![]() |
|
[2.07.1972, Szkocja, Conic Hill] Obsydianowy Krąg - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Szkocja (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=127) +--- Wątek: [2.07.1972, Szkocja, Conic Hill] Obsydianowy Krąg (/showthread.php?tid=3146) |
RE: [2.07.1972, Szkocja, Conic Hill] Obsydianowy Krąg - Nicholas Travers - 05.05.2024 Skrawek munduru, a to już jakaś jedna z dobrych informacji, że idą w dobrym kierunku. Że póki nie spadł deszcz, nie stracili cennych śladów, jak to wspomniał Rodolphus. Travers wskazał im to, co ujrzały jego spostrzegawcze oczy, słuchając także opinii obecnego z nimi aurora. Mieli trzy możliwości przebicia się na drugą stronę. Tylko jedna okazywała się być najszybsza – teleportacja. Atreus zapytał o umiejętności fali. Słusznie zakładając, że to może pomóc w komunikacji. Lestrange od razu odparł, że nie opanował tej zdolności. - Potrafię.Odpowiedział zaraz po Lestrange’u, do informacji Bulstrode, że w takie konieczności, mogliby między sobą przekazywać sobie informacje. Ostrzegać czy coś. Na decyzję o teleportacji również Nicholas wyraził zgodę. Nie zastanawiając się dłużej, teleportacji wykonał zaraz po Rodolphusie. Lecz czy nie byłoby łatwiej dla nich, aby się nie rozdzielać, teleportować wspólnie przez jedną osobę? Jeżeli Atreus nie zadecydował inaczej, Nicholas teleportował się na drugi brzeg sam. RE: [2.07.1972, Szkocja, Conic Hill] Obsydianowy Krąg - Atreus Bulstrode - 10.05.2024 Niby zmartwiła go cisza, która mu odpowiedziała, ale bardziej chyba zwyczajnie zirytowała. W myślach posyłane pod adresem Jamesa epitety, łączyły się zgrabnie z pustymi pytaniami, czemu dwójka aurorów mająca tu czekać, nie dała im wcześniej znać. Pijani byli? Czy może jednak było w okolicy coś, co zakłócało sprawną komunikację w ten konkretny sposób? Bulstrode zmarszczył na moment brwi, krzywiąc się nieznacznie i przestał się już nawet wysilać, żeby powtórzyć ewentualne próby komunikacji. Spojrzał od Lestrange do Traversa, kiwając tylko krótko głową w odpowiedzi na ich deklarację. To nie tak, ze te fale były im niezbędne do życia w tym momencie, ale definitywnie mogły ułatwić pewne sprawy. Fakt, że przynajmniej jeden z nich potrafił się w ten sposób porozumiewać, mógł potem wiele ułatwić. Na przykład w sytuacji, gdyby po teleportacji faktycznie wpakowali się w jakąś uroczą zasadzkę. Jakby nie patrzeć Rodolphus miał też rację; jeśli zdecydowaliby się na spacer i spadłby deszcz, zanim by się obejrzeli strugi deszczu zmyłyby szlak, a oni zgubiliby trop. A potem byliby zmuszeni krążyć po omacku, albo i tak teleportować się w ślad za strzałką. Atreus pokiwał jeszcze tylko głową, a potem rzucił niedopałek na ziemię i przydeptał butem, dogaszając go. A potem teleportował się w ślad za niewymownymi na drugi brzeg. RE: [2.07.1972, Szkocja, Conic Hill] Obsydianowy Krąg - Rodolphus Lestrange - 14.05.2024 Cała trójka pracowników Ministerstwa aportowała się na drugim brzegu. Jeżeli spodziewali się wpadnięcia w pułapkę, to... Musieli obejść się smakiem. Drugi brzeg nie różnił się zbytnio od tego, z którego się teleportowali. Był jednak mniej piaszczysty. Tutaj królowała ubita ziemia i kamienie, na których wylądowali. W tej chwili znalezienie ewentualnych śladów było mocno utrudnione - to już nie był miękki, piaszczysty teren, na którym można było rysować strzałki, kierując ich w odpowiednie miejsce. Ale czy na pewno