Secrets of London
[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+---- Dział: Plac i stragany (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=45)
+---- Wątek: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) (/showthread.php?tid=3317)



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - The Edge - 24.05.2024

Razem z Jimem przechodzimy (a raczej próbujemy przejść) od lewej strony mapy - północnych straganów i strefy gastronomicznej, do prawej - mijamy widownię i kierujemy się do namiotów za sceną.

Ale stypa. To wszystko przerażało go coraz bardziej.

Ale kompletna stypa, a on miał wystąpić zaraz po chórze uczniów Hogwartu. Jego występ powinien być na liście ostatni, kiedy wszyscy będą już tak pijani, że nie będą mieli wyjścia i będą musieli zacząć bujać się do rytmu granej z głośnika muzyki. Zanim wyszedł dzisiaj z cyrku, ktoś powiedział mu: pokaż im, jak się robi show, Flynn i chociaż wiedział, że faktycznie pokaże im, jak się robi show, bo nie po to ćwiczył to tyle czasu, żeby teraz sromotnie spierdolić, to... miał taką natrętną myśl, że to może stać się ostatnim występem Fantasmagorii na takim wydarzeniu. Pewnie dlatego usłyszał w tym cień drwiny.

Jako człowiek głęboko uzależniony od używek miał na to jednak bardzo prosty sposób. Co robić, kiedy wygrałeś, kiedy świętowałeś swój triumf? Chlej! A jeżeli czułeś już na końcu języka smak przegranej...? Chlej więcej. A... A jeśli te dwie rzeczy się nie wykluczały, a ty bardzobardzobardzo boisz się tłumu i okej, będziesz miał maskę, ale już robiło ci się zimno na myśl o tych wszystkich wgapionych w ciebie parach oczu, tak blisko, o wiele bliżej niż na cyrkowej Arenie, gdzie ledwo dostrzegałeś ich miny zza światła reflektorów i zaklętych chmur? Przyjdź już pod wpływem! Nie chwiał się, ale był nieco zaczerwieniony na policzkach i dał prowadzić się Jimowi za rękę, przez co ten musiał trzymać jedną ręką dwa zaklęte wiadra z wodą mającą ugasić ewentualny pożar sceny. Podpity nalewką, chichotał i opowiadał mu kawały w ich ulubionej tematyce.

- Dlaczego Mojżesz przeprowadził żydów przez morze? - Odczekał za krótko. - Bo wstydził się przez miasto. - Gdyby go ktoś teraz poprosił o chuchnięcie dla testu, to by nie chuchnął. Jako tak samo czarna i chaotyczna kropka na tle wesołych, ubranych w letnie ubrania ludzi, dał się zauważyć Norze, której krzyknął:

- BĘDĘ DRUGI - ale kiedy tylko zauważył gdzieś obok platynowo blond czuprynę... klasycznie, jak to on, udał, że jest ślepy (w sumie, to był), pomachał Figgównie, poskakał w miejscu jak pajac i spieprzył stamtąd bardzo szybko, ciągnąc Jima za tę łapę. Niby miał jeszcze trochę czasu na przygotowania, ale nie, to na pewno nie pomoże mu w zachowaniu pokerowej twarzy, kiedy drugi Bell będzie próbował przypiec go na oczach zebranych.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Florence Bulstrode - 24.05.2024

