Secrets of London
[11.07.1972] Lecznica Dusz | I'll die anyway - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Lecznica Dusz (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=156)
+---- Wątek: [11.07.1972] Lecznica Dusz | I'll die anyway (/showthread.php?tid=3783)

Strony: 1 2


RE: [11.07.1972] Lecznica Dusz | I'll die anyway - Atreus Bulstrode - 15.04.2025

Mrugnął i czuł się trochę, jakby robił to w zwolnionym tempie. Co to w ogóle znaczyło, ze nic się nie dzieje. A cało to gadanie o cyklu to co to było? Skoro energia krążyła w cyklu to jak mogło się z nią dziać nic? Atreus już nawet nie posiadał większych wątpliwości co do tego, że musiał sobie zapalić, bo zaraz mu się tu słabo zrobi, albo mózg usmaży od słuchania tego, co Isobell miała mu do powiedzenia. Wyłuskał więc jednego papierosa i odpalił go. Ale oprócz tego czekał cierpliwie, aż cicha wybrzmi w odpowiedni sposób, a ona na nowo podejmie wątek. Już nie raz musiał siedzieć i słuchać czegoś podobnego, okraszonego tym nauczycielskim tonem, do którego teraz też się uciekała. Jak się okazywało, jego rodzina i pani Macmillan mieli ze sobą bardzo dużo wspólnego.

- Duchy? - powtórzył głucho, bo się chyba trochę przesłyszał, ale nie. Jednak nie.

Dobrze że sobie zapalił, bo Isobell nie zwalniała i postanowiła iść chyba na jakiś rekord co do tego jak długo jej rozmówca może się zastanawiać co właściwie sensownego może jej na to wszystko odpowiedzieć. Siedział tak, z wciąż wyciągniętą w jej stronę ręką z papierośnicą, bo trochę nie chciał jej w tym wszystkim przeszkadzać, jakby słuchał jakiegoś natchniętego wieszcza, którego wytrącenie z rytmu wybudzi z transu. W drugiej dłoni natomiast trzymał papierosa i go złamał, kiedy tylko powiedziała o spłodzeniu czegokolwiek.

Albo miał problemy ze wzrokiem, albo to przy Macmillan czas płynął jakoś wolniej, na tyle że znowu mrugnął jakoś okropnie leniwie, pytając siebie samego w myślach czy to się aby dzieje naprawdę. Dlatego właśnie nie chodził tak często do kowenu, żeby nie słuchać tego typu rzeczy. Czy ona w ogóle była jakimś jasnowidzem, czy o co chodziło? Siedziała w swoim pokoju i wyliczała w głowie numerologicznie najlepsze momenty na płodzenie dzieci? I czemu akurat jego. Po prawdzie, to prawie się przeżegnał.

- Powinienem ich jakoś specjalnie nazwać? Żeby imię miało dobre wibracje? - zapytał, chociaż sam nie wiedział w tym momencie czy mówi poważnie czy może zaraz zapłacze się ze śmiechu. Nie spodziewał się tego i w tym elemencie zaskoczenia chyba tkwił cały problem, ale rada Isobell uderzała w tę dziwną strunę, która prężyła się gdzieś w Atreusie - w ambicję. Kto by nie chciał, żeby jego dzieci posiadały niezwykłą mądrość i siłę?

- Znaleźć żonę w tych czasach wcale nie jest tak łatwo. Głównie dlatego, że tak samo jak zimno niektórych przyciąga to innych równie silnie odstrasza. Dziękuję jednak za odpowiedzi i szczerze mam nadzieję, że nikt mnie nie spróbuje wyegzorcyzmuje - pokręcił ze zrezygnowaniem głową bo to faktycznie mogło być ciekawe, skoro wepchnęła go do ciała w taki, a nie inny sposób. Czy to znaczyło, że był opętany przez samego siebie? - Mogę zapytać o coś jeszcze? Gdyby rytuał podczas Lithny przebiegł pomyślnie... co się miało stać?


RE: [11.07.1972] Lecznica Dusz | I'll die anyway - Eutierria - 18.04.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=cCKSply.png[/inny avek] Kiedy nie pojawiały się pytania, nie pojawiały się również odpowiedzi. Ale co kiedy pojawiają się pytania, ale nie są one wystarczająco dla odpowiadającego precyzyjne.

Duchy – potwierdziła, nawet jeżeli oczywistym było, że wypowiedziałeś te słowa w głębokim niezrozumieniu. Isobell… wydawała się tego kompletnie nie dostrzegać. Dopiero teraz odwróciła głowę w twoim kierunku. Wyraz twarzy miała dziwny, ale dominowało w nim skupienie. Ona chyba chciała sprawdzić, czy nadążasz za jej zagmatwanymi wyjaśnieniami, ale ten papieros zbił ją z tropu. Przez moment nie wiedziała co powiedzieć, a później pokręciła głową z niedowierzaniem i wróciła do wpatrywania się w sufit. – Po takie informacje powinien pan iść do jakiegoś Dolohova, a nie do mnie. Ja mówię w imieniu planet – wyjaśniła, chociaż w istocie o datach urodzenia mówili najczęściej ci, którzy poświęcali tej dziedzinie wiele godzin na obliczenia i wierzyli w moc liczb. Co dokładnie mówiły Isobell „planety”? Tego już zapewne wyjaśnić nie szło.

Już ci to powiedziałam, skup się, złoty chłopcze. Energia pozostałaby w miejscu.


RE: [11.07.1972] Lecznica Dusz | I'll die anyway - Atreus Bulstrode - 18.04.2025

- Rozumiem - powiedział krótko, nie kryjąc nieco krzywego uśmiechu, jakby wciąż nie mógł się zdecydować czy był to żart czy może jednak wszystko to działo się na poważnie. Jakaś jego racjonalna strona chciała ją zwyczajnie wyśmiać, ale ta inna, o wiele bardziej egocentryczna, w jakiś sposób chciała w to wierzyć. Jakiekolwiek planety rozmawiały z Isobell może było w nich odrobinę prawdy - przynajmniej w tym, że tkwiąca w nich energia nie musiała być czymś złym i można było nauczyć się z nią żyć.

Pokiwał głową na jej odpowiedź dotyczącą Lithy - nie przyszedł tutaj bezpośrednio o nią pytać, ale cóż, w kontekście tego co powiedziała mu odnośnie Beltane, może faktycznie miało to jakiś sens. Nie dopytał jednak po co jej była ta energia. Nie chciał jej męczyć, ale też domyślał się ze zwyczajnie rozsypałaby przed nim kolejne kawałki i kazałaby złożyć je w całość, a wystarczyło mu że musiał bawić się w podobne rozrywki z całą resztą zimnych.

Na zakończenie rozmowy zapytał jej jeszcze, czy czegoś potrzebowała, a uzyskawszy odpowiedź podziękował jej za czas i odpowiedzi, a następnie pożegnał się, zostawiając ją sam na sam z sufitem.

Koniec sesji