taka wskazówka była im niezbędna? Cała trójka poczuła nieprzyjemne mrowienie na całym ciele. Wspinało się po plecach, powodując że włoski na karku stawały dęba, ostrzegając przed niebezpieczeństwem. Z tym, że na pierwszy rzut oka żadnego niebezpieczeństwa tu nie było. Przed nimi pięło się wzgórze, dominując nad jeziorem i ich sylwetkami. Rzucało cień na podnóże, przypominając o tym, że czasem nawet magia nie mogła równać się z siłą natury. Mieli przeczucie, że wzgórze Conic Hill skrywa odpowiedź na tę tajemniczą serię wydarzeń. Im dłużej wpatrywali się we wzgórze, tym mocniej w to wierzyli. Coś w górze było takiego, że z każdą kolejną sekundą zyskiwali pewność, że trafili w dobre miejsce. Tylko od czego powinni zacząć? Lestrange nie musiał mówić, żeby szukali śladów - już wcześniej o nich rozmawiali. Wbił więc wzrok w ziemię, podobnie jak pozostała dwójka. Zanim postanowił skorzystać z magii, uznał że najpierw zaufa swoim oczom. Jeżeli do tego brzegu przybiła łódka, to naturalny wygląd "plaży" musiał jakoś zostać naruszony - chociaż w minimalny sposób, tak jak na tamtym brzegu. Ewentualnie zaginiona dwójka aurorów również postanowiła zostawić im jakieś wskazówki? Rzut na percepcję [roll=O] Rzućcie proszę na percepcję, na tej podstawie nas nakieruję dalej (lub nie, jak nam nie wyjdzie) RE: [2.07.1972, Szkocja, Conic Hill] Obsydianowy Krąg - Nicholas Travers - 14.05.2024 Teleportacja zakończyła się z powodzeniem i przynajmniej nie wylądowali w jakimś błocie. Bo to, że nie wpadli w zasadzkę, było dużym plusem, to utkwienie w błocie do przyjemnych nie należało. Koniec końców, bezpiecznie wylądowali. Teraz tylko pozostawało rozejrzeć się i poszukać kolejnych śladów. Czegokolwiek informującego o czyjejś obecności. Sprawców, ofiar czy nawet zaginione osoby. Jak dwaj aurorzy. Trzymając różdżkę mocno w dłoni, Nicholas orientacyjnie obejrzał się za siebie, aby upewnić, że faktycznie zostawili za sobą miejsce, z którego przybyli. Orientacyjnie, gdyż nie wiadomo czy czasem na to miejsce nie narzucono klątwy czy iluzji. Zaraz jednak spojrzeniem zlustrował otoczenie, na jakim stanęli. Spojrzał pod nogi, aby zbadać ścieżkę przed sobą. Czy dostrzeże coś, co mogłoby wplątać ich w coś niebezpiecznego. Pomijając już sam fakt, uczucia tego stanu. Czujność i ostrożność była tutaj konieczna. Travers wysunął przed siebie różdżkę, jakby zapobiegawczo. W razie sytuacji zagrożenia, gdyby takie zaistniało, szybko zareagować. Przystąpił parę kroków przed siebie, spoglądając nie tylko pod nogi, ale i otoczenie przed sobą, z prawej i lewej strony. Wzrokiem obejmując także sylwetki towarzyszy, czy i u nich jest bezpiecznie i nie nastąpi na nich jakiś atak zza pleców. Rzut na percepcję. [roll=N] RE: [2.07.1972, Szkocja, Conic Hill] Obsydianowy Krąg - Atreus Bulstrode - 15.05.2024 Wraz z trzaskiem teleportacji pożegnali się z jedną stroną jeziora i przywitali z drugą. I na całe szczęście, w miejscu docelowym nie zastała i żadna zasadzka, której mogli się do tej pory obawiać. Co jednak dość szybko stało się widoczne, to to że zmieniło się podłoże, tutaj o wiele bardziej kamieniste i twarde, a co za tym idzie - nie sprzyjające przyjmowaniu nowych śladów. Do tego drobnego rozczarowania doszło też uczucie, które powoli wspięło się po karku, kiedy Bulstrode podniósł spojrzenie na wznoszące się nad nimi Conic Hill. Niepokój stawiał włoski na karku, ale tez w jakiś dziwny, pokrętny