Secrets of London
[ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent (/showthread.php?tid=4401)

Strony: 1 2


RE: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - The Edge - 23.03.2025

Było zabawnie oglądać to, w jaki sposób zmienił się wyraz twarzy tego całego Flynna Bella, The Edga czy jakkolwiek ktoś zechciał go nazywać. Akrobata należał do ludzi wyszczekanych, sprawnie też manipulował innymi, ale zdecydowanie nie potrafił ukrywać własnych emocji. Ktoś młody jeszcze pewnie by się na tę jego naburmuszoną minę nabrał, zinterpretował ją błędnie, zestawiając z agresywnym stylem ubierania się i wyrażania myśli, ale Basilius miał już sporo lat doświadczenia na karku i na tyle wyrobioną percepcję, aby takiej ułudzie nie musiał ulegać.

Jego wyraz twarzy przypominał o dzieciakach, które uparły się na czymś wbrew woli rodziców i ponosiły tego bardzo nieprzyjemne konsekwencje (nierzadko związane z olbrzymimi pokładami poczucia winy), ale wciąż próbowały nie uginać się pod ciężarem własnego błędu. Bo powiedzenie pomyliłem się, zmieniłem zdanie wymagało od nich dojrzałości, jakiej jeszcze nie posiedli. Ale Flynn Bell powinien już w swoim wieku tę dojrzałość posiadać. Posiadły ją, na pewno, gdyby tylko przez całe życie nie grał w zupełnie inną grę niż wszyscy wychowani w normalnych domach.

- Rzadko choruję - rzucił, nie doszukując się w swoich wspomnieniach niczego. Odpowiedź była nieco automatyczna i omijała sedno zadanego pytania.

Zrobił się nerwowy. Noga stukała jeden rytm, palce uderzające o kolano inny. A kiedy Laurent wyszedł z łazienki, Crow przestał stukać (zupełnie jakby blondyn miał nie słyszeć tego stukania z łazienki i nie zdążył pomyśleć sobie oczywistego), ale nie wiedząc, cóż innego miałby z tymi rękoma uczynić, bawił się swoimi lokami. Sprężyste włosy stylizowane na Ulizannę stały się zabawką - ciągnął za kosmyki, puszczał je i dawał im powrócić do dawnego położenia jak sprężynie. Najwyraźniej lubił strzelać w ten sposób nie tylko gumkami od cudzych majtek.

Nabrał powietrza w głośny sposób.

- Zwyczajnie kaszlę rano i odkrztuszam flegmę. Zwykłą. Białą. N-nie śnię. Nie mam na sobie klątwy. - I najwyraźniej był całkowicie pewien swojej diagnozy. Tak, był uparty. Był też palaczem i ćpunem.


RE: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - Basilius Prewett - 31.03.2025

Siedzący naprzeciwko niego czarodziej był dla niego o tyle dziwnym przypadkiem, że z jednej strony Basilius miał już doczynienia z problematycznymi pacjentami i pomijając pewną irytację, potrafił zachować spokój w takich sytuacjach. Z drugiej jednak strony, to był ktoś na kim najwyraźniej naprawdę zależało jego kuzynowi, więc w głowie Prewetta istniało naprawdę duże przekonanie, że musiał mu pomóc, czy to się tancerzowi podobało, czy też wręcz przeciwnie, a każdy jego opór napełniał uzdrowiciela pewną frustracją.

Rozumiem – skomentował, kreśląc kilka słów w swoim notatniku. Kasz najprawdopodobniej nie był pokłosiem żadnej choroby, ani tym bardziej klątwy. Czyli jednak istniała duża szansa, że było to palenie. lub choroba wywołana paleniem. Hm... Trochę szkoda zważywszy na to, że mężczyzna podobno nie był chętny do walczenia z nałogiem. No cóż, najwyżej tak jak obiecał wcześniej Laurentowi, po prostu przepisze mu coś na złagodzenie objawów. – A czy jesteś może wystawiany na jakieś szkodliwe czynniki? Używki? Dym? Pyłki? Opary z eliksirów? Będę też musiał rzucić na ciebie parę zaklęć diagnostycznych, w porządku?

Edge mógł oczywiście odmówić. Nie dostałby wtedy diagnozy i pewnie zasmusiłby Laurenta, ale odmówić mógł.
W tym samym momencie do pokoju wrócił młodszy Prewett i Basilius na chwilę obrzucił czujnym spojrzeniem kuzyna, analizując jego twarz pod kątem jakichkolwiek objawów choroby. Zaraz jednak powrócił wzrokiem do swojego obecnego pacjenta, czekając na odpowiedź na jego pytania.


