Wstał dzisiaj jeszcze wcześniej niż zazwyczaj. Wcześniej, by móc załatwić to, co miał do załatwienia o poranku, żeby móc się tutaj pojawić, kiedy przyjdzie Basilius. Po pierwsze - to był jego kuzyn. I to kuzyn bliski, na którym mu zależało i który bywał jego jedynym ratunkiem, kiedy zdarzyło się coś, o czym nie chciał nikomu mówić. Albo przynajmniej nie chciał mówić za dużej ilości osób. Tutaj wchodziła druga rzecz - cenił jego czas. Oczywiście za ten czas mu płacił, ale to... to było coś więcej. Blondyn miał szczerą nadzieję, że Flynn w ogóle się stawi, a nie okaże się, że się gdzieś zmył. Jeszcze gorsza wersja - że postanowi zmyć się, jak tylko zobaczy samego Basiliusa. I teraz wchodziła taka prosta kwestia: ale Laurencie, ty mu nie ufasz? Ano tak się składało, że już wiedział, że nie wszystkim może na tego człowieka liczyć. To nic, nie szkodzi, najważniejsze, by ten brak liczenia nie przekładał się potem na własne... nieszczęście. W tym wypadku nie byłaby to aż taka tragedia. Laurent i tak chciał, żeby go Basilius sprawdził. Jego samego, oprócz Flynna. Te coraz bardziej dokuczliwe kłopoty z oddychaniem były bardzo uciążliwe.
Wstał więc wcześniej i był jeszcze bardzo zmęczony dniem wczorajszym. Był zmęczony w ogóle tymi dniami, chociaż w o wiele bardziej pozytywny sposób (o dziwo) niż to, co działo się wczoraj. Bo emocjonalne zmęczenie pokonywało wszystko inne, nie dało się tego rozchodzić, zająć pracą, zapomnieć. To ciągle gdzieś w tobie siedziało. Ciągle coś przeszkadzało. Przynajmniej nie mógł powiedzieć, że wczorajszy dzień skończył się tak źle. Był po prostu... wykańczający. Potrzebował naprawdę solidnej filiżanki kawy. Albo i całego kubka od razu. Ostatnio lekarz mu odradzał - ale był tak uzależniony od tej kofeiny, że bez wypicia jej stawał się jeszcze bardziej ospały. Z dwojga złego lepiej to niż... palenie.
Temat palenia zaś miał być tutaj tematem na tapecie. Oto jak usidlić Flynna - wystarczy, że poczuje się na tyle źle, żeby już z chęci zadośćuczynienia zgodzić się na niemal wszystko.
- Dzień dobry, Basiliusie. - Przywitał mężczyznę, otwierając przed nim drzwi. Zapraszając do środka. W kuchni już działał Migotek - robił kawę i gotowy był zrobić dla Basiliusa herbatę. Albo świeży sok dla Flynna. - Cieszę się, że przyszedłeś. Bardziej się ucieszę, kiedy mój uparty przypadek pacjenta się pojawi. - Uśmiechnął się ulotnie do mężczyzny, gestem prosząc, by usiadł. Przy stole zapewne w jadalni, bo tam było jednak najwięcej przestrzeni i miejsca do robienia czegokolwiek. Chociażby zaczynając od pulsu. - Od razu uprzedzam - mamy do czynienia z palaczem, który nie rzuci palenia... więc proszę, uniknij wspominania o tym. Ma wybuchowy temperament. - W sumie pewnie mógłby sporządzić całą listę rzeczy pod tytułem "nie mówmy o tym", ale to było chyba najistotniejsze. Bardzo dobrze wbiła mu się do głowy jego odzywka na ten temat, kiedy byli w camdem. - Napijesz się czegoś? Migotek ci przygotuje, właśnie robi kawę. - Obejrzał się na kuchnię - wgląd na pracę Migotka był jawny. W końcu w tym domu kuchnia, jadalnia i salon były połączonymi ze sobą pomieszczeniami. Już chciał mówić, że zaraz wróci - i pójść obudzić Flynna. Ale ten wyszedł z sypialni i złapał na siebie czujny wzrok blondyna. Szczególnie, że w całkowitej ciszy i ignorancji powędrował do łazienki. - Tak... twój pacjent. - Wskazał dłonią na rozczochranego czarnowłosego, którego kaszel był słyszalny aż tutaj. Duma wyszedł z sypialni zaraz za nim. Podszedł do stołu i oparł łeb o nogę Laurenta, który wstał, żeby do nakarmić. Prawie cały zwierzyniec. Najpierw pies Edge, potem jarczuk - tylko Divy, kotki, brakowało, bo została oddana Victorii. Pies wielkością bardziej podobny do kuca niż psa. - Byłbym też zobowiązany, gdybyś potem zerknął na mnie... wiem, wiem, muszę zacząć normalnie jeść... naprawdę pracuję nad tym. - Mówił, jakby nie było nic nienormalnego i nowego w tym, że z jego sypialni ktoś wychodził - ktoś, kto ewidentnie dopiero wstał. A zdecydowanie nie wypełniało to żadnej normy. Bo sam Laurent wyglądał nienagannie - ubrany w jasnobłękitną koszulę z lejącego materiału i kołnierzem spływającym kilkoma pasmami z welurowym obszyciem kwiatowym i ciemne, granatowe spodnie.