![]() |
|
[31.10.1958] Jęcząca Marta | Prue & Benjy - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [31.10.1958] Jęcząca Marta | Prue & Benjy (/showthread.php?tid=4529) Strony:
1
2
|
RE: [31.10.1959] Jęcząca Marta | Prue & Benjy - Prudence Fenwick - 24.10.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Q7Zg4kQ.jpeg[/inny avek] - Oczywiście, że nie wiedziałeś, nikt nie interesuje się tym, kim była Marta Warren, głupia dziewucha, ta, co umarła w łazience, idiotka! - Zajęczała znowu, jej głos sięgał coraz wyższych tonów, możliwe, że za chwilę zamieni się w pisk, bardzo wysoki pisk. - Spojrzałam tam, gdzie nie trzeba i umarłam! To dopiero zabawne, co? Patrzyła, gdzie nie powinna przez co resztę życia muszę spędzić w kiblu! - Nie, żeby pytał, Marta jednak zamierzała opowiedzieć swoją historię, no, a raczej jej krótką wersję. Zresztą nie pamiętała zbyt wiele z tamtego dnia, skupiła się na tym, że była to wina Olivii Hornby Duch z impetem zanurkował w toalecie, pojawił się w drugiej kabinie, właściwie to nad nią, ledwie w kilka sekund. - I co powiesz teraz ładny chłopcze, będziesz się ze mnie nabijał? nabijał się z mojej śmierci? - Poleciała w jego kierunku, jednak zatrzymała się w locie i pofrunęła w drugą stronę, zapewniła im kolejne efekty dźwiękowe bo roześmiała się głośno, zdecydowanie nie była stabilna, czy zdrowa na umyśle, chociaż czy duchy właściwie miały umysł?. Prue nie do końca wiedziała, co się dzieje. Tym razem przebieraniec mówił do niej, uniosła wzrok, zawiesiła na moment swoje spojrzenie. Próbowała rozgryź, który idiota próbował wyprowadzić ją z równowagi, właściwie to nie próbował, bo przecież to zrobił. Straciła kontrolę, pisnęła, nie zapanowała nad strachem, przez co teraz jej było okropnie głupio. - Twoja obecność tutaj narusza regulamin. - Starała się mówić spokojnym tonem, by nie dać po sobie poznać, jak bardzo się zirytowała. Widziała, że nie był dziewczyną, był za wielki na dziewczynę, do tego włosy częściowo mu się zsunęły, to on złamał regulamin, a ona należała do osób, które mogły wyciągnąć z tego konsekwencje, przecież była prefektem. Uśmiechnęła się sama do siebie, bardzo zadowolona z wniosków, jakie właśnie wyciągnęła. - Tak się składa, że mogę Cię za to ukarać. - Szkoda tylko, że jeszcze nie miała stuprocentowej pewności, co do jego personaliów, chociaż czuła, podskórnie czuła, że wie z kim ma do czynienia - tylko jedna osoba potrafiła ją tak wkurzyć. Zaiste - było to niesamowite przedstawienie. Szkoda tylko, że jedynie jego główny aktor się na nim wyśmienicie bawił. Powinien nieco popracować nad dobraniem sztuki, jeśli zamierzał podbić deski teatru, z tą śmieszną, okropnie irytującą umiejętnością pojawiania się znikąd, a zarazem z nienajgorszą aparycją pewnie byłoby to nawet możliwe. Szkoda tylko, że pod tą piękną buźką kryła się bardzo paskudna, okropna osobowość i obrzydliwy charakter. RE: [31.10.1959] Jęcząca Marta | Prue & Benjy - Benjy Fenwick - 24.10.2025 Powietrze zgęstniało, a echo chlupotania odbiło się od kafelków. Potem - ten głos. Piszczał, skrzeczał, z każdym słowem coraz bardziej. Zatrzymała się wreszcie nad zlewem i popatrzyła na mnie z góry, z miną dziecka, które zaraz znów wybuchnie płaczem. Zamilkła. Przez sekundę naprawdę wyglądała na złamaną, przez tę sekundę, tylko tę jedną, zrobiło mi się jej prawie żal. Prawie, bo patrzyła na mnie z takim wyrzutem, jakby to ja ją zabił pół wieku temu. - Wiesz co, Marta? - Powiedziałem cicho, unosząc kącik ust. - Może gdybyś nie zaglądała