![]() |
|
[2.10.1967] spotkanie po latach - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [2.10.1967] spotkanie po latach (/showthread.php?tid=3548) |
RE: [2.10.1967] spotkanie po latach - Luno Skeeter - 07.07.2024 Mi nie przeszkadzał aż nadto jej wzrost, choć nie wyobrażałem sobie, by nosiła przy mnie szpilki (a kochałem ten element garderoby u kobiet). Może dlatego, że sam byłem bardzo wysoki, kilka centromerów wyższy od niej. Za czasów szkolnych nie miałem preferencji, co do ubioru (może dlatego, że uczniów widywało się najczęściej w szatach szkolnych i obowiązywał ściśle przestrzegany dress code), więc w żaden sposób nie przeszkadzało mi to, że Geraldine jest aż tak wysoka i nie będzie wstanie zakładać przy mnie wysokich butów. I musimy wrócić też do kwestii, że wówczas nie miałem preferencji, co do ubioru. Teraz wręcz kochałem eleganckie, modne ubrane kobiety, które nosiły wysokie buty. Ja na szczęście nie musiałem dążyć do doskonałości, bo już byłem doskonały, więc jedyne co mogłem robić w swoim życiu to obdarzać innych swoją doskonałością. - To skąd znasz tę bajkę? – spytałem zaskoczony jako że nadal w mojej głowie istniał jedynie związek kocopołuch=piękna kobieta z Francji. Dobrze, że byłem widocznie upity, inaczej zapewne wzięłaby mnie za osobę, która posiada niewiele punktów ilorazu inteligencji i generalnie słabo łączy fakty. Nie upijałem się za często. Uważałem, że zachowywanie trzeźwości umysłu było rzeczą nad wyraz ważną w moim zawodzie. Nigdy nie wiadomo kiedy tak naprawdę może przydarzyć się okazja do zebrania informacji o kimś lub o czymś. Dzisiaj jednak były moje urodziny, a te akurat bardzo lubiłem świętować. Zarówno swoje jak i swoich przyjaciół czy rodziny. Dorastałem w końcu z kobietą, która organizowała naprawdę wiele przyjęć pod przeróżnymi pretekstami. - Każda kobieta jest damą. Zwłaszcza takie ładne jak ty – dodałem trochę kokieterii do naszej rozmowy, posyłając w jej stronę spojrzenie, które nie jednej dzierlatce powodowało miękkie kolana. Nie chciałem być tutaj wulgarny, wspominając, że niekiedy i przez to nie potrafiły trzymać ich razem, ale musiałem się pochwalić, że i owszem, zdarzało się. RE: [2.10.1967] spotkanie po latach - Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.07.2024 Cóż, panna Yaxley była więc bardzo daleka od typu kobiet za którym mógłby się obrócić Luno. Zazwyczaj nosiła się po męsku, ubrania które wybierała były zrobione ze skór zwierząt, które udało jej się upolować. Buty, cóż, buty były zdecydowanie bardzo ciężkie, najwygodniejsze do lasu. Nie przywiązywała też specjalnie wagi do swojego wyglądu, chyba, że przyszło jej się pokazać na jakimś przyjęciu. Wtedy, od czasu do czasu naprawdę potrafiła zrobić wrażenie na ludziach, często jej nie poznawali, bo raczej nie przywykli do tego, że prezentowała się w ten sposób. Dużo łatwiej jest robić wrażenie, gdy na co dzień wygląda się raczej niechlujnie. To była taka magiczna sztuczka, którą stosowała. - Opowiedziała mi ją pewna mała dziewczynka, kiedy byłam w Alpach. - Wolała pominąć fragment o tym, że szukała w górach jedną z magicznych bestii, która niepokoiła mugoli. Wiedziała, że to może zmienić sposób, w jaki ją postrzegał. Ludzie nie lubili, gdy wspominała o swojej pracy, dla większości nie była nikim więcej niżeli mordercą. Miała tego