![]() |
|
[08-09.09.1972] One beer and we're going home - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21) +---- Dział: Biały Wiwern (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=48) +---- Wątek: [08-09.09.1972] One beer and we're going home (/showthread.php?tid=4824) Strony:
1
2
|
RE: [08-09.09.1972] One beer and we're going home - Dora Crawford - 25.06.2025 Mieli wielkie plany. Znaczy Thomas miał, bo Dora przez cały ten czas była wyraźnie niepewna - szkoda tylko że nie była w stanie zastanowić się chociażby dwa razy nad tym, jak właściwie powinna zareagować w zaistniałej sytuacji. Nie mrugnęła nawet okiem, kiedy przyszło do tego, że właśnie ryzykowała bezpieczeństwem własnym, ale i też Figga. Na całe szczęście, siedzący w Wiwernie goście wydawali się tak samo skorzy do pomocy barmanowi, jak i im. Obojętna masa, tak samo wzgardzająca tym co działo się na zewnątrz, jak i chwilowymi gośćmi, co najwyżej uniosła z zażenowaniem brwi, albo poruszyła się niespokojnie, na ten cały akt nic niewartej odwagi ze strony dziewczyny. Ruch jej nadgarstka był pośpieszny, a przez to i słaby, ale drzwi uchyliły się - lekko bo lekko, ale na tyle by pozwolić zajrzeć do środka i zobaczyć, że wcale już tam nie było tej nieszczęsnej dziewczyny. Ale Crawley wciąż słyszała w uszach chrzęst łamanych palców. Wydawało jej się to w pewien sposób głupie, ale widziała tam siebie. Dziewczynę, mugolaczkę, której czarodzieje określający się jako lepsi, robili krzywdę. W końcu każdy powtarzał jej, jak niebezpieczny był dla niej Nokturn. Jak powinna omijać go łukiem, bo mogła skończyć dokładnie tak - za drzwiami, spoza których docierało tylko zobojętnienie. A to i tak w najlepszym przypadku, bo przecież Borginowie byli tak samo okrutni jak i bezwzględni. Nie była pewna co właściwie chciała dalej zrobić i może dobrze, że Thomas pochwycił ją pod ramię, uniemożliwiając wtargnięcie do wnętrza schowka i rozpoczęcie poszukiwań. Bo chyba powinna ją znaleźć, prawda? Może ktoś wciągnął ją do piwnicy? Może wciąż tam była i można było jej pomóc? Pozwoliła się odciągnąć, chociaż z wyraźnym ociąganiem, jakby niezdecydowana czy powinna się w pełni poddać, czy może wyrwać i realizować plan, którego tak naprawdę nie miała. W końcu jednak drzwi Wiwerna skrzypnęły, a oni znaleźli się za nimi, znowu na dusznej ulicy Nokturnu, gdzie zapach spalenizny był nagle o wiele bardziej wyraźny i dotkliwy, ale przecież nie zmienił się zupełnie przez tych parę chwil, kiedy byli w środku. A mimo duszącego smrodu Dora odetchnęła. Głęboko zachłysnęła się powietrzem i zaraz tego pożałowała, bo zaniosła się kaszlem, który szybko przerodził się w coś innego i o wiele bardziej żałosnego. Przetarła dłońmi wilgotne oczy i pociągnęła nosem, czując jak gardło ściska się pod wpływem emocji. RE: [08-09.09.1972] One beer and we're going home - Woody Tarpaulin - 25.06.2025 Oto i on: Woody przemierzający dziarsko Nokturn w drodze na Podziemne Ścieżki. Choć już tknięty niepokojem, to wciąż jeszcze pełen sił i zacięcia, nieprzewidujący pełnej skali katastrofy. Bo i cóż on do tej pory widział? Czego do tej pory doświadczył? Ot, jakaś czarna smuga sadzy na twarzy i kożuszek popiołu na płaszczu — cały jego dotychczasowy dorobek przykrości, jeśli pominąć mieniący się w oczach i pamięci widok płonących mieszkań Nokturnczyków. Spodziewał się czarodziej, że może napotkać po drodze jakieś znajome twarze, lecz z pewnością nie myślał o tych twarzach. Zamrugał dwa razy, aby się upewnić, że wśród chmur prochu wzrok go nie zwodzi, lecz osoby