![]() |
|
19 Marca 1972 | Posiadłość Longbottomów || Brenna & Charles - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: 19 Marca 1972 | Posiadłość Longbottomów || Brenna & Charles (/showthread.php?tid=461) Strony:
1
2
|
RE: 19 Marca 1972 | Posiadłość Longbottomów || Brenna & Charles - Patrick Steward - 23.11.2022 Widok Brenny, która wynurzyła się z kuchni właśnie w tym momencie, w którym miał zamiar pożegnać się z Mavelle pocałunkiem, sprawił, że Patrick mimowolnie się wyprostował, jak przyłapany na gorącym uczynku uczniak. Zagapił się na kobietę, próbując wymyśleć w głowie jakiś pretekst, który wyjaśniałby co właściwie robił w korytarzu rezydencji Longbottomów o tej porze, czemu Mavelle miała na sobie jego sweter i dlaczego to z pewnością nie było dokładnie to, na co musiało wyglądać nawet średnio rozgarniętemu gumochłonowi.
Bo pierwszą myślą Stewarda wcale nie było, że tej nocy stało się coś bardzo złego i przez to Brenna nie zmrużyła oka. Jego pierwszą myślą było to, że musiała się zamartwiać, bo odkryła zniknięcie kuzynki. A teraz właśnie poznała jego powód. Już otwierał usta by powiedzieć coś skrajnie głupiego w rodzaju: „było jej zimno, więc poszliśmy do mnie, żebym mógł dać jej sweter”, gdy Brenna odezwała się. Trochę jak bezwolne cielę dał się poprowadzić do kuchni, zachowując tyle przytomności (albo nieprzytomności) umysłu, by na chwilę przed wejściem do środka, odwrócić głowę w stronę Mavelle i rzucić: - Do zobaczenia w pracy. – Nie były to najwłaściwsze słowa do pożegnania się, ale też nie miał już czasu na sklecenie czegoś mądrzejszego. Pozostawało mu wierzyć, że panna Bones nie potraktuje ich jak rodzaju bezmyślnej odprawy, choć trochę tym właśnie w tym momencie były. Mimo tego, że był jednym z gości na balu u Longbottomów, Steward nie wyglądał tak, jakby nie przespał dobrze nocy, albo jakby męczył go kac. Dzięki temu, że odprowadzał Mavelle, zdążył się przebrać w wygodne ubranie, a chociaż rzeczywiście był niewyspany, magiczne słowo „Zakon” rozbudziło go natychmiast. Zapatrzył się na znajdującego w kuchni młodego mężczyznę, odruchowo sprawdzając jego aurę. To nie tak, że nie ufał Brennie, po prostu zwyciężało w nim pielęgnowane przez lata przyzwyczajenie. - Jak rozumiem, chcesz go ukryć tutaj? – zapytał, ciągle patrząc na Charlesa. Być może to, że Patrick mówił o nim w tym momencie w trzeciej osobie nie brzmiało szczególnie grzecznie, ale nie miał czasu by przejmować się grzecznościami. – Czemu śmierciożercy obrali sobie was za cel? – zainteresował się, teraz kierując pytanie bezpośrednio do młodszego mężczyzny. – Powinniśmy się śpieszyć, Brenno. Trzeba sprawdzić to mieszkanie, o którym wspomniałaś. Jak najszybciej. Dalsze kroki podejmiemy już po tym pierwszym. RE: 19 Marca 1972 | Posiadłość Longbottomów || Brenna & Charles - Mavelle Bones - 24.11.2022 Pocałunek na do widzenia miał być całkiem miłym zwieńczeniem balu, swoistą krpką oznajmiającą, że oto wszystko się skończyło i najwyższa pora wrócić do całkiem niebalowej rzeczywistości. A tu psikus, zostali przyłapani na gorącym uczynku; choć tak po prawdzie - byli dorośli, prawda? Stąd też nie odskoczyła jak oparzona od Patricka, zresztą, nawet nie planowała się tłumaczyć z tego, że mimo nowego dnia wciąż miała na sobie sukienkę z wczoraj. I jeszcze męski sweter. Choć jakby ją bezpośrednio spytać, to zapewne by się uśmiechnęła i stwierdziła dość wesoło, że mieli naprawdę dużo rysunków do obejrzenia, skomentowania oraz kreślenia nowych. Bo o, nowy pomysł, bo próba innej techniki, a może próba uchwycenia czegoś w całkiem inny sposób niż dotychczas - ot, taki tam test własnych możliwości. Uniosła nieznacznie brwi widząc reakcję Brenny - i w pierwszej chwili sama pomyślała, że kuzynka pewnie chce Patrickowi zmyć głowę - niemniej nie zdążyła choćby pisnąć, gdy ta wyskoczyła z porywaniem mężczyzny. Zakon. Brwi