świadomość. Przywykła do tego. - Nie wydaje mi się, żeby ładny wygląd wystarczał do tego, żeby ktoś był prawdziwą damą, tu raczej chodzi o zachowanie. - Przynajmniej tak powtarzała jej matka. Miała wrażenie, że już kiedyś w podobny sposób wypowiadał się w jej towarzystwie na temat kobiet, wtedy, gdy kazała mu się pierdolić. Czyżby nadal wrzucał wszystkie do jednego worka? Czuła na sobie jego wzrok, wiedziała, że jej się przygląda. Tylko, że był pijany, pewnie mu się dwoiło i troiło w oczach, na pewno to było tym spowodowane. - Mam coś na twarzy? - Zatrzymała się nawet na moment, może potrzebował bardziej się jej przyjrzeć, czy coś. Nie mogła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania, nie chciała uciekać wzrokiem, nie była osobą, która unikała zaczepek, wręcz przeciwnie bardzo chętnie sama inicjowała rozmowy, które nie zawsze były może szczególnie górnolotne. RE: [2.10.1967] spotkanie po latach - Luno Skeeter - 07.07.2024 Zapewne w późniejszym czasie nie raz i dwie dwa próbowałem ją namówić do lepszej prezencji na co dzień, do wyglądu takiego jak na przyjęciach, gdzie ludzie patrzyli na nią w taki sposób, który mówił, że mi zazdroszczą. Zapewne także nie udawało mi się jej namówić do tego i to też był powód dlaczego oglądałem się tak często za innymi. Właściwie najczęściej nie kończyło się tylko na skupianiu widoku na pięknych kobietach, a goszczeniem ich w moim łóżku lub zabawianiem się w mieszkaniach urodziwych dziewcząt. - O, co robiłaś w Alpach? – nawet mnie to zainteresowało. Trochę wyglądała na pasjonatkę gór. Chyba rzeczywiście sam zacząłem wierzyć w to, że nie znałem jej zupełnie, że nie wiedziałem kim tak naprawdę była. Z taką świadomością o wiele lepiej mi się z nią konwersowało. Machnąłem ręką na jej wypowiedź, co było definicją damy. Przecież ja nawet nie wiedziałem, gdzie mieszkam, w takim byłem stanie. Wzięcie odpowiedzialności za swoje słowa w tym momencie nie było czymś, co mogłem zrobić. - Można być damą używając nawet rynsztokowego słownictwa od czasu do czasu – chociaż to nie końca prawda, ale wówczas mówiłem cokolwiek mi ślina na język przyniesie. Gustowałem w kobietach tak pięknych jak ich sposób wypowiadania się oraz zachowywania. – Zależy przy kim i co się mówi – powiedziałem to w taki sposób, że sam bym uwierzył w to, że właśnie takie zdanie miałem na owy temat. Serio już prawie chciałem powiedzieć nie, ale ja mogę coś mieć na twarzy tylko to by było tak niesmaczne i nie na miejscu, że ugryzłem się w język. - Nie, po prostu jesteś bardzo ładna – dalej wpatrywałem się w nią. – Wciąż mam takie zdanie jak w Hogwarcie – powiedziałem kiedy znaleźliśmy się już pod moją kamienicą. Poznałem ją, bo miała charakterystyczne drzwi wejściowe. Stanąłem pod drzwiami klatki wpatrując się w dalszym ciągu w nią. Naprawdę była ładna. Szkoda, że nie mogła spojrzeć na siebie moimi oczami i postarać się być bardziej kobieca. Właściwie sam nie wiedziałem, dlaczego przyznałem się, że wiedziałem kim jest. Zapewne wszystko było winą alkoholu, który rozwinął mi język na tyle, by wypowiedzieć te słowa. Atmosfera, którą stworzyła (w końcu nie patrzyła na mnie spod byka) chęcią pomocy także przyczyniła się do tego, że stała się dla mnie ludzka. Jednak miałem do niej sentyment. W końcu była moją pierwszą i jedyną miłością. Chciałem o tym zapomnieć i udawało mi