Secrets of London
[ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent (/showthread.php?tid=4401)

Strony: 1 2


[ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - Laurent Prewett - 20.01.2025

Wstał dzisiaj jeszcze wcześniej niż zazwyczaj. Wcześniej, by móc załatwić to, co miał do załatwienia o poranku, żeby móc się tutaj pojawić, kiedy przyjdzie Basilius. Po pierwsze - to był jego kuzyn. I to kuzyn bliski, na którym mu zależało i który bywał jego jedynym ratunkiem, kiedy zdarzyło się coś, o czym nie chciał nikomu mówić. Albo przynajmniej nie chciał mówić za dużej ilości osób. Tutaj wchodziła druga rzecz - cenił jego czas. Oczywiście za ten czas mu płacił, ale to... to było coś więcej. Blondyn miał szczerą nadzieję, że Flynn w ogóle się stawi, a nie okaże się, że się gdzieś zmył. Jeszcze gorsza wersja - że postanowi zmyć się, jak tylko zobaczy samego Basiliusa. I teraz wchodziła taka prosta kwestia: ale Laurencie, ty mu nie ufasz? Ano tak się składało, że już wiedział, że nie wszystkim może na tego człowieka liczyć. To nic, nie szkodzi, najważniejsze, by ten brak liczenia nie przekładał się potem na własne... nieszczęście. W tym wypadku nie byłaby to aż taka tragedia. Laurent i tak chciał, żeby go Basilius sprawdził. Jego samego, oprócz Flynna. Te coraz bardziej dokuczliwe kłopoty z oddychaniem były bardzo uciążliwe.

Wstał więc wcześniej i był jeszcze bardzo zmęczony dniem wczorajszym. Był zmęczony w ogóle tymi dniami, chociaż w o wiele bardziej pozytywny sposób (o dziwo) niż to, co działo się wczoraj. Bo emocjonalne zmęczenie pokonywało wszystko inne, nie dało się tego rozchodzić, zająć pracą, zapomnieć. To ciągle gdzieś w tobie siedziało. Ciągle coś przeszkadzało. Przynajmniej nie mógł powiedzieć, że wczorajszy dzień skończył się tak źle. Był po prostu... wykańczający. Potrzebował naprawdę solidnej filiżanki kawy. Albo i całego kubka od razu. Ostatnio lekarz mu odradzał - ale był tak uzależniony od tej kofeiny, że bez wypicia jej stawał się jeszcze bardziej ospały. Z dwojga złego lepiej to niż... palenie.

Temat palenia zaś miał być tutaj tematem na tapecie. Oto jak usidlić Flynna - wystarczy, że poczuje się na tyle źle, żeby już z chęci zadośćuczynienia zgodzić się na niemal wszystko.

- Dzień dobry, Basiliusie. - Przywitał mężczyznę, otwierając przed nim drzwi. Zapraszając do środka. W kuchni już działał Migotek - robił kawę i gotowy był zrobić dla Basiliusa herbatę. Albo świeży sok dla Flynna. - Cieszę się, że przyszedłeś. Bardziej się ucieszę, kiedy mój uparty przypadek pacjenta się pojawi. - Uśmiechnął się ulotnie do mężczyzny, gestem prosząc, by usiadł. Przy stole zapewne w jadalni, bo tam było jednak najwięcej przestrzeni i miejsca do robienia czegokolwiek. Chociażby zaczynając od pulsu. - Od razu uprzedzam - mamy do czynienia z palaczem, który nie rzuci palenia... więc proszę, uniknij wspominania o tym. Ma wybuchowy temperament. - W sumie pewnie mógłby sporządzić całą listę rzeczy pod tytułem "nie mówmy o tym", ale to było chyba najistotniejsze. Bardzo dobrze wbiła mu się do głowy jego odzywka na ten temat, kiedy byli w camdem. - Napijesz się czegoś? Migotek ci przygotuje, właśnie robi kawę. - Obejrzał się na kuchnię - wgląd na pracę Migotka był jawny. W końcu w tym domu kuchnia, jadalnia i salon były połączonymi ze sobą pomieszczeniami. Już chciał mówić, że zaraz wróci - i pójść obudzić Flynna. Ale ten wyszedł z sypialni i złapał na siebie czujny wzrok blondyna. Szczególnie, że w całkowitej ciszy i ignorancji powędrował do łazienki. - Tak... twój pacjent. - Wskazał dłonią na rozczochranego czarnowłosego, którego kaszel był słyszalny aż tutaj. Duma wyszedł z sypialni zaraz za nim. Podszedł do stołu i oparł łeb o nogę Laurenta, który wstał, żeby do nakarmić. Prawie cały zwierzyniec. Najpierw pies Edge, potem jarczuk - tylko Divy, kotki, brakowało, bo została oddana Victorii. Pies wielkością bardziej podobny do kuca niż psa. - Byłbym też zobowiązany, gdybyś potem zerknął na mnie... wiem, wiem, muszę zacząć normalnie jeść... naprawdę pracuję nad tym. - Mówił, jakby nie było nic nienormalnego i nowego w tym, że z jego sypialni ktoś wychodził - ktoś, kto ewidentnie dopiero wstał. A zdecydowanie nie wypełniało to żadnej normy. Bo sam Laurent wyglądał nienagannie - ubrany w jasnobłękitną koszulę z lejącego materiału i kołnierzem spływającym kilkoma pasmami z welurowym obszyciem kwiatowym i ciemne, granatowe spodnie.




