maja 1970, Londyn] Przyjęcie z (nie)spodzianką || Hjalmar & Pandora - Pandora Prewett - 12.11.2025 Pozbycie się łóżkowego gangu pluszaków nie wchodziło w grę, była do nich zbyt przywiązana, zwłaszcza do owcy i wilka. Powinien czuć się zaszczycony, że mógł spać z nią i jej zwierzyńcem, a nie na kanapie, chociaż Pandora i tak nie miałaby serca go na nią wyrzucić, ba, sama chciała pójść tam grzecznie spać, ale Hjalmar miał inne plany, jak się później okazało. Na szczęście obyło się bez topora, ręce były jej niezbędne do pracy. Chociaż ich relacja tkwiła w jakimś nieokreślonym położeniu, nie podejrzewałabym go o żadną zazdrość, z drugiej strony była jednak przekonana o tym, że blondyn odkrył już to, jak ona bywała paskudnie zazdrosna. Był jednak zbyt miły, aby cokolwiek jej na ten temat powiedzieć i udawał, że tego nie widzi. Owszem, wiedziała i niczego to nie zmieniło w sposobie, w który go postrzegała. Był tym samym człowiekiem, co zawsze — nieosiągalnym podczas pełni księżyca, jedynie tyle. A no i mógł się przemienić, gdy potrzebował, czuł zagrożenie — czego brunetka zupełnie nie mogła sobie wyobrazić. Bo co by musiało się stać, żeby sięgnął po zęby i pazury? Był przecież sprawiedliwym i dobrym człowiekiem, o wielkim sercu i wrażliwości. Nie była też w stanie pojąć, dlaczego był nieśmiały z taką dużą popularnością i zwyczajnie czasem z tego nie skorzystał, ale z drugiej strony, to była jedna z tych rzeczy, które ją w nim oczarowały. Odkąd jej powiedział o braku granic, postrzegała go trochę inaczej, jakby zdjął jej klapki z oczu, które sobie sama założyła, aby pewnych barier nie pokonywać. W malutkim stopniu, takim minimalnym, którego zdrowy rozsądek i empatia nie zdołały uciszyć, była przyjaciółce trochę wdzięczna. Nie dlatego, że robił do niej maślane oczy, ale dlatego, że mogła zobaczyć zupełnie nową twarz Niedźwiadka. Swobodną, pewną siebie, mówił to, co mu chodziło po głowie i w sposób łatwy do zrozumienia, nie korzystając z odwracania kota ogonem lub okrężnej drogi. Było to znacznie ciekawsze niż całe to przyjęcie. Pandora poświęcała mu zawsze pełną uwagę, śmiało robiła, co chciała i starała się przebić przez stworzony przez niego mur, ale teraz, gdy on działał w taki sposób, nie umiała się odnaleźć. A co gorsza, nie umiała mu zupełnie odmówić. Miał ją w garści w stopniu tak wielkim, że ona sama nie zdawała sobie z tego sprawy. - Przecież zawsze tak jest.. - powtórzyła uparcie, nie odwracając od niego wzroku, chociaż coraz trudniej było jej spoglądać w niebieskie oczy, które tak lubiła. Jej ruchy niosły ze sobą pewną dozę skrępowania, którego wcześniej przecież nie było. Przeklęła w myślach najpierw Akane, a później siebie, aby zaraz przypomnieć sobie o eliksirze. Przepadłaby, gdyby o tym zapomniała, czego mógłby jej później nie wybaczyć. I to nie było tego warte. Im bardziej unikała patrzenia mu w oczy, tym bardziej na to naciskał, jak po złości, gdy to przecież on zawsze unikał jej spojrzenia. Już sama zaczynała ignorować piekące poliki lub też nerwowe ruchy dłoni. - Tak, postarała się. Nie zmienia to jednak faktu, że zrobiła coś naprawdę okropnego, chociaż w dobrej wierze. Jest czasem głupia, podobnie, jak ja. - wzruszyła ramionami w odpowiedzi, pozwalając sobie na cień rozbawionego uśmiechu. Im bardziej myślała o tym, jak mógł zareagować, tym bardziej szukała rozwiązania. Bezpiecznego przede wszystkim dla jej przyjaciółki, bo