Secrets of London
[25.08.72, plaża w Devon] Skarb morza | Nora, Thomas, Woody - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [25.08.72, plaża w Devon] Skarb morza | Nora, Thomas, Woody (/showthread.php?tid=3564)

Strony: 1 2 3 4


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Skarb morza | Nora, Thomas, Woody - Woody Tarpaulin - 18.07.2024

Nora Niszczycielka Dobrej Zabawy zapewne słusznie strofowała swoich towarzyszy i powściągała ich apetyty. Woody co prawda trafiał zwykle z tym, ile i czego może wypić, żeby wykonać zadaną robotę bez większych komplikacji, ale lepiej było nie kusić niepotrzebnie losu.
Słowa Thomasa wywołały śladowy uśmiech pod jego nosem. Uwaga była trafna, lecz czarodziej nie dostrzegał dookoła nikogo, kto mógłby tę kobietę uszczęśliwić do łez. Któż by się w końcu ważył zmyć, doprowadziwszy piękną niewiastę do paroksystycznej euforii?
Nie musieli na szczęście siłą wyciągać z nieznajomej odpowiedzi na te pytania. Historia bez trudu się wyjaśniła. Woody Tarpaulin jako mężczyzna (wybiórczego) honoru oraz były glina nie mógł odmówić pomocy damie w opałach. A jeśli miałby jakiekolwiek wątpliwości, przekonałoby go do tego bez dwóch zdań spojrzenie Nory.
Przez myśl nie przyszło mu nawet oczywiście, aby powiadomić służby. Jeszcze zanim wygonili go z Brygady, miał słabość do samosądów. Teraz — gdy wiódł życie ministerialnego pariasa — wymierzenie na własną rękę odpłaty niegodziwemu rybakowi było dla niego jeszcze atrakcyjniejsze.
Nagroda była co prawda sprawą drugorzędną, ale i tak ciekawsko prześliznął wzrokiem po monetach. Nie był specjalistą z dziedziny, lecz handlując na Nokturnie miał oko do tego, które przedmioty mogą się okazać wartościowe.
Absolutnie — przytaknął Thomasowi z pełnym zaangażowaniem.
W końcu jakie mieli opcje? Wypędzić ją stąd tak o? W żadnym wypadku. Jedyną alternatywą było zgłoszenie tego, ale jak zostało już wcześniej zaznaczone, Woody nie pałał miłością do struktur władzy, mimo że wielu jego bliskich w nich działało.
Pani prowadzi do tego bydlaka. — Zachęcił nieznajomą ruchem ręki. — I powie coś więcej, jeśli można. Chociażby godność szanownej pani?
Sytuacja miała wiele niewiadomych. Kolejne pytania cisnęły się na usta detektywa Longbottoma. Nawet niemal dekadę po wydaleniu ze służby — choćby w nocy o północy oraz po kilku głębszych — odruchowo takie przypadki analizował przez pryzmat rubryczek i tabelek z rozmaitych druczków wpinanych w akta spraw.

!skarbmorza3


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Skarb morza | Nora, Thomas, Woody - Pan Losu - 18.07.2024

Rybak rzeczywiście jest bardzo rosłym i gburowatym mężczyzną, mieszkającym z małym chłopcem. Musicie wymyśleć, jak go oszukać lub omamić czarami, ale nie skrzywdzić, co ściągnęłoby uwagę Ministerstwa. Mężczyzna na pewno lubi alkohol, może więc to wykorzystacie...?
Po dotarciu do skrzyni rzućcie kością !skarbmorza4


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Skarb morza | Nora, Thomas, Woody - Nora Figg - 18.07.2024

Nie mogła się powstrzymać przed posłaniem kuksańca w ramię Thomasa, za to MAAAAMO, także jej ręka pomknęła w powietrzu, przez co delikatnie go smyrnęła. Było to spore osiągnięcie zważając na to, że sięgała mu jakoś do pasa, jednak jak bardzo się postarała to potrafiła do niego doskoczyć, lata praktyki i doświadczenia robiły swoje. Wiadomo, jak to bywa z rodzeństwem.