powędrowały jeszcze wyżej. Trochę wczesna pora jak na takie sprawy, ale ostatecznie nie skomentowała tego ani słowem. Widać faktycznie musiało być coś na rzeczy, że kuzynka zachowała się tak, jak się zachowała. - ... jasne - stwierdziła, choć chyba nie do końca całkiem przytomnie, będąc koniec końców wziętą z zaskoczenia. Co raczej nie świadczyło dobrze o niej samej jako brygadzistce, chyba żeby wziąć poprawki na miejsce, w którym się znajdowali i fakt, że naprawdę ale to naprawdę nie miała najmniejszych choćby powodów, żeby spodziewać się tego rodzaju niespodzianek. - Na razie - rzuciła szybko, po czym pokręciła tylko głową i udała się na piętro. Skoro nie została zaproszona, to nie widziała powodu, żeby pchać się do kuchni; nie wszystko wszak musiała wiedzieć. RE: 19 Marca 1972 | Posiadłość Longbottomów || Brenna & Charles - Julien Fitzpatrick - 23.12.2022 Słowa układały mu się w głowie, ale ich sens nie do końca docierał. ZOstawiał wypowiadane przez Brennę zdania w poczekalni, bo jego umysł był tak przepełniony kłębiącymi się myślami, że jakby wpuścił kolejne to straciłby ważne informacje z nich płynące. Z drugiej strony, odkładając przeanalizowanie informacji na poźniej ryzykował zapomnieniem ważnych fragmentów albo dobudowaniem sobie teorii, do tego co powiedziała Longbottom. Wszystko działo się tak szybko, a stwierdzenie, że nie musi podejmować decyzji teraz wydawało mu się tak samo odrealnione jak nowa rzeczywistość, w której przyjdzie mu żyć i funkcjonować. Zacisnął usta i przymknął oczy. - W niektórych momentach mam wrażenie, że Ministerstwo wcale nie poradzi sobie z Voldemortem. - mruknął pod nosem, zanim Brenna wyleciała na korytarz. Nie był pewien czy kobieta usłyszała to, co powiedział, ale miał szczerą nadzieję, że nie albo nie odpowie. Nie chciał obrażać jej ani innych pracowników Brygady, ale pracując w tej samej instytucji, chociaż w innym departamencie, zdawał sobie sprawę, że wysiłki 'pionków', którymi często byli pracownicy o niższej randze, niezbyt wiele mogą zmienić. Starał się o tym nie myśleć, jego krótkie życie było zbyt intensywne i wypełnione młodzieńczymi emocjami, aby nie spychał tak okropnych i dołujących faktów na drugi plan, tak długo, że... że w momencie, gdy obudził się z ręka w mocniku widząc śmierć dziewczyny i brata było już za późno. - Nie, w porządku, dzięki... - odparł tylko na pytanie o jedzenie, bo żołądek miał tak ściśnięty, że jakby coś zjadł to prawdopodobnie musiałby się liczyć z tym, że zwrócenia zawartości brzucha nie doniósłby do najbliższej łazienki. Brenna pośpiesznie zniknęła za wejściem do kuchni, a Charlie zamrugał kilkukrotnie, gdy po dłuższej chwili i dochodzących z holu rozmów weszła do pomieszczenia z mężczyzną, do którego miała słać sowę. Rookwood wstał odsuwając krzesło, którego nogi zaszurały głośno o podłogę. Chłopak się skrzywił, ale dobre maniery brały nad nim górę, były czasem jak odruchy pawłowa, zupełnie jak narzucany mu przez rodziców akcent świadczący, że mógłby wychować się w Londynie, gdy tak naprawdę dzieciństwo spędził wśród rudych klifów Devonu. Wyciągnął rękę do Patricka, ale zaraz ją schował słysząc, że ten raczej do powitań się nie kwapi, ale do zadawania pytań jak najbardziej. Zmieszał się, ale nie mógł się przecież dziwić. Wtargnął w ich(?) bezpieczne miejsce jako ktoś, kogo nazwisko raczej nie kojarzyło się najlepiej w ostatnich miesiącach narastającego konfliktu w Ministerstwie czy też ogólnie, świecie czarodziejów. - Nie sądziłem, że tak szybko uda ci się wszystko zorganizować, wychodzi na to, że Cię nie doceniłem - zwrócił się do Longbottom, raczej żartobliwie i po raz pierwszy odkąd wszedł do domu dało się na jego twarzy spostrzec coś przypominającego cień głupawego uśmieszku, który zazwyczaj miał na twarzy. Odchrząknął. Gotowały się w nim emocje i chociaż był niesamowicie smutny, przybity, tak