Południowe stragany - stoisko kowenu
Rozmawiam z Atreusem i Sebastianem


Florence, mimo tej pobudki nad ranem, też spała całkiem dobrze, i gdy szła u boku Atreusa przez kiermasz – urządzano go rzut kamieniem od ich domu, więc rozejrzenie się było naturalne – nie znać było po niej choćby odrobiny zmęczenia. Jasna, lniana koszula była odpowiednia do pogody (i jakimś sposobem, zapewne przez zaklęcia), mimo lnu ani trochę niepomięta), a błękitna spódnica idealnie dobrana do butów i torebki. Kasztanowe włosy tego dnia Florence związała jedynie w kucyk – pewne odstępstwo od normy, bo zwykle ciasno ściągała je w koka albo warkocz.
– Dodano jej chyba do większej ilości herbatek, bo mnie pod jej wpływem się oświadczono – powiedziała Florence, przystając przy stoisku, które zainteresowało Atreusa. Wyznanie poczyniła bez żadnych oporów, bo i widziało ich tam dostatecznie dużo osób, aby nie stanowiło to sekretu, a Bulstrode doskonale wiedziała, że Patrick nie odpowiadał wtedy za swoje czyny. – Do tej pory mam ten pierścionek. Świeciłam pod jego wpływem.
Jedna z tych tanich, ale zabawnych, zaklętych ozdób, które sprzedawano na sabacie, z żółtym oczkiem w kształcie słońca, z taniego kamienia, za to misternie wyrzeźbionego.
– Chyba ta sama jubilerka ma tutaj stoisko, może wybiorę coś dla mamy. Lubi takie zabawne sztuczki.
Nie dopytywała nawet, co Atreus zrobił pod wpływem amortencji. Skoro wspominał o koszmarze, mogła sobie wyobrazić, że albo zrobił z siebie – przynajmniej we własnym mniemaniu – kretyna, albo czar eliksiru sprawił, że zapałał uczuciem do najgorszej osoby pod słońcem. Na przykład goblina, który prowadził loterię fantową.
Początkowo nie miała zamiaru niczego kupować: Florence owszem, w Matkę wierzyła, ale była to wiara raczej chłodna, i na pewno nie popychająca ku zakupom religijnych figurek, bo Bulstrode niezbyt lubiła zagracać przestrzenie. Zerknęła na kalendarz, który wybrał Atreus, zachowała jednak milczenie, nie pytając, czy pobyt w Limbo wpłynął niespodziewanie na pewne sfery jego życia, a zagadnięta przez Sebastiana, po sekundowym wahaniu sięgnęła po jeden z koszyczków.
– W takim razie ten poproszę – powiedziała, sięgając do kieszeni. – Doceniamy poświęcenie kapłanów w służbie Matki – zapewniła. Mięśnie jej twarzy nie drgnęły nawet, mina pozostała doskonale neutralna, prawdopodobnie mówiła więc poważnie… prawdopodobnie.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Millie Moody - 24.05.2024

Południowe stragany

– A L A S T O R !

Takie piękne wmieszanie się w tłum, totalnie nikt nie byłby w stanie usłyszeć tego okrzyku radości unoszącego się nad głowami. Ludzi było dużo, ale czuje ucho pana czujnego powinno ogarnąć to wołanie, a z kierunku z którego dobiegało dostrzec małe czarne wściekłe coś. Znaczy nie wściekłe. Bardzo szczęśliwe z buzią uśmiechniętą od ucha do ucha.

Wypuścili ją dzień wcześniej, bo Lammas! Podpisali papiery (doskonale!) uznali za normalną (niesamowite!) i łaskawie spuścili ze smyczy. Jeszcze zdążyła Cainowi ryj upierdolić szpinakiem zachomikowanym ze wczorajszego obiadu, a potem opuściła Lecznicę nim ktokolwiek zmienił zdanie i skumał się, że tak na prawdę wcale nie jest dobrze. Jebać ich! Nikt nie czekał, ale nie miała czasu, żeby się zasmucić. Teraz z różdżką w dłoni skok do domu nie był niczym trudnym. Nikogo nie było w domu, ale nie miała czasu, żeby się zasmucić. Gdzie indziej można było szukać brata niż na służbie? Poza tym kurwa, Lammas, przed tym całym Beltane zapisała się na jakieśtam pokazy, ciekawe czy organizatorzy już postawili na niej hehe kreskę. A zatem jak tylko potwierdziła swój udział ruszyła na łowy i no nie trudno było go zobaczyć. Miał przecież kurwa prawie dwa metry.

– ALIIIIIIIK! – w końcu dopadła do niego pisząc z radości i wtuliła mocno twarz na wysokości na jakiej pozwalał jej mizerny wzrost, obejmując go ciasno ramionami i podskakując jakby miała lat dziewiętnaście nie! dziewięć. – NIESPODZIANKA! – krzyczała cały czas, niepomna na to, że znajduje się dwa cale od niej. Buzia promieniowała jej mało subtelną ekscytacją. – Pójdziemy potem na... – piwo szlag, zakazane. Chuj. – Na lody? Zabierzesz mnie potem na lody? – zapytała z trudem utrzymując siebie w sobie.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Heather Wood - 24.05.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/ee16844e676f0fd423bd7382372da012/bf90c44142d123b2-53/s400x600/d8f32073ae895762cfaf1e884d242fea6e88933a.pnj[/inny avek]
Południowe stragany – Biżuteria Viorici