tam, gdzie nie trzeba, nie musiałabyś teraz straszyć nastolatków w toalecie. Wybuchnęła płaczem - głośnym, teatralnym, pełnym echa. Niektórzy naprawdę mieli problem z odpuszczaniem - nawet po śmierci. Nie planowałem, żeby to tak się potoczyło. Właściwie, kłamstwo - planowałem wszystko, może nie co do sekundy, ale wystarczająco, by zobaczyć jej minę, kiedy mnie zobaczy. Tę mieszaninę szoku, oburzenia i tego ledwie uchwytnego błysku, którego nigdy nie chciała mi pokazać. Szkoda, że nie mogłem zobaczyć jej twarzy od razu - miny Prue były warte więcej niż połowa złota w skarbcu Gringotta. Biedna Prudence - tak bardzo chciała, żeby nikt nie widział, że straciła panowanie. Teraz też uniosła brodę w tym swoim dumnym geście, który zawsze kazał mi się zastanawiać, jak długo musiała ćwiczyć przed lustrem, żeby wyglądał tak naturalnie, a w jej oczach błysnęło coś triumfalnego. Zamarła, a potem próbowała odtworzyć na twarzy ten swój służbowy spokój. Widziałem, że chciała wyglądać groźnie, ale to nie było możliwe, kiedy miała takie oczy - pełne złości, ale też czegoś, czego nigdy nie chciała nazwać. Na moich ustach pojawił się uśmiech, cienki jak ostrze noża - widziałem, jak drgnęła, chociaż próbowała tego nie pokazać. - No, no... - Powiedziałem, zniżając głos tak, by zabrzmiał bardziej wymownie. - Doprawdy? - Zrobiłem krok w jej stronę, a echo mojego głosu odbiło się od kamiennych ścian. - Ukarzesz mnie? Ty też tu jesteś. - Zatrzymałem spojrzenie na jej ustach, tylko przez moment. - A przecież powinnaś być na uczcie. Nie wiem, czy wytłumaczenie „to nie tak, jak myślicie” wystarczy. - Schyliłem się lekko, żeby nasze spojrzenia się zrównały. Wszyscy siedzieli w Wielkiej Sali, opychając się ciastem dyniowym i udając, że duchy wznoszące toasty to coś zabawnego. - Nie powiem nikomu o nas i o tym, co tutaj zaszło. O ile... Nie dasz mi powodu, żeby jednak to zrobić. - Uśmiechnąłem się, wolno, leniwie. Właśnie dlatego to robiłem. Nie dlatego, że chciałem ją skrzywdzić. Nie dlatego, że to było mądre. Tylko dlatego, że nikt inny nie potrafił tak pięknie tracić panowania nad sobą. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=emf63Zl.jpeg[/inny avek] RE: [31.10.1959] Jęcząca Marta | Prue & Benjy - Prudence Fenwick - 24.10.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Q7Zg4kQ.jpeg[/inny avek] To nie był najlepszy dzień Marty, chociaż czy tak naprawdę ona miewała dobre dni? Chyba nie, Prudence uniosła głowę, aby spojrzeć na ducha, który właśnie wybuchnął płaczem. Pokręciła głową z powątpiewaniem, ona zawsze musiała być taka dramatyczna. Zastanawiała się, czy kiedy żyła była równie irytująca, chyba wolałaby tego nie sprawdzać, a w sumie, gdyby przyniosła tutaj swoje świeczki, być może udałoby się jej ustalić jakieś szczegóły, dowiedzieć się, co wtedy zobaczyła - to brzmiało jak całkiem niezły plan. Musiała to zrobić w tym roku, bo później nie będzie miała szansy tego zrobić. Komentarz chłopaka był zbędny, chociaż właściwie to się z nim zgadzała, chociaż Prue pewnie nigdy nie powiedziałaby tego na głos. Marta jak nikt inny potrafiła wkurzyć, więc nie dziwiła się nikomu, kto przy niej nie wytrzymywał i sięgał po nieprzyjemne słowa. Oczywiście, że nie mogło być prosto, nie kiedy jej przeciwnikiem podczas tej jakże fascynującej potyczki okazał się być Rookwood. Tak, doskonale wiedziała kto przed nią stoi, od razu powinna założyć, że jej słowa nie wystarczą. On zawsze miał jakiś argument, nim dowiedziała się do czego zmierza wiedziała, że coś