stojące przy wyjściu z Wiwerna nie chciały być nikim innym jak Dorą i Thomasem. Oboje byli na pierwszy rzut oka w nastrojach nieszczególnie entuzjastycznych, lecz czyż nie trudno było o cokolwiek innego w tych okolicznościach? On przecież też się nie cieszył. — A co was tu przywiało? — zaczepił, dopadłszy ich w kilku ciężkich susach, nim zdążyli się oddalić. Realnie go to zastanowiło, lecz nie zamierzał w takiej chwili i takim miejscu wdawać się w szerokie dysputy o tym, czy to odpowiedzialne, aby tu spacerowali. I dlaczego u licha wychodzą od konkurencji? — Nie jest bezpiecznie. To się tu wszystko odpala od tego syfu, klątwa jak się kurwa patrzy. — Złapał na dłoń nieco prochu, coby go odpowiednio zademonstrować. — Na moich oczach się przed chwilą od tego zjarała kamienica przy numerze... — tu został ów numer wymieniony. Po tym wstępnym pouczeniu dopiero zorientował się, że pociąganie nosem Dory może nie być efektem podrażnienia, lecz czegoś o bardziej niepokojącym podłożu. Spojrzał więc pytająco-karcąco na Thomasa, nie bardzo wiedząc, co to z tym faktem począć. Nie zapyta przecież, czy wszystko w porządku, kiedy ewidentnie nie było… RE: [08-09.09.1972] One beer and we're going home - Thomas Figg - 08.07.2025 Wypuścił głośno powietrze przez usta, kiedy drzwi się za nimi zamknęły i nachylił się do Dory, aby nie krzyczeć na pół Nokturnu, tylko prowadzić w miarę prywatną konwersację. - Powiemy o wszystkim Brennie, Erikowi, komu trzeba, nie mówię, że mamy zapomnieć co się stało, ale działać z rozwagą - zapewne tej "rozwagi" nie miałby za grosz, gdyby nie fakt, że był tam właśnie z nią i czuł się odpowiedzialny za jej bezpieczeństwo. W innym wypadku by zapewne teraz przeczesywał zaplecze i próbował wszelkimi sposobami wyciągnąć informacje z barmana - kilka sprawnie rzuconych zaklęć i wyśpiewałby wszystko jak z nut. Zapewne dodałby coś jeszcze, ale pojawienie się Woody'ego sprawiło że niemal podskoczył. Na szczęście Tarpaulin nie był kimś kogo powinni się obawiać. - Dym i chęć znalezienia informacji - odpowiedział zgodnie z prawdą. Naiwne liczenie, że znajdą tutaj jakieś. - gdybyśmy chcieli skoczyć na jednego to nie dzisiaj i nie tutaj - dodał czując się w obowiązku wytłumaczyć przed właścicielem pubu na Nokturnie, który był dla niego jak rodzony wujek. Przysłuchiwał się temu co mówił im Woody i odetchnął głośniej. - Natrafiliśmy na palącą się pracownie eliksirów po drodze tutaj. A w środku - zniżył nieco głos i nachyli się do starszego mężczyzny. - Jakiś facet chyba porywa kobiety, widzieliśmy jak trzymał jakąś związaną na zapleczu jak na chwilę tam poszedł. Trzeba by go sprawdzić - wymiana informacji była dość szybka i chyba owocna. - My musimy spadać, mamy spotkać się z Brenną u Nory - popatrzył jeszcze na mężczyznę. - Uważaj na siebie, mam wrażenie, że coś mrocznego wisi w powietrzu... - a jakże i to coś podpalało jebany Londyn jakby to było przygotowane ognisko. RE: [08-09.09.1972] One beer and we're going home - Dora Crawford - 12.07.2025 Rozwaga nie mieszkała chyba zbyt często w domu Longbottomów. Tak samo chyba niezbyt obracała się w kręgach ich rodziny i przyjaciół, może dlatego to słowo tak zgrzytało w głowie Dory. Z jednej strony pogłębiając poczucie winy, a z drugiej wzbudzając w niej pewną buńczuczność. Na Thomasa jednak spojrzała wielkimi, roziskrzonymi oczami, jakby jej co najmniej powiedział właśnie, że zrobiła najgłupszą możliwą rzecz i nigdy nigdzie już jej nie zabierze - ale wynikało to z prostego faktu, ze wciąż była w szoku. Kiedy Woody znalazł