Sabaty ostatnio kojarzyły jej się raczej średnio. Litha nie była najgorsza, zjedli z Cameronem całkiem niezłą kiełbasę, wygrali pluszaki - było naprawdę fajnie, jednak Beltane... cóż, wzbudzało w niej mniej przyjemne wspomnienia. Kojarzyły jej się z zakopaniem żywcem, walką z śmierciożercami oraz miesięcznym uziemieniem w domu. Fakt, dzięki tym wydarzeniom zbliżyła się do Lupina, tak bardzo, że się tego nie spodziewała, jednak wolałaby, aby sytuacja się nie powtórzyła. Wtedy zginęło zbyt wielu niewinnych ludzi.

Zjadły dzisiaj rano z Brenną wspólnie śniadanie, porozmawiały o rzeczach ważnych i tych mniej, a później spotkały się z ukochanym panny Wood przed jarmarkiem. Heather wyglądała dzisiaj typowo dla siebie, długie, jeansy, dzwony - zdecydowanie w mugolskim stylu, krótki, pomarańczowy top i luźna koszula w kwiaty. W końcu był wakacje, to było święto żniw, kolory były potrzebne. Krótkie rude włosy rozwiewał jej wiatr, przez co były trochę poplątane.

- Sugerujesz, że ten sabat będzie normalny? Nie sądzę. - Zawsze coś się działo. Przynajmniej ostatnio, próbowała w myślach jeszcze przypomnieć sobie te wcześniejsze, kiedy był spokój, jednak nie do końca potrafiła to zrobić, może w zasadzie sabaty nigdy nie były normalne?

- Ja się z tobą zawsze dobrze bawię. - Wyszczerzyła się do Camerona, bo faktycznie tak było. Nigdy się razem nie nudzili i w każdej sytuacji, nawet tej najnudniejszej potrafili sobie znaleźć rozrywkę.

- Może dzisiaj zrobią nam zdjęcia, jak kupujemy pierścionki, mogę ci nawet przewidzieć nagłówki. Kolejny krok w życiu spadającej gwiazdy quidditcha, tym razem naprawdę się zaręczają! - Parsknęła śmiechem, bo naprawdę znała już tych dziennikarzy na tyle, że mogła się spodziewać po nich jakie plotki tym razem uda im się wymyślić.

- Myślisz Brenn, że mają coś z miotłami, jakieś wisiorki? - Mimo, że nie latała już zawodowo, to nadal uwielbiała miotły, miała do nich sentyment, mogłaby pomyśleć o jakimś łańcuszku właśnie z taką zawieszką.

- Oczywiście, że możemy. - Złapała Camerona pod rękę, żeby przypadkiem nie zgubić go w tym tłumie. Sporo osób już się pojawiło na kiermaszu, nawet jej to nie dziwiło, ludzie pragnęli wrócić do normalności. Miała nadzieję, że faktycznie będzie tutaj bezpiecznie.

Ruda wychyliła się zza Lupina, żeby również obejrzeć pierścionki, sama nie wiedziała, co jej się podoba, nie nosiła za dużo biżuterii, bo była ona niewygodna, i przypadkiem mogła nią gdzieś zahaczać. - Coś z czerwonym kolorem? Będzie mi pasować do włosów? - Spojrzała niepewnie na Camerona, zdecydowanie się na tym nie znała.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Brenna Longbottom - 24.05.2024

Południowe stragany – odchodzę od stoiska Viorici do wyrobów pani Zamfir
Najpierw stoję z Cameronem i Heather przy stoisku Viorici, a potem ruszam do stoiska Ralisty, gdzie kupuję dżem.

