Secrets of London
[lipiec 1960] Czilera i utopia [Icarus & Mona & Peregrinus] - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [lipiec 1960] Czilera i utopia [Icarus & Mona & Peregrinus] (/showthread.php?tid=4588)

Strony: 1 2


RE: [lipiec 1960] Czilera i utopia [Icarus & Mona & Peregrinus] - Mona Rowle - 16.08.2025

— Dzisiaj specjalnie tutaj przyszliśmy, aby być leniwym! — odparła, ale na dalsze słowa Peregrina głośno się roześmiała. W tamtym momencie wcale jej nie przeszkadzało, że ściągnięto ją z sąsiadującej Walii, gdyż irytacja malująca się na ich twarzach była absolutnie warta tego małego zamieszania. Poza tym… Brakowało jej ich obecności w rezerwacie, a do ponownego zobaczenia się w Hogwarcie na zajęciach został jeszcze ponad miesiąc. Dlatego również Mona czerpała z tego spotkania pełnymi garściami, rozkoszując się każdą chwilą.

Tak wysłuchała dokładnie instrukcji, że z papką zamiast mózgu w czaszce ukrytej pod burzą rudych włosów, przegrała. To z kolei było zdecydowanie do przewidzenia, z godnością natomiast przyjęła swój nowy status i dotrzymała zakładu, który sama ogłosiła wcześniej. Do końca dnia z jej ust nie padło ani jedno słowo krytyki. Uśmiechy oraz wymowne przewracanie oczami (typowe dla Selwynowej) nie były przecież zabronione.

Mona uniosła brwi, słysząc propozycję Icarusa.
— W butelkę? — powtórzyła. — Nie mam dobrych wspomnień z tej gry. Nie trudno o to, aby kiedykolwiek kończyło się czymś innym niż wizytą w Skrzydle Szpitalnym — uśmiechnęła się, sięgnęła już po pustą butelkę Prewetta, położyła ją na środku koca i zakręciła. Słońce oraz trzy twarze nastolatków odbiły się od szkła, obserwujące gdzie ostatecznie spoczęła szyjka.
— Oczywiście — fuknęła, kiedy butelka zwolniła na niej. Nie dała Peregrinusowi ani Icarusowi okazji do zadania pytania, więc oświadczyła od razu: — Wyzwanie.
[inny avek]https://i.ibb.co/4nwc5sYk/069d33300b6e07ffb9d1ecb3977c9b8a.jpg[/inny avek]


RE: [lipiec 1960] Czilera i utopia [Icarus & Mona & Peregrinus] - Peregrinus Trelawney - 23.09.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=sVfXZ8J.png[/inny avek]Peregrinus nie oszukiwał, słowo honoru. Może miał farta i los mu sprzyjał, a może sam się do tego zwycięstwa przyczynił. Może wszystkiego po trochu. Nie obnosił się jednakże nadto ze swoim sukcesem, aby nie udręczyć przyjaciół. Choć chwilami gdy widział wywracanie oczami w wykonaniu Mony, nachodziła go ochota, aby się pochełpić.
W butelkę grał po prawdzie kilka razy, lecz nie była to jego ulubiona zabawa. Nudził się przy niej, bo za nudziarza był uważany i nikt nie próbował nawet dawać mu zabawnych wyzwań. Wszyscy doskonale wiedzieli, że Peregrinus Trelawney nie ma w sobie tego czegoś, co jest potrzebne, aby stroić sobie żarty z nauczycieli czy odważyć się na rozrzucenie po hogwardzkich szklarniach studenckich wiadra gumochłonów. Mało tego, stresowało go uczestniczenie w zabawach, których inni uczestnicy dopuszczali się podobnych występków, bo odpowiedzialność często bywała potem zbiorowa.
Icarusowi i Monie jednak ufał w tym, że nie wymyślą niczego, co może im sprowadzić na głowę kłopoty ze strony dorosłych. No… Icarusowi może ufał nieco bardziej niż Monie.
— Jeśli pękasz, nie musimy… — Nie zdążył zapewnić Rowle, że absolutnie w trosce o jej osobisty komfort mogą z tej aktywności zrezygnować. Tymczasem, mimo wygłoszonych narzekań, dziewczyna jako pierwsza rzuciła się do kręcenia.
I dostała za swoje. Trelawney popatrzył na butelkę, zastanawiając się, jak by tu wypróbować możliwości Mony. Nie każą jej przecież robić fikołków pośrodku plaży czy skakać do wody. To byłoby dla niej za proste, żadne wyzwanie, a jeszcze może zechciałaby się im potem odwdzięczyć tym samym. Nie, wpadł na pomysł niewymagający podnoszenia tyłka.
Może opowiedz nam legendę walijską — zaproponował, zerkając pytająco na Icarusa, aby zobaczyć, czy kolega przystanie na taką formę wyzwania, bo a nuż Prewett w rękawie miał coś jeszcze lepszego. Samemu Peregrinowi jednak słuchanie historycznych ciekawostek wydawało się o wiele bardziej rozrywkowe niż jeziorne wygłupy.


