Secrets of London
[27.08 Quintessa & Anthony] I tonę w uczuć wezbranych powodzi - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26)
+--- Wątek: [27.08 Quintessa & Anthony] I tonę w uczuć wezbranych powodzi (/showthread.php?tid=4113)

Strony: 1 2


RE: [27.08 Quintessa & Anthony] I tonę w uczuć wezbranych powodzi - Anthony Shafiq - 12.11.2024

Nie chciał mówić jej, jaką miarą mierzył Erika podczas ich pierwszej konfrontacji. Nie chciał mówić w jakich okolicznościach Erik pojawił się znów w jego życiu, złamany i pokonany rozmową z kimś, kto był na tyle ważny, by wysłać do niego list. Na tyle ważny, by zająć myśli młodego Longbottoma w przeciwieństwie do kilku wyjazdów, kilku przygód, które mieli okazje doświadczyć w absolutnym oderwaniu od prozy życia. Nie chciał mówić, o tak koszmarnie gorzkich dla niego słowach, które usłyszał tamtego wieczoru: trafiłem tu przez przypadek, jakby nigdy nawet nie pojawiła się myśl, żeby się wzajem odwiedzić. Oczywiście, w tej wewnętrznej dyskusji, w tym porównywaniu kolumn zysków i strat, całej matrycy plusów, minusów, szans i zagrożeń, było wiele jasnych punktów, barwnych koralików nizanych sumiennie przez cały sierpień. Spotkań, liścików, uśmiechów, w końcu też pocałunków, uścisków, dotyku o którym śnił osamotnionymi latami. Obawa, której dał jednak teraz wybrzmieć w przestrzeni między nimi była jednak donośna, zwłaszcza po ostatnim wieczorze, po całonocnym czuwaniu, czy Erik, który odprowadził go wraz ze swoją przyjaciółką pod drzwi rezydencji wróci i opowie mu jak widział to wszystko swoimi pięknymi, złotymi parą topazów oczyma.

Nie wrócił.

Uścisk Quintessy stawał się coraz bardziej komfortowy, ciepły, kojący. Uścisk Quintessy ściszał ten wrzask, tupot rozedrganych niepewności bardziej nawet niż jej słowa. Uścisk dał mu chwilę wytchnienia, więc gdy się z niego wyswobodził, na pobladłej twarzy pojawił się mimo wszystko cień uśmiechu. A potem Anthony gnany nową ideą, rozciągnął palce niczym sztukmistrz przygotowujący się do wykwintnej iluzji.

– Jest coś jeszcze o czym Ci nie mówiłem, moja droga... – skoncentrował się, bardzo zależało mu na sukcesie podjętych przez siebie działań, te wychodziły mu jednak wciąż... różnie. Opuszkami palców przepływała już poddawana woli surowa magia, tkająca rzeczywistość według jego wizji, tylko czasem jeszcze było to... zbyt dzikie, jak na potrzeby Anthony'ego. Kiedyż jednak czynić takie rzeczy jak nie teraz? Dlatego skupił się, by ukształtować szklany kwiat jabłoni, czy właściwie niewielką gałązkę z kwieciem i dwoma liśćmi. Drobny podarek, na kilka godzin, które dzieliły ich od powrotu do kraju.

Kształtowanie II (dwie próby)
szklana gałązka z kwiatem jabłoni i dwoma liśćmi
nauka przewagi: magia bezróżdżkowa


[roll=N]
[roll=N]



RE: [27.08 Quintessa & Anthony] I tonę w uczuć wezbranych powodzi - Quintessa Longbottom - 16.11.2024

Początkowo pragnęła zostać przy jednym stanowisku. Przy tłuczeniu Anthony’emu do głowy, że nie należało biegać za mężczyznami — to oni mieli dobijać się do twoich drzwi i czekać aż im otworzysz, choćby mieli tam kwitnąć przez całą wiosnę. Niestety, już na początku rozmowy zauważyła, że to nie to. To nie był Shafiq. Nie mogła podstawić biednego czarodzieja pod swoje własne doświadczenia, wcisnąć go do tych samych sytuacji, które ona już przeżyła i stwierdzić, że, owszem, miało to sens.
Naprawdę żałowała, że nie może stanąć z boku i dokładnie przyjrzeć się temu, jak oboje z Erikiem — to jest, Anthony i jej bratanek — zachowują się w swoim towarzystwie. Jakie gesty wymieniają, jak często spoglądają na siebie z drugiego końca pokoju i w końcu, możliwie, a może najlepiej, samej podpowiadać im, co mają powiedzieć. Co wyszeptać, żeby było dobrze. Co takiego napisać w liście, żeby nie zranić drugiej strony i zmusić się nawzajem do szczęścia.
Zamrugała kilkakrotnie, odpędzając zatrute myśli.
Nic dziwnego, że sama nie potrafiła uratować swojego małżeństwa.
Miły… — zaczęła powoli, jakby chciała mu przerwać, ale urwała już przy pierwszym słowie. Resztę zmięła jeszcze na języku i obserwowała przyjaciela w ciszy aż w końcu… Aż w końcu jej nieprzenikniony wyraz twarzy, zdradzający lekką konsternację tylko delikatnym ściągnięciem brwi ustąpił zwykłemu zaskoczeniu. Szok prędko wypuścił pąki, które zmieniły się w czyste podekscytowanie i w końcu radość.
Na początku nie była w stanie wydusić z siebie nic, nawet najmniejszego głosu — jedynie mocno ścisnęła jego dłoń i w końcu szepnęła z nieukrywanym podziwem:
Jesteś niesamowity.
Potem nie rozmawiali już więcej o uczuciach czy pożyciu czarodzieja. Wybrali bezpieczne tereny, a gałązka między jej palcami jawiła się w oczach bardziej jako oliwna, aniżeli taka, którą dopiero co oderwano od jabłoni w Warowni. Mówili o pracy, o wyjeździe do Kambodży, o aukcjach, o ubraniach, alkoholu i tym, co Tessa planowała zmienić w domu na jesień.
Nie pytała go na razie o zimę i to, jak spędzi Yule. Na to przyjdzie jeszcze czas.
Pożegnali się dokładnie tak, jak zawsze — całując się w oba policzki i życząc sobie miłego wieczoru. Jednak na koniec pani Longbottom przytuliła go ponownie, niestety nie pytając go o zgodę, a potem poklepała go po policzku, czysto ciotecznie i wręcz siostrzanie. Potem życzyła tylko Powodzenia i Bezpiecznej drogi.

Koniec sesji