– Tu też chyba mignął mi fotograf, więc może zrobi wam zdjęcia dla odmiany jak jecie watę cukrową.
Nie miała pojęcia, co Cameronowi chodzi po głowie. Miał pewnie trochę racji – Heather szła za Brenną w niebezpieczne sytuacje. Tyle że… bez Brenny pewnie też by się w nie pchała, a tak przynajmniej słuchała od czasu do czasu polecenia „zostań z tyłu”. Można było się tu sprzeczać, chociaż owszem, Brenna miał odrobinę wyrzutów sumienia, że poprzedniego wieczora Cameron zapewne musiał podawać dziewczynie eliksiry, bo uszkodziła sobie lekko stopę na Podziemnych Ścieżkach.
– Raczej mam nadzieję, że obejdzie się bez bogów i czarnoksiężników. Nie ośmieliłabym się prosić o tak wiele, jak wiesz, normalny sabat, ale może o… nie przekraczanie wszystkich możliwych norm, tak to ujmijmy – roześmiała się na pytanie Heather. Była prawie pewna, ze wydarzy się dziś coś dziwnego. A jeżeli jej osobiście nic dziwnego się nie przydarzy, to będzie potem trwała w konsternacji, zdumiona takim obrotem rzeczy. – Dlaczego nie spytać? Jeśli nie z miotłami, to może na przykład ze złotym zniczem? To całkiem wdzięczny wzór na biżuterię.
Czy Brenna miała jakieś niecne, pierścionkowe plany, gdy przystanęła przy tym stoisku?
Nie.
Wyjątkowo nie, nawet nie zauważyła najpierw, obok jakiego straganu stają. Ale w świetle porannej rozmowy, gdy zorientowała się, że Cameron wskazał Wood pierścionki, a ona zaczęła je oglądać, Brenna niemal wstrzymała oddech i ba, zapragnęła teraz zniknąć! Jakby się tu ulotnić ukradkiem? Nie żeby uważała, że Lupin postanowił teraz kupować pierścionek zaręczynowy, nie dość że z potencjalną narzeczoną u boku (a może już była jego narzeczoną, cholera wiedziała, czy on tak już nie myślał?!), to jeszcze z jej partnerką w pracy. No ale ciągle… oglądali pierścionki, tak? Ugryzła się w język, zanim zaczęła im doradzać w sprawie biżuterii, bo nie powinna się tu wtrącać!
– To ja… ten… kupię dżem – wymamrotała, ale nawet nie na tyle głośno, by mieć pewność, że ją usłyszą. Zresztą wcale nie znikała im z oczu – cofnęła się po prostu do jednego z pobliskich stoisk, mianowicie tego Ralisty, gdzie wybrała jeden ze słoiczków, nawet nie patrząc na etykietkę. Zapłaciła odpowiednią kwotę, chociaż zasadniczo w Warowni czego jak czego, ale dżemów nie brakowało. Ale chciała dać „dzieciakom” chociaż moment, a to był niezły pretekst.


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Lyssa Dolohov - 24.05.2024

Strefa gastronomiczna - Słodkości, a w szczególności kotki

Wybieram Gburka Gbursona do adopcji

Ciężko było powiedzieć, że Lyssa paliła się do tego, by znaleźć się na Lammas. Po prawdzie to w ogóle zapomniała o tym, że tego typu święto powinno mieć należyte obchody, bo brzmiało zupełnie tak samo nudno, jak Ostata. Z pewną niechęcią wspominała rozstawione na Polanie Ognisk stragany i wiejską atmosferę targowiska, która jej zdaniem panowała podczas obchodów. Do tego, Beltane zrobiło swoje. Przez nie nie zainteresowała się Lithą, wybierając o wiele chętniej domowe zacisze kamienicy ojca. Potem czytała tylko w gazetach o wszystkim, co miało miejsce 21 czerwca. O co i rusz podkreślanym szaleństwie Arcykapłanki, które przeplatało się z przebąkiwaniem o statku widmo, który tego samego dnia pojawił się u wybrzeży Anglii. I śledząc te teksty z pewnym zadowoleniem stwierdzała, że dobrze zrobiła pozostawając w domu.

Ale tego dnia jej się zwyczajnie nudziło. Nie trzeba było być orłem, żeby zauważyć że na Pokątnej coś się będzie w najbliższych dniach dziać. Pojawiły się ulotki, a wreszcie zaczęły się przygotowania do wydzielenia przestrzeni, rozstawienia sceny, strefy gastronomicznej i straganów. Fakt, że ten sabat miał się dziać w mieście, obiecywał odrobinę chociaż kultury czy wyższego poziomu, a przynajmniej na to Mulciber liczyła. A jeśli nie, to przynajmniej miała blisko do domu.

