![]() |
|
[28.08 Warownia Longbottomów] Przyjaciół poznaje się w biedzie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [28.08 Warownia Longbottomów] Przyjaciół poznaje się w biedzie (/showthread.php?tid=4389) Strony:
1
2
|
RE: [28.08 Warownia Longbottomów] Przyjaciół poznaje się w biedzie - Samuel McGonagall - 26.03.2025 [div]– Świetnie! Tym bardziej dam mu znać o hipogryfach, wiesz Mable zwierzała mi się, że to nie jest sprawa z wczoraj i będzie mi... będę dobrze się czuł z tym, że jakoś mogę przyłożyć się do jej marzeń. – Powiedział z dumą, z taką kiełkującą pewnością tego jakim ojcem chciałby być, natomiast kompletnie zapominając o tym ile dziewczynka ma lat. Ostatecznie czasami posługiwała się o wiele bardziej skomplikowanym słownictwem - zapewne z powodu Karla. Pokraśniał również na wzmiankę o tym, że Brenna dopuszczała jego zwiad na Knieją. – Cudownie! Absolutnie nie przeszkadzałby mi nikt na miotle, przecież mielibyśmy wtedy większe szanse, coś dostrzec i ewentualnie zareagować wzajemnie na kryzys. – Działanie w stadzie coraz bardziej mu się podobało, a możliwość ZROBIENIA czegoś dla Kniei napawała go Wielkim Entuzjazmem. – Uzupełnijmy te formularze jak najprędzej i och, będę wyczekiwał z niecierpliwością, żebym mógł pomóc. Brenna ja nie wiem co bym bez Ciebie zrobił, ale się cieszę, że tak to rozczesujesz jak włosy pufków po kąpieli, bez najmniejszego problemu!–Uśmiechał się serdecznie i nawet wyprostował, ze swojego zwyczajowego przygarbienia, okazując się całkiem tykowatym i wysokim jegomościem bardziej przypominającym topolę niż pochyloną, wiecznie zatroskaną wierzbę. Związek najwidoczniej mu służył w tej postępującej socjalizacji. I nawet rozmowa o marce nie mogła tego zniweczyć w żaden sposób. – Nie wiem o co jej mogło chodzić. Szczerze... im więcej o tym myślę, tym wszystko to wydaje się coraz dziwniejsze i... coraz smutniejsze dla mnie. Ona pewnie gdzieś tam nadal jest w lesie. Może widma nie wiedzą, że w środku jest człowiek. Może nie wiedzą.– Konflikt wewnętrzny jego gniew i bunt, jego rozeznanie w tym jak wyglądało jego dzieciństwo a jak mogło wyglądać wciąż ścierało się z miłością i troską. Matka przez lata była jego bogiem i wyrocznią. A bogom się nie wybaczało tak łatwo ich pomyłek i nieskuteczności. – Naskrobię o tym do Ginny. Na pewno się ucieszy. Tak się cieszę, że nas ze sobą poznałaś. To wszystko jest teraz takie dziwne. Jakby... nie moje życie. Jakbym obudził się pewnego dnia i odkrył, że nie mam kory na skórze. Dziwne.– Chwilowe zachmurzenie zeszło na prędce z jego szczerego i przyjaznego oblicza. Roześmiał się na komplementy Brenny nie wiedząc za bardzo co z nimi zrobić. – No już już, żaden ze mnie artysta. Dopiero się wprawiam, ale pan Garrick jest wspaniałym nauczycielem. RE: [28.08 Warownia Longbottomów] Przyjaciół poznaje się w biedzie - Brenna Longbottom - 28.03.2025 Brenna miała dziwne wrażenie, że jeśli rozczesywała problemy jak włosy pufków po kąpieli, były to pufki, które bardzo nie chciały się wykąpać ani dać wyczesać, a włosy miały splątane i nadmiernie wybujały, a ona jeszcze zamiast grzebienia operowała widelcem… Ale uśmiechnęła się tylko, ani myśląc o tym wspominać – Sam nie potrzebował teraz więcej wątpliwości. – Doniosę ci je w najbliższych dniach. Tak było bezpieczniej: mogło mu to oszczędzić kłopotów. Brenna wcale nie uważała, że Ministerstwo Magii jest idealne i zawsze pomocne – często biurokracja niszczyła pewne rzeczy, a ludzie na wielu stanowiskach nadużywali władzy. Ale potrzebowali jakiejś organizacji i to było najlepsze, co mieli. – Na miotle potrafi nieźle latać Erik, Thomas, Heather, Millie… – mruknęła z namysłem. Obawiała się, że wypatrzenie czegoś z góry nie da im wiele, ale być może warto było spróbować, zwłaszcza jeśli Samuel był na to zdecydowany. Tak czy inaczej, najpierw trzeba było załatwić papiery. I spróbować podpytać tu i ówdzie, czy ktoś nie wiedział więcej o tych cholernych widmach. Ścisnęła tylko nieco mocniej jego ramię, zanim je puściła, gdy wspomniał o matce. Nawet jeżeli zaczął odkrywać, że pewne rzeczy, które robiła, wcale nie były dla niego najlepsze, nie zmieniało to faktu, że ją kochał i opłakiwał – i nie mogła nawet wyobrazić sobie, jak czuł się z tym, że ta kobieta mogła wciąż żyć, na zawsze zamknięta w zwierzęcej formie. – Zwierzęta chyba przed nimi uciekają – powiedziała, chociaż wiedziała, że to marne pocieszenie. A przynajmniej według tego, co twierdziła wiosną Daisy Lockhart, wychodziło, że niektóre z nich umykały, spłoszone przez coś w Kniei – i to coś to prawdopodobnie były widma. Ale jeżeli te potwory pożerały nawet drzewa, to czy zwierzęta miały duże szanse? – Masz do tego talent, Sam. Za nisko cię cenisz – stwierdziła, żartobliwym gestem „pacając go lekko” w ramię. – Chodźmy je zobaczyć. Koniec sesji
|