się to bezbłędnie aż do tego dnia. RE: [2.10.1967] spotkanie po latach - Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.07.2024 Pewnie mogli się o to pokłócić, nie raz, czy nie dwa, bo miała strasznie lekkie podejście do tego, jak wyglądała. Nie chciała nigdy nikomu imponować, najlepiej czuła się właśnie tak, jak stała teraz przed nim. W tym skórzanym płaszczu, ciężkich butach, trochę jakby właśnie wyszła z lasu. Od zawsze twierdziła, że wygląd nie jest istotny, że się nie liczy, dla niej najważniejsze było wnętrze i chciała pokazać wszystkim wokół, że tak właśnie jest, chociaż miała świadomość, że gdyby tylko chciała, to umiałaby zwrócić na siebie uwagę wyglądem. Doszło to do niej po zakończeniu szkoły, kiedy zaczęła podróżować, wtedy nabrała nieco więcej pewności siebie. - Polowałam, tym się zajmuję, jestem łowczynią. - Postanowiła podzielić się z nim tą informacją, nie była to też żadna tajemnica, ludzie wiedzieli czym się zajmuje, jej rodzina przecież słynęła z tego, że zabijała potwory. Nie wstydziła się też tego, czym się zajmowała, wręcz przeciwnie, była dumna z tej profesji. - Widzę, że bardzo dobrze znasz się na tym, jak być damą, może minąłeś się z powołaniem? - Skoro był takim specjalistą, to najwyraźniej powinien zostać jedną z nich, na pewno wyśmienicie by się w tym odnalazł z tą całą wiedzą, którą posiadał. Nie zamierzała jednak ciągnąć tego tematu, bo wzbudzał w niej mieszane uczucia, a że denerwowała się bardzo szybko, to wolała po prostu unikać takich rozmów, aby nie doprowadzać do kłótni. Najwyraźniej przez te lata, kiedy się nie widzieli zaczęła też trochę pracować nad swoim zachowaniem, kiedyś pewnie w ogóle by się nie przejmowała tym, że może dojść do konfrontacji mniej, czy bardziej przyjemnej. Miała by gdzieś to, że jej słowa mogą ranić mocniej niż sztylet, czy miecz. Zresztą sam Luno miał wątpliwą przyjemność się o tym przekonać. Zatrzymali się przed drzwiami kamienicy. Chyba trafili na miejsce. Wtedy odezwał się do niej po raz kolejny. Yaxley wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Rozpoznał ją, dopiero teraz jej o tym wspomniał, dlaczego nie powiedział o tym wcześniej, okropnie go potraktowała podczas ich ostatniego spotkania, ale wydawało jej się, że na to zasługiwał. Dalej brnął w tę narrację, którą stosował kiedy jeszcze byli dzieciakami, tyle, że teraz nie było szansy na to, że chciał komuś zaimponować. Byli tu tylko oni, ich spotkanie należało do tych zupełnie przypadkowych, a on znowu powiedział jej, że jest bardzo ładna. Czy mogła się mylić? Czy wtedy źle go oceniła? Zaczęła myśleć o tym, że popełniła błąd traktując go wtedy tak okropnie, ale miała swoje powody, sam je jej dawał. Poczuła, że policzki zaczynają ją palić, zawstydziła się, nie miała pojęcia, w jaki sposób powinna się zachować. Nie znosiła tego uczucia. - Przepraszam. - Chyba chodziło jej o to, jak kazała mu się pierdolić, rychło w czas te słowa przeszły jej przez gardło. RE: [2.10.1967] spotkanie po latach - Luno Skeeter - 07.07.2024 Dla mnie wygląd był odzwierciedleniem człowieka, dlatego uwielbiałem przyodziewać się w koszule na których nie dało się uświadczyć choćby minimalnych zagniecnia. Bawełnianych spodni w szafie miałem nie mniejszą ilość niż koszul, a także pełno eleganckich płaszczy, polówek czy drogich szat. Wszystko było najwyższej