![]() |
|
[07/09/72] Kwiaty są gwiazdami ziemi - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +--- Wątek: [07/09/72] Kwiaty są gwiazdami ziemi (/showthread.php?tid=4891) Strony:
1
2
|
RE: [07/09/72] Kwiaty są gwiazdami ziemi - Dægberht Flint - 27.08.2025 Odpowiedziało jej wzruszenie ramion. Może to było trochę okropne, że myślał o sobie z wyższością wobec niektórych, ale przeżył już w życiu tyle, że nie potrafił patrzeć na to inaczej. Kiedyś mu się wydawało, że był okropnym głupkiem, później dotarła do niego niewygodna prawda świata – wcale głupkiem nie był, a jedynie otaczał się nadprzeciętnie mądrymi ludźmi. Inni ludzie potrzebowali tych zakazów. Potrzebowali ich, bo kiedy widzieli zakaz, to mogli podjąć bardziej świadomą decyzję, o ile Matka nie pokarała ich myślą nadmiernego buntu – taką kierującą galopującego konia nad przepaść, na przekór wszystkiemu i wszystkim. – Sami by przyszli, gdyby myśleli, że w miejscu spotkania uzyskają odpowiedzi na własne pytania. Bo to było niemożliwe, żeby ktoś kto rozgryzł część, nie był głodny na widok reszty. Tak samo niemożliwe było to, aby to co widział w tej kropli spadającej z dziurawego sufitu, nie było wskazówką przekazaną mu w jakimś celu. Nigdy nie lubił układanek, ale to nie przeszkadzało mu w dostrzeżeniu, że się w takowej znajdowali. Może najwyższa pora nauczyć się podążać śladem tropów innych niż rozlana po okolicy ektoplazma? – Też tutaj, tylko głowę przez chwilę gdzie indziej miałem – przyznał z lekkim oporem, ale wynikał raczej z tego, że nie umiał sobie jeszcze tego wszystkiego ponazywać, a nie z dotyku, w jaki został wciągnięty. Czarodzieje różnie reagowali na dotyk. Jedni się rumienili i odwracali wzrok, inni łasili się do ręki i domagali się więcej. Lubili się za niego odwdzięczać lub nie, a Flint... Flint nawet jeżeli należał do ludzi, którzy reagowali na dotyk dobrze, pozostawał w tym dokładnie tak dziwnym, jak można było spodziewać się po kimś spędzającym absurdalne ilości czasu w samotności na środku oceanu. Podpierając się rękoma za plecami, odwrócił twarz tak, aby spojrzeć wiedźmie prosto w oczy i uśmiechnąć się, nie tracąc ani uroku, ani chłodu porcelanowej lalki. – Widziałem – zaczął nagle, z zaciekawieniem obserwując, jak ta postanawia zjeść surowe płatki tajemniczego kwiatu – jak ktoś z tymi kwiatami przypływa na statku dziesiątki lat wcześniej. A może raczej nie przypływa... Wyglądało na to, że statek tonie. Musiał je kupić na kontynencie. A wiesz, Helka, że oni tutaj te róże chyba czymś pryskają? Pomijam kwestie smakowe – za dużo własnego doświadczenia, aby nie wiedzieć, jak gorzkie były te płatki – ale możesz dostać od tego... – próbował znaleźć ładne słowo – dolegliwości brzuszne. RE: [07/09/72] Kwiaty są gwiazdami ziemi - Helloise Rowle - 27.08.2025 — Może… — mruknęła ewidentnie niezbyt entuzjastyczna wobec pomysłu zbierania ludzi. Marszcząc brwi, spuściła wzrok na dłonie i zaczęła z chrzęstem wyłamywać palce jeden po drugim, dumając nad rozwiązaniem tej kwestii. — Może Kowen mógłby pomóc coś zorganizować? Coś ogłosić. Wiem, wiem, Dolina a Londyn — wzruszyła ramionami — ale tylu tam się kręciło ludzi spoza Doliny, że może zawołanie powinno być szersze. Percival rozumie, jak ważna jest Natura. — Nawet jeśli pomysł nawoływania o Kniei z ambon Whitecroft miał jakieś podstawy, czarownica wyraźnie próbowała po prostu zrzucić z siebie konieczność podpisania się osobiście pod taką inicjatywą i puszczenia jej w świat. Nie uśmiechało jej się prosić tak otwarcie przed byle kim. Co nieco o życiu konia galopującego w przepaść zapewne Helloise potrafiłaby powiedzieć i nie trzeba było sięgać daleko w jej przeszłość. Wystarczających powodów do wysunięcia w jej stronę podobnych oskarżeń dostarczały wpychane do ust podejrzane, zupełnie nieznane kwiaty. — Pryskają? — Przełknęła różę, krzywiąc się z nagłym niesmakiem. Gorsze od sztucznych nawozów (czyli niewytworzonych bezpośrednio ze smoczej kupy bądź niestworzonych przez nią) były tylko te przeklęte opryski. — I elfy się na to godzą? Nie dobrały się jeszcze za to Lestrange’om do skóry? Do ludzi Hella wyciągała ręce tak samo jak do każdej innej istoty — żywej czy martwej — napotkanej na swojej drodze. Tak