RE: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - The Edge - 25.01.2025

Wczoraj w nocy zwijał sobie na tym stole papierosy. Nie potrafił zasnąć po tym co zrobił Laurentowi, więc mógł przynajmniej nie spędzić tego czasu na użalaniu się nad sobą, a... heh, mógł go spędzić nie tylko na użalaniu się nad sobą. Oczywiście, że normalnie by uciekł. No bo przecież nie będzie go ani obmacywał, ani przepytywał obcy facet, nawet jeżeli Laurent dałby sobie uciąć za niego rękę. Może i Crow był zaślepiony miłością, ale nie był aż tak ślepy, żeby nie wiedzieć jak naiwny potrafił być blondyn. No bo kurwa - jego życie w tym domu było najlepszym, niezaprzeczalnym przykładem tejże naiwności.

Został w New Forest głównie przez palące uczucie w klatce piersiowej za każdym razem kiedy pomyślał o tym, jak spuszcza Laurenta z oczu, a on od razu pada ofiarą jakiegoś pijanego kolesia. Zabrał go tam, bo taką miał zachciankę. Zepsuł mu obiad w restauracji, później zrujnował wieczór najgorszymi zakupami w jego życiu. Jakoś trzeba to było zrównoważyć, zrobić cokolwiek, co nie dobije sytuacji i nie pozostawi wrażenia, że był zwyczajnie niegodny wszystkiego, co mu ofiarowano za... za co? Nie opierało się związków na wdzięczności za uratowanie życia.

Spotkanie się z uzdrowicielem, którego zaprosił tutaj Laurent, nie było czymś drobnym, czym mógłby wyklepać wczorajszy błąd. To było... jak atak na jego prywatność. Gburowata mina, co nią uraczył wszystkich, zanim zniknął za drzwiami łazienki, była bardzo bezpośrednim wyrazem tego, że mu się to wszystko okropnie nie podobało. Nie ulegało żadnej wątpliwości, że mężczyzna opuszczający jak gdyby nigdy nic sypialnię Laurenta jest człowiekiem trudnym. I nie tylko o twarz chodziło, ale i o resztę aparycji - o wytatuowane ramiona, o goły brzuch, o nieco absurdalnie nisko osadzone na biodrach spodnie. Ktoś z nizin - jedynie czarne loki stylizowane na Ulizannę, wydawały się sugerować, jakoby miał dbać o swój wygląd, ale i one nie były idealne - w końcu wyraźnie dopiero co wstał. Włosy. Tylko te włosy. Jak się przyjrzało tym malowidłom na jego ciele, nie dało się przeoczyć zabliźnionych, licznych ran, jakie spróbowano zamaskować tuszem. Część sugerowała stanie się ofiarą jakiegoś paskudnego zaklęcia lub ciosu. Reszta, zadana sobie samodzielnie, straszyła każdego, kto chciał zapytać o ich historię.

Jak za każdym razem, popołudnie (rzadko wstawał wcześniej) było dla New Forest serenadą kaszlnięć skwitowanych splunięciem flegmą do czyściutkiego zlewu. A później dźwięk wody, którą obmywał twarz i ręce, jak zawsze kiedy próbował się uspokoić. Wcale nie palił tylko papierosów. Zanim się tutaj przeprowadził jarał smacka jak opętany, a kiedy próbował go odstawić, przeszedł istne tortury w cyrkowym wozie, cudem utrzymany przez panikującą Fiery. I jego ciało mówiło więcej. Mówiło o problemach psychicznych. O tym, że od urodzenia nie widział kolorów i momentami w ciemności ciężko mu było dostrzec cokolwiek. Miał na klatce piersiowej tatuaż ku czci pierdolonej Pani Podziemnych Ścieżek.

Zachował się więc dokładnie tak, jak Laurent to pewnie przewidywał. Jak kompletny idiota.