sposób tylko upewniało w przeświadczeniu, że to właśnie tam powinna prowadzić ich droga, jeśli domagali się odpowiedzi na pytania. Auror rozejrzał się też wreszcie nieco uważniej, bo nawet jeśli ubita ziemia nie nosiła wyraźnych śladów stóp, to zawsze mogło na niej zostać coś innego. Strzępki ubrań, może kolejna różdżka, nie mówiąc już o połamanej roślinności, która z pewnością skończyłaby zdewastowana, gdyby ktoś i przez nią próbował przeciągnąć coś, lub kogoś, dokładnie tak samo jak na drugim brzegu. Przy swoich oględzinach bawił się nieco swoją własną różdżką, wciąż trzymaną w ręce, ale tak że palcami lekko obijał sobie trzonkiem o wnętrze dłoni. percepcja [roll=Z] RE: [2.07.1972, Szkocja, Conic Hill] Obsydianowy Krąg - Rodolphus Lestrange - 22.05.2024 Nie spodziewałby się, że akurat z tej dwójki to on zauważy cokolwiek. Zwłaszcza, że większość swojego czasu spędzał wśród książek i części ludzkich ciał, które niewiele miały wspólnego z przyrodą. Ale gdy jego towarzysze milczeli, wypatrując śladów i analizując nieprzyjemne uczucie, które ogarniało ich ciała, on dostrzegł złamaną gałązkę. Najpierw jedną, potem drugą. Gdy postąpił krok do przodu, dostrzegł więcej. - Tam - powiedział, wskazując różdżką kierunek, w który się wpatrywał. Zrobił nawet kilka kroków w przód i kucnął, by różdżką odgarnąć kilka suchych źdźbeł trawy. Gdy to zrobił, opadły. Jakby za dotknięciem - nomen omen - czarodziejskiej różdżki. Wysoka do połowy łydki trawa rozchyliła się jakby zachęcająco: jakby pojedyncze listki były trzymane wyjątkowo cienkimi niteczkami, którymi ktoś chciał zamaskować fakt, że były połamane, rozgarnięte i nie zdążyły się jeszcze podnieść. Było to raczej dość niespotykane, a przynajmniej on się z tym nigdy nie spotkał. Lestrange nie był co prawda ekspertem jeśli chodzi o roślinność, ale domyślał się, że poruszone źdźbła powinny po dotyku wrócić na swoje miejsce, a nie oklapnąć. - Ktoś chyba próbował zamaskować ślady. Nieudolnie, bo je odkryli. Ale z drugiej strony czy gdyby ktoś, kto nie szukał aurorów tutaj przyszedł, zwróciłby w ogóle na to uwagę? Szczególnie, że coś przyzywało całą trójkę w kierunku góry. Uznał, że nie musi mówić nic więcej - skoro mieli jakikolwiek trop, to należało nim iść. Wstał i ruszył przed siebie, ostrożnie, wytyczoną ścieżką, która jakby się przed nimi otwierała. Prowadziła do podnóża góry. Rodolphus wciąż miał wyciągniętą różdżkę - byli sami, nikogo wokół nie było i nie istniał nawet cień szansy, żeby ktokolwiek ich zobaczył. Nie musieli przejmować się mugolami, którzy sami chyba zrezygnowali z odwiedzania tego miejsca. Wydawało się, że natura, mimo tego co twierdził list że jest nieprzyjazna i wroga, sama ich prowadzi do wysokiego, stromego wzniesienia zaledwie niecałe kilkadziesiąt metrów od brzegu jeziora. Wznios zaczynał się nagle i tak samo nagle trawa zmieniała się mech i krzaki, wysokie drzewa, a z każdym kolejnym pokonywanym metrem cała trójka była w stanie dostrzec już bez przeszkód ślady obecności ludzkiej. Połamane liście, gałęzie, ułamane przy korzeniach krzaki - tego już nikt nie starał się zamaskować. Co jednak ciekawe - gdy zbliżyli się do wzniesienia, ekscytacja w ich ciałach tylko urosła. Jakby coś mówiło tak, dobrze idziecie. Uczucie było tak silne, że niemalże sprawiło, że prawie przegapili jaskinię na wysokość ok 1,5 metra, zlokalizowaną we wzgórzu, po lewej stronie od naturalnie wytyczonego