- Oczywiście, przecież sama sobie nie poradzę, później będziesz mógł robić, co ci się tylko wymarzy. - Pić do rana, czy coś. Póki co jednak musiał być dyspozycyjny, Norka bez Thomasa nie byłaby w stanie sobie poradzić ze wszystkim. Może czasem nawet nieco za bardzo korzystała z jego pomocy, ale jakoś przywykła do tego, że zawsze był obok niej i stał się jej największym wsparciem w tym co robiła.


Na całe szczęście nie musiała nikogo przekonywać do tego, aby pomogli kobiecie w potrzebie. Znajdowała się w towarzystwie całkiem porządnych mężczyzn, może ktoś inny nie zechciałby jej pomóc, ale oni dosyć szybko zadecydowali o tym, że zaangażują się w sprawę. Nie musiała się odezwać nawet słowem, wspaniale, głupio by było, gdyby sama została z tym problemem, bo tak, czy siak pewnie nie zostawiłaby jej samej.

Panna Figg sięgnęła po różdżkę, skoro już mieli iść szukać mężczyzny, który ukradł skrzynię. Nie, żeby potrafiła się nią jakoś świetnie posługiwać, ale jednak zawsze było to jakiekolwiek narzędzie do ewentualnej obrony. Nie, żeby specjalnie martwiła się o to, czy może im się stać krzywda. W końcu była tutaj z Woody'm - byłym gliną i Thomasem, który był klątwołamaczem. Lepiej nie mogła trafić.

Dotarli w końcu do rybaka, który okazał się być rosłym mężczyzną, nie, żeby to zmieniło podejście Norki do całej sytuacji, nadal czuła się bezpiecznie. Bardziej zmartwiła ją obecność chłopca, czy były to odpowiednie warunki do życia dla takiego młodego człowieka? Trochę wątpliwe, ale może nie powinna się mieszać.

- Woody, czy masz jakąś butelkę? Może się z nim napijecie. - Szepnęła cicho do swoich towarzyszy. Niby chwilę temu zabraniała im pić, a teraz wręcz do tego zachęcała, co mogło być uznane za hipokryzję, ale mniejsza o to. Gdyby się nim zajęli, to mogłaby spróbować jakoś zwędzić skrzynię, tyle, czy na pewno? Była prawie jej rozmiaru, co mogło spowodować lekkie komplikacje.




RE: [25.08.72, plaża w Devon] Skarb morza | Nora, Thomas, Woody - Thomas Figg - 19.07.2024

Z udanym oburzeniem potarł rękę, gdzie "uderzyła" go siostra, jakby faktycznie strasznie to bolało.
- Tak, co chce, jak już skończę wykonywać wszystko z listy przygotowywań do imprezy - burknął ale nie zamierzał się użalać nad swoim losem, było na to trochę zbyt późno kiedy zgodził się pomagać. Ba, nawet sam się zaoferował z tym, że pomoże. Dlatego teraz jak marudził to tylko tak dla zasady, żeby nie było, że garnie się do wszystkiego i nie jest taką pracowitą pszczółką, która zawsze musi mieć coś do zrobienia.