knuje. Zwiastował to ten złowieszczy uśmiech, który pojawił się na jego twarzy. Nie miała pojęcia dlaczego tak bardzo lubił uprzykrzać jej życie i doprowadzać ją do szału. Ludzie jego pokroju chyba po prostu czerpali przyjemność z irytowania innych. To musiało być to. Wymuskany, pewny siebie chłopiec z dobrego domu, który uwielbiał udowadniać innym, że są gorsi od niego. Nie odsunęła się, gdy zrobił krok w jej stronę. Nie zamierzała okazywać słabości, już nie teraz, nie gdy wiedziała z kim ma przyjemność rozmawiać. Na pewno poczułby się pewniej, gdyby zobaczył, że się waha. Zamiast tego wyprostowała się niczym struna, chociaż to niewiele zmieniło, i tak nad nią górował. - Ja m o g ę tu być. - Mówiła powoli, cedziła słowa, chociaż wiedziała, że to nic nie zmienia. Nie była głupia, wręcz przeciwnie, potrafiła sobie wyobrazić, co ktoś mógł sobie pomyśleć, gdyby spotkał ich tu razem. W jej oczach pojawiła się złość, wiedziała, że jest na przegranej pozycji, chociaż nie zamierzała jeszcze się poddawać. Zadarła głowę do góry, nie bała się patrzeć mu w oczy, a przynajmniej starała się udowodnić (komu? może sobie samej?), że właśnie tak jest. - Nie mają powodu, by mi nie ufać. - Dodała cicho, trochę zbyt cicho, bo przecież wiedziała, komu by uwierzyli. Jej? Może i była prefektką, jednak nie miała w sobie takiego uroku jak ten złoty chłopiec, wystarczyło, że się uśmiechnął, zmienił ton głosu, a wszyscy byli gotowi jeść mu z ręki. - i tak nikt by Ci nie uwierzył. - Może i był złotousty, może potrafił czarować słowem, ale nikt nie uwierzyłby w to, że to do czego zmierzał mogłoby się wydarzyć. Było to całkiem proste. RE: [31.10.1959] Jęcząca Marta | Prue & Benjy - Benjy Fenwick - 24.10.2025 Marta zniknęła z piskiem, zostawiając po sobie jedynie chłód i echo łkania - świetne widowisko, szkoda tylko, że bez puenty. Prue wpatrywała się jeszcze w pustą przestrzeń, jakby spodziewała się, że duch zaraz wróci z kolejnym aktem, ja oparłem się o marmurowy zlew i skrzyżowałem ręce. - Nie przepadam za dramatami, które nie mają sensu. - Mruknąłem półgłosem, obserwując, jak walczyła ze sobą - widziałem to drżenie w policzku, tę cichą złość, która w niej narastała, zawsze była tak łatwa do odczytania. Może tego nie słyszałem, ale byłem pewien, że westchnęła cicho, w taki sposób, który mówił więcej niż jakiekolwiek słowa - to było westchnienie prefektki, która żałowała, że musi dzielić powietrze z kimś takim jak ja. Jej spojrzenie stwardniało, ale to tylko mnie rozbawiło. Zrobiłem krok w jej stronę - nie odsunęła się, była uroczo uparta, to było w niej najciekawsze, ta duma, desperacka potrzeba pokazania, że się nie boi, ma władzę. Prefektka, doskonała, odpowiedzialna, zimna, tylko że teraz, tutaj, wyglądała jak ktoś, komu właśnie zachwiało się całe poczucie porządku. Kiedy uniosła głowę, żeby spojrzeć na mnie, nie odwróciłem wzroku, czekałem, chwilę staliśmy w ciszy, naprzeciwko siebie, w chłodnym świetle, w tle wciąż słychać było stłumione łkanie Marty, ale brzmiało to, jak echo zupełnie innego świata. - Oczywiście, że możesz. - Odparłem spokojnie. - Tylko wiesz, co jest zabawne? Kiedy ktoś cię zapyta, co robiłaś po uczcie z Rookwoodem… Nie jestem pewien, czy twoje „mogę” zabrzmi równie przekonująco. Widziałem, jak na moment zamarła, to był ten błysk w oczach - gniew, ale też świadomość, że miałem rację i nic, co powie, nie zmieni sytuacji. - Prefektka, która wymyka się z uczty i kończy w łazience z chłopakiem, o którym podobno nie ma najlepszego