Dzisiaj był wielki dzień. Mieli świętować zakończenie wakacji, na plaży. Pogoda dopisywała, było naprawdę przyjemnie Nora z Thomasem zjawili się tam wcześniej, bo mieli pomóc przy przygotowaniach. Na całe szczęście panna Figg znalazła się tu z bratem, inaczej z jej umiejętnościami to pewnie sama podróż zajęłaby jej kilka dni. Nie ma się co oszukiwać teleportacja nie była jej mocną stroną.
Zabrali ze sobą z Londynu oczywiście koszyk pełen słodkich wypieków, aby umilić ten czas przygotowań wszystkim tym, którzy się w nie zaangażowali.
- Musimy przenieść jeszcze te kilka puf, znaczy ty musisz, ja będę cię instruować. - Rzuciła do brata, zamierzała go w tym wesprzeć oczywiście mentalnie, bo sama nie miała zamiaru się za bardzo przemęczać.
Później powinni zabrać się za ognisko, naszykować miejsce, które będzie wydzielone. Trochę sceptycznie do niego podchodziła, bo miała świadomość, że alkohol i ogień nie były szczególnie dobrym połączeniem, liczyła jednak na to, że członkowie Zakonu i przyjaciele będą raczej rozważni.
Bardzo cieszyła się z tego, że spędzą ten wieczór w takim wielkim gronie. Dobrze było spotkać się od czasu do czasu, jakby śmierciożercy wcale nie czekali na to, aż powinie im się noga. - Wujku, masz może ochotę na ciasteczko. - Krzyknęła do Woody'ego, który kręcił się gdzieś niedaleko. Niby nie byli rodziną, ale cóż dla Nory każdy Longbottom był niemalże jak rodzina, w końcu w Warowni spędziła niemalże całe dzieciństwo, cieszyła się, że i on znalazł czas, aby się tutaj pojawić.