Popatrzył na siostrę, która wyciągnęła różdżkę i zmarszczył brwi co prawda nie miał problemu z takim załatwianiem sprawy, jednak wybieranie si do kogoś z już dobytą trochę zawężało pole do dyplomacji.
- Ale schowaj ten patyk, nie będziemy nikomu jeszcze wydłubywać oka, najpierw spróbujmy porozmawiać - mówiąc to poczochrał jej włosy na czubku głowy i od razu  przejawił ogromne pokłady odwagi jakie w sobie miał - uskoczył w bok, aby schować się za wujkiem i uniknąć potencjalnych kuksańców.
Ciekawiło go jedynie dlaczego kobieta pragnie odzyskać skrzynię bez konieczności angażowania Ministerstwa? Coś tu śmierdzieć zaczynało, przecież tak byłoby najszybciej i najprościej - ale cóż, na to przyjdzie jeszcze czas. Przecież zawsze mogą sprawdzić co jest w skrzyni przed oddaniem jej, aby nie okazał się ,ze nagle pomagali jakiejś mrocznej wiedźmie.
- To nie jest głupi pomysł, wujku może spróbujemy przehandlować skrzynię za jakiś trunek, albo go upić, żeby nam ją oddał? - wiedział, że Woody dzięki prowadzenia baru będzie najlepszy do przekonywania tego rybaka do oddania im skradzionej skrzyni.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Skarb morza | Nora, Thomas, Woody - Woody Tarpaulin - 22.07.2024

Chata odpowiadała swoim stanem wrakowi człowieka, który ją zamieszkiwał. Drewno, z którego ją zbito, obłaziło z farby, pod którą kryły się poczerniałe deski. Ściany obwieszono gustownymi dekoracjami w formie wystrzępionych sieci rybackich. Po podwórzu walała się sterta śmiecia: zardzewiałe wiadra, połamane wiosła, para sparciałych kaloszy, inne ciężkie do zidentyfikowania przedmioty. Przed domem wyciągniętego na piach stolik z drewnianej skrzynki zastawiony pustymi flaszkami, dookoła niego stały niskie beczki: na jednej z nich spoczywał znudzony właściciel chaty. Pod jego nogami dzieciak bawił się śmieciami, od czasu do czasu biegł przez plażę ku morzu czy coś pokrzykiwał.
Woody najchętniej wytargałby pijaka spod tej gównianej chałupy za kołnierz i wysłał na morze w dziurawej łajbie bez wioseł. Zobaczy się, czy zdoła sam wrócić do brzegu.
Znęcanie się nad rzezimieszkiem nie wchodziło jednak w grę, gdy patrzyło mu na ręce grono prawych i bohaterskich. Musiał załatwić to tak, jak Longbottomowi przystało, nie w stylu Nokturnu.
Spojrzał z dezaprobatą na czmychającego za niego przed siostrą Thomasa, po czym przeszedł bez ociągania do rzeczy:
Nie rozpędzaj się z tym handlowaniem. Żeby przehandlować skarb, musielibyśmy mu przynieść czternastokaratowy złoty bimber. Chłop może i pijany jak szpadel, ale skoro położył łapska na skarbie, to pewno rozumuje, że trafiło mu się coś cennego.
Pomysł z alkoholem sam w sobie był jednak niezłym tropem, który dobrze ugryzła Nora.
Upić, upić, to jakaś myśl. Do nieprzytomności najlepiej, a przynajmniej, żeby widział podwójnie.
Z westchnieniem spojrzał w dal — tam, gdzie zniknęło za ich plecami obozowisko — i wyciągnął różdżkę. Pod wpływem niemal niemego Accio wkrótce na horyzoncie ukazała się mknąca ku nim przez plażę butelka, która wylądowała miękko w dłoniach czarodzieja.
Poświęcimy dla pięknej damy naszą niebiańską nagrodę. — Thomasowi z bólem serca zaprezentowana została rakija, wybrana przez Woody’ego do tego zadania ze względu na swoją moc.
Nim mężczyzna wyruszy na swoją misję, musieli ustalić jeszcze dokładny plan. Skrzynia majaczyła w głębi głównej izby rybackiej chatki. Być może prażyło słońce, być może rybak był już wstępnie podpity, ale nie mogli wiedzieć na pewno, ile czasu zajmie doprowadzenie go do właściwego stanu. Nie należało polegać jedynie na tym. Po chwili namysłu Tarp ponownie wyciągnął różdżkę, a od strony obozu nadleciał kolejny przedmiot: niewielka buteleczka ze stoiska z drinkami.
Chłopiec, którego ściągnęła Brenna, będzie nam tam dziś pichcił drinki z niespodzianką — zaczął, oglądając buteleczkę, aby upewnić się, że dotarła do niego właściwa. — Jeden przygotowuje się z eliksiru niewidzialności. Taki to gadżet imprezowy, nic profesjonalnego czy pierwszej jakości. Niezbyt trwały, niedokładny, ale tyle o ile działa. Łatwiej wam się będzie wślizgnąć, jak trochę was rozmyje. Pewno zostanie kosmyk włosa czy falbana sukienki, ale zawsze to bezpieczniej. I od razu tamten smarkacz z głowy, bo przecież gówniarza nie upiję. — Zadowolony z efektu oględzin wcisnął butelkę Norze. — Kropelka lub dwie na język i będziecie mieli parę minut przewagi.
Wziął się pod bok i raz jeszcze omiótł wzrokiem scenę, na której rozegrać się miała ich zuchwała kradzież. Wiele rzeczy mogło pójść nie tak, ale… no, nie było co ukrywać: Woody dopuszczał w razie kłopotów po prostu opcję przemoc. Ich było czworo, rybak jeden, bo bachora nie liczył.
— Jeszcze by się przydał jakiś znak, żebyście wiedzieli, kiedy wkroczyć. — Zabębnił palcami o szkło, myśląc nad kolejnym szczegółem. — I może nie paradujcie ze skrzynią frontowymi drzwiami. Dasz radę translokować ją jakoś delikatnie przez okno, Tom?