jak szurała paznokciami o korę, przesuwała między palcami jagody czy wsadzała nos w mokre mchy, tak samo łapała dłonie, głaskała twarze czy plątała się w cudze włosy. W pierwszej kolejności zazwyczaj była to wyłącznie czysta chęć poznawania przedmiotu i obcowania z nim najpełniej, jak to możliwe, a dopiero gdy trafiała na podatny grunt, zmieniała zabarwienie. — Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Jeśli coś będzie nie tak, mam u siebie świetne krople na żołądek — zapewniła, zbywając całą sytuację machnięciem ręki. Nie byłby to bynajmniej pierwszy raz, gdy dokuczały jej nudności, zważywszy na to, z jaką pasją przyjmowała niezalecane substancje. Mam jakąś tam tolerkę, izi, wal śmiało. — I wiesz na pewno, że kupili to na tym kontynencie? — Pokazała dłonią gdzieś w dół, na niewidzialnej mapie odnajdując niewidzialną Europę. — Dziesiątki lat? Jak dawno? — Mało brakowało, a zapytałaby, czy może zna ten konkretny statek, na którym płynęli, bo przecież jako żeglarz powinien znać wszystkie statki na świecie. Był to już jednak niezaprzeczalnie jakiś punkt zaczepienia. Informacje o historycznych katastrofach morskich musiały być gdzieś rejestrowane. RE: [07/09/72] Kwiaty są gwiazdami ziemi - Dægberht Flint - 10.10.2025 – Jest duże i głębokie – odpowiedział zarozumiale na jej mruknięcie. – Kowen dużo mógłby, niewątpliwie, nigdy bym temu nie zaprzeczył, ale jak się nad tym zastanowić, to nie potrzeba do tego ich wstawiennictwa. To jest sprawa lokalna przecież. To mieszkańcy Doliny i widzieli i słyszeli rzeczy, o których wiedzą, a pewnie nie mówią nikomu, bo tak. Zdziwiłabyś się, ileż to dramatycznych historii odkopałem w swoich życiu wraz z trupami, bo byłem czegoś ciekaw o kroplę więcej niż obojętność. – Nie spostrzegł tego, jak próbowała uniknąć stawiania się w zbyt istotnej jak na swoje preferencje pozycji... Nie rozumiał tego przecież. Bać się bycia w centrum uwagi? On? Flintowi organizacja takiego spędu wydawała się tak prosta, jak każda podróż zamorska, której się podjął w życiu. Jeżeli czegoś chciałeś, brałeś to garściami. Jeżeli czegoś nie chciałeś, świat klękał przed tobą i ulegał twoim wizjom. – Cóż, za każdym razem kiedy tu jestem, Maida Vale wydaje się być tak samo piękne, więc cokolwiek się tutaj dzieje, musi elfom odpowiadać. – Przy okazji Flint się o Lestrange'ach wypowiadał bardzo... Uh, pochlebnie. Dało się z jego słów i zachowania wyczytać, że ta rodzina kojarzyła mu się dobrze. – Wolałbym wiedzieć, gdyby coś ci się przydarzyło – powiedział spokojnie, a później uśmiechnął się w ten swój przerażający sposób. – To mogłaby być wskazówka. – I przez ten uśmiech to mogło zabrzmieć chłodno, nieciekawie, gorzko wręcz. Nie wydawało się, żeby sam Berht to zauważył, ale i tak dodał: – Poza tym byłoby mi szkoda, gdybyś umarła. – Przyjacielska nuta niby wybrzmiała, ale pomiędzy dwójką powalonych na podłogę czarodziejów nie zatlił się żaden ogień. Jeżeli coś innego niż obłąkanie pomiędzy nimi było, nie mogło się zbyt mocno rozpychać. – Jeżeli zastanę cię kiedyś i spostrzegę, żeś ofiarą niekompletnej śmierci, pomogę ci przejść na tamtą stronę. – Nie doprecyzował jednak, czy chodziło o dobicie, czy egzorcyzmy. A może oba? – To może inaczej: ta roślina przypłynęła spoza wysp. Wiem, że płynęli z Francji... Starą łajbą. SS Canterbury. – Przygryzł wargę. – Nie wiem, czy byłem na nim, czy go widziałem tylko, ale widziałem SS Canterbury. I tak sobie myślę, Hella... Mmm... Jeśli mogę to zobaczyć, to może miejsca też mogą w jakimś sensie być duchami? RE: [07/09/72] Kwiaty są gwiazdami ziemi - Helloise Rowle - 28.10.2025 — Tak samo jak las. Duży i głęboki — powtórzyła za nim, jakby ślepa na ten zarozumiały ton Dægberhta. Nie była natomiast ślepa na to, że znów tłumaczył jej rzeczy, które doskonale wiedziała. Wiedziała, lecz wciąż miała opory przed zaangażowaniem się w nie, więc wiła się wokół tematu, próbując go unikać. Nie wątpiła, że ten czy ów człowiek z Doliny mógł widzieć lub słyszeć coś istotnego. Nie miała problemu ze stanięciem przed ludźmi i ich uwagą. Problematyczną częścią było poprosić. Przyznać publicznie, że chce pomocy, i to od prostego ludu, od byle kogo. — Jeśli nie będzie innego wyjścia… — rzuciła, zamykