![]() |
|
5 Września 1972 | The Morning Fog | Brenna & Pandora - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: 5 Września 1972 | The Morning Fog | Brenna & Pandora (/showthread.php?tid=4366) Strony:
1
2
|
RE: 5 Września 1972 | The Morning Fog | Brenna & Pandora - Pandora Prewett - 04.05.2025 Czasem było tak, że człowiek faktycznie niósł zbyt wiele na ramionach i ciężar go przytłaczał, przez co efektywność spadała. Pojawiało się niezadowolenie ze swojej pracy, niezadowolenie z tego, jakim było się człowiekiem dla drugiej osoby i przede wszystkim było zmęczenie. Nawet taki superbohater, jak Brenna -był tylko człowiekiem. Miała prawo mieć dość i powinna umieć się dzielić, zarówno słowem, jak i tym, co ją tak tłamsiło. Pandora zerkała na nią z zaniepokojeniem, ale nie pytała, nie ciągnęła jej za język, jakby wiedziała, że to musiałoby wyjść od niej samej. Każdy miał swoje sekrety, swoje prywatne sprawy i wyciąganie ich na siłę było najgorszym sposobem poszanowania cudzej prywatności. Nawet jeśli rzeczywistość i dane sugerowały coś innego, Prewettówna musiała wierzyć w „długo i szczęśliwie” i w to, że dobro wygrywało. Inaczej zjadłoby to ją od środka, a wszystko dookoła straciłoby sens. Najbardziej na świecie życzyła tego dobrego zakończenia swojemu bratu i właśnie Longbottom. Zmienianie świata na lepsze było męczące. - Nie wiem. Zakładam, że żyjemy w świecie pełnym magii i możliwości, a więc wszystko jest możliwe, tylko po prostu trzeba do tego dotrzeć. - wyznała ze wzruszeniem ramion, posyłając jej krótkie, pogodne spojrzenie. Skoro dało się oszukać śmierć, stworzyć kamień filozoficzny i istniały smoki, to pewnie gdzieś istniał sposób na zaawansowane magiczne projekty-zabawki, które podobnie, jak czary, mogłyby zmieniać świat. Panda zawsze była olbrzymią optymistką. - Oh, to komplikuje sprawy. I wprowadza jeszcze większy chaos. Martwi mnie to, jak przyjaciel obraca się przeciwko przyjacielowi, to paskudne. Wyznała ciszej, zaciskając mocniej palce na trzymanym narzędziu. Ne chwilę jej wzrok zawiesił się gdzieś w przestrzeni, jakby myśli uciekły gdzieś bardzo daleko od miejsca, w którym było ciało. Świat zdecydowanie miał ostatnio za dużo negatywnej energii względem tej pozytywnej. Brunetka naprawdę kochała ludzi, nie chciała stracić do nich zaufania i każdego podejrzewać o najgorsze, ale nawet ona musiała przyznać, że wszystko szło w złym kierunku i się zmieniało tak, jak nie powinno. - Ciągle masz pracę, co? A co z Tobą, prywatnymi sprawami, miłością, zabawą? Cała się poświęcasz Ministerstwu. Martwię się, że mi Cię wykończa. - miała poruszyć temat tajemniczej towarzyszki Hjalmara, ale dała sobie spokój, dostrzegając oczy Longbottom i widząc jej minę. Kolejne sprawy, przez które było jej ciężko. Niezbyt jednak rozumiała, co miała na myśli przez oczyszczanie. Potrzebowała chwili, aby dokończyć pracę. Trzeba przyznać, że takie majsterkowanie i zabawa przynosiły jej więcej radości, niż typowe rzucanie czarów. Była wdzięczna za wszystkie pomysły jej towarzyszki, które mogły nakierować ją na zupełnie nowy nurt tworzenia. Inspiracja była przecież