![]() |
|
[10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia (/showthread.php?tid=3901) Strony:
1
2
|
RE: [10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Lyssa Dolohov - 29.09.2024 Lyssa lubiła czasem zakrzywiać rzeczywistość i tak było w przypadku tego jak właściwie przedstawiła się swego czasu Asmodeusowi. Dolohov. Pamiętała, jak wtedy smakowała to nazwisko zestawione ze swoim imieniem, zastanawiając się jak właściwie jej ojciec przyjąłby jej prośbę o oficjalną zmianę w jej papierach. Coś, ta bardziej rozsądna jej strona, podpowiadała jej że nie miałby pewnie nic przeciwko, a przynajmniej sama nie mogła znaleźć wymówek, którymi Vakel mógłby się w tym temacie posłużyć. Co innego jednak zwyczajnie bało się możliwości, że jej odmówi. Jakby nie miała wystarczająco dobrego powodu by zrobić ten krok w kierunku dorosłości i akceptacji ze strony papy. Nie chciała też zwyczajnie robić mamie przykrości, a na ten moment Mulciberowie nie narobili jeszcze tyle bałaganu by miała ich dość. Ale lato było długie i miało ją dopiero zaskoczyć i zdenerwować pod tym względem. Burke miał rację, bo nie zajęło to dłużej niż godzinę, kiedy zielonkawe światło teleportacji siecią zamigotało i w kominku jubilera stanęła młoda dziewczyna, uśmiechając się do niego lekko. - Dzień dobry - spojrzenie przesunęło się dalej, na Shafiqa, kiedy wyszła z kominka, ruchem dłoni wygładzając materiał, jakby bojąc się że przez transport mogła się ubrudzić. Nieznajomy niby przypominał Asmodeusa swoimi jasnymi włosami i błękitnymi oczami, ale prezentował sobą zupełnie inny rodzaj energii. O wiele mniej elegancki i poprawny, jakby w mieście pojawił się tylko w interesach. I z tego powodu spojrzała na niego nieco przychylniej i uśmiechnęła o wiele słodziej. - Lyssa Dolohov, miło mi poznać - zaszczebiotała, ale nie ważne jak bardzo chciała w tym momencie obsypać go całą swoją uwagą i dowiedzieć się o nim jak najwięcej, skoncentrować na sobie tyle jego zainteresowania ile tylko mogła, to Deus dał jej jasno do zrozumienia, że chodziło o jej widmowidzenie. Dlatego z pewnym zawodem przeniosła uwagę na naszyjnik o który się rozchodziło. Nie była specjalistką od kamieni czy stopów metali, ale mogła stwierdzić że błyskotka miała potencjał, jeśli ktoś poświęciłby jej odrobinę miłości. Dotknęła kamieni, jakby na próbę i dla samej siebie, oglądając ich oprawę, aż w końcu spojrzała na mężczyzn. - Jest z jakiegoś ciekawego miejsca? - zapytała, jednocześnie wyciągając potrzebne jej świece i zadając kolejne pytanie, tym razem samym spojrzeniem i gestem, gdzie mogła rozłożyć krąg do widmowidzenia. Kiedy Asmodeus wskazał jej przestrzeń, kolejne świeczki znalazły się na podłodze, tworząc równiutki krąg. Płomienie zabłysły, przywołane zaklęciem, kiedy dziewczyna stanęła z naszyjnikiem w dłoniach pośrodku kręgu. A potem przymknęła oczy. Strasznie nie lubiła podczas widmowidzenia siadać czy klękać, nawet jeśli wiązało się to z ryzykiem zarycia nosem w podłogę, kiedy przyszłoby jej zmagać się ze szczególnie poruszającą wizją. Parę razy jej się to zdarzyło, ale mimo tego kategorycznie odmawiała rozpoczynania rytuału na podłodze. A teraz, kiedy stała pośrodku, drgnęła parę razy niespokojnie, ale na całe szczęście nic więcej się nie stało. Bo inaczej to by się chyba zapadła pod ziemię. - No więc - zaczęła, kiedy wreszcie otworzyła oczy, przez moment jeszcze przyglądając się naszyjnikowi. - Wizja była raczej klarowna, ale to bardzo stary kawałek historii. Obrazy nakładają się na siebie i powtarzają, bo przez większość czasu wiódł spokojne życie. Co rzuciło mi się w oczy to moment, kiedy ktoś postanowił go wykorzystać by wymierzyć swoją własną sprawiedliwość. Został obłożony klątwą, która dosięgnęła jego ostatnią posiadaczkę, kończąc tym samym jej życie. Umarła z nim na szyi - pewnie wiele osób wzdrygnęłoby się na same te słowa, albo zastanowiło czy powinni trzymać ten przedmiot w dłoniach, ale