szlaku. Naturalna jama, kamienno-ziemista, kusiła ciemnością i zapraszała do środka, zachęcała do tego, by wejść głębiej. Wokół nich panowała nienaturalna wręcz cisza. Zorientowali się, że ptaki przestały ćwierkać, zupełnie jakby ktoś je wyłączył. Słyszeli tylko szum w koronach drzew. Przy jaskini leżała sprzączka do paska z kawałkiem skóry od odzienia. Musiała zahaczyć się o jeden z wystających kamieni, gdy ktoś ciągnął ciało do jaskini. Lestrange zmarszczył brwi i upewnił się, że towarzysze widzą to, co on. Potem machnął różdżką, na wszelki wypadek, żeby upewnić się, że jeśli ciążą nad wejściem zaklęcia zabezpieczające, to już ciążyć nie będą. - Masz jakiś plan, Bulstrode, czy wchodzimy po kolei? - zapytał, zerkając na Aurora. On i Nicholas pracowali w Departamencie Tajemnic, nie byli szkoleni do ewentualnych starć, przynajmniej nie w taki sposób, jak Atreus. Ich zadaniem było wychwytywanie ewentualnych anomalii, dlatego też tu się znaleźli. [roll=N] [roll=N] RE: [2.07.1972, Szkocja, Conic Hill] Obsydianowy Krąg - Atreus Bulstrode - 22.05.2024 Cóż, przynajmniej jeden z nich potrafił używać swoich oczu, albo przynajmniej patrzył w odpowiednim kierunku. Bo im dłużej Bulstrode rozglądał się dookoła, tym bardziej miał wrażenie, że jednak zgubili trop i zwyczajnie znaleźli się w martwym punkcie. Mogli próbować szukać nieco dalej, zwiększając obszar poszukiwań, tak samo jak i próbować rzucać zaklęcia rozpraszające, ale całe szczęście Lestrange odezwał się, wskazując im kierunek, gdzie powinni skierować swoją uwagę. Atreus zbliżył się do niego natychmiast, pochylając nad kucającym mężczyzną, który rozchylał suche źdźbła traw. Na pierwszy rzut oka wydawały się zwyczajnie rosnącą w tym miejscu trawą, ale kiedy tylko zostały dotknięte, uległy w nienaturalny sposób. - Na całe szczęście, dość marnie - rzucił z pewnym zadowoleniem, klepiąc Rudophusa po ramieniu, zanim wyprostował się i spojrzał w kierunku, gdzie zachęcająco prowadził właśnie odkryty szlak. Różdżka delikatnie podrygiwała w jego dłoni, kiedy przesuwali się wzdłuż znalezionych śladów. Im dalej szli, tym bardziej aurorowi wydawało się, że zabieg z trawą nie tyle miał faktycznie uniemożliwić komukolwiek podążenie po śladach, co najwyżej opóźnienie odnalezienie ich. Otaczająca ich bytność ludzka była aż nadto łatwa do dostrzeżenia, wyznaczana kolejnymi zniszczeniami w naturze. Niemniej jednak, z każdym kolejnym krokiem towarzyszące Atreusowi dziwne, nienaturalne uczucie wydawało się pogłębiać. Coś w środku ochoczo podpowiadało z zadowoleniem, że obrana przez nich ścieżka była właściwa - zapraszało wręcz, by czym prędzej nią podążyć i najlepiej przestać być aż tak uważnym. Po części podziałało, bo niemal przeszli obok ziejącego we wzgórzu wejścia do jaskini, ale na szczęście któryś z nich zwrócił na nie uwagę. Lestrange machnął różdżka, a Bulstrode na moment pochylił się nad znajdującą przy wejściu sprzączką. Wcześniej znaleźli skrawki munduru aurora, więc może i ten tutaj element należał wcześniej do tego zestawu. Bulstrode wyprostował się po szybkich oględzinach i spojrzał na niewymownego. - Nie dajcie się zabić? - wzruszył ramionami. Nie przyszedł tutaj, żeby im robić jakieś przemowy motywacyjne, albo mówić co mają robić. Wszyscy tutaj mieli już trochę czasu wypracowane w Ministerstwie, a przez to zakładał że wiedzieli, jak powinni się zachować. No i że posiadają odrobinę instynktów