wszędzie, zwłaszcza w takich osobach, jak Brenna. -Tak, myślę, że tak. - przytaknęła, jednak gdy schowała swoje przybory i narzędzia, sprawdziła wszystko jeszcze raz. Nie chciała mieć tych ludzi na sumieniu, a znając Prewettównę, to obwiniałaby się bardzo w razie ewentualnego wypadku. -Mnie zupełnie nie przeszkadza, chętnie pójdę! Mają jakieś wegetariańskie potrawy? Uwielbiam mugolskie miejsca, są pełne tajemnic. I mają zupełnie różne smaki od nas, nie? - zachwyciła się, powstrzymując jednak klaśnięcie w dłonie. Porozmawiały jeszcze chwilę z właścicielami posesji, dając kilka wskazówek, a potem pożegnały się i udały do wybranego przez Brennę miejsca. Pandora nie mogła się go doczekać. RE: 5 Września 1972 | The Morning Fog | Brenna & Pandora - Brenna Longbottom - 05.05.2025 – Och, w moim życiu nie brakuje zabawy – zapewniła Brenna lekko, posyłając Pandorze uśmiech. – Ledwo parę dni temu mieliśmy przyjęcie na plaży, żałuję, że nie mogłaś do nas dołączyć. Pamiętała, wbrew pozorom, że ludziom i jej także, potrzeba czasem czegoś więcej niż wiecznej szarpaniny, bo w kraju trwa de facto wojna. Oczywiście, ta zabawa była w pewnym sensie… także próbą dania chwili wytchnienia członkom Zakonu, zorganizowaną przez Brennę bardziej dla nich niż dlatego, że sama chciała się pobawić. Miała pomóc w integracji i przypomnieć, że łączy ich nie tylko walka. Oraz dowiedzenia się nieco więcej o kilku osobach, które miały zostać wciągnięte… jak być może Pandora. Ale to wszystko nie oznaczało, że Brenna nie bawiła się tam dobrze. Nawet jeżeli w tej chwili coś ściskało się trochę w jej żołądku na samo wspomnienie tej imprezy, snu i ciemnej plaży po przebudzeniu. – Chodź – powiedziała, ujmując Pandorę pod ramię, gdy już pożegnały się z właścicielką. Ściskanie w żołądku nie ustąpiło, chociaż teraz nie wynikało z tego, że myślała o tamtej nocy, a raczej z powodu rozmowy, którą miały odbyć. Nie był to pierwszy, drugi ani nawet dziesiąty raz, a jednak z czasem wcale nie stawało się to łatwiejsze. Raczej trudniejsze: bo teraz zdawała sobie w pełni sprawę, co to wszystko oznaczało, i jak wysoka jest stawka. – Jestem pewna, że znajdzie się coś bez mięsa. * Znalazło się coś bez mięsa, chociaż wybór może nie był oszałamiający. Brenna zamówiła coś z karty na chybił trafił, rozejrzała się po lokalu upewniając, że nikt nie siedzi blisko nich i nie widzi żadnych znajomych twarzy (chociaż wybrała lokal w niemagicznym Londynie właśnie po to, by przypadkiem na takie nie wpaść), a potem… potem zeszła na temat. – Pamiętasz, jak rozmawiałyśmy latem? Wtedy, kiedy razem ćwiczyłyśmy? – spytała, dziobiąc widelcem w swojej jajecznicy. – Wspomniałaś, że chciałabyś, hm, bardziej pomagać. Ludziom, którzy teraz są w niebezpieczeństwie, jak no ta rodzina, u której właśnie byłyśmy – powiedziała, odruchowo ściszając głos. – Myślę, że mogłabyś wspierać nasze kółko samopomocy, że tak to nazwę. Chociaż ludzie lubią mówić, że jesteśmy klubem czytelniczym. Tylko czytamy dziwne książki – stwierdziła, uśmiechając się przy tym lekko. – Próbujemy pomagać tak jak Fitzpatrickom. Jeśli jest za mało dowodów dla