jakości. Nie szczędziłem pieniędzy na ubiór. Moda była dla mnie czymś bardzo istotnym. W swojej kolekcji posiadałem również masę perfum, które uwielbiałem zarówno na sobie jak i na kobietach (lubiłem także prezentować moje ulubione zapachy dziewczynom z którymi aktualnie się spotykałem). Matka od zawsze powtarzała mi, że na jedzenie i ubrania pieniędzy nie należy oszczędzać. Szedłem z tą dewizą przez życie. Szata zdobi człowieka i nic nigdy nie zmieniło mojego zdania. Zagwizdałem na jej odpowiedź. Nietypowe zajęcie dla kobiet, ale czego spodziewałem się po Geraldine Yaxley? Była zupełnie inna od znanych mi przedstawicielek płci pięknej. Nie zajmowała się szyciem oraz zapewne pichceniem pysznych ciast na domowe przyjęcia jak moja matula. - Przecież mówiłem, że chcę być księżniczką – zaśmiałem się szczerze w głos po jej wypowiedzi. Zmieszałem się po usłyszeniu, że mnie przeprasza. Przepraszam to takie dalekie słowo od pieprz się. Nie wiedziałem czy ze mną pogrywa czy nie wiedziała w ogóle o czym mówiłem i rzeczywiście nie posklejała kropek kim jestem. Tylko wtedy za co by mnie przepraszała? Film mi na moment się urwał i nie ogarnąłem o czym w pełni mówiła? - Kazałaś mi się pierdolić – wycedziłem przez zęby, zmieniając trochę ton na ostrzejszy, mimowolnie oczywiście. – Jeśli w ogóle pamiętasz kim jestem. – Chyba pierwszy raz w życiu poczułem się nieśmiało lub choćby w minimalnym stopniu doświadczyłem tego uczucia. Nawet po tylu latach była w stanie nauczyć mnie nowych doznać. Zupełnie dla mnie niemiłych. Nie wiedziałem tylko czy powinienem się od niej trzymać z daleka, by nie robić sobie krzywdy (jednak bycie dupkiem i nieznanie dziwnych, niekoniecznie miłych odczuć, całkiem mi odpowiadało) czy może chcę zostać człowiekiem z pełną gamą emocji. RE: [2.10.1967] spotkanie po latach - Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.07.2024 Daleko jej było do tego, aby wykonywać typowe damskie zajęcia. Matka zawsze powtarzała jej, że nie wypada, aby żyła w ten sposób. Nigdy nie znajdzie sobie męża, wszystkich do siebie zrazi, bla, bla, bla. Cała masa dziwnych argumentów padała z jej ust. Nie, żeby Geraldine się specjalnie tym jakoś przejmowała. Najważniejsze było dla niej zawsze zdanie ojca, a ten wydawał się być dumny z tego, jak żyła. Nie potrzebowała aprobaty nikogo innego. To jej wystarczało. No i najważniejsze było to, aby żyła zgodnie ze swoimi przekonaniami, podążała za tym, co faktycznie ją interesuje, starała się dokładnie w ten sposób podążać przez życie. Była bogata, nigdy nie narzekała na to, jak wygląda jej sytuacja majątkowa, ojciec ją rozpieszczał, później sama zaczęła zarabiać spore pieniądze, chociaż na pierwszy rzut oka trudno to było stwierdzić po tym, jak wyglądała. Materiały z których były zrobione jej ubrania na pewno należały do tych wyjątkowych, jednak same kroje nie wyróżniały się jakoś specjalnie, zdecydowanie też było widać upływ czasu po tym, co na sobie nosiła. Ceniła jednak jakość, jeśli płaciła za coś duże pieniądze to miało jej to służyć bardzo długo. - W takim wypadku wszystko się zgadza, miałeś dzisiaj szczęście. - Gdyby tylko wiedziała, że ona wręcz przeciwnie, że przepadnie w tych jego błękitnych oczach i wpadnie w jego sidła niczym śliwka w kompot. Na pewno zastanowiłaby się, czy warto było się nim zainteresować i