samozachowawczych. Ruszył przed siebie, pierwszy wchodząc do jaskini i unosząc różdżkę, żeby za pomocą Lumos oświetlić sobie ewentualnie drogę. Rozglądał się, ale cała atmosfera tego miejsca, to jak zachęcało do całego podążania śladami, działała mu na nerwy. Ocierała się w dziwny sposób o to, jak majowy rytuał manipulował jego uczuciami. Dlatego oprócz zapalenia światła, Atreus zaczął się rozglądać we właściwy dla aurowidza sposób, z pewną podejrzliwością szukając w otoczeniu... czegoś. rzucam na percepcję aurowidza [roll=Z] [roll=Z] RE: [2.07.1972, Szkocja, Conic Hill] Obsydianowy Krąg - Nicholas Travers - 22.05.2024 Na jego drodze nie było nic godnego uwagi. Natura rozsiała to miejsce bujną trawą, twardą glebą, więc ciężko było tym razem cokolwiek dostrzec. Dopiero usłyszawszy głos Rodolphusa, skierował jego stronę wzrok. Ruszył w jego kierunku, pozwalając, aby to raczej Atreus jako auror pierwszy ocenił znalezione ślady. Stał za nimi. Mając też oczy dookoła terenu, w razie gdyby coś nagle i niespodziewanie się pojawiło. Kiedy zaś towarzysze ruszyli dalej, podążył za nimi. Różdżkę cały czas mając w pogotowiu. Szli w dalszym milczeniu i skupieniu, docierając do miejsca, które jakby zachęcało do dalszej podróży. To dziwne uczucie. Czy powinien w ogóle coś odczuwać? Czy tutaj faktycznie działała jakaś magia? Jeżeli cokolwiek miałoby oddziaływać na jego umysł nie powinno. Jako że był oklumentą. Nie myślał nad tym zbyt długo. Znaleziona jaskinia nie budziła sobą niczego dobrego. Ciemno i łatwo się zgubić. Nie dać się zabić? Łatwo powiedzieć. Tak rzekł, Bulstrode, kiedy zadecydował, że jednak wchodzą do wnętrza nieznanego i niezbadanego terenu, wnętrza jamy wzgórza. Westchnął, użył zaklęcia lumos na swojej różdżce i wszedł do środka za aurorem. Choć ze względu na swój wysoki dość wzrost, musiał się pochylić. Nie będzie przecież szedł na kolanach. Chyba, że dalsza droga w ciemnościach jaskini, ukaże tunele, które okażą się być mniejsze. Rzut na oklumencję [roll=PO] [roll=PO] RE: [2.07.1972, Szkocja, Conic Hill] Obsydianowy Krąg - Rodolphus Lestrange - 22.05.2024 Rodolphus przelotnie zerknął na Atreusa, który polecił im, by nie dali się zabić. Cudowna rada, sam przecież na to by nie wpadł, prawda? Kusiło jakoś odpowiedzieć, ale sytuacja zaczynała wyglądać na tyle poważnie, że ugryzł się w język. Pozwolił, by pierwszy wszedł Atreus, a drugi Nicholas. Podobnie jak ten drugi, Lestrange musiał się pochylić i to dość mocno, bo przecież byli praktycznie tego samego wzrostu. Zanim jednak wszedł w ciemność, odpalił niezawodne lumos, które w tym przypadku wydawało się absolutną koniecznością. Tunel nie był zbyt szeroki, ale na tyle, by nie musieli się przeciskać bokiem. Mieli jednak wrażenie, jakby właśnie przestąpili do bram innego świata. Świata, który nie był tak przyjazny, jak ten realny. Duchota i ciasnota sprawiała, że miało się wrażenie, że kamienne ściany zaraz zaczną się zaciskać, miażdżąc im kości. Gdy zwolnili, upewnili się, że to było tylko takie wrażenie - naturalne, odruchowe i ludzkie, gdy nad głową spoczywa ci kilkadziesiąt ton skał. Bo im dłużej szli, tym korytarz bardziej prowadził w dół. Jeżeli Atreus zdecydował się obrócić, to mógł dostrzec aurę Lestrange, lecz tylko w ograniczonym stopniu - wyglądało na to, że było tam dużo... ciemności i jasna czerwień, przypominająca tę, która pojawia się na skórze przy pierwszym płytkim