Z pewnym znużeniem przesunęła się wzdłuż stoisk, przyglądając pobieżnie temu, co się tam znajdowało, ostatecznie jednak kierując swoje kroki w stronę Słodkości Nory. Nie była głodna, ale z nudów równie dobrze mogła zamówić sobie coś dobrego i zjeść, ale zanim się do tego zabrała, do jej uszu doszło miauczenie. Odwróciła się w kierunku, z którego dobiegały kocie dźwięki i jej oczom ukazały się gotowe do adoptowania futrzane kulki.

- A ty to kto? - zapytała słodkim głosem, pochylając się nad koszykiem i wybierając pręgowanego kota, z ponurą miną. Gburek Gburson, który oceniającą miną oczarowywał niemal natychmiastowo. Szczególnie kogoś takiego jak Lyssa, który gotowy był do ocenienia każdego w zasięgu wzroku.

Utuliła kociaka na rękach, uśmiechając się na przywitanie do Victorii i Laurenta, którzy też kręcili się w okolicy, a Lestrange nawet sama wybierała jednego z kotków. Zaraz to sięgnęła do kieszeni, w poszukiwaniu adopcyjnego datku, na schronisko Figgów.

adnotacja moderatora
Stałaś się oficjalnie właścicielką kota. @Lyssa Mulciber



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Isaac Bagshot - 24.05.2024

Widownia. Isaac myśli. Zaczepia The Edge oraz Jimma. Jest pod wrażeniem poczucia humoru obu panów.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=DoiEAvc.png[/inny avek]
Stał na głównym placu, paląc papierosa i obserwując przechadzających się ludzi. Lubił obserwować nieświadomych przechodniów. Mimika ich twarzy, mowa ciała czy sposób w jaki wyrzucali z siebie słowa, zdradzały ich aktualne nastroje, charaktery czy nawet status społeczny. Isaac doskonale wiedział, kto zjawił się tutaj z czystej przyjemności, a kto zaciągnięty był siłą przez przyjaciół czy członków rodziny. Jedni nienawidzili tłumów, a innym one zupełnie nie przeszkadzały. Co człowiek, to inne marzenia, troski, plany na przyszłość i podejście do życia. To było bardzo interesujące. Ludzie byli bardzo interesujący! O każdym mógłby napisać książkę.

Był tutaj od rana, żeby móc na spokojnie zapoznać się z planem całego wydarzenia. Musiał zdecydować, które występy mógł sobie odpuścić, a które na pewno musiał obejrzeć, żeby napisać o nich w gazecie. Chciał również odwiedzić wszystkie stoiska i oczywiście porozmawiać z wystawcami oraz uczestnikami Lammas. Kiedy więc tłum gęstniał, przywołał Samopiszące pióro i ruszył na polowanie. Nie miał zamiaru szukać taniej sensacji ani podpuszczać nikogo dwuznacznymi pytaniami. Lammas to wesołe święto, na którym każdy był mile widziany, a atmosfera miała sugerować beztroskę oraz zabawę. Słysząc więc bardzo nietuzinkowy żart, postanowił zaczepić jego autora oraz kolegę, z którym owy król dowcipów miał przyjemność iść. Tak właściwie, to zaszedł im trochę drogę.
- O, witam panów. Ciekawe poczucie humoru, w sumie to mam podobny żart - jak się nazywa Żyd rozbójnik? Rabin Hood xD- Również podał odpowiedź od razu, nie czekając aż panowie zdążą się nad tym zastanowić.- Isaac Bagshot, Prorok Codzienny, bardzo mi miło. Można zapytać, co panów tutaj dzisiaj sprowadza? - Zagadnął lekkim tonem, uśmiechając się nienachalnie. Samopiszące pióro notowało niespiesznie.
Isaac ubrany był w schludny garnitur, a przez ramię przewieszony miał czarodziejski aparat, który robił ruchome zdjęcia.



RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Victoria Lestrange - 24.05.2024

Strefa gastronomiczna - Słodkości i koteczki

Była zupełnym przeciwieństwem kolorowej Nory – dosłownie, bo Victoria wybrała materiałowe spodnie i koszulę z długim rękawem, której materiał był bardzo zwiewny, i którą wsadziła w spodnie, a wszystko trzymał stylowy pasek. Cała w czerni, nawet zgrabne pantofelki na szpilce, które wystawały spod nogawki były czarne, nawet jej włosy… No dobrze, włosy były prawie czarne, bo w bardzo ciemnym odcieniu brązu. Nora była widoczna, krzykliwa wręcz w swoim stylu – i w zupełności to do niej pasowało. Nic dziwnego, że niedługo później Laurent porównał je do Słońca i Księżyca.