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Skarb morza | Nora, Thomas, Woody - Nora Figg - 22.07.2024

Norka naburmuszyła się kiedy usłyszała komentarz brata. Posłuchała go jednak i schowała ten patyk, skoro miał inny pomysł, to cóż, zrobią to bez użycia siły. Jakoś pewniej się czuła mając różdżkę w ręku (to nic, że prawie wcale nie umiała czarować!).

Założyła sobie ręce na piersiach i spoglądała na niego spod byka. Czekała, aż podzieli się z nimi swoją, błyskotliwą ideą. Cóż, zamiast tego dolał oliwy do ognia i poczochrał ją po włosach, westchnęła jedynie ciężko. Tym razem postanowiła go jednak nie atakować, tym bardziej, że schował się za wujkiem. Policzy się z nim później, na pewno. Już ona mu tego nie zapomni.

Pannę Figg w sumie zastanawiało, co jest w tej skrzyni. Faktycznie nie angażowanie Ministerstwa brzmiało trochę jakby znajdowało się tam coś niebezpiecznego, co ktoś chciał ukryć przed całym światem. Czy powinni w ogóle jej pomagać? Z drugiej strony nikt z tutaj obecnych nie pracował dla Ministerstwa więc nie musieli się specjalnie martwić tym, że ktoś się dowie o tym, że jej pomagali.

Jasne, pomysł z upiciem starego był całkiem niezły. Norka zamyśliła się jednak, bo przecież był tam chłopiec, czy musiał oglądać swojego opiekuna w takim stanie? Skoro z nim mieszkał, to pewnie był na niego skazany. Co jeśli coś mu się stanie przez to, że ten będzie nawalony jak szpadel? Nie do końca uważała takie zachowanie za moralne, faktycznie było niby całkiem proste, ale czy na pewno najlepsze?

- Trochę martwi mnie obecność tego dziecka, co jeśli coś mu się stanie, kiedy tamten będzie nawalony? - Postanowiła się podzielić swoimi obawami z mężczyznami. Cóż, jej matczyne instynkty chyba nigdy jej nie opuszczały.

Wujkowi już nawet udało się sprowadzić do nich butelkę. Miała świadomość, że to rozwiązanie faktycznie mogło przynieść oczekiwany efekt, ale nadal z tyłu głowy zastanawiała się nad losem dziecka.