wyciągnąć pomocną dłoń. Nie miała problemu z tym, aby przyznać się do błędu. Czuła, że wypada przeprosić, że powinna to zrobić, bo najwyraźniej wtedy zachowała się bardzo bezmyślnie. Nie miała pojęcia jak bardzo go skrzywdziła, jakie piętno odcisnęło to na tym, jakim był aktualnie człowiekiem. Dwa słowa Pierdol się rzucone pod wpływem emocji, wtedy wydawało się, że słusznych. Teraz jednak miała co do tego pewne wątpliwości. Wyczuła zmianę tonu jego głosu, zniknęła z niego beztroska, stał się zdecydowanie bardziej stanowczy. Najwyraźniej faktycznie musiało go to zaboleć. Nie ma się co dziwić, pewnie każdy by odczuł podobne emocje, gdyby ktoś zachował się wobec niego w ten sposób, szczególnie kiedy się przed nim otworzył i był zupełnie szczery. - Pamiętam kim jesteś. - Takich oczu się nie zapomina, nie powiedziała jednak tego w głos, wydawało jej się to bezpieczniejszym posunięciem. - Tak, kazałam ci się pierdolić i za to przepraszam, ale trochę mnie wtedy poniosło. - Czy powinna z nim w ogóle teraz dyskutować na ten temat? Był pijany, widać było, że nadal pamiętał o tym, co mu wtedy powiedziała, może powinna przełożyć te przeprosiny na kiedy indziej, tyle że zaczęła już brnąć w tę rozmowę. Trochę brakowało jej słów, nie była dobra w tego typu rozmowach, w żadnych tak naprawdę nie była dobra. Raczej kierowały nią czyny, niż słowa. RE: [2.10.1967] spotkanie po latach - Luno Skeeter - 08.07.2024 Także lubiłem rzeczy, które posłużą mi na dłużej (jeśli ich wygląd był ponadczasowy) jednak nie mogłem powstrzymać się przez zakupieniem nowej koszuli, jeśli urzekła mnie na witrynie sklepowej. Może rzeczywiście miałem coś w sobie z księżniczki? Chociaż ja wolałem stwierdzenie, że jestem po prostu modny. Pewnie w jakiejś kłótni wyrzygałem jej, że była to po prostu karma – ona kiedyś zraniła mnie, więc i ja ją zraniłem później. Równowaga w przyrodzie musiała w końcu zaistnieć. - Poniosło? – zapytałem kpiącą. Czyli jak ktoś wyciągał serce na dłoni to ją wtedy ponosiło, ciekawe. Pamiętamy tę sytuację z odmiennych perspektyw, które zdecydowanie mijały się ze sobą kompletnie. Ale to chyba nigdy nie było tajemnicą, choć żadne z nas o tym nie wiedziało. Głowę zacząłem mieć tak trzeźwą, że stanąłbym nawet w tamtym momencie na jednej nodze. Początkowo przez jej przepraszam, a później przez poniosło mnie. Miałem ochotę odpowiedzieć, by mnie zaraz przypadkiem nie poniosło, ale powstrzymałem się w ostatnim momencie. Nie chciałem wszczynać kłótni. Ale jednocześnie niekoniecznie chciałem kontynuować tę rozmowę. Byłem podirytowany faktem jak lekceważąco podchodziła do mnie. Trochę jak ja do kobiet, które liczyły, że stworzę z nimi sielankowy związek. To zdenerwowało mnie jeszcze bardziej. - Wejdziesz i się napijesz? – właściwie nie wiem czemu to zaproponowałem. Może dlatego, że uważałem, iż picie samemu to już alkoholizm, a w tamtym momencie zapragnąłem poczuć stan nieważkości ponownie. Dochodziła północ, więc raczej nie znalazłbym już innego kompana. A ona w końcu była obiektem moich westchnień przez wiele lat. Szczenięcych miłostek nie zapomina się tak łatwo. Każdy potrafi przypomnieć sobie swoją pierwszą sympatię. RE: [2.10.1967] spotkanie po latach - Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.07.2024 Cóż, każdy miał swój punkt widzenia. Ludzie mieli do siebie to, że byli