– Kocham kwiaty. Mam cały dom w kwiatach – przyznała się, nie patrząc jednak na pannę Figg, a w oczy koteczka, który tak się jej spodobał. A on patrzył na nią, po tym jak obwąchał jej rękę i dał się pogłaskać. Pewnie jej zimny dotyk musiał być zaskoczeniem, ale tak jak nic nie można było poradzić na jego błękitną sierść, tak niewiele można było zrobić z jej zimnem. – To żaden problem – odpowiedziała Norze, gdy ta wzięła kotka, by przekazać go w ręce Victorii. Słuchała jej cały czas z uwagą – dzieci mu to zrobiły? Biedaczek był taki kochany, zresztą jak cała reszta tych kotków, które czekały na nowy dom. Lestrange trochę nie rozumiała jak można było takich słodziaków nie zabrać ze sobą. Przyjęła błękitną kulkę w ręce i przytuliła go do siebie delikatnie. – Pewnie jestem trochę zimna, ale to nic groźnego – zwróciła się do Błękitnego Kwiatuszka, pozwalając mu się wygodniej ułożyć w jej ramionach, po czym uśmiechnęła się promiennie do Nory. – Zawsze marzyłam o kocie. A teraz będę miała dwa – to kolejne wyznanie, którego pewnie w normalnych warunkach by nie złożyła, ale… ach. Koty. Koty przełamywały obyczaje, łagodziły złości, pomagały wyzdrowieć zwłaszcza na duszy. A Matka jej świadkiem, że Victoria potrzebowała w takim razie wielu kocich okładów. – Mogę gdzieś wpłacić jakiś datek na Azyl? – zapytała i wtedy właśnie zjawił się Erik. – Cześć, Erik. Nie znasz się, są piękne, wszystkie – pstrokate… Te kotki nie były pstrokate (były), były jedyne w swoim rodzaju i nie mogła przecież pozwolić by ktokolwiek tak nieładnie o nich mówił… zwłaszcza o niebieskim, którego właśnie nieświadomie zaczęła miziać po policzku, trzymając go oczywiście na rękach, delikatnie, jakby był z najcieńszej porcelany.

Mniej–więcej wtedy przy stoisku pojawił się Laurent, na widok którego Victoria rozpromieniła się jeszcze bardziej.

– Laurent, ale spotkanie! – uśmiechnęła się i odsunęła, robiąc mu miejsce przy koszyku z koteczkami, skoro był nimi zainteresowany.

Nie zdążyła odpowiedzieć Erikowi, kiedy po prostu zagapiła się na niego, kiedy jego włosy zaczęły zmieniać kolor. Aż przekrzywiła głowę i uniosła wyżej brwi.

– Ciekawe… – wyrwało jej się, zaśmiała się pod nosem i na moment przeniosła spojrzenie z Erika na koty i Laurenta, patrząc, jak długowłosa kicia się do niego przymila. Gdzieś po drodze skinęła Alastorowi, który był dzisiaj na służbie – prawdziwy pracoholik. Wtedy przypomniała sobie, że przecież Erik się do niej zwrócił i uświadomiła sobie, że przecież Nora zapakowała jej czekoladki. – Już się skusiłam. Ale w sumie… Może wzięłabym jeszcze trochę makaroników i pączków i… – uśmiechnęła się przepraszająco do Nory. – Sauriel zawsze tak chwalił i w końcu jest okazja osobiście – wytłumaczyła się.

Widząc kolejną osobę przy koszyku z kotkami uśmiechnęła się, tym bardziej, że po chwili rozpoznała Lyssę, córkę Vasilija, męża jej ulubionej kuzynki.

– Cześć, Lysso – przywitała się krótko.




RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Thomas Figg - 24.05.2024

Strefa gastronomiczna - Słodkości i koteczki

Pojawił się z Mabel, po drodze na stoisko Nory witał się z każdą znajomą osobą.