- Ten plan brzmi jakby miał się udać wujku, nie zrozum mnie źle, ale nie wiem, czy to moralne. - Mogli zobaczyć zmartwienie na twarzy Norki, chyba faktycznie walczyła w tej chwili sama ze sobą i swoimi przekonaniami.




RE: [25.08.72, plaża w Devon] Skarb morza | Nora, Thomas, Woody - Thomas Figg - 23.07.2024

Uniósł w górę ręce w geście poddania się, faktycznie nie przemyślał tego do końca, że wymiana skrzynki za trunek nie będzie ani tania, a ni prosta. A może tylko wzbudzić czujność rybaka, bo będzie wiedział, że nie przyszli tu w rozmowach towarzyskich.
Wysłuchał pomysłów wujaszka, jednocześnie notując sobie w pamięci, aby uważać na serwowane na dzisiejszej imprezie drinki - bo z jednej strony brzmiały kusząco, ale z drugiej nigdy nie wiedział co mogłoby mu się trafić.
- Myślę, że to całkiem moralne, przecież to nie tak, że będziemy go okradać z całego dorobku jego życia? Odbierzemy tylko to co nie jego. No i nie bierzemy tego dla siebie, ale żeby zwrócić prawowitej właścicielce tej krzynki - odpowiedział siostrze, która miała dylemat moralny, on sam już ich nie miał. Thomas nie widział problemu z ubrudzeniem sobie rąk, choć wolałby to rozegrać inaczej to podprowadzenie skrzyni też nie było najgorszym pomysłem - a na pewno o wiele lepszym niż siłowe rozwiązanie problemu.
- Nie wiem, jesteśmy na plaży, to może zahukasz jak sowa? Tutaj nie ma sów, szczególnie w środku dnia, więc nie pomylimy tego sygnału z żadnym innym - popatrzył na Woody'ego czy mu podpasuje ten rodzaj komunikacji. - Za kogo tym nie masz, myślisz, ze bym mu przed nosem lewitował te skrzynie? Bez wydawania dźwięku jakiegokolwiek mógłbym ją przenieść poza chatę, ale musiałbym dotknąć tej skrzyni różdżką - ten drink niewidzialności się przyda - wyłuszczył jak to wyglądało z jego strony i zaraz też spojrzał na Norę.
Zmarszczył brwi słysząc jej komentarz o dziecku. Jakkolwiek by mu nie współczuł, to chyba przecież nie byli tutaj, aby ratować świat.
- Chyba nie zamierzasz zrobić tego o czym właśnie pomyślałem? - zapytał jej patrząc intensywnie wprost na swoją siostrę. PRzecież nie mogli od tak zabrać dziecka od ojca, który codziennie pije - jakkolwiek tragiczne by to nie było to nie daliby rady tego usprawiedliwić przed nikim. A chłopiec po wprowadzeniu do świata magii mógł równie dobrze oszaleć. - To nie wygląda jakby to był pierwszy raz, skoro nie wylewa za kołnierz to.. - przerwał pozaczynał sam siebie agitować do tego, aby odebrać rybakowi jego potomka, kilka szybkich klątw modyfikujących pamięć i dzieciak byłby wolny od mieszkania z alkoholikiem. Coś czuł w kościach, że zaraz oprócz skrzyni, będą również wracać z wyzwolonym dzieckiem - jeszcze zaraz się okaże, że ten dzieciak to wybraniec, który przywróci równowagę między ciemną i jasną stroną magii.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Skarb morza | Nora, Thomas, Woody - Woody Tarpaulin - 26.07.2024

