Secrets of London
[26.08.1972] 7 rings for my bitches | Laurent & Olivia - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [26.08.1972] 7 rings for my bitches | Laurent & Olivia (/showthread.php?tid=4369)

Strony: 1 2


RE: [26.08.1972] 7 rings for my bitches | Laurent & Olivia - Laurent Prewett - 16.04.2025

Chyba nie było drugiej czarodziejki, która w taki prostu sposób zaklinała świat. Magia tkwiła w jej oczach, płonęła w jej rudych włosach, a ciepło tych czarów czuł na swoim ramieniu. Dokładnie w punkcie, w którym jej dłoń zetknęła się z jego ciałem. Wyczuwalne nawet przez materiał letniej koszuli, która odsłaniała sporą część skóry, nawet przy akompaniamencie grającego na strunach powietrza słońca. Wiara. Ona w to wierzyła i tą wiarą chciała zarazić świat. Taka choroba, tylko czy ona też mogła zrobić ci krzywdę? Wierzysz, a wiara może sprawić, że poczujesz zawód. Mogła też unieść na skrzydłach, bo gesty Olivii unosiły w górę. Zdawała sobie z tego sprawę? Jej spojrzenia, nuty słów, pięciolinia wyrażeń kierowanych właśnie do niego. Za kurtyną jej długich rzęs drzemała prawda, tylko uporczywie chciała ją przed nim schować. Musiała. W końcu chowała ją również przed samą sobą.

Werbalna odpowiedź na te słowa nie nadeszła. Nie było takiego dopisku w tonacji jego głosu, który mógłby podtrzymać ten żar, jaki z siebie wydobyła. Dlatego postanowiły przyjąć go w dłonie i ponieść ze sobą. Przynajmniej tego promiennego dnia będzie oczywisty. Przynajmniej tego dnia będzie ciągle iskrzyć. Każdym następnym porankiem zajmiemy się już osobno. Dziś po prostu pozwól mi lśnić.

- Taaak, znam tego pana. - Troszkę przeciągnął pierwsze tak, uśmiechając się enigmatycznie. Niezwykle uroczy człowiek. Człowiek pełen pasji, pełen... światła. Tak, on też należał do tych, którzy nieśli ze sobą lśnienie. Trudno było go nie adorować. Trudno było nie chcieć być przez niego adorowanym, kiedy te świecące oczy wręcz zapraszały cię do tańca. - Zagaił mnie kiedyś, gdy był zainteresowany jakimś artykułem. Hmm, co to było takiego... - Właściwie to absolutnie nie pamiętał. Pamiętał za to smak papierosów, jakie Isaac palił i ostrość whiskey na krańcu języka. Tak samo jak pamiętał jego brzydki zwyczaj brudzenia pod różami. Z tego zamyślenia chwilowego wyrwała go salwa przekleństw. Zrobił zdumioną minę, wpatrując się w kierowcę z oszołomieniem i niechęcią. Potrafił tolerować wulgaryzmy - całkowicie sprawnie. Nokturn go do nich przyzwyczaił swojego czasu. Wulgaryzm, a takie darcie się na środku ulicy... to już było coś, co spotkało się z jego absolutnym zdumieniem i niezrozumieniem. Dobrze, że Olivia akurat się zatrzymała przy jakimś stoisku, bo blondyn stanął jak wryty na moment.

- Przepraszam... co robi? - Zamrugał kilka razy i zastanawiał się, czy przez swoją rozwianą nieznajomym jegomościem nieuwagę nie stracił wątku rozmowy. Chyba jednak nie - chyba nadal był w temacie. Tylko po prostu kolejna rzecz - nie potrafił zrozumieć takiego traktowania kobiety. - Być może... to jakaś cecha charakterystyczna twórców. Isaac wydaje się tak twórczy, jak roztrzepany. Roztrzepanie zaś jest dla takich osób specyficzną przywarą. - Bardzo dyplomatycznie ujmując, rzecz jasna. W zasadzie to sam nie mógł powiedzieć, że brakowało mu wiadomości od pismaka. Polubił go, nawet bardzo, ale akceptował to, że mieli swoje własne życia. A Laurent miał za krótką dobę, na to wychodziło. - Naprawdę uczysz tego swoją sowę? - W jego głosie pobrzmiał śmiech. Potrafił uwierzyć, że mogła tego nauczyć swoją srojdę, sowy były niezwykle inteligentne, a Olivia miała rękę do magicznych stworzeń. - Być może czasami znajomości polegają na akceptacji nie tylko dobrych cech, ale również przywar drugiej strony. W tym leżeć może specyficzne zachowanie Isaaca. Skoro do ciebie pisze i szuka kontaktu oznacza to, że mu zależy. Brak wychodzenia naprzeciwko twoim potrzebom ich częstotliwości nie oznacza, że druga strona wykazuje sobą intencję braku szacunku, poszanowania, czy czegokolwiek innego. - Ponieważ punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, jak to mawiają. Z ciekawościa rozejrzał się po miejscu, do którego Olivia go prowadziła i sam aż zwooolnił, jakby zastanawiał się, czy się nie wycofać, kiedy nagle zaczęli schodzić w dół.