RE: [lipiec 1960] Czilera i utopia [Icarus & Mona & Peregrinus] - Icarus Prewett - 30.12.2025

Fakt, byli tu, żeby leniuchować. Icarus jednak czuł się z tym dziwnie. Z tyłu głowy zawsze miał przeświadczenie, że powinien właśnie siedzieć nad książkami. Na pewno zaniedbał coś bardzo ważnego przed nadchodzącym rokiem szkolnym. A jeśli nawet nie, to ojciec na pewno miał mu zapodać więcej nauki z racji pominiętego dnia. Lato nigdy, wbrew pozorom, nie stanowiło dla Prewetta czasu odpoczynku. Właściwie to w Hogwarcie było mu lżej niż pod czujnym okiem Dedalusa.

A jednak, postanowił przyjąć zasadę "fake it, till you make it". Mona potrafiła lepiej odpoczywać, bardziej ceniła sobie wakacje. Podobnie chyba Peregrinus, choć Ari nie miał pojęcia, czy chłopak również się nie stresował. Obaj przykładali przecież dużą wagę do szkolnych obowiązków. Choć, z tego, co kojarzył, niewiele osób szkoliło się podczas wakacji.

– Zgadzam się! – uśmiechnął się, gdy Trelawney zaproponował Monie wyzwanie. – Tylko musisz przy tym udawać głosy bohaterów. Jesteś po części Selwynem, to na pewno poradzisz sobie z występem aktorskim. – W jego głosie wybrzmiała zaczepna nuta.


RE: [lipiec 1960] Czilera i utopia [Icarus & Mona & Peregrinus] - Mona Rowle - 16.02.2026

Nastoletnia Mona wydęła usta w dziubek, ponieważ retoryka i występy publiczne nigdy nie należały do jej najmocniejszych stron. Pochodziła co prawda z rodziny, która niegdyś była wędrownymi kuglarzami, ale bogowie nie obdarzyli jej ani talentem do przemawiania, ani szczególną charyzmą.
— No dobrze, skoro szanowni panowie domagają się legendy… Tak się składa, że parę walijskich znam, słuchajcie — Mona wyszczerzyła się, odchrząknęła, przyłożyła dłoń do piersi. Penmynydd, co po walijsku oznacza „szczyt góry”, ma pewną legendę. To taka wiocha, jakby co. W Penmynydd, niedaleko dworskiej farmy, żył smok.
Zmiana tonu nastąpiła błyskawicznie.
— Zginie dziedzic! — zachrypiała. — Zginie przez bestię! Oczywiście lord, czy inny hrabia z dupy uznał, że najlepszym sposobem na pokonanie przeznaczenia będzie odesłanie problemu do Anglii. Smoka trzeba przechytrzyć, nie przegonić — dodała już innym głosem. Dziewczyna pochyliła się, dłonią nakreślając w powietrzu kształt jamy. — Więc wykopał dół. Na jego dnie postawił wypolerowany kocioł. Smok przyleciał, zajrzał i zobaczył potwora.
Rowle natychmiast warknęła gardłowo, odgrywając gada:
ŚMIESZ MNIE NAŚLADOWAĆ?! Bił się z własnym odbiciem tak długo aż padł z wyczerpania. A wtedy ciach! — przecięła powietrze dłonią. — Smok martwy. Zakopany. Spokój. Cisza. Oczywiście, to nie był koniec historii…
Koniec sesji