Kompletny idiota, wymyty lodowatą wodą, wyszedł z łazienki i usiadł na krześle bardzo daleko od Basiliusa, pstryknięciem palca, bezróżdżkowo przywołując sobie gazetę z czarno-białą, mugolską fotografią przerażonych, uciekających przed czymś dzieci. Żołnierze stojący za nimi byli bardzo spokojni jak na to, że tuż przed nimi znajdowała się dziewczynka poparzona napalmem. Nabył ją niedawno. Prasie amerykańskiej zajmowało trochę czasu trafienie do Wielkiej Brytanii, ale to zdjęcie prędzej czy później obiegnie cały świat. Crow czytał artykuł z trzeciej strony, nie odzywając się do nikogo. Dla większości świata - buc. Dla Laurenta - czytelnie wyjątkowo zdenerwowany Flynn Bell, tłumiący w sobie wszystko, co się da, żeby tylko nie wyjebać nieznanemu mężczyźnie pięścią w nos, kiedy tylko zada nieodpowiednie pytanie. Próbował. Ale wszyscy wiedzą, jak kończyły się te jego próby - osładzały sekundy przed absolutną katastrofą.

Nie spojrzał na jego twarz. Nie poznał go po głosie. Obcy.


RE: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - Basilius Prewett - 03.02.2025

Laurent poprosił go o tę wizytę, więc oczywiście, że się na nią zgodził, nawet jeśli kuzyn sumiennie ostrzegł go wcześniej, że nie będzie łatwo. Nie ruszyło go to szczególnie. Po pierwsze Laurent był jego rodziną i Basilius próbował pomóc mu tak jak tylko potrafił (i oczywiście jeśli młodszy Prewett zaproponuje mu zapłatę każe mu jedynie przestać się wygłupiać), a po drugie najgorsze co mogło się stać, to uzdrowiciel mógłby poczuć się jedynie jeszcze bardziej zmęczony, co szczerze mówiąc już dawno przestało mu robić różnicę.

Hej, jak się czujesz? – przywitał się i od razu uważnie przyjrzał się kuzynowi, szukając jakichkolwiek potencjalnych śladów wskazujących na to, że czarodziej był umierający, lub co gorsza, znowu wpakował się w coś głupiego. Laurent ogólnie na razie żył więc chyba było w miarę dobrze.

Nie przejmuj się – zapewnił zdejmując z siebie ciemna torbę przez ramię, w której trzymał rozje eliksiry i potrzebne medykamenty, a następnie usiadł na krześle. – Naprawdę, jestem pewien, że nie z takimi przypadkami... – Nagle zmarszczył brwi.  – Poczekaj. Nałogowy palacz, który cierpi na kaszel, ale nie chce przestać palić. Wiesz, obawiam się, że chyba może znalazłem rozwiązanie jego problemu.
I co on miał zrobić? Jak miał nie mówić o tym, aby tamten przestał palić, kiedy palenie na pewno nie pomagało w kaszlu? Poradzić Laurentowi na boku, aby zmusił go do wypalenia kilku paczek, aż się nie pochoruje i do końca życia nie będzie go mdliło na widok papierosów? Hm... Było to jakieś rozwiązanie.

Pewnie poruszyłby ten temat, gdyby nagle nie zobaczył swojego pacjenta, który bez słowa wyszedł z sypialni Laurenta. Rozejrzał się jeszcze po pomieszczeniu, czy kuzynowi nie wyrosła w domu jakaś kolejna sypialnia, do której się przeniósł, ale nie. To była sypialnia Laurenta. Zmarszczył brwi ale nic nie powiedział. A potem jeszcze raz zmarszczył brwi, bo do kuzyna podszedł właśnie jarczuk?
Umh, tak musisz jeść i tak zerknę później na ciebie – powiedział nieco zaskoczony tymi wszystkimi rewelacjami, wpatrując się w opierajace łeb o Laurenta stworzenie. Wiedział, że miał niezadawać pytań, ale... Ale miał naprawdę dużo pytań w szczególności o swojego pacjenta, który zniknął za drzwiami łazienki.
To... Długo się znacie? – zagadał, nie do końca wiedząc o co lepiej spytać, ani jak się o to spytać, aż wreszcie czarodziej wyszedł z łazienki i po prostu zaczął czytać gazetę, jak najdalej od niego.
Aha.
Najgorsze, że to on powinien przerwać te ciszę.
No dobrze – powiedział wreszcie spokojnym, rzeczowym tonem głosu, rzucając jeszcze na chwilę pytające spojrzenie Laurentowi. – Rozumiem, że masz problemy z kaszlem. Kiedy się one zaczęły?


RE: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - Laurent Prewett - 06.02.2025

Kompletny idiota byłby niemal perfekcyjnie przewidziany, gdyby nie to, że tendencja była trochę niepewna. Niepewne zaś było to, że Flynn w ogóle wstanie wcześnie (bo, no właśnie - zwykle tego nie robił), że się pofatyguje, że przyjdzie i że nie ucieknie. Bo zakładał nawet taki scenariusz, że wyjdzie im przed nosem tylko po to, żeby pokazać, że nikt mu życia układał nie będzie, a potem zniknie. I Laurentowi pozostanie tylko zgrzyt zębów i... akceptacja. Bo co miałby innego zrobić? Ponoć nie jest najgorszy ten moment, w którym trwają kłótnie. Najgorszy jest ten moment, w którym ludzie nie mają sobie już nawet nic do powiedzenia.

Dzięki więc bogom, że Laurent potrafił być całkowicie wygadany.

- Wyjątkowo dobrze... jak na to, że New Forest znowu przeżywa swoją katastrofę. - Pożar. Tymczasem przyszłość miała przynieść jakieś koszmary kotwiczące się w ogniu, gdy jesień opuści kolorowe liście z drzew. Być może z Florence poruszał już ten temat, a może nie? Chwilowo jednak temat był odsunięty. Bardzo mu zależało na tym, żeby ten Kompletny Idiota jednak miał szansę na poprawienie swojego już i tak skróconego życia. Na pewno skróconego. Bo palił, bo żył tak, jak żył, bo jego organizm był eksploatowany. - Nie, nie, błagam... proszę, Basiliusie... - Udręczenie było wręcz odmalowane na twarzy Laurenta, kiedy zostało wspomniane, że "znalazł chyba rozwiązanie". Piękny cynizm - i doceniłby sztukę kuzyna, który zawsze potrafił się popisać pod tym kątem jako sztuką konwersacji, ale w tym wypadku reakcja była zgoła inna. Złożył dłonie przed sobą i opuścił głowę w dół z bezradności. I w tej bardzo prawdziwej modlitwie do Basiliusa, żeby ten nie narażał ich na głupie pyskówki Flynna, który już i tak wszem i wobec pokazywał, że jemu się to wszystko nie podoba i w ogóle to... nawet ciągle nie wiedział, czy naprawdę wróci do tego stołu. Czy może faktycznie wyjdzie - może frontalnymi drzwiami. A może celowo przejdzie się przed ich nosem tarasowymi. Albo w ogóle zacznie ich ignorować. Co za porażka... - Uuch, znamy..? Ach, tak... trochę czasu. Poznaliśmy się dawno temu, ale trafiliśmy na siebie z powrotem w cyrku Bellów. Pewnie kojarzysz zresztą tego pana... The Edge. Występował na Lammas. - O, dobry temat! Dobry... dopóki się nie chciało dowiedzieć, że poznali się z paskudnej strony, potem Laurent zgodził się dla spokoju Flynna na złożenie mu przysięgi... a gdyby zapytać Flynna to ten pewnie by powiedział, że go do tego zmusił. Cóż. Relacja, za którą pewnie wszyscy byli go gotowi potępić. I nic go to nie obchodziło - ten człowiek był jego lekiem. I był też wspaniałym powodem wielu stresów i zmartwień. Ale miło było o tym zapominać.

Lecz Flynn wrócił do tego stołu. Zachowując się tak, że nawet Duma patrzył na niego z przechylonym łbem, dobrze wyczuwając tą napiętą atmosferę. Laurent spojrzał trochę bezradnie na Basiliusa i bezgłośnie powiedział nie wiem, kiedy
zobaczył to pytające spojrzenie. Bo nie wiedział. Za to wiedział, że już z tym pytaniem zapowiadała się tragedia i lekarz tutaj niczego nie zmieni. A jak coś źle pójdzie to jeszcze Basilius będzie musiał samemu sobie nastawiać nos. Chociaż miał prawdziwą nadzieję, gdy ta myśl strzeliła mu do łba, że do tego nie dojdzie. Schował twarz w dłoni, modląc się do Matki Wody o siłę.




RE: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - The Edge - 06.02.2025

Gdyby nikt nie zadał mu pytania, siedziałby w ciszy i czytał o dzieciach poparzonych przez Amerykanów tak długo, aż Basiliusowi nie skończyłby się czas. Ale proszę - jednak się odezwał, zadał jakieś pytanie, czegoś tam chciał się o nim dowiedzieć. Z jakiegoś powodu to, że darowano sobie z nim wszystkie dzień dobry i spierdalaj, wywołało w nim głębokie, szczeniackie uczucie triumfu. Bo tak, to budowało wrażenie, jakby naciągnął sobie jakieś zasady... Nie miał w sobie zbyt wiele cech, co by go uczyniły dobrym aktorem. Doświadczenie sceniczne i ogólny dar do występowania pozwalały co prawda powstrzymać żenujący, nerwowy uśmiech chcący wypełznąć na zewnątrz, ale ten człowiek był wulkanem emocji wyciekających tu i ówdzie. Mimo opuszczonych kącików ust widać więc po nim było, że go ta cała sytuacja bawi. I tak - robił to dla Laurenta i nie zamierzał przeciągać tej struny zbyt mocno, ale też nie zamierzał darować dania mu przedsmaku tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby zapomniał jak to jest kiedy się zapomni, że ten łachudra, co go wpuścił do swojego domu i życia, faktycznie zaradnym był fachowcem i lubił spełniać jego zachcianki, ale był też człowiekiem wyjątkowo mało plastycznym jeżeli chodziło o korekty wyniszczających go nawyków. Nie chciał zmieniać tego, w jaki sposób spał. Nie chciał przestawać palić ani papierosów, ani smacka. Lubił się napić i nie widział w tym problemu (no dobra - tej nocy kiedy go ściągał z plaży, spił się za mocno, ale naprawdę miał wtedy solidny powód i jeżeli cały ten Basilius był chociaż trochę poczciwym gościem, to też by się wtedy najebał w trzy dupy - tak wyglądał świat).

- Blisko dwie dekady temu - rzucił jakby od niechcenia, całkowicie świadomy tego, że odczytają to jako kaszlę od papierosów od dwudziestu lat. Ale chciał zrobić coś o wiele bardziej irytującego niż oczywiste naciąganie faktów. - Zaczęli w 1955, a potem tak się wciągnęli, że zdechło tam już z milion ludzi. Żołnierzy i cywilów, w tym dzieciaki, tutaj o - rzucił tę gazetę na stół, nic tak nie budowało pozytywnej atmosfery jak historia o martwych dzieciach mówiona przez kogoś, kto musiał mieć jakieś ujemne rzuty na charyzmę, bo naprawdę - powinien zamknąć mordę - piszą, że mieli zrzucić napalm na miasto, bo się tam krył po krzakach Wietkong, ta ich skośna partyzantka, a rozjebali mieszkańców. Nadal nie wycofali tych zjebanych wojsk. Tyle rzeczy, żeby się przejąć, a was zajmuje to, że chłop co kopci jak lokomotywa, kaszle od tego rano. - I wydawał się tym faktem bardzo niepocieszony. Do tego stopnia, żeby w tym teatrzyku odpalić sobie papierosa, jak gdyby nigdy nic, a jednak była w tym dostrzegalna jakaś uległość wobec pana tego domu, bo wydychany dym, zamiast rozbijać się o sufit, grzecznie gromadził się w niewidzialnej, wyczarowanej do tego bezróżdżkowo kopule. Tylko dlatego, że Laurent nie lubił jak później śmierdziała mu od tego kanapa. - Nie wiem, kurwa, kiedy. Pewnie z więcej niż trzy lata - bo tyle był w cyrku i już kaszlał. - Czy możesz zadać mi wszystkie pytania hurtem? - Chciał dodać: żebym mógł je wszystkie naraz olać, ale Laurent schował twarz w dłonie i Crow musiał odkryć to dziwne uczucie w żołądku mówiące mu przestań...


RE: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - Basilius Prewett - 11.02.2025

Basilius westchnął ciężko, położył możliwe, że nieco za głośno swój notes na stole i spojrzał bardzo uważnie na kuzyna.
Ale czego ode mnie tak właściwie oczekujesz? Że jeśli zbadam go i okaże się, że ten kaszel rzeczywiście jest od palenia, to poproszę jego płuca, aby znalazły sobie zamiast tego inny powód do cierpienia? Nie wiem, mam rzucić na niego klątwę, byle tylko przyczyna kaszlu była inna? – Nie do końca rozumiał o co młodszemu Prewettowi tak naprawdę chodziło, bo tak oczywiście. Powody do kaszlu mogły być różne, ale nie będzie przecież wymyślał choroby, tylko po to, aby nie wspominać o papierosach.

Znacie się... – podsumował, zerkając na drzwi do sypialni Laurenta, ale nie ciągnął tematu, a jedynie skinął głową na wzmiankę o cyrku. – Tak, kojarzę. Dobrze tańczył.

Szkoda tylko, że jego pacjent zdecydowanie był bardziej skłonny do tańca niż, do rozmowy z nim.
Chociaż nie. Najwyraźniej był bardzo skory, ale do dyskutowania o mugolskiej polityce. Basilius nie westchnął ciężko. To znaczy westchnął, ale jedynie w duchu, tak aby ten go nie usłyszał.

Moje kondolencje – skomentował z kamienną miną, oczywiście nie na wzmiankę o sytuacji na świecie, a tym że Laurent najwyraźniej martwił się o niego na tyle, aby zawołać do niego uzdrowiciela. – Troska bliskich to rzeczywiście jeden z najbardziej uporczywych symptomów, na który skarżą się moi pacjenci. – Dalej mówił to wszystko poważnie, jakby wcale nie pokusił się tutaj o żaden sarkazm. Możliwe, że ten zapanieco papieros nieco go zirytował, nawet jeśli starał się tego po sobie nie pokazywać.

Trzy lata temu, rozumiem – dodał potem, zapisując coś w swoim notesie, próbując nie zerkać Bardzo Pytająco na Laurenta. No cóż. Uprzedził go, że może nie być łatwo. – Jeśli mam być szczery, to wolałbym przejść przez wszystkie pytania po kolei, ale jeśli będzie ci z tym wygodniej, mogę zostawić ci odpowiedni formularz z pytaniami, wyjść i wrócić za chwilę gdy go wypełnisz.


RE: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - Laurent Prewett - 12.02.2025

Wspaniałość tego pomysłu, żeby próbować pomóc Edgowi, przytłaczała go coraz bardziej. Już kurczył się w samym sobie i czuł tę specyficzną słabość, która sprawiała, że miał ochotę się położyć. Zamiast położenia się podtrzymywał głowę na dłoni, przymknął oczy i modlił się do nienazwanych bogów o niewiadomym pochodzeniu, aby skapnęła na niego cząstka oświecenia. Aby odpowiedzieli na pytanie, co on mógł w ogóle tutaj zrobić i jak sprawić, żeby poszło to spotkanie lepiej. W tej błogosławionej, natchnionej na modlitwy chwili nie wiedział jeszcze, że ta gazeta w dłoni Flynna stanie się prawdziwą bronią.

- Nie wiem, Basiliusie, to ty tu jesteś lekarzem. - Odpowiedział, siląc się na spokojny ton głosu. I wyszedł on zadziwiająco dobrze. Zerknął na kuzyna. - Jakieś eliksiry, żeby chociaż złagodzić te objawy, jeśli nie da się z nimi walczyć. - Bo z tym, żeby nie palił... nie łudził się, że walka miała sens. Nawet pomijając, jak uparty Flynn był, to walka z uzależnieniami nigdy nie była prosta. Mieli tutaj naprawdę wiele problemów - ociupinkę za dużo, żeby się jeszcze decydować na takie skoki. - To mój partner. Proszę, nie mów tej nowiny nikomu, chciałbym sam się posunąć do tego kroku. - Niewypowiedziane: kiedy będę miał siłę znosić spojrzenia pełne zwątpienia (i gorsze) - takie jak twoje - zawisnęło w powietrzu. Basilius jednak błyskawicznie przeszedł nad tym do porządku dziennego, ale to też jakoś szczególnie go nie dziwiło. W końcu widział już niejedno, widział samego Laurenta w niejednym stanie i pewnie swoich pacjentów w jeszcze dziwniejszych. Tym nie mniej... istniała szansa, że nikt z jego rodziny nie był gotów, że Laurent postanowił się związać nie dość, że z mugolakiem, to jeszcze z mężczyzną. Kolejność wymienienia tych dwóch aspektów - przypadkowa.


Nie miał już siły, kiedy zaczęła się ta rozmowa. I w żadnym wypadku nie był gotów na to, że Flynn zrobi coś gorszego niż zgrywanie obrażonego dziecka. Skonfundowanie sprawiło, że Laurent nawet nieco uniósł głowę, oderwał ją od dłoni i automatycznie skierował wzrok na rzuconą gazetę. Pobladnięcie jednak w jego wykonaniu nadal było całkiem możliwe, a na pewno widać było zgrozę na twarzy blondyna, kiedy sięgnął po gazetę i przysunął ją odrobinę do siebie. Fenomenalny nagłówek i słowa Flynna to nie było jednak wszystko, o nie! Akrobata postanowił ich zaszczycić ciągiem dalszym opowieści. A Laurent poczuł, że robi mu się niedobrze. Że żołądek mu się ściska, że go mdli i że zrobiło mu się naprawdę słabo.

- Przepraszam na chwilę... - Wymruczał niewyraźnie i podniósł się na niepewnych nogach, żeby skierować się do łazienki. I tam zamknąć za sobą drzwi.




RE: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - The Edge - 16.02.2025

Podobno pierwsze wrażenie było ważne, dlaczego więc nie pokazać na wejściu bolesnej prawdy o swoim upierdliwym charakterze? Dlaczego nie pokazać od razu, że bycie wyklętym przez świat od młodości kreowało cię na człowieka absolutnie antyspołecznego, unikającego niechcianych kontaktów takich jak ten z Basiliusem, nawet jeżeli wszyscy ludzie w tym pomieszczeniu życzyli mu jak najlepiej?

Laurent pokazywał mu dlaczego.

Łatwo odgrywało się takie teatrzyki. Jeżeli tego chciał, potrafił być do bólu irytujący. Robić rzeczy, od których innym wykręcało wnętrzności, bo dobrze wiedział, na jakich nutach grać, aby doprowadzać ich do istnego szaleństwa. Fajnych złoczynów zostawiał ekranom lokalnych kin - prawdziwe życie wywoływało... reakcje takie jak ta Laurenta, takie widziane teraz u blondyna i... ten teatrzyk mu umierał. Zwiędł nastrój Laurenta i proszę - zwiędł również i on. Zaklął w myślach, bo poczuł, jak w jego oczach uwydatnia się zniesmaczenie własnym zachowaniem. Było tak cholernie myśleć o New Forest jako o miejscu, które sobie wybrał z wygody i o Prewettcie, co go sobie urabiał, bo to taka śliczna dziewczynka, jak jakaś wiła albo coś... ktoś, kto go będzie swoją słodyczą, miłością i oddaniem urzekał jeszcze bardzo długo, ale on zawsze coś sobie myślał, a rzeczywistość stała przed drzwiami i waliła w nie pięścią. Miłość nie była czymś jednostronnym, oh nie. Miłość atakowała bezlitośnie z każdego frontu, a jeżeli ktoś na nią nie odpowiadał, nie wyglądała wcale jak to, co zaczynało ich łączyć.

Przed chwilą chciał go ukarać, a teraz czuł, jak od widoku jego twarzy wykręca mu się żołądek.

Zacisnął oczy, zaciągając się bardzo, bardzo mocno i wydmuchał to w sufit, do tego wyczarowanego klosza na dym. Zignorował tę kąśliwą uwagę o uporczywych symptomach, jakimi miało być emocjonalne zaangażowanie Prewetta w jego stan zdrowia. Widać po nim było, że robił to już nie raz i teraz przygotował tę scenę po to, żeby dać światu nauczkę i mieć do końca życia pewność o tym, że Laurent takiej wizyty-niespodzianki u lekarza nie powtórzy. Może nie był miły, mądry, wyrozumiały, rozsądny, ale o matko, za to jaki on był uparty! Tylko upartość chyba nie rekompensowała i tak okrojonego w celu nieprzedłużania narracji szeregu paskudnych wad wybijających się ponad śliczną twarz otoczoną puklami błyszczących, czarnych loków.

Bujał się na krześle, w jednej dłoni trzymając fajkę, drugą stukając o wyrzeźbiony brzuch.

- Ponad - poprawił go, obserwując jak Laurent idzie w kierunku łazienki - nie powiem ci ile, bo zawsze miałem to w dupie. Nie ma szans, że się rozczytasz. - Wciąż przesuwał za nim spojrzeniem, na moment odrywając dłoń od brzucha, żeby machnąć nią i cicho pstryknąć palcami. Rzucał zaklęcie mające uchronić blondyna przed zajebaniem głową o kafelki albo sedes, jeżeli znowu zamierzał zemdleć podczas rzygania do sedesu. - Mów, panie uzdrowicielu. - Coś w tym jak to powiedział, mogło stworzyć wrażenie, że do tego słowa nie przywykł, ale było mylące. On zawsze wymawiał je dziwnie, bo nabijał się z koleżanki pracującej w Mungu.


RE: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - Basilius Prewett - 22.02.2025

Basilius, spojrzał na niego z pewnym zaskoczeniem, jakby wcale już czegoś nie podejrzewał, gdy tamten wyszedł z sypialni Prewetta, ale nie było w tym niczego, co mogłoby sugerować, że jakkolwiek krytykował kuzyna.
Rozumiem. Gratuluję – powiedział, posyłając mu pokrzepiający uśmiech. – Dziękuję, że mi powiedziałeś. Spróbuję przepisać mu po prostu coś na złagodzenie objawów.
Nie spytał sie o nic więcej nie tylko ze względu na prywatność Laurenta, ale też w obawie, że zadając za wiele pytań zdradzi swoje własne przemyślenia na temat tego typu tematy i jego osobę, a to by mu się nie podobało. Nie podobało mu się też to, że ktoś najwyraźniej tak ważny dla Laurenta, tak nie dbał o siebie, ale to chyba była rozmowa na inny moment.

***

Jednak po kilku minutach interakcji z innym czarodziejem, Basilius zaczął poważnie zastanawiać się czemu Laurent postanowił być blisko akurat tego, który musiał tak bardzo utrudniać życie uzdrowicieli, bo tak jak nie oceniał płci partnera kuzyna, tak powoli zaczynał oceniać jego charakter. Zdecydowanie nie pomogło to, że młodszy Prewett postanowił nagle wyjść do łazienki i zostawić go samego nie tylko ze swoim pacjentem, ale i rosnącym zaniepokojeniem wobec stanu zdrowia kuzyna.

Przeniósł spojrzenie na drugiego mężczyznę, przez chwilę rozważając, czy przypadkiem nie wypytać go o to co się działo z Laurentem, ale szybko z tego pomysłu zrezygnował, zwłaszcza że kuzyn szczęśliwie i tak poprosił, aby Basilius go później obejrzał. Westchnął cicho i powrócił do napisanego czytelnym charakterem pisma formularza.
No dobrze. W takim razie czy pamiętasz może czy początkowi kaszlu towarzyszyła jakaś choroba? Nasila się on przy określonej sytuacji, na przykład wysiłku? Jakieś inne objawy? Krew? Czarna flegma? Sny o przeklęty przedmiocie?
No mów panie The Edge. – dokończył w myślach.


RE: [ranek 25.08.1972] Lekarz będzie potrzebował doktora | Basilius & The Edge & Laurent - Laurent Prewett - 03.03.2025

Prawie zamknął drzwi przed nosem Dumy, który zerwał się i poszedł krok w krok za nim - ale wpuścił go do środka. Pozwolił jarczukowi przejść, zanim sam sięgnął drżącymi dłońmi do umywalki. Odkręcił kran. Głównie po to, żeby w razie czego zagłuszyć swój głęboki wdech. Zaraz po tym nie był już TYLKO po to. Ochlapał sobie twarz i pozwolił sobie na to, by zsunąć się na kafelki przy tej szumiącej wodzie. Duma zapiszczał, trącił go nosem - uniósł więc dłoń kolejny raz i znów przesunął palcami po krótkiej sierści stworzenia.

Delikatność należało bronić, a skoro chciano trącać ją nożem to przewartościowanie tej sytuacji było więcej niż naturalne. Powinno być nauczką dla Flynna. Albo potrzebował większej? Takiej, żeby na pewno zapamiętał, by nigdy więcej czegoś takiego nie robić? Och tak, wcale nie zamierzał tak tego zostawić bez echa. Ale o tym Flynn dowie się dopiero po tym, jak Basilius opuści ten dom.

Siedział na zimnej podłodze, chociaż na początku nie było mu zimno. Było mu wręcz za ciepło od mulenia w brzuchu. Kolejne obrazy, których widzieć się nie chce, ale człowiek się w końcu uodparniał. Obraz za obrazem, tragedia za tragedią. Krew za krwią. Nie da się ochronić delikatności, kiedy nie ma żadnych jej obrońców. Och, byli - tylko nie tutaj. I jak pech chciał - nigdy nie byli w stanie ustrzec przed wszystkich Laurenta, który miał zwyczajnego pecha w życiu, a niektórym z tych nieszczęść dopomagali osoby, których kuło w oczy układanie sobie życia jakkolwiek lepiej. Może kiedyś zostanie tylko notatka w tym dzienniku, który nosił, że już się stało. Że poszło mu znacznie łatwiej, niż lekko.

Szybko zaczął odtajać i dreszcze przebiegły po jego ciele. Szybko zaczęło mu się robić zimno. Szybko wyschła woda na jego twarzy. Duma trzymał łeb na jego nogach i szybko też poczuł jego ciężar. Odetchnął, podrapał go za uchem i zaczął się podnosić. Chyba lepiej, że nie skręciło go tak, żeby zwymiotować. Albo... chyba gorzej. Odliczał każdą kolejną rysę na szkle, która zamazywała pogląd na piękno. Kiedy widzisz wystarczająco wiele brudu, przestajesz się nim tak przejmować.

Przemył twarz jeszcze raz, zakręcił kran. Nastała cisza, a on zawisnął nad umywalką, starając się wsłuchać w rozmowę w salonie. Niczego nie słyszał. Żadnych podniesionych głosów. Żadnego rabanu, który zwiastowałby najgorszą z klęsk. Otarł skórę ręcznikiem, przesunął grzebieniem po włosach, nieszczególnie się śpiesząc i powoli wyszedł na korytarz. Nie zamierzał panom przerywać, kiedy wolnym krokiem, z Dumą przy boku, powoli wrócił do stołu.