zdania. Plotki same się napiszą. - Uśmiechnąłem się, z tym moim ulubionym, przesadnie niewinnym uśmiechem, wiedziałem, że go nie znosiła. Przesunąłem się jeszcze bliżej, aż niemal dotknąłem jej ramienia - pachniała tuszem i pergaminem, tak jak zawsze, poważnie, jakby całe życie było listą obowiązków. - Nie rób takiej miny, Prue. - Mój głos złagodniał, ale tylko na moment. - Nie przejmuj się. - Spojrzałem na nią z ukosa. - Ja też nie wierzę, że ktoś mógłby pomyśleć, że chciałbym… Czegokolwiek. - Zrobiłem krótką pauzę. Nie drgnęła, to było w niej najlepsze - potrafiła milczeć, nawet kiedy w środku aż kipiała. - Chociaż, patrząc na ciebie teraz, może jednak powinienem. - Rzuciłem luźno, mając świadomość, że po raz kolejny udało mi się ją wyprowadzić z równowagi, nawet jeśli już zaczynało mnie to nudzić. - No, dobrze, prefektko, skoro oboje nie mamy tu czego szukać, proponuję rozejść się w cywilizowany sposób. Ty wróć do swoich czytadeł i obowiązków, ja do swojego bezużytecznego życia, hm? I cicho-sza. Co dzieje się w kiblu, zostaje w kiblu, tak będzie lepiej, prawda? - Uśmiechnąłem się szerzej, wzruszając ramionami. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=emf63Zl.jpeg[/inny avek] RE: [31.10.1959] Jęcząca Marta | Prue & Benjy - Prudence Fenwick - 24.10.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Q7Zg4kQ.jpeg[/inny avek] - Jakby kogoś interesowało za czym przepadasz. - Wróciła spojrzeniem z sufitu, gdzie jeszcze chwilę wcześniej można było zauważyć ducha. Najwyraźniej Marta nie miała ochoty na dalsze towarzystwo - a szkoda, mogłaby odwrócić jego uwagę od niej. Teraz jednak została sama, skazana na oddychanie tym samym powietrzem. Widziała, że sprawiało mu to satysfakcję, i chociaż chciała być obojętna, nie reagować - to nie potrafiła. Za bardzo ją denerwował. Nie powinna pozwalać emocjom tak łatwo przejmować nad sobą władzy, raczej jej się to nie zdarzało, raczej potrafiła z tym walczyć, ale ten uśmiech doprowadzał ją na skraj i nic nie mogła z tym zrobić. To powodowało jeszcze większą irytację. - Możemy to sprawdzić. - Za cholerę nie chciała tego sprawdzać, bo wiedziała, jak się to może skończyć, ale nie mogła tak łatwo odpuścić, nie kiedy chodziło o niego. Jeśli teraz pozwoli mu na to, żeby dopiął swego, to będzie tylko gorzej, a i tak już nie do końca potrafiła sobie z nim radzić. Wiedziała, że jest na przegranej pozycji, analizowała wszystkie możliwości w swojej głowie i miała naprawdę bardzo niskie szanse na to, aby ktoś uwierzył w jej słowa. Starała się jednak nie dać tego po sobie poznać, wolała brnąć, udawać, że nie widzi tego, jak rysuje się sytuacja, byle tylko nie dać mu tej satysfakcji. Zalazł jej za skórę, robił to od dawna, nie mogła się ugiąć, bo to by oznaczało, że przegrała, a ona nie znosiła przegrywać. - Plotki umierają równie szybko, co się piszą, jutro zobaczą Cię z kimś innym i o mnie zapomną. - Starała się brzmieć pewnie, ale na pewno nie chciała dopuścić do tego, żeby ktokolwiek pozwolił sobie na takie insynuacje, to by ją przerosło. Musiała dawać przykład, jeśli ktoś w ogóle pomyślałby o tym, że ona mogłaby robić coś, z nim, tutaj. Przymknęła oczy, to naprawdę było dla niej zbyt wiele. Czuła, że jest zadowolony z tego do jakiego stanu ją doprowadził, nie udało jej się tego ukryć, co tylko jeszcze bardziej ją irytowało. Była zła na niego i na siebie - że nie potrafiła zapanować nad swoją reakcją. Kolejne słowa, które padały z jego ust tylko pogarszały sytuacje. Ponownie otworzyła oczy, wbiła