Ministerstwa. Albo gdy mu nie ufamy, dokończyła w myślach, ale w te najbardziej nielegalne działania zakonu na razie nie zamierzała Pandory wciągać – chciała ją póki co w sieci, w ramach wsparcia, tam gdzie mogła zrobić pułapkę, pomóc w renowacji, może finansowano, niekoniecznie z różdżką w dłoni. I gdy tak siedziały, pochylone ku sobie, przekazywała jej szeptem te kluczowe wiadomości, które były niezbędne dla kogoś w sieci właśnie. RE: 5 Września 1972 | The Morning Fog | Brenna & Pandora - Pandora Prewett - 05.10.2025 Cieszyła się, że Brenna nie mogła narzekać na brak rozrywek, ale jednocześnie wygięła usta w podkówkę, sygnalizując tym samym, że bardzo chętnie wzięłaby udział w imprezie na plaży. Pandora była z natury osobą pełną optymizmu i energii, więc jeśli nie mogła gdzieś być, to, zamiast płakać, organizowała to sama. Owszem, pomagał w tym majątek jej rodziny, ale na szczęście brunetce brakowało egoizmu i jego znaczna część trafiała do biednych. - W takim razie zróbmy sobie jeszcze jedną imprezę na plaży? Lub nad jeziorem. Szkocja ma dużo jezior. Zaproponowała lekko, licząc tym samym, że brunetka wyrazi chęć do wspólnej eskapady pełnej tańców, śmiechu i dobrego piwa kremowego, ewentualnie sezonowego likieru. I słodyczy. Trzeba było pamiętać o jasnych stronach życia, bo w innym wypadku, wszyscy wariowali. Nie, żeby to się już nie działo, ale nawet ona nie miała takich mocy, żeby każdemu napotkanemu pesymiście i zamartwiającemu się czarodziejowi lub mugolowi, podarować uśmiech. - Dobrze. - odpowiedziała grzecznie, zaraz po tym, gdy się pożegnały ścisnęła dłonią palce Brenny, wlepiając w nią spojrzenie dużych, brązowych oczu. - Zrobiłyśmy dziś coś dobrego, ta rodzina będzie mogła spać spokojnie. - uśmiechnęła się, niemalże podskakując w miejscu. Naprawdę, nie mogła zrozumieć, jak komukolwiek mogło to przeszkadzać, że ktoś spokojnie żył i cieszył się codziennością. Wydawało się jej, że Longbottom często wpadała dziś w zamyślenie, ale nie pytała, wiedząc, jak dużo ma na głowie.- I koniecznie deser. Zasłużyłyśmy na deser. Lokale niemagiczne były fascynujące. Rozglądała się dookoła, uśmiechała się ludzi i wybrała sałatkę z pieczonym serem i orzechami, a na deser sernik z brzoskwiniami. I naprawdę korciło ją wzięcie curry z soczewicy, ale bała się, że go nie zmieści. Pandora podziękowała kelnerce za gazowany napój, podsuwając Brennie jej szklankę, do której włożyła pomarańczową słomkę. Pasowała jej. - Hmmm? - przytaknęła pomimo mruknięcia, mieszając w swoim naczyniu, a następnie napiła się trochę, zadowolona ze smaku lemoniady. Lód uderzył o brzegi szklanki, a Panda poprawiła się na krześle, przysuwając bliżej. Pamiętała każdą rozmowę, jaką odbyły, a zwłaszcza wskazówki dotyczące szermierki, nad którą wciąż pracowała. Znów przytaknęła, nachylając się nad stołem, bo Brenna zaczęła mówić ciszej. Ściągnęła brwi w skupieniu. Nie kłamała, pomogłaby przecież każdemu, każdym dostępnym środkiem i metodą, a wszystkich tych zwyrodnialców z uszkodzonym umysłem i manią większości, zamknęłaby w Azkabanie lub wysłała na jakąś resocjalizację. Oczy jej zabłysły od sekretu, który