Nora słusznie poruszyła temat dziecka. Woody powinien się wstydzić, że wcześniej o tym nie pomyślał albo… pomyślał, lecz za krótko. W przeciwieństwie do rozpicia starego alkoholika, zmiana losu tego dziecka nie była projektem na jedno popołudnie.
Tak, zabierzemy go po wszystkim — zdecydował po wysłuchaniu obu Figgów. — Niekoniecznie przecież na zawsze. Spędzi jedno popołudnie poza domem, dopóki stary nie wytrzeźwieje, a potem... Zobaczy się, co potem.
To było proste, tymczasowe rozwiązanie. Mieli przyjaciół w Londynie, ktoś na pewno zgodzi się oddać im tę przysługę i zaopiekować dzieciakiem do jutra. Rano pośle się najwyżej po amnezjatora dla chłopca, da w łapę i nigdy nic się nie wydarzyło. Chyba że wpadną do tego czasu na lepszy pomysł.
Na to hukanie sowy opadły mu ręce. Jak u licha wytłumaczyć najebanemu rybakowi takie dźwięki? Nie walczył jednak, poddał się, machnął ręką. Pijani nieustannie robią z siebie kretynów.
Niech ci będzie i hukanie sowy. Odhuknij, jak sprawa będzie załatwiona.
Zdawało się, że wszystkie problemy rozwiązano, plan domknięto, toteż ruszył ku chatce. Gdy tylko znalazł się w zasięgu wzroku rybaka, przywitał go okrzyk:
Czego tu?
Rybak patrzył na niego spode łba. Ta poorana bruzdami i wysmagana wiatrem twarz mogła równie dobrze należeć do czterdziesto-, jak i sześćdziesięciolatka. Jego wielkie łapy z żałobą pod paznokciami zaciśnięte były na jakiejś sztachecie.
Schronienia, panie, schronienia — zawołał Woody, unosząc ręce w geście kapitulacji; wyeksponował przy okazji niesioną butelkę. — Przed babą się chowam. Łazić już nie mogę po tych plażach i skarpach, a moja stara jak nawiedzona.
Żarty z gatunku ”żona zła” zawsze były bowiem w cenie i przemawiały do starych mizoginistycznych jełopów. Flaszka przemawiała z kolei do aktywnych alkoholików. Tak oto od słowa do słowa mrukliwy rybak zaprosił konia trojańskiego pod postacią Woody’ego Tarpa do klapnięcia przy zbitym z dech stoliku w cieniu chaty. Rakija została rozpieczętowana i przystąpili do konsumpcji.
Początkowo rybak, który przedstawił się imieniem Marvin, nie mówił wiele; odpowiadał Tarpowi monosylabami. Wraz z topniejącą zawartością butelki dał się wciągnąć jednakże w postękiwania o niedolach życia. Słodkawa rakija wchodziła w słoneczne popołudnie gładziutko, sprawnie opróżniali kieliszek za kieliszkiem. Coraz więcej trunku ulewało się z trzęsących rąk na dechy, coraz częściej rechotali paskudnie, Matka jedna wie, z jakich paskudnych żartów. Treść rozmowy na zawsze pozostanie tajemnicą.
Obaj zawodnicy podeszli do butelki wstępnie rozgrzani. Woody szybko pożałował wcześniejszej degustacji imprezowej oferty i modlił się w duchu, aby któryś z zaproszonych uzdrowicieli — świadom, że idzie na imprezę z alkoholem — miał w torbie coś, co pomoże mu się zresetować.
Skończył — o ironio — minimalnie mocniej skasowany niż przeciwnik. Dno butelki robiło się coraz bardziej widoczne, Woody z trudem dodawał dwa do dwóch, a rybak leżał na deskach skrzyni z mętnym wzrokiem i kręcił obrzydliwie lepiącym się kieliszkiem. Najwyższa pora, bo jeszcze czarodziej padnie i nie zahuka.
Longbottom wstał, zachwiał się, odzyskał równowagę, zachwiał jeszcze raz, wsparł ramionami o skrzynkę, zamrugał kilka razy, po czym wydusił:
— Hu… hu… hu… — Ta sowa była dotknięta upośledzeniem znacznego stopnia. — Chuja się znasz, Marv. — Złożył pohukiwanie w byle jakie zdanie, po czym opadł z powrotem na beczkę.
Hu… hu… huja? — wybełkotał skołowany rybak, nie bardzo kapując, o co chodzi. Nie zainteresowało go to jednak na tyle, aby podnieść głowę choćby o milimetr. Woody polał mu jeszcze kolejkę, coby go czymś zająć i może, jak dopisze szczęście, wykończyć. Siebie pominął. Litości, musi jeszcze przejść po piachu z powrotem do obozu.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Skarb morza | Nora, Thomas, Woody - Nora Figg - 30.07.2024