Obiecał siostrze, że pomoże jej na stoisku podczas kiermaszu z okazji święta żniw - to czego się nie spodziewał to nie fakt, że będzie się trzeba zrywać z łóżka skoro świt. Ziewnął przeciągle i poprawił koszulę, mógł jednak iść wcześniej spać, ale nie, książka była taka ciekawa, czytała się nieźle, ale autora za nią Orderu Merlina nie weźmie. Zerknął w bok i dna dół na Mabel, którą zabrał ze sobą na kiermasz. Przecież nie mogło być tak, ze jego siostrzenicę ominie cała ta zabawa. A tak? Spędzi nieco czasu z wujkiem, a potem zamieni się z Norą aby obie mogły przejść się po innych stoiskach - plan idealny, Thomas to jednak miał łeb.
- Tylko nie oddalają się za bardzo - zwrócił się do najmłodszej z rodu Figgów. - Najpierw odwiedzimy stoisko mamy, a potem zobaczymy

Poprowadził więc swoją siostrzenicę do strefi gastronomicznej, gdzie przy stoisku stał nie kto inny, niż jej matka. Po drodze mijając znajome twarze witał się z każdym.
- Zobacz kogo przyprowadziłem! - zwrócił się do Nory, kiedy już znaleźli się przy stoisku. - Potrzebujesz z czymś pomocy? Zabiorę tylko Mabel na kilka stoisk i mogę Cię zmienić - wyrzucił z siebie z szybko jak na niego


@Mabel Figg


RE: [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny) - Atreus Bulstrode - 24.05.2024

Południowe stragany - stoisko kowenu
Rozmawiam z Florence i Sebastianem


Wcześniej jego spojrzenie było utkwione przede wszystkim w stoiskach i ich zawartości. Ale może to był właśnie błąd, bo przez to aż za dobrze było widać, co tak właściwie ogląda. Teraz, kiedy Sebastian się do nich odezwał, podniósł na niego spojrzenie, trochę jakby się nie spodziewał go tutaj zobaczyć. Wiedział dobrze, że Macmillan ma takie, a nie inne nazwisko nie tylko dlatego, żeby ładnie brzmiało, ale bardziej wiązał go z pracą z ramienia Ministerstwa niż staniem za ladą stoiska. Kapłańska szata leżała jednak na nim jak ulał, nie pozostawiając wątpliwości że ten znajdował się dokładnie na swoim miejscu.

Atreus zamrugał, spojrzał jeszcze raz na kalendarz, potem na towarzyszącą mu Florence, a potem znowu na Sebastiana. Pokiwał głową, jakby słowa kapłana faktycznie miały zaważyć na tym, czy faktycznie postanowi nabyć ten kalendarz, ale prawda była taka że po trochu to już się przecież zdecydował.
- A pana pod którym miesiącem można znaleźć? - zapytał, jak gdyby nigdy nic, uśmiechając się przy tym miło do Sebastiana i podnosząc kalendarzy by obejrzeć to z jednej i z drugiej strony. W końcu jednak, głównie za sprawą tego, że Florence zdecydowała się na koszyk, wrzucił do niego i trzymany przedmiot, wyciągając zaraz z kieszeni odpowiednią kwotę.

- Oświadczono, no proszę - rzucił, ale mimo rozbawionej miny, zabrzmiał jakoś wyjątkowo sztywno. - I kto to był tym szczęśliwcem, co? I czy to znaczy, że przyjęłaś jego zaręczyny? Florence, czemu nic nie mówiłaś? Czy to mezalians czy może wstydzisz się swojej rodziny? - uderzył w dramatycznie teatralny ton. Zapytałby, czy to Patrick był tym kawalerem, bo była to pierwsza osoba która przyszła mu tutaj do głowy, ale równie dobrze mógł być to absolutnie przypadkowy człowiek, nawet jeden ze śmierciożerców, którzy potem postanowili te imprezę rozwalić. - Ale no, możemy go poszukać w następnej kolejności, jeśli chcesz. Może faktycznie znajdzie się tam coś fikuśnego. Nie chcesz stąd czegoś jeszcze? Może ta koszulka z napisem, że osądzać cię może tylko Matka? Szczerze to jak tak patrzę, to pasowałaby naszej własnej, gdyby tylko w takich chodziła.