jej powiedziała, jednak powstrzymała energiczne przytaknięcie i podskoczenie na krześle na wypadek, gdyby przyjaciółka miała ją za niezrównoważoną psychicznie. - Jeśli tylko bym się przydała i będę mogła pomagać z Tobą, zrobię wszystko, co w mojej mocy. Niestety, większość spraw dotycząca biedniejszych i gorzej urodzonych – według pracowników Ministerstwa oczywiście – ludzi, jest bagatelizowana. Czarnoksiężnika też bagatelizowali tyle lat. Odpowiedziała cicho, pozwalając sobie na smutne westchnięcie. Gdyby tylko wierzyli i przygotowywali się wcześniej, może tyle ludzi nie umarłoby podczas festynów i ataków popleczników fascynata czarnej magii. Wyciągnęła dłoń, kładąc ją na dłoni dziewczyny siedzącej naprzeciwko, zaciskając lekko palce. - Zawsze możesz na mnie liczyć, chociaż czasem przesadzam z mówieniem o tym, co myślę. I ciężko mnie do czegoś zmusić, tej wady też musisz być świadoma. - przekręciła głowę na bok, odszukując jej oczy. Chciała być osobą, na którą Longbottom mogłaby liczyć. RE: 5 Września 1972 | The Morning Fog | Brenna & Pandora - Brenna Longbottom - 16.10.2025 - Taką mam nadzieję. Odwaliłaś kawał dobrej roboty - powiedziała Brenna, posyłając Pandorze uśmiech. Mówiła szczerze: Prewettówna przeszła samą siebie. Chociaż jednocześnie pod całą pozytywnością, jaką Brenna prezentowała światu, zawsze kryło się odruchowe szukanie wszystkiego, co mogło pójść nie tak i sposobów na zaradzenie temu. Nawet teraz zastanawiała się, czy na pewno ta rodzina będzie bezpieczna. Bo najlepsze pułapki nie zatrzymają na długo tych, którzy ukrywali swoje twarze za maskami i sięgali po najczarniejszą magię. * Brenna w niemagicznych lokalach tego typu ceniła głównie anonimowość. Zazwyczaj wolała odwiedzać te magiczne z tego prostego powodu, że ich menu było bardziej różnorodne, a magia ułatwiała przygotowywanie bardzo dobrych potraw. Ale czasem takie miejsca były dobre, kiedy chciałeś z kimś porozmawiać bez obaw, że w ramię zaraz uderzy cię znajomy. Świat czarodziejski był po prostu mały, przynajmniej w Anglii: ten niemagiczny zdawał się nieskończenie wielki. Mimo to nawet tutaj dbała o to, by mówić cicho, bez zbyt wielu szczegółów. Upewniła się najpierw, że nikt nie siedzi tuż obok i pochylała się ku Pandorze, gdy z nią rozmawiała. A zgoda z jednej strony wywoływała westchnienie ulgi, z drugiej myśl: czy właśnie narażała kolejną osobę? Nawet jeśli Pandora miała głównie dostarczać im materiałów dla potrzebujących? - Bardzo chętnie będę z tobą współpracowała. Jeśli będziesz w najbliższych dniach w Londynie, to mów, gdzie cię znaleźć, pewnie pojawi się do tego okazja - stwierdziła, na krótki moment ściskając ramię Pandory, zanim wróciła do picia kawy. I rozmawiania nad nią najpierw o paru szczegółach tej współpracy, ale potem już o całkiem zwykłych rzeczach: lesie, który lubiła, psach, szermierczych treningach Pandory, a wreszcie też słowie albo dwóch o pewnym kowalu, który zdawał się zajmować szczególne miejsce w sercu Pandory Prewett. Bo przecież nie można było żyć tylko w trybie bojowym, a one obie kochały zwykłe, małe, codzienne radości. Koniec sesji
|