w niego swoje spojrzenie. - Nie mów mi co mam robić. - Uniosła nieco ton głosu, co tylko potwierdzało tezę, że była naprawdę wkurzona, rzadko kiedy zdarzało jej się tak robić. Podniosła się na palcach, chciała znaleźć się nieco wyżej. - Nie powinieneś. - Wysyczała przez zęby, jej twarz się zaczerwieniła, co również było oznaką tego, że się zdenerwowała. Opadła na pięty, nie miała chyba innego wyjścia, jak tylko mu przytaknąć, co ponownie wzbudziło w niej irytację. - Tak, ale pożałujesz tego. - W tej chwili może i miał nad nią przewagę, ale nie miała zamiaru mu tego zapomnieć, Prue była okropnie pamiętliwa. RE: [31.10.1959] Jęcząca Marta | Prue & Benjy - Benjy Fenwick - 24.10.2025 Niektóre dziewczyny miały dar - Prue była tego doskonałym przykładem, nawet kiedy próbowała brzmieć spokojnie, głos miała o ton za wysoki, a oczy błyszczały jak u kogoś, kto bardzo, bardzo chciał wygrać. Oczywiście, że nie potrafiła ugryźć się w język. Oparłem się bokiem o marmurowy zlew, krzyżując ręce na piersi. Jej słowa, ostre, urwane, każde z nich miało być ciosem, spływały po mnie jak woda po smoku. Czułem, że się gotowała, i właśnie to było najzabawniejsze. - Plotki umierają szybko, mówisz? - Powtórzyłem powoli, jakbym rozważał sens jej słów. - Zależy, kto je rozpowszechnia. Niektóre potrafią przeżyć całe pokolenia. Popatrz na Martę. - Zerknąłem na jej dłonie. Widziałem, jak napinała palce, jak starała się nie drgnąć, żeby nie dać mi tej satysfakcji. Zrobiłem krok bliżej, odepchnąłwszy się od umywalki - nie był duży, ale wystarczył, byśmy zmierzyli się spojrzeniem z bliższej odległości. Włosy lekko potargane po całym tym zamieszaniu, twarz zarumieniona - zastanawiałem się, czy kiedykolwiek była bardziej żywa niż w tej chwili, tak pełna gniewu i uporu. - Nie wiesz, jak świat działa, jeśli uważasz, że ktokolwiek zapomina o takich scenach. - Dodałem spokojnie. - Zwłaszcza jeśli są… Sugestywne, Prue, a to jest bardzo sugestywne. - Odparłem łagodnie, przeciągając jej imię. Cisza między nami na moment stała się gęsta - widziałem, jak jej oczy płonęły, walczyła z każdym odruchem, by nie cofnąć się ani o cal, a potem jeszcze uniosła się na palcach, to było niemal urocze. - Nie powinienem? - Powtórzyłem po chwili, pozwalając, by uśmiech wrócił na moje usta. - Być może, ale powinnaś już wiedzieć, że to nigdy mnie nie powstrzymywało. - Zniżyłem głos, niemal do szeptu. - Nie groź mi, Prue, nie umiesz tego robić. - Zaraz potem, zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, wyciągnąłem dłoń. Wiedziałem, że to przekroczenie granicy - właśnie dlatego to zrobiłem. Powoli, celowo, przesunąłem palcami po jej policzku, po czym odgarnąłem jeden niesforny kosmyk włosów za jej ucho - skóra była ciepła, zaskakująco miękka, na sekundę zapomniałem, że mam na sobie perukę, okulary i tę idiotyczną, przykrótką szatę, w której wyglądałem jak ktoś, kogo powinienem unikać nawet w lustrze, ale wtedy znów przypomniałem sobie, kim jestem, i że cały ten absurd tylko dodawał temu momentowi pikanterii. Uśmiechnąłem się szerzej, wycofując dłoń. - Nie martw się, naprawdę nie planuję niczego, co mogłoby zrujnować twoją reputację. - Wyprostowałem się, zabierając głos tonem znów lekkim, beztroskim. - Jesteś zbyt łatwym celem. - Zrobiłem krok w tył, z premedytacją wolniejszy, tak by nie przerwać napięcia. Wiedziałem, że ją to złościło, wiedziałem, że zapamięta ten gest - właśnie o to chodziło. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=emf63Zl.jpeg[/inny avek] RE: [31.10.1959] Jęcząca Marta | Prue & Benjy - Prudence Fenwick - 24.10.