szarość depresyjnych myśli przygnieciona była intensywną czerwienią, gotowością do działania, chęcią zemsty za to, co spotkało jego samego, a przede wszystkim brata i niczemu niewinną Christie. - To moja wina, że to się stało. - wypalił od razu, może niezbyt mądrze, bo najpierw mówił, a potem myślał, ale ostatecznie nie żałował tych słów. Czuł się winny tej sytuacji i to nie miało się zmienić w najbliższym czasie - Moja rodzina już w szkole miała problem do znajomych, których sobie wybierałem. Chciałem zjeść ciastko i mieć ciastko, brat zazwyczaj wyciągał mnie ze wszystkich tarapatów, więc tym razem też próbował. Umawialiśmy się z Christie od jakiegoś czasu, jej rodzice są Mugolami, spotkałem ich jakiś czas temu, nie wiem właściwie co miałbym im powiedzieć, boże co ja powiem Panu Henrykowi... - zaplątał się w swoich własnych myślach i zamrugał pare razy - Mniejsza, nie chcecie tego słuchać, nieistotne. Nie chciałem zostawiać brata samego z tym wszystkim, z rodzicami i resztą rodziny, ale przecież nie mogłem nagle przestać rozmawiać z moimi znajomymi czy przyjaciółmi, którzy są mugolskiego pochodzenia albo mają pro-mugolskie poglądy. Fineas mówił mi wiele razy, że powinienem był zerwać z Christie tylko po to, aby nic się jej nie stało no i... miał rację. Mieliśmy iść na bal, bo dostała zaproszenie. I, no. Właściwie to tyle. Nie wiem co więcej mam Ci powiedzieć, Brenna już wysłuchała całej reszty. - przełknął ślinę, spojrzał na Longbottom, a potem znowu na Patricka jakby chciał wywnioskować czy powiedział coś 'nie tak', czy powinien kontynuować, czy taka opowiedz wystarczy. Serce mu przyspieszyło, nie chciał wychodzić z tego domu, potrzebował się położyć spać, a był pewien, że jakby się zaszył gdzieś w krzakach to prędzej czy później ktoś by go znalazł... może mógłby rzucić jakieś zaklęcia obronne. Automatycznie zaczął myśleć o planie 'B', jakby werdykt Patricka w sprawie miał sprawić, że wyrzucą go za drzwi. - To dość... ja wiem, ze to dużo. Nie musicie mi pomagać. - dodał na końcu, bo już nie wiedział co ma ze sobą zrobić, a każda kolejna myśl podpowiadała mu, ze naraża tylko kolejne osoby - To było pierwsze miejsce, o którym pomyślałem, że mógłbym przyjść, może idiotycznie. - słowotok był dość częstym zjawiskiem u Rookwooda, ale nie tak paniczny. RE: 19 Marca 1972 | Posiadłość Longbottomów || Brenna & Charles - Brenna Longbottom - 26.12.2022 Brenna go nie dosłyszała. Ale nawet gdyby usłyszała… pomyślałaby tylko, że Charles ma rację. Przecież to dlatego nadstawiała karku w nielegalnej, oficjalnie nie istniejącej organizacji. - Rzeczy niemożliwe załatwiamy od ręki, na cuda trzeba chwilę poczekać – odparła, ale raczej automatycznie niż faktycznie chcąc żartował. Dłoń zacisnęła na nadgarstku Patricka, otwierając drugą i demonstrując mu, co na niej leżało. – Należy do brata Charlesa, który tam zginął – mruknęła krótko, sądząc, że ten zrozumie, co chciała przekazać. Brenna nie chwaliła się widmowidzeniem na prawo i lewo, ale akurat Steward o nim wiedział: używała tej zdolności w pracy, jeżeli okoliczności tego wymagały, a poza tym przed Dumbledorem i co za tym idzie Patrickiem, Longbottom nie ukrywałaby przydatnych umiejętności. - Już mówiłam, Charles, oczywiście, że pomogę i wybrałeś dobre miejsce – zapewniła. Na razie tylko we własnym imieniu, ale cokolwiek nie miał zdecydować Steward, Brenna nie wątpiła, że Zakon nie zignoruje tak po prostu dwóch trupów, które padły z rąk śmierciożerców. Dom Longbottomów był po prostu chwilowo najlepszym wyborem: domy Heather albo Camerona mogli już obserwować, podobnie jak najbliższych przyjaciół czy byłych ukochanych Charlesa. A tutaj nie dość, że posiadłość była dobrze chroniona, to jeszcze zamieszkana przez stado osób wprawionych w pojedynkach. Zerknęła to na niego, to na Patricka. - Proponuję, że zaprowadzę Charliego na górę, obudzę Erika, by