przecięciu. Ale czy to było wszystko? Najpewniej nie, łatwiej by było, gdyby stali naprzeciwko, a nie pomiędzy Nicholasem, którego aury nie dostrzegał wcale, a który na dodatek swoim ciałem blokował praktycznie całego drugiego Niewymownego. No i trzeba było się skupić, bo to nie był korytarzyk w pierwszej lepszej posiadłości. To był naturalny, kamienny korytarz, który nie powstał przy pomocy ludzkich rąk. Był kręty, miał pełno kamieni z ostrymi krawędziami, na które musieli uważać - zarówno po to, by nie zadrapać się z boku, jak i z góry nie uderzyć w kant, co mogłoby zakończyć dramatycznie całą tę wycieczkę. A przecież zabawa dopiero się rozpoczynała. Mogłoby się wydawać, że korytarz nie miał końca. Było tu okropnie duszno - pachniało ziemią i pleśnią, a także skałami. Jeżeli ktokolwiek się zastanawiał, czy skały miały zapach, to owszem: miały. Charakterystyczna woń sprawiała, że ciężko było oddychać, aczkolwiek nie na tyle, by mieli z tym większe trudności lub łapali zadyszkę. Czuli jednak, że im dłużej idą, tym robi się zimniej. Najpierw był to tylko lekki chłód, a potem... Potem już zaczęli go odczuwać wyjątkowo dotkliwie, a przynajmniej Nicholas i Rodolphus, bo Atreus cóż - sam był jak sopel lodu. Nie minęło nawet kilka minut, gdy korytarz zaczął się rozszerzać, jakby za chwilę mieli przejść do jakiejś naturalnej groty. Wtedy jednak cała trójka poczuła, że coś jest ewidentnie nie tak. [roll=1d3] Rzućcie proszę 1d3 na efekt - Nicholas z racji oklumencji najpierw niech rzuci na nią, jeśli wyjdzie sukces to nie musi rzucać, jak porażka niech rzuci. RE: [2.07.1972, Szkocja, Conic Hill] Obsydianowy Krąg - Atreus Bulstrode - 23.05.2024 Bulstrode zagłębił się w jaskini, dla której ta nazwa wydawała się o wiele za dumna. Był to prędzej tunel, którym musieli poruszać się wszyscy w niezwykle niewygodnej, nadwyrężającej plecy pozycji. Auror pokonał parę metrów, patrząc przed siebie czujnie, jakby oczekując że ściany wnętrza obleją się czernią, ale jedyne na co napotykał jego wzrok, to szara skała. Świadomość, że przynajmniej pod tym względem wszystko było w jak najlepszym porządku, przynosiła ze sobą odrobinę ulgi i pozwoliła, by obejrzał się za siebie, sprawdzając jak tam idzie jego towarzyszom. Dopiero wtedy jego dar zadziałał, ale jakby nieco słabo, pokazując mu zaledwie przebłyski czerwieni i na początku Atreus pomyślał, że chyba jednak coś jest nie tak z tą górą. To jest zanim zrozumiał, z jakimi tajemniczymi panami miał właśnie do czynienia. Obrzydliwe, przeszło mu przez głowę, ale oni nie pierwsi nie ostatni, od których waliło tego typu barwami. Normalnie też, pewnie w ogóle nie zwróciłby na to uwagi, ale czerń połyskująca w aurach stała się dla niego o wiele bardziej zauważalna od momentu, kiedy opuścił pokład statku widmo, który zawitał w lipcu na wybrzeże Anglii. Westchnął, w pewien sposób znużony tym właśnie odkryciem, zwyczajnie znowu odwracając twarz w kierunku głębi jaskini i ruszając dalej, przyświecając sobie przy tym różdżką. Szli długo. Bardzo długo, ale w końcu otaczająca ich przestrzeń zaczęła się zmieniać, dając im nieco więcej swobody. Było też zimno, ale dla aurora akurat ten aspekt niewiele zmieniał. Nie, kiedy od maja czuł przenikające do szpiku kości zimno, które nie chciało odejść. Czując dziwne, niepokojące uczucie, które zaczęło ich witać, mimowolnie zwolnił kroku, ale nie zatrzymał się, dalej prąc do przodu. [roll=1d3] |