się przy nich, praktycznie podskoczyła w miejscu, prężąc jak struna i odwracając w jego stronę; trochę jakby ją zwyczajnie wystraszył, a z drugiej jakby złapał właśnie na gorącym uczynku. Następnie znowu pociągnęła nosem i rzuciła się na niego, wtulając w pierś. Potok słów, który z siebie wyrzuciła, dotyczył oczywiście tego okropnego Białego Wiwerna i tego, co się tam w ogóle wyprawiało i że tak bardzo się bała i martwi o wszystkich, ale nie wzięła pod uwagę tego, że wszystkie te informacje utonęły w mieszance łkania i koszuli Tarpaulina. To z resztą nie było na tyle ważne, bo Thomas zaraz zajął się tłumaczeniem wszystkiego sam, podczas gdy Crawley mogła w całości oddać się cierpieniu. RE: [08-09.09.1972] One beer and we're going home - Woody Tarpaulin - 14.07.2025 Dymu w rzeczy samej na Nokturnie — podobnie jak w całym Londynie, o czym jeszcze nie wiedział — nie brakowało. Słowa Thomasa dały więc Woody’emu wstępne pojęcie o tym, że nie tylko tę jego zapomnianą przez bogów dzielnicę występku ogarnęła apokalipsa wywróżona latem przez Morpheusa. — No taką mam nadzieję, że nie tutaj przychodzicie pić. — I dodałby co o tym, że Wiwerniarz to menda pierwszej wody, opita wesz, najpaskudniejszy hemoroid na zgniłej tkance Nokturnu… gdyby nie rzuciła się na niego Dora. Była to wskazówka wystarczająca do wywnioskowania, że być może komentarze w tym karykaturalnie zawistnym tonie nie będą na miejscu. Odruchowo mocno przytulił zapłakaną dziewczynę, jakby miał moc schować ją pod swoim płaszczem przed dymem, Nokturnem i porywaczami z Białego Wiwerna. Chciałby móc zrobić coś więcej i uratować damę w opałach; oczywiście, że chciałby. Na razie mógł jednak tylko pogłaskać Crawley krzepiąco po plecach i — czując się żałośnie, że ma dla niej tylko słowa — zapewnić ochryple: — To tak nie zostanie. Znam no tego kutasa. Przyjdzie pora się z nim porachować, bo pora jest najwyższa. Mógłby sobie w tej chwili chcieć choćby i siłą wtargnąć do Wiwerna, tylko jakie realnie miałby szanse? Zapewne nieco większe niż dwoje nikomu tam nieznanych młodych ludzi, lecz i Tarpaulin nie był skumany z taką ilością nokturnczyków, aby liczyć, że wystarczająca ilość klientów Wiwerna weźmie jego stronę… bądź przynajmniej nie będzie wchodzić między niego a tutejszego barmana. Burzyło się w nim wszystko na myśl, że muszą zostawić więzioną kobietę. I to na tym samym zapleczu, na którym jeszcze kilka dni wcześniej w wybornych humorach bawili się z Lewisem i Aseną w lekkim duchu dowalenia upierdliwej konkurencji. Gdyby na wzór młodszego brata Woody dysponował zmieniaczem czasu, wróciłby teraz do tamtego dnia i wykorzystał okazję, aby spalić przeklętą wiwerniarską budę po fundament. Spochmurniały patrzył znad czubka głowy Dory to na Thomasa, to na okna Wiwerna — nie mógł przestać bić się z myślami o tym, jakże by tę sytuację można doraźnie naprawić. Wzbraniał się do ostatniej chwili przed zaakceptowaniem bezsilności, ale... — Idźcie, na razie nie ma wyjścia — zgodził się z Figgiem, a w jego głosie czuć było ciężką goryczą wszystkie te niechętnie odrzucone szaleńcze pomysły. — Wam się bardziej przyda uważać. Starych i głupich diabły nie biorą. Zobaczymy się, gdy wszystko opadnie, i wrócimy tu. — Zacisnął rękę na ramieniu Crawley i lekko czarownicą potrząsnął, jak trener dopingujący swoją championkę przed trudną walką. — Dzielna jesteś, Dorka, będzie dobrze. RE: [08-09.09.1972] One beer and we're going home - Thomas Figg - 24.08.2025 Wolał przemilczeć, że przychodzenie na Nokturn to dla niego zupełna