RE: [26.08.1972] 7 rings for my bitches | Laurent & Olivia - Olivia Quirke - 24.06.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/1d/23/81/1d2381edcca232df4e5d678a78d79941.jpg[/inny avek]

Olivia przewróciła oczami. Roztrzepany... Wzięła bilety i pokręciła głową, jakby chciała powiedzieć nie.
- Roztrzepana, to jestem ja, mój drogi - powiedziała przekornie, z pełną mocą w głosie. - On jest po prostu chamem. Wiesz, obok czego trzyma to zdjęcie? Obok paczki prezerwatyw.
Burknęła, chmurząc się nieco. Z Isaaciem miała bardzo dużo miłych wspomnień z Hogwartu, wiedziała że nie będą ze sobą do końca życia, że nie będą mężem i żoną, już dawno go przebolała. Wiedziała też, że zdradził w podobny sposób Millie, z którą się niedawno zbliżyła (a zbliżyła je właśnie ta niechęć do pismaka) - ale nie mogła przeboleć tego, że zachowywał się nielogicznie. I jak cham. Mieli być przyjaciółmi, a ją olał: to było coś, czego Olivia nie wybaczała.
- Tak, uczę ją. Idzie jej coraz lepiej. I nie, on do mnie nie pisze i nie szuka kontaktu. To ja się dowiedziałam, że jest znowu w Anglii, ale olał moje pierwsze listy. Spotkaliśmy się przypadkiem pod Londynem na plantacji czereśni. Obiecał mi wtedy, że będzie pisał, że to nie jest tak, że mnie olewa. A potem... Potem po prostu przestał się odzywać. Wcześniej mnie przepraszał, zapewniał że mnie lubi, że nadal jesteśmy przyjaciółmi. Wiesz, ile to dla mnie znaczy, prawda? - musiał wiedzieć, w końcu ich relacja także była na stopie przyjacielskiej. Nie musieli widzieć się codziennie, ale wystarczyło kilka listów, żeby utrzymać kontakt.

Quirke odruchowo podała Laurentowi bilet, a potem pokazała mu, jak go włożyć, żeby przejść przez bramki. Tristan ją tego nauczył, w ogóle bardzo dużo uczył ją o mugolskim świecie. To było urocze i bardzo Olivii potrzebne, bo była ciekawą świata osobą, a przecież drugi, ten nieznany świat, miała tuż za rogiem. Byłaby głupia, gdyby nie chciała go poznać - nawet za cenę ostracyzmu wśród magicznej społeczności.
- To ja wyciągnęłam do niego rękę, Laurencie - powiedziała, przestępując z nogi na nogę, gdy znaleźli się na peronie. Było tu głośno i tłoczno, ktoś otarł się zarówno o Prewetta, jak i o Olivię. Dziewczyna zbliżyła się nieco, by nikt ich nie rozdzielił. Czuła się w tej chwili za Laurenta odpowiedzialna, nie mogła dopuścić do tego, by chłopak się zgubił. - A on na nią napluł. Nienawidzę go.
Przyznała cicho po chwili, mrużąc oczy. To była bardzo silna emocja i bardzo mocne słowa jak na nią. Ale po jej minie widać było, że faktycznie ma to na myśli.
- Nie chodzi o to, że mnie zostawił, ale że znowu dał mi nadzieję na powrót do swojego życia jako ktoś ważny, już nie dziewczyna, a potem... Potem po prostu mnie kopnął. Mógł mi powiedzieć prosto w twarz, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, zrozumiałabym - czy na pewno? Wątpliwe, ale na pewno łatwiej byłoby jej przejść do porządku dziennego. Stukot maszyny, zwanej metrem, zbliżał się powoli, a Olivia odruchowo chwyciła Laurenta za dłoń. - Zaraz wsiadamy, nie przestrasz się, te ich wynalazki są bardzo głośne.
Ostrzegła go chyba w ostatniej chwili, bo metro już wjeżdżało na stację. Z piskiem, turkotem i masą innych dźwięków, od których bolały uszy. Drzwi otworzyły się z syknięciem, a Quirke pociągnęła Laurenta za sobą.
- Tam są wolne miejsca, ale nie siadałabym na krzesełkach na twoim miejscu, dużo tu bezdomnych

Tak im minął wieczór - spokojnie, tak zakupach. Bez presji, bez poganiania, pełen śmiechu i dobrego humoru.

Koniec sesji