wiedział, co się dzieje i… pójdziemy sprawdzić to mieszkanie? Rozważaliśmy upozorowanie samobójstwa Charlesa, ale myślę, że nad tym planem powinien mieć czas pomyśleć – mruknęła, spoglądając na Patricka. Dość delikatnie sugerowała, że nie jest to najlepsza pora na dalsze przesłuchanie Rockwooda, na które ten nie miał siły. Po drodze mogła opisać Stewardowi, co jeszcze od niego usłyszała. Poza tym miała sygnet i nawet gdyby ufali mu całkowicie, powinna była go wykorzystać. Optymistycznie zakładając, że sprawdzenie mieszkania Christie nie skończy się walką ze śmierciożercami, to po zajęciu się tym, być może zgłoszeniu do ministerstwa śmierci Brygadzistki, mogła w Strażnicy rozstawić krąg. Nie tylko po to, by spróbować obejrzeć chwilę ataku, bo mogli zobaczyć coś przydatnego. Jeżeli rodzice Charlesa służyli Voldemortowi, istniała szansa, że rozmawiali o tym ze starszym synem, a jej uda się coś z tych rozmów podsłuchać, zanim zwróci go Charlesowi. RE: 19 Marca 1972 | Posiadłość Longbottomów || Brenna & Charles - Patrick Steward - 28.12.2022 Brwi Patricka powędrowały do góry, gdy Charles przypisał sobie winę za to, co spotkało jego dziewczynę i brata. Nie, żeby podobna myśl nie pojawiła się w głowie Stewarda, choć raczej była bardziej dosadna, cyniczna, bardziej nastawiona na rzeczywistość i zupełnie pomijająca wyrzuty sumienia.
Westchnął, starając się wyłowić z potoku słów najistotniejsze fakty. Tak naprawdę nie chciał wysłuchiwać szczegółów. Tak, sam zapytał, ale… Patricka i Charlesa dzieliła spora różnica wieku. Steward nie znał siedzącego w kuchni Longbottomów młodego mężczyzny. Nie żywił wobec niego żadnych szczególnych uczuć i może właśnie przez to wydawało mu się, że pozostawał względnie obiektywny i racjonalny w swoich ocenach. Teraz zaś zwyczajnie robiło mu się żal Charlesa, tego że stracił brata, stracił dziewczynę i stracił również rodzinę. - Tyle wystarczy – powiedział. I chociaż jego głos nic nie stracił przy tym ze swojej neutralności, spojrzenie nieco zmiękło. Odwrócił głowę ku Brennie, gdy ta została wspomniana. Do jej gościnności, Patrick miał dość ambiwalentny stosunek. Z jednej strony, naturalnie – nie mógł i nie miał zamiaru zgłaszać sprzeciwu, gdy oferowała Charlesowi gościnę. Z drugiej, całkiem przytomnie uzmysłowił sobie, że jeśli młody mężczyzna był jednak bardziej namacalnie zaplątany w śmierć dwójki czarodziei, dom Longbottomów był idealnym miejscem by go w nim przetrzymać i pojmać. - Najpierw obejrzyjmy to mieszkanie – zgodził się z propozycją Brenny. O pomyśle by upozorować samobójstwo Charlesa nie chciał się w tej chwili wypowiadać. To była bardzo poważna decyzja, którą ten powinien podjąć samodzielnie. I nie chodziło tylko o to, że młody mężczyzna odcinał się w ten sposób od swojej rodziny, jej wpływów i pieniędzy (jeśli byli Śmierciożercami zamieszanymi w śmierć jego najbliższych, mógł przyjąć to jako rodzaj wybawienia). Nowa tożsamość wiązała się także z zupełnie nowym życiem, które musiałby sobie ze szczegółami wymyślić od podstaw. – A ty spróbuj się trochę przespać. - Wskazał podbródkiem na Charlesa. - Wiem, że to może być trudne, ale jeśli coś ma ci w tej chwili choć trochę pomóc, to jest to sen. – Steward sam przeżył gwałtowną śmierć kogoś najbliższego. Stąd wydawało mu się, że wie o czym mówi. – Ach, no i przez najbliższe dni, nawet bardziej niż zazwyczaj, będziesz potrzebował świeżej głowy. Jeśli nie było już nic do dodania, pożegnał się z młodym Rookwoodem (i jak wcześniej nie uścisnął mu ręki w ramach powitania, tak teraz lekko ścisnął jego ramienię), a potem poczekał na Brennę aż odprowadzi go na górę. Razem z nią zamierzał udać się do mieszkania Charlesa oraz przedyskutować na spokojnie całą sprawę. Ta najważniejsza z decyzji i tak należała do Charlesa Rookwooda i nie zamierzał nijak narzucać mu w podjęciu jej swojej woli. Koniec sesji
|