ostateczność, przecież nie tylko Wiwern się tu mieścił, ale również i Rajwach, stanowczo wolał już przejść się gdzieś do mugolskiej części Londynu, żeby napić się w spokoju, bez konieczności uważania czy nikt nie chce go okraść albo dać po mordzie. Chociaż tam też się takie sytuacje zdążały. Przyglądał się temu jak niemal ojcowską troskę okazywał Woody w stosunku do Dory - aż pozwolił sobie na szeroki uśmiech, zauważył jak naturalnie przyszło to starszemu mężczyźnie, zupełnie jakby pocieszał własną córkę... Chociaż w jego wieku to chyba bardziej wnuczkę? Patrząc na dzielącą ich różnicę wie... W sumie to nie był pewien, bo nie pamiętał ile lat miał właściciel Rejwachu, a może nigdy tego nie wiedział? Chyba nikomu tutaj nie odpowiadało zostawienia faktu, że barman z tej speluny był zamieszany w porwanie i wiedzieli, że niedługo miał opuścić kraj. Odetchnął ciężko, ale do tej sprawy musieli zaangażować kogoś z właściwych organów, żeby nie spłoszyć jegomościa. - Ta, talk trzeba się spieszyć, niedługo ma stąd wypłynąć na dobre, pewnie nie sam - skrzywił się na samą myśl, że mężczyzna mógłby uciec wraz z swoją ofiarą. - Damy znać Brennie i Erikowi - dodał jeszcze nim wyciągnął rękę w strony Dory, oferując jej pomoc. Powinni spadać z Nokturnu najszybciej jak się tylko da, żeby więcej przygód ich nie spotkało. W ogóle nie powinni tu się znaleźć, ale cóż Figga trochę poniosła fantazja z tym zbieraniem informacji, liczył na to, że gdzie jak gdzie ale na tej wylęgarni ciemnych typów się czegoś dowiedzą. Szkoda tylko, że zamiast dowiedzieć się czegoś o tych pożarach to dowiedzieli się kolejnych nieciekawych rzeczy. - Jakbyś nas szukał to będziemy u Nory - chyba wszyscy się tam w pewnej chwili pojawią, dlatego jakbyś czegoś potrzebował to wiesz gdzie szukać. - Chodź, mamy jeszcze sporo do zrobienia - dodał chcąc nieco ponaglić przyjaciółkę, ale posłał jej pocieszający uśmiech, sprawy barmana-oprywacza nie porzucą na dobre, po prostu teraz mieli inne priorytety. RE: [08-09.09.1972] One beer and we're going home - Dora Crawford - 26.08.2025 Dora pociągnęła jeszcze ze dwa razy nosem, tuląc się dalej do Woodiego i czując, że to nieco pomaga. Potem natomiast pokiwała głową, przyznając tym samym że wierzy mu absolutnie, że dzień rozliczenia dla tych okropnych Wiwerniarzy wreszcie nadejdzie. No bo jak mogłaby nie? W końcu to o wujku Woodym była tutaj mowa, a jak on coś mówił to zwykle tak się działo - głównie dlatego że Dora nie miała jak rozliczać go dokładnie z obietnic, które zostały złożone na Nokturnie. Sięgnęła do kieszeni torby i wyciągnęła z niej chusteczki, kiedy wreszcie odsunęła się od Tarpaulina. Wysmarkała też zaraz nos, z absolutnie żałosną miną rozglądając się dookoła, ale jednocześnie nie wyglądała, jakby właśnie przeżyty szok miał ją zniechęć do dalszych działań tej nocy. Potrzebowała tylko paru głębszych oddechów, tak? I właśnie je sobie wzięła. Wszystko więc miało być dobrze. Uśmiechnęła się trochę nijako do Thomasa, ale chęci miała szczere i włożyła w ten gest ile tylko mogła. Szybko też kiwnęła głową i machnęła jeszcze Woody'emu - na pożegnanie. Thomas miał przecież rację - mieli jeszcze sporo do załatwienia i każda kolejna chwila zwłoki, niepotrzebnie tylko ich opóźniała. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że Tarp, jako stary wyjadacz Nokturna, faktycznie czuł się na nim jak ryba w wodzie, a przez to pozostawał poza zasięgiem większych nieszczęść. W każdym razie, cała trójka rozeszła się w przeciwne strony, ruszając dalej w Spaloną Noc. Koniec sesji
|