dosyć mocno ukierunkowani na tym, aby widzieć siebie, swoją perspektywę. Mało kto miał w sobie tyle empatii, aby od razu wizualizować sobie to, co poczuje druga strona, a szkoda, może faktycznie wtedy byłoby prościej, może świat byłby lepszym miejscem. - Poniosło. - Powtórzyła jeszcze, skoro nie było to takie jasne. Nie było to może zbyt ambitne wytłumaczenie, jednak z niego skorzystała, jakby w ogóle mogło to coś zmienić. Zachowała się okropnie, to prawda, zdawała sobie z tego sprawę, chociaż ciągle wydawało jej się, że miała prawo nie do końca odpowiednio odczytać jego intencje. Jakby nie patrzeć sam dawał jej ku temu powody - wcześniej. Oczywiście mogła bardziej drążyć temat i faktycznie to zweryfikować, jednak wtedy nie wydawało jej się to konieczne, była młoda, miała bardzo porywczy temperament, nauczona doświadczeniem postanowiła się bronić w jedyny sposób w jaki potrafiła. Nie sądziła jednak, że te słowa rzucone bez specjalnego zastanowienia wryją się tak mocno w jego pamięć. Czuła, że atmosfera robi się napięta. Nie powinni wracać do tamtego dnia, z drugiej jednak strony może lepiej było to wyjaśnić? To wydarzyło się naprawdę dawno temu, a on nadal wydawał się żywić do niej urazę. Nie lubiła niewyjaśnionych spraw, bo wracały, tak jak to teraz, może czas najwyższy mieć to za sobą. Mimo niechęci do jej osoby postanowił ją zaprosić do siebie. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, nie do końca wiedziała, czy wchodzenie do środka to dobry pomysł. Kto wie, jak może się to skończyć, szczególnie, że nie wydawał się być jakoś specjalnie zachwycony jej towarzystwem. To nie było jednak istotne, sama wypiła ledwie kilka szklanek whisky, chętnie by się nieco bardziej sponiewierała. - Jesteś tego pewien? - Najwyraźniej wolała się upewnić, że faktycznie chce ją zaprosić. - Jeśli tak, to czemu nie. - Tym razem mu nie odmówiła. RE: [2.10.1967] spotkanie po latach - Luno Skeeter - 08.07.2024 Z pewnością wiele osób zgodziłoby się z tezą, że świat wtedy byłby o wiele lepszym miejscem, przede wszystkim pełnym również dobroci. Ja jednak uważałem, że nadrzędną rzeczą każdego człowieka powinno być własne dobre, własne przyjemności. W mojej chłopięcej głowie rzeczy, które jej robiłem to było wręcz uwielbienie. Poświęcałem mnóstwo chwil w przerwach od nauki na to, by opracowywać plan zaskakiwania mojej miłości. Byłem kreatywnym dzieckiem oraz pracowitym, więc nie straszne było mi wykopywanie robaków o zmroku (choć powinienem znajdywać się wówczas w łóżku, ale dla Ger ryzykowałem szlabanem) czy przeszkadzanie jej w nauce/odrabianiem pracy domowej w bibliotece zaklęciem brzęczącej muchy nad uchem. Jaki wszyscy mieliśmy wtedy ubaw! I tylko ja wiedziałem, że to moja sekretna wiadomość do panny Yaxley, że pałam do niej gorącym uczuciem, a przed snem tworzę romantyczne scenariusze. Nie odpowiedziałem na jej pytanie tylko od razu otworzyłem jej drzwi do kamienicy, a następnie pokierowałem do swojego mieszkania, również i tam przepuszczając w drzwiach damę mojego młodzieńczego serca. Zapewne także w korytarzu chciałem jej pomóc ściągnąć płaszcz, a następnie rozebrałem się ze swojego, starannie odwieszając je w odpowiednie miejsce. - Na co masz ochotę? – spytałem, idąc do lodówki po kostki lodu. – Mam białe wino ze znakomitego szczepu – od razu pomyślałem, że jak