gdy zerknęła na jego dłonie, uświadomiła sobie, jak łatwo skręciłby jej kark lub połamał ręce. Pamiętała, że Islandia była konserwatywna i to, co tutaj faktycznie, uznane byłoby za niegroźną psotę, żart, zwłaszcza wobec znanych sobie ludzi, tak tam — mogło przyjąć to pewną formę zniewagi. Kana na pewno nigdy nie chciała go skrzywdzić, a Pandora, gdyby o tym wiedziała, to by jej nie pozwoliła, ale było za późno, amortencja została rozlana. Westchnęła, przymykając na chwilę oczy. Znów miała wrażenie jakieś bitwy, która toczyła się gdzieś w jej wnętrzu, a za werble robiły przyśpieszone uderzenia serca, które z taką łatwością powodował. - Doceniam w pewnym stopniu, ale wolałabym, żebyś był moim prezentem urodzinowym z własnej woli, niż napędzany oszukującym eliksirem. - mruknęła cicho, nawet nie starając się, aby usłyszał, chociaż znajdowali się tak blisko siebie, że mógł. Zawsze cieszyła się z tego, że ktoś coś dla niej zrobił, poświęcił czas i naprawdę, gdyby tylko darowała sobie sztuczną atencję, byłoby cudnie. I znów ja brzydko nazwała w myślach, tak, jak kobiecie, a przede wszystkim damie nie wypada, a potem znów na chwilę zagapiła się na jego twarz, zatonęła w oczach i musiała jeszcze wyzwać siebie. Jak niby miała wziąć się w garść? Większość towarzystwa była już po kilku głębszych, może nawet zażyło dodatkowe czasu, tak ogólnie dostępne dla mugoli. Nie było w tym nic złego, jeśli brane okazjonalnie i z umiarem, każdy był za siebie odpowiedzialny, jako osoba dorosła. Nie pozostało więc nic innego, jak się uśmiechać, odpowiadać i po prostu cieszyć z tych wszystkich miłych gestów, co na chwilę odwracało jej uwagę od prowadzącego ją na zewnątrz mężczyzny, jego palców zaciśniętych na jej własnych. Zerkając na jego plecy, zastanawiała się, zarówno o czym myślał, jak i o tym, jak bardzo będzie zły. A może przesadzała? Może skoro to była ona, to będzie w stanie jakoś lepiej to znieść i nawet nie znienawidzi Kany? Przygryzła dolną wargę nieco mocniej, przymykając na chwilę oczy i kręcąc głową. Może powinna wziąć to na siebie? Pandora byłaby gotowa się kłócić, że spędzanie czasu, owszem, było. Bo co było cenniejszego, niż czas, którego mamy tak niewiele, a podarowało się go drugiej osobie? Chociaż prezenty, w które włożyło się serce, również uplasowały się wysoko. Szczerze ceniła sobie każde wspomnienie, które mieli — lepsze czy też gorsze. Wianek wciąż trzymała, podobnie jak zdjęcia znajdujące się w jej sypialni. Faktycznie, było trochę inaczej, lżej, gdy byli sami ze sobą. Gdyby nie ten szept w głowie, uznałaby to za całkiem romantyczne. Jej palce zacisnęły się na pudełeczku z podekscytowaniem, a wzrok wędrował pomiędzy złotą ozdobą, a jego twarzą. - Masz taki talent, wiesz? Wszystko, co tworzysz, wygląda, jak żywe. Ten orzeł też, jakby miał zaraz odlecieć. Jak jeszcze trochę będę Cię odwiedzała w kuźni, to zawsze rozpoznam Twoje prace, są wyjątkowe. I fakt, że się dowiedziałeś… - przerwała na chwilę, zawieszając na dłuższą chwilę spojrzenie na broszce, uśmiechając się szczerze i szeroko, nie mogąc zwyczajnie przestać. Takie drobiazgi jak to, że zapytał, sprawiały, że jeszcze mocniej owijał ją sobie dookoła palca. Amortencja, to amortencja Pandora.. - No Twoje. Masz najbardziej błękitne oczy na świecie. Moje ulubione.