Norka nie była specjalistą jeśli chodzi o taki sprytne pomysły. Zdecydowanie wolała, aby jej towarzysze decydowali o tym, w jaki sposób przebiegnie ta akcja. Sama zamierzała jedynie pilnować tego, aby dzieciakowi nie stała się krzywda. Czuła się poniekąd za niego odpowiedzialna. Kto wiedział, co może mu przyjść do głowy w momencie w którym jego stary będzie spał pijany w tej chatce. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby spadł z klifów, albo zrobił sobie krzywdę w jakikolwiek inny sposób.

- Thomas, mi nie chodzi o skrzynkę, mi chodzi o dzieciaka. - Postanowiła wyjaśnić bratu dokładnie o co jej chodzi. Miała w nosie to, czy ukradną skrzynkę, bo sam rybak chyba też ją gwizdnął tek kobiecie, więc w sumie bez różnicy kto komu ją miał teraz zamiar ukraść, najprawodopodbniej to kobieta była oficjalną właścicielką skrzyni więc tak naprawdę nie byli do końca złodziejami, chcieli przekazać tylko właśność osobie do której należała.

Spojrzała na wujka, chyba nie do końca wystarczało jej to, że mieliby stąd zabrać chłopca na jeden wieczór. Zastanawiała się nad tym dłuższą chwilę, aż w końcu się odezwała. - Nie chcę go tutaj zostawiać, każde dziecko zasługuje na kochający dom. - Nie wydawało jej się, aby dzieciakowi żyło się dobrze z takim ojcem. Musiała zareagować, może kogoś poinformować, by mu odebrali tego chłopca. Póki co nie było zbyt wiele czasu, aby o tym myśleć, jednak na pewno nie odpuści tego tematu.

Cóż, Woody poszedł do chaty. Nora właściwie nie do końca wiedziała, co powinna teraz robić. Nie nadawała się do pomocy, była pewna, że będzie tylko i wyłącznie przeszkadzać Thomasowi, bo przecież była pierdołą, nie potrafiła czarować, najlepiej jakby on zajął się tą skrzynią sam.

- Ciekawe, jak długo mu zajmie upicie tego typa. - Postanowiła usiąść na piasku i czekać, bo nic innego nie mieli do zrobienia.

- Nie ma szans, że ten dzieciak będzie tutaj mieszkał, nie wiem, czy mogę zabrać go ze sobą do domu, pewnie nie, ale trzeba poinformować odpowiednie służby. - Najwyraźniej to nadal nie dawało jej spokoju.

Z rozmyślań nad tym wszystkim wyrwało ją upośleszone pohukiwanie. - Te, to chyba wujaszek, idź po te skrzynkę, ja tutaj zostanę. - Rzuciła jeszcze do brata.