Lyssa jeszcze zanim wzięła go do rąk wyszła z założenia, że gdyby faktycznie jej coś groziło to nie pozwoliliby jej go dotknąć. Przynajmniej nie Asmodeus. Wykorzystując moment, ze wciąż miała go w dłoniach, uniosła go bliżej do twarzy, oglądając też z drugiej strony. - Na ironię losu, została w nim pochowana, Ale potem ktoś go ukradł - powiodła spojrzeniem po rzędach wytartych run i egipskich symboli. - Co znaczą te znaki z tyłu? Runy, z tego co rozumiem, miały odjąć mu wagi, ale reszta? - uniosła zaciekawione spojrzenie na Cathala. RE: [10.06.72] Klejnot jest cenniejszy, gdy stoi za nim historia - Cathal Shafiq - 29.09.2024 Cathal kojarzył Lavinię Bulstrode – w jego pamięci zapisywało się w końcu wszystko, także twarz Bulstrodówny, ale nie było to skojarzenie ani pozytywne, ani negatywne. Na dźwięk nazwiska Dolohov drgnął za to, i wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć… ale zmilczał, bo Lyssy Dolohov również nie znał, nigdy nawet o niej nie słyszał, a jeżeli była młoda i mieszkała w Anglii, wątpliwe, by miała jakiekolwiek związki z ojczyma Shafiqa. Poza tym jakaś jego część chciała ją zobaczyć i przekonać się, czy dopatrzy się w jej twarzy choćby ulotnego podobieństwa. – Jeżeli można to załatwić od ręki, w porządku – zgodził się więc jedynie, pozwalając, aby Asmodeus wrzucił proszek w płomienie. * Lyssa Dolohov faktycznie była młoda. Młodsza niż Cathal oczekiwał – chyba jeszcze przed dwudziestką, a Cal zakładał, że będzie raczej tuż po tej, skoro Burke traktował ją jako specjalistkę. Jej wiek i drobna sylwetka trochę go zdziwiły, ale darowanemu widmowidzowi w metrykę się nie patrzy: ta umiejętność należała raczej do tych rzadkich, a jedyna widmowidzka, z którą Cathal współpracował, nie żyła od wielu lat. Zmierzył dziewczynę spojrzeniem, które niewiele wyrażało, nie od razu odpowiadając na jej pytanie. Mimowolnie porównywał rysy, oczy i włosy do tego, co nosił w pamięci i z pewną ulgą – nienawidził sam siebie za tę – nie dopatrzył się żadnych punktów wspólnych. Lyssa nie była widmem przeszłości, nawet jeżeli sama w przeszłość potrafiła spoglądać. – Cathal Shafiq – przedstawił się wreszcie krótko. – Egipt. Konkretnie z Alexandrii – powiedział, nie zamierzając jednak zdradzać, jak bardzo był stary. Nie chciał niczego sugerować widmowidzowi, a i nie planował póki co przechwalać się, jak cenna zdobycz trafiła w jego ręce. Milczał, kiedy rozstawiała swój krąg i się w nim ustawiała, a gdy rozbłysły świece, przez chwile to nie ją widział, a Cassiopeię, jej wielkie oczy, bladą twarz. Tamta kobieta była starsza, nie przypominała Lyssy i w kręgu zawsze klękała – a jednak zapach świec, charakterystyczny ich układ, to wszystko przywoływało niechciane wspomnienia, aż Cathal w końcu odwrócił wzrok. Nijak nie mógł jednak odepchnąć obrazów, wciskających się do głowy i z tego stanu wywołały go dopiero kolejne słowa Lyssy. Informacje o naszyjniku, o jego kolejnym skarbie znad Nilu, były chyba jedynym, co mogło teraz zwrócić jego uwagę. Jeżeli nie zmyślała, naprawdę była dobra. – Klątwa musiała więc się wyczerpać, gdy umarła. Być może to jest ta zła energia, o której wspominałeś – rzucił do Asmodeusa. Leta przysięgała, że naszyjnik nie jest przeklęty i nie był: teraz. Przekleństwo spoczywało na nim w dalekiej przeszłości. Wzrok Cathala prześlizgnął się po naszyjniku, gdy wyciągnął dłonie ku Lyssie, chcąc go zabrać. – Na kolejną ironię losu, panno Dolohov, te runy miały przynosić szczęście, a są i takie, które powinny wspomagać proces rekonwalescencji. Zamiast szczęścia i zdrowia naszyjnik przyniósł swojej ostatniej właścicielce śmierć. Kiedyś to była historia pełna nadziei i cierpienia: dziś już tylko przebrzmiała opowieść, która w oczach Cathala dodawała naszyjnikowi wartości. Dziewczyna przy okazji potwierdziła zaś to, co Shafiq podejrzewał – wydobyto tę błyskotkę z jakiegoś grobowca, ale zapewne już najmniej jakiś czas temu. |