kobieta to zapewne wino. Przed sobą w salonie miałem flaszeczkę dobrego brandy. Nie znałem nigdy kobiety, która lubiłaby jakąkolwiek whisky czy inne tego typu rzeczy, więc naturalną rzeczą było dla mnie zaproponowanie czegoś bardziej damskiego. Lubiłem się przechwalać rzeczami, więc miałem nadzieję, że moje mieszkanie zrobiło na niej wrażenie. Zaprowadziłem ją od razu do salonu, którego podłoga była pokryta ciemnobrązowym drewnem, a kolorystykę zachowano w ciemnozielonej barwie. Wnętrze projektowała mi jedna z najlepszych magicznych architektek wnętrz. Jedną ścianę zdobiły dwa obrazy jeszcze nieznanych szerszej publiczności artystów, ale moim zdaniem wkrótce miało być o nich głośno. Mieli niezwykły talent. Kanapa była duża, pełna wygodnych poduszek, a przez pasujący w kolorystyce sofy fotel, przerzucony był koc z frędzelkami na końcu. Można by uznać, że mieszkała tu jakaś kobieta, ale tak jak wspomniałem - urządzała je architekt, która czasem wpadała kontrolować wystrój, dorzucając małe poprawki oraz zahaczając o sypialnie. Testowanie miękkości materaca jest bardzo ważne. Fachowiec będzie wiedziała najlepiej, kiedy należy je wymienić. RE: [2.10.1967] spotkanie po latach - Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.07.2024 W przypadku Gerry to nawet nie chodziło o przyjemności, bo nie dawało jej przyjemności wcale bycie agresywną, czy spławianie kogoś w ten sposób. Broniła się po prostu, przed ewentualnym skrzywdzeniem, towarzyszyło jej jakieś dziwne przeświadczenie, że inni chcą się tylko i wyłącznie z niej najbijać, ciągle musiała udowadniać swoją wartość, co było w długiej mierze całkiem męczące. Jednak się nie poddawała, bo zależało jej na szacunku, choć mogło by się wydawać, że ma zdanie innych w głębokim poważaniu. Nie odezwał się słowem na jej komenatrz. Najwyraźniej był pewien swojej decyzji, skoro zaprosił ją gestem do środka. Panna Yaxley kiedyś na pewno bardzo żałowała, że nie zrezygnowała z tego, aby wejść do środka, że ta pokusa w postaci wspólnego picia okazała się silniejsza, alkohol doprowadzi ją do zguby, pewnie nie pierwszy i ostatni raz. Dotarli do mieszkania. Panna Yaxley pozwoliła sobie pomóc z ściągnięciem płaszcza. Pod nim miała nieco za dużą, błękitną koszulę, najpewniej męską, ktoś musiał zostawić ją w jej mieszkaniu, a ona z tego skorzystała. Często przywłaszczała sobie nieswoje ubrania. Rozejrzała się po wnętrzu, w końcu była tutaj pierwszy raz, trochę ciekawiło ją jak mieszka. Czy należał do tych osób, które dbały o to, aby wszystko było poukładane, czy jak ona najlepiej odnajdował się w chaosie. Było tu czysto, zdecydowanie ktoś poświęcił swoją uwagę, aby zadbać o to miejsce. Wszystko wydawało się do siebie pasować, całkiem ładne gniazdko sobie tu urządził. Po chwili jednak podążyła za nim wzrokiem. Prawda. Mieli się przecież napić. Geraldine nauczona była picia z mężczyznami, miała mocną głowę, lubiła raczej wysokoprocentowe trunki. Nie była szczególnie wybredna, bo w swoim życiu zdarzyło jej się spożywać alkohol naprawdę wątpliwej jakości. Skoro zaprowadził ją do salonu, to usiadła sobie na tej kanapie i czekała, aż do niej wróci. Przeniosła wzrok na ścianę, na której znajdowały się obrazy. Zdecydowanie to wnętrze wyglądało dużo lepiej od tego jej, które raczej było zbiorem zupełnie niepasujących do siebie przedmiotów. |