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Q7Zg4kQ.jpeg[/inny avek] - Plotki o Marcie żyją tylko dlatego, że ona tu została. - To wydawało jej się być jasne, było to zupełnie inną sytuacją. Ona już niedługo będzie mogła wyrwać się z tego miejsca, zacząć zajmować się tym, co faktycznie ją interesowało. To był ostatni rok w tym miejscu, już niedługo będzie miała ten okropny czas za sobą. Liczyła na to, że na stażu, na który się wybierała w końcu zacznie jej być lżej. Będzie mogła zajmować się tym, co faktycznie ją interesowało, nikt nie będzie próbował doprowadzać jej na skraj. Hogwart był pełen dzieciaków, które próbowały zabłysnąć, Rookwood był jednym z nich, uwielbiał pokazywać swoją dominację nad tymi, których uważał za słabszych, inaczej pewnie by się nią nie zainteresował. Zastanawiała się czasem dlaczego padło akurat na nią, dlaczego taką przyjemność sprawiało mu wchodzenie jej w drogę, uprzykrzanie jej życia, ale jedyna odpowiedź jaka jej się nasuwała to było to, że była na swój sposób dziwna i nie pochodziła z elitarnych kręgów. Z drugiej strony, przyjaźnił się z jej bratem, co trochę naginało tę tezę. - Chyba dla Ciebie. - Powiedziała jeszcze, chociaż nie mogła się z nim nie zgodzić, to było bardzo sugestywne, łatwo było sobie dopisać historię, zwłaszcza gdyby ktoś wszedł tutaj w tej chwili, kiedy znajdowali się tak blisko siebie. Być może spojrzenia mówiły same za siebie, przynajmniej to jej - przepełnione gniewem, ale pewnie nikt nawet nie zwróciłby na to uwagi. Nie podobał się jej sposób, w jaki wypowiedział jej imię, czuła, że się nią bawi, specjalnie doprowadza ją na skraj, a ona nie potrafiła nie reagować, nie umiała tego ignorować. Widziała uśmiech na jego twarzy, satysfakcję która się na niej rysowała. - Oczywiście, masz gdzieś zasady, tak właściwie to wszystko masz gdzieś. - Takie właśnie miała o nim zdanie. Nie przejmował się nikim, ani niczym, liczył się tylko czubek jego własnego nosa. Cały Rookwood. Zacisnęła prawą dłoń w pięść, bardzo mocno, tak, że paznokcie wbiły jej się w skórę, ale się nie poruszyła. To był jej priorytet, mimo tego, że wyciągnął dłoń w jej kierunku nie miała zamiaru się od niego odsunąć, dać mu tej satysfakcji. Poczuła ciepło jego dłoni na swoim policzku, nie było to dla niej komfortowe, chociaż może trochę, ten dotyk nie powinien sprawiać jej przyjemności, a jednak trochę tak było. Odsunęła od siebie te myśli, skupiła się na tym, jak bardzo go nie znosiła. - Dobrze, że nie doceniasz przeciwnika, to powoduje przewagę. - Nie była łatwym celem, mógł jej to wmawiać, ale wiedziała, że wcale nie podda się tak łatwo, jeszcze się zdziwi. Miała ochotę zetrzeć mu ten jego uśmieszek z twarzy. RE: [31.10.1959] Jęcząca Marta | Prue & Benjy - Benjy Fenwick - 24.10.2025 Słuchałem jej w milczeniu, oparty o marmurowy zlew, a każde jej słowo brzmiało jak próba usprawiedliwienia się przed samą sobą - uwielbiałem, gdy to robiła, kiedy próbowała zachować twarz, mimo że wiedziała, iż już dawno ją straciła, przynajmniej przede mną. Uniosłem brew, przyglądając się jej z uśmiechem, który pewnie chciała zetrzeć pięścią, ale była na to zbyt ułożona, za kulturalna. - Masz rację. - Powiedziałem spokojnie, z nutą znudzenia, która zawsze ją doprowadzała do szału. - Plotki o Marcie są wieczne, bo Marta nie potrafi odpuścić. Ty też nie. - Prue oddychała nierówno, gniew mieszał się z czymś, czego pewnie sama nie chciała nazwać, zrobiłem krok. - Wiesz, co jest zabawne? - Rzuciłem, zerkając na nią. - Ty też zostaniesz. Może nie jako duch, ale jako historia. „Prefektka, która prawie…”. Nie dokończę, sama wybierz zakończenie. - Uśmiechnąłem się krzywo. Spojrzałem na jej zaciśniętą dłoń - drżała, Prudence zawsze próbowała udawać, że ma nad wszystkim kontrolę, ale ciało ją zdradzało. Sam złożyłem ręce za plecami, jakbym właśnie kończył jakiś wykład, i przechyliłem głowę lekko w bok. Jej spojrzenie, ostre, nieustępliwe, wbijało się we mnie jak ostrze. Nie miała pojęcia, jak łatwo było ją rozgryźć. Słuchałem jej, nie przerywając, chociaż każde kolejne zdanie brzmiało jak recytacja z podręcznika o moralności. Oczywiście, że musiała mieć ostatnie słowo - zawsze, to była jej największa wada i, niestety, jedna z bardziej fascynujących rzeczy w niej. - I znowu masz rację. - Potwierdziłem z tym samym uśmieszkiem, choć z cieniem czegoś innego w oczach. - Ja naprawdę wszystko mam gdzieś. - Prychnąłem. - Ale to ty wciąż się łudzisz, że zasady cię obronią, a kiedy nikt nie patrzy, trzymasz się ich tylko po to, żeby nie przyznać, że cię męczą. - Dodałem cicho. Nie musiałem widzieć jej reakcji, żeby wiedzieć, że trafiłem - zrobiłem krok bliżej, znów. Nie z pośpiechu, raczej z przekonania, że i tak się nie cofnie. Nie wiedziała, że właśnie w ten sposób dawała mi przewagę - każda próba utrzymania kontroli była dla mnie dowodem, że ją tracisz. Zatrzymałem się tuż przed nią, bliżej niż powinienem, czułem jej oddech, krótki, urywany, wymieszany z moim. Zabawne, że nawet teraz, z tą całą swoją pozorną niechęcią, nie odsunęła się. - Myśl, że potrafisz mnie zaskoczyć, jest… - Urwałem, pozwalając, by słowo zawisło w powietrzu. - Urocza. - Uśmiechnąłem się, bez pośpiechu, tym razem bez udawania niewinności - prawdziwie, z satysfakcją, którą trudno było ukryć. - Ale doceniam ambicję. - Dodałem miękko. - Naprawdę. Podniosłem rękę, przesunąłem palcami po jej skroni i odgarnąłem kosmyk włosów za ucho. Zrobiłem to powoli, z premedytacją, jakby w ogóle nie istniała ta granica, której nigdy nie powinienem był przekroczyć. Zatrzymałem wzrok na jej twarzy. Na sekundę coś we mnie drgnęło - coś, czego nie chciałem nazwać. Może to przez to, że była tak blisko, może przez to, że mimo całego jej gniewu nie wyglądała już tylko na wściekłą. Nie powiedziałem nic więcej, zamiast tego, powoli, bardzo powoli, uniosłem rękę, jakbym chciał dotknąć jej policzka jeszcze raz, ale się rozmyśliłem. Zatrzymałem dłoń w pół drogi i opuściłem. - Przewaga to tylko złudzenie, Prudy. - Powiedziałem miękko. - Zawsze należy do tego, kto się mniej przejmuje. - Jak na życzenie, byłem świadomy, że peruka zsunęła mi się lekko na kark, okulary przesunęły się na czubek nosa, a mimo to nie poprawiłem ich. Widziałem swoje odbicie w jej oczach - chłodne, wyzywające, zadowolone z siebie, może trochę zbyt zadowolone. - Pożałuję? - Spytałem cicho, pozwalając, by słowo zawisło między nami, czasem cisza po odpowiednio dobranym słowie była lepsza niż cała tyrada. - To już zależy od tego, co planujesz. Obyś była lepsza w rewanżu, niż w groźbach, inaczej zrobi się nudno, a ty przecież nie jesteś nudziarą. - Dodałem, z lekkim przekąsem. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=emf63Zl.jpeg[/inny avek] RE: [31.10.1959] Jęcząca Marta | Prue & Benjy - Prudence Fenwick - 25.10.