- przytaknęła na jego zdziwienie, pozwalając sobie na roześmianie się z faktu, że o tym nie wiedział. A przecież lubił patrzeć w lustro. Czuła się trochę niezręcznie, gdy tak stał, więc uznała, że najlepiej będzie zasugerować mu, żeby usiadł. Nie myślała, że zrobi to tak blisko. Nieco zaskoczona odwróciła głowę w jego stronę, ściskając w dłoniach pudełeczko z prezentem, czując ciepło bijące od jego ramienia, które stykało się z jej własnym. Amortencja. - Hmm? - posłała mu pytające spojrzenie, pozwalając, aby jedynie mruknięcie uciekło spomiędzy warg, co też trochę chyba podłapała od niego. Chciała zapytać, co mógłby, ale nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku, zastygając w jakimś bezruchu i bezdechu, gdy jego palce przyległy do rozgrzanej, przypominającej pewnie po kilku sekundach piec w kuźni, skóry. Nie powinna była mu pozwolić, nie powinna była odwzajemnić pocałunku, jednak w momencie, w którym usta Hjalmara dotknęły jej własnych, głos własnego sumienia szepczący o tym przeklętym eliksirze jakby ucichł. Liczyło się ich ciepło, jego zapach wdzierający się nozdrzy i przyprawiający o zawroty głowy, chęć, aby po prostu był blisko. Była takim słabym, żałośnie słabym człowiekiem, przecież to nie było prawdziwe. Z drugiej strony, czy mogło wydawać się bardziej właściwe? Przymknęła oczy, mocniej przywierając do jego warg, pozwalając sobie jedną dłonią przemknąć po ramieniu i ułożyć ją ponownie tego wieczoru na jego karku, aby przyciągnąć go bliżej siebie. Była na siebie wściekła, była sobą rozczarowana, ale zwyczajnie nie umiała przestać. Nie miała pojęcia, po jakim czasie opamiętała się tyle, aby niechętnie oderwać się od jego ust, które przecież dalej miała chęć całować. Zamiast tego, omiotła je własnym oddech, przyśpieszonym i ciepłym, podnosząc spojrzenie. Nie mogła jednak spojrzeć mu w oczy, nie umiała. Oparła swoje czoło o jego, siedząc blisko na tyle, aby było to możliwe i tak, jak on niegdyś, teraz ona przesunęła swoim nosem po jego nosie, palcami przesuwając po jego policzku, kciukiem zahaczając dolną wargę. Miała mu tyle do powiedzenia, a zupełnie nie wiedziała, jak zacząć, jak zmusić się do powiedzenia czegokolwiek. - Nie powinniśmy.. Nie tak, nie dziś, nie po tym eliksirze, który dała Ci Akane. Nie możesz tak robić, bo jestem tylko słabym człowiekiem i ulegnę, już Ci kiedyś mówiłam. A to nie jest warte tego, żebyś później mnie znienawidził lub nie mógł na mnie patrzeć. - przerwała na chwilę, dostrzegając teraz, że mówiła szeptem. Zwilżyła wargi, przymykając na dłuższy moment oczy, jakby ponownie musiała zebrać myśli, bo fakt, że był tak blisko, zupełnie ją rozstroił. - I naprawdę, nienawidzę tego, że powinnam pójść, a nie mogę, bo jedynie, czego bym chciała, mam przed sobą, na wyciągnięcie rąk.- podniosła na niego spojrzenie roziskrzonych oczu, kręcąc delikatnie głową. Przysunęła się na chwilę, przelotnie i delikatnie muskając jego usta, tym razem grzecznie i bez zamiaru utraty własnego oddechu. - Przyniosę coś do picia, co? - odsunęła się, łapiąc jego dłoń, którą wcześniej trzymał na jej policzku, a potem odkładając ją delikatnie na jego udo, przesuwając po niej palcami, wstała, ledwo łapiąc równowagę w szpilkach, bo nogi miała jak z waty. Chłodny podmuch powietrza rozbijający się o twarz pozwolił jej złapać oddech. Nie zdawał sprawy, ile siły i ile samozaparcia kosztowała ją ta uczciwość. Obróciła nerwowo w palcach pudełeczkiem, obracając głowę przez ramię w stronę ławki, gdzie leżała torebka, aby schować bezpiecznie prezent. |