RE: [25.08.72, plaża w Devon] Skarb morza | Nora, Thomas, Woody - Thomas Figg - 03.08.2024

- Znając Woody'ego, to nie zdążmy nawet się wygodnie rozsiąść - zażartował na temat upijania mieszkającego tu dorosłego, bo jednak jako właściciel pubu to Tarpaulin posiadał większe doświadczenie w piciu niż jakiś poławiacz ryb.
Nie bardzo wiedział co zrobić, bo dobrze znał swoją siostrę i był świadom, że nie mogła znieść faktu, że jakieś dziecko żyło w tragicznych warunkach. gdyby mogła to by zbawiła cały świat. Kilkoro takich jak ona i świat byłby o wiele lepszym miejsce. Gdyby to ona zasiadała jako główna Matka Brytyjka, a nie obecna matrona, to faktycznie to stowarzyszenie by coś przydatnego dla dzieci robiło, a nie było jedynie jako wielka wizytówka zasiadających tam kobiet.
Położył na ramieniu Nory dłoń w ramach pocieszenia, a raczej bardziej uspokojenia i wsparcia.
- Wiem co przeżywasz i że byś chciała dla niego jak najlepiej, ale nie możemy go ot tak sobie go stąd zabrać to byłoby porwanie - rezolutnie zauważył Thomas, doprawdy, jeśli to on był tutaj głosem rozsądku to biada im była pisana. Z drugiej strony wątpił, żeby jakiekolwiek stowarzyszenie odebrałoby dziecko temu człowiekowi, a nawet jeśli to umieścili by go w domu dziecka, więc już sam nie wiedział co gorsze.
Zamarł, kiedy nagle usłyszał ich umówiony znak, choć miał wątpliwości czy jest to faktycznie znak, bo brzmiało jak sowa potrącona przez Błędnego rycerza i stratowana przez rastrale, no ale też nie mogli czekać w nieskończoność.
- Poczekaj, zaraz wrócę - rzucił do siostry nim postanowił wdrożyć w życie część planu, którą wcześniej ustalili, czyli podpieprzenia skrzynki. Mimo, że powinien to w sumie to nie czuł się jak złodziej, przecież zabierali złodziejowi co nie jego, wiec nie czyli nic złego. Wręcz przeciwnie, dobry uczynek spełniali, bo pomagali poszkodowanej kobiecie odzyskać to co należało do niej.
Zbliżył się do chatki i pokazał wujkowi uniesionego w górę kciuka. Co jak co, ale pisał się na medal, jednak pokładane w nim nadzieje nie poszły na próżno i byle rybak nie przepije właściciela pubu z Nokturnu - wypił jeszcze ten napój co miał go uczynić niewidzialnym.
Teraz był czas, żeby on się wykazał, dlatego tak, żeby przypadkiem nie zwrócić na siebie jak najmniej uwagi - może i właściciel chaty był najebany w trzy dupy, a on był względnie niewidzialny, ale jednak wolał nie ryzykować, ze zostanie przyłapany. Wyciągnął różdżkę, tak dla bezpieczeństwa, łatwiej jest kogoś ogłuszyć przy użyciu czarów niż pięści. 
Jak najciszej uchylił drzwi i wsunął się do środka w poszukiwaniu rzeczonej skrzynki. Na szczęście w chatach takich ludzi nie było wiele zbędnych rzeczy, dlatego nie musiał kopać niczym dzik w poszukiwaniu żołędzi i dość szybko namierzył, gdzie jest ich cel wyprawy.
Złapał za skrzynkę i obrócił się wokół własnej osi, aby cichym pyknięciem zniknąć z chaty, jakby go nigdy tam nie było. Jedynym dowodem, że Figg znalazł się w środku był brak skrzynki, która teraz była w jego rękach.
- No cześć! - odezwał się z szerokim uśmiechem, kiedy pojawił się tuż obok swojej siostry, choć ona bardziej widziała skrzynkę niż wyraźnie jego ciało.
- Możemy wracać - teraz zdał sobie sprawę, że nie umówili się na znak, że wszystko się udało.
- Hu! Hu! Hu! - równie upośledzona sowa wyrwała się z ust Thomasa i popatrzył na siostrę, nie wiedział czy Woody zrozumie czy też będą musieli się po niego fatygować.