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Q7Zg4kQ.jpeg[/inny avek] Nie wiedziała dlaczego akurat przed nim nie potrafiła nas sobą panować. Wiele osób wzbudzało w niej negatywne emocje, ale na nikogo nie reagowała, aż tak. Rookwood miał w sobie coś takiego, co doprowadzało dziewczynę na skraj, nie była z tego powodu zadowolona, ba denerwowała się sama na siebie, że jej ciało pokazywało to, co czuła. Była otwartą księgą, ale akurat w tym przypadku bardzo tego nie chciała. Znał ją, to też wzbudzało w niej irytację. To, co powiedział było prawdą - nie potrafiła odpuścić, nie kiedy chodziło o przepychanki słowne z nim. Chciała wygrać, chociaż to wcale nie było takie łatwe, tego nie mogła mu odmówić, Rookwood był trudnym przeciwnikiem, miał bystry umysł, nadążał za nią, miała czasem nawet wrażenie, że był krok przed nią, co jeszcze bardziej motywowało ją do tego, aby utrzeć mu nosa. - Nie istnieją historie o takich jak ja, powinieneś zdawać sobie z tego sprawę. - Mógł ją straszyć, ale doskonale o tym wiedziała, była nikim, jedną z wielu, w przeszłości też była ich cała masa, w przyszłości również miała być, dziewczyna, w której ktoś na moment zauważył potencjał, a i tak zostanie zapomniana. Nie, żeby ją to szczególnie martwiło, raczej wręcz przeciwnie. Niektórzy powinni być tłem, obserwatorami, tam było ich miejsce. - Gdyby nie było zasad, to panowałby chaos, chaos nie jest sprzymierzeńcem. - Naprawdę starała się w to wierzyć, jednak gdzieś podskórnie wiedziała, że nie wszystkie zasady miały sens. Nie bez powodu wkradała się do biblioteki do działu ksiąg zakazanych. Nikt by jej o to nie podejrzewał, a jednak to robiła, bo była ciekawa, bo uwielbiała wiedzieć, chciała uzyskać informacje, do których nie wszyscy mieli dostęp, bo wiedza była potęgą, zasady w tym przypadku sprawiały niepotrzebne komplikacje. - Nie masz pojęcia dlaczego się ich trzymam, tacy jak Ty nigdy tego nie zrozumieją. - W końcu odkąd pamiętała udowadniał jej, że zasady go nie dotyczyły, że był ponad nie. Znaleźli się bardzo blisko siebie, zbyt blisko, nie podobało jej się to wcale, ale ponownie postępowała tak, żeby nie dać mu tego, czego chciał. Nie mogła pozwolić się wystraszyć, musiała jakoś sobie poradzić z tą niespodziewaną, zbyt nachalną jak dla niej obecnością. Znowu traktował ją lekceważąco, w jej oczach błysnął gniew, bo naprawdę uważał, że nie jest w stanie go zaskoczyć, co sugerowało, że ma ją za gorszą od siebie, a Prue mimo tego, że znała swoje miejsce w hierarchii lubiła udowadniać innym, że nie mieli racji. Zdziwi się kiedyś, pewnego pięknego dnia się zdziwi. - To dobrze, bo ambicję bardzo trudno jest powstrzymać. - Co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości, znalazła nowy cel na najbliższe kilka tygodni. Zastygła, gdy jej dotknął, to nie było coś czego się spodziewała, do tego nie podobało jej się, jak zareagowała na ten dotyk. Zaczynała się gubić we własnych odczuciach i to też się jej nie podobało. Musiała stąd wyjść, najlepiej jak najszybciej. - To też się może zmienić, kiedyś zacznie Ci na czymś zależeć, wtedy będziesz się przejmował. - Nie mógł mieć zawsze we wszystko wywalone, ona mogła poczekać, jeśli nadejdzie taki moment bardzo chętnie się wychyli i przypomni o tym, że go nie znosi. - Kiedyś się dowiesz. - Musiała przygotować jak najlepszy plan, żeby w końcu pokazać mu, że się co do niej mylił, udowodni mu, że jej groźby nie były tylko słowami rzucanymi na wiatr, jak sobie coś postanowiła... to cóż, trudno było ją od tego odwieść. - Odczep się ode mnie Rookwood. - Powiedziała jeszcze, po czym w końcu go ominęła i ruszyła w stronę drzwi nie oglądając się za siebie. Koniec sesji
|