RE: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - Laurent Prewett - 23.12.2025

Stukot pazurów jarczuka na podłodze był bardzo charakterystyczny. Słychać go było przed krokami Laurenta, który nawet gdyby chciał to nie potrafiłby się poruszać bezszelestnie. Nie do tego go w rodzinie przyuczano. Nie o to w jego egzystencji chodziło. Duma był na tyle duży, że Laurent bez problemu mógł trzymać dłoń na jego łbie, kiedy w ten nieśpieszny sposób powracał do stołu. Z lekko rumianą twarzą, ale bynajmniej nie jako oznaki choroby, których mógłby szukać Basilius, czy jakiejś złości, jakiej może doszukiwałby się Edge. To jedynie efekt spotkania ciepłej skóry z wyjątkowo zimną wodą. Pomogła mu. Trochę otrzeźwiła myśli.
Nie przerywał, nie wtrącał się, nie pytał. Przesuwał tylko oczami z jednego do drugiego w wyrazie zmartwienia, którego nie próbował ukrywać ani maskować. Usiadł na miejscu, na którym siedział wcześniej - Duma usiadł zaraz obok niego. Czujny i nerwowy pies po niedawnych wydarzeniach z bardzo niedalekiej przeszłości. Drugi czujny i nerwowy pies. Ten pierwszy siedział przy stole i strzelał właśnie fochy przy rozmowie z doktorem. Olaboga, nie dawajcie mu żadnych badań i nie przypisujcie leków, bo przecież i tak nic by z tego nie wyszło! Skoro nic by nie wyszło, to w ogóle po co to spotkanie..? Po co to wszystko..? Ludzie mieli granice tego, co mogą zrobić dla drugiej osoby. Mieli też definitywną granicę tego, co mogli zrobić dla samych siebie w swojej głupocie. Nie branie tego do siebie i machanie ręką wydawało się punktem, w którym ta relacja już nie warta byłaby dalszych starań. Blondyn sam nie był pewien, gdzie ta granica mogłaby się znajdować.
Przesuwał dłonią po krótkiej, lśniącej, gładkiej niemal jak jedwab sierści bestii obok siebie. Wolałby tą dłonią przesuwać po loczkach. Spoglądał w złote ślepia dumy. Wolałby zaglądać do oczu Edga.
- Dobry pies. - Wolałby chwalić Flynna. Wolałby wiele rzeczy - świat pokazywał co rusz, że niewiele z jego pragnień mogło być spełnionych.
A robił to wszystko nieco bardziej wyraziście, z nieco większym uśmiechem, bo liczył na to, że ta mała manipulacja zadziała na wyobraźnię Flynna, żeby ich pragnienia się pokryły... i była jakaś wizja nagrody za bycie grzecznym. Przynajmniej warto było spróbować.


RE: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - The Edge - 23.01.2026

Nie potrafił nigdy przestać palić heroiny, nawet jeżeli wiedział, że go to zabija i kiedyś się po prostu nie obudzi. Przeżył pożar w rezerwacie.  Biegał po tutejszych plażach i lasach, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że pyłki mogły cokolwiek w czymkolwiek zmieniać. Jak wąchanie roślin mogłoby być szkodliwe? Tak, tak, tak, nie wiem, a co to w ogóle znaczy? Znał odpowiedzi, ale zamiast mówić przesuwał spojrzeniem po wszystkim po czym tylko mógł, nie pozwalając mu zastygnąć na dłużej. Powoli docierała do niego smutna, przeraźliwie beznadziejna prawda. Był takim zgarbionym, nerwowo poruszającym się kłębkiem nerwów, bo tutaj przecież nie było żadnych dobrych odpowiedzi. Jeżeli się przyzna do wszystkiego, obedrze się z prawdy o sobie, to Laurent się na nim zawiedzie. To samo stanie się, jeżeli nie da sobie pomóc. Tutaj nie było wyboru! Obie ścieżki prowadziły do tej samej konkluzji. Nie chcesz się leczyć lub bierzesz heroinę – nie przeszkadza ci myśl, że zdechniesz dusząc się i zostanę sam. Najgorsza z możliwych prawd. Na samą myśl miał ochotę wpakować palce do ust i zacząć obgryzać paznokcie, ale zdążył zagryźć je wcześniej, kiedy to spotkanie nieubłaganie się zbliżało.

Palę tylko trawkę – skłamał bezczelnie, zasłaniając się czymś, co również śmierdziało na kilometr mugolstwem, ale nie było tak drastyczne.

Obecność Laurenta, który wrócił tu po serii zadanych Flynnowi pytań, nie wydawała się szczególnie pomocna. Oczywiście – to nie było tak, że nie chciał mieć go przy sobie, ale ciężar nowego kłamstwa miażdżył go wręcz. Każdy jego związek miał datę ważności. Życie w New Forest było zbyt sielankowe, żeby mógł przypisać mu jakąkolwiek dłuższą niż koniec bieżącego roku. Laurent mógł mieć każdego, kogo chciał mieć, więc dlaczego miałby ograniczyć się do kogoś, kto miałby problem z wypełnieniem pisemnego formularza? Żar rozpalany przez niego nieustannie kiedyś zgaśnie pod ilością kłótni, aż wreszcie dotrze do niego prawda – że się opiekuje przybłędą, która nigdy nie będzie w stanie tego docenić, ale nie da się wytłumaczyć jej tak, jak tłumaczy się psy. Flynn nie potrafił wierzyć w zmianę samego siebie. Jeżeli chcieli kogoś zbawić, Jim mógłby zrobić im świetny wykład o chodzeniu po wodzie i zamienianiu wody w wino.

Yeah... Spoko – powiedział, kiedy przypomniał sobie ostatnie pytanie, to o badaniach. Nie potrafił wyzbyć się wrażenia, że dla wszystkich zebranych lepiej by było, gdyby to załatwić rozmową telefoniczną. Czy tam... Przez sowy.