Secrets of London
[3.07.1972] Heavy is the Crown | Sauriel & Bellatrix - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+---- Dział: Podziemne Ścieżki (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=49)
+---- Wątek: [3.07.1972] Heavy is the Crown | Sauriel & Bellatrix (/showthread.php?tid=3959)

Strony: 1 2


RE: [3.07.1972] Heavy is the Crown | Sauriel & Bellatrix - Sauriel Rookwood - 05.10.2024

Pomimo, czy może właśnie dlatego? Dzięki temu, że były najtwardsze, mogły najbardziej błyszczeć - całą gamą tęczy, by inni zazdrościli i podziwiali, żeby chcieli dostać się do jego wnętrza i posiąść je na własność. Mogły, ponieważ były w stanie to wytrzymać. To i wiele innych rzeczy. Bellatrix mogła błyszczeć, nie pomimo tego, że tak błyszczała, a właśnie dlatego, że błyszczała. Była w stanie wiele wytrzymać - jak wiele? To, co kochała najbardziej było źródłem jej siły i mogło być źródłem upadku. Jak daleko można dotrzeć idąc za płaszczem Czarnego Pana..? Historia znała przypadki, w których "dobrzy" wcale nie wygrywali. Korea, Rosja, nie wspominając o krajach bardziej zacofanych, gdzie poziom człowieczeństwa nadal był zamiatany pod dywan. Tutaj też mogli zamieść wiele rzeczy. W ogóle... dużo mogli. A wszystko przez wierność krwi. Przeświadczenie, że mugole to ci źli. Wzajemna nienawiść chyba nigdy nie miała zostać zatrzymana.

- Good. - Dmuchnął w jedną i drugą świeczkę. Wszystko mieli ustalone, więc skoro tak - pozostawało działać. Nie zamierzał się pokazywać mugolom ze swoim ryjem, za to zamierzał też pomóc w tych zamieszkach, które mogły się wydarzyć. Bo kto pierwszy rzuci kamieniem... Tak się składało, że on mógł nim rzucić. Próbował znaleźć w tym pocieszenie, jakąś dawkę energii, która mogłaby do niego przeniknąć. Było jednak jedno wielkie nic. Drżąca pustka, którą starał się wypełnić i jednocześnie te starania były pożal się Boże. Przecież on też był kwintesencją żalu boskiego. - Zapraszam szanowną damę. - Machnął różdżką, by dogasić resztę świec i otworzył drzwi, by gestem zaprosić kobietę na zewnątrz. Zamknął je za sobą i stuknął różdżką, by zostały zamknięte. Narzucił z powrotem kaptur, obejrzał się na pokryty czeluścią pustki korytarz i skierował się w jeden z nich - wolno, by Bellatrix była krok za nim.

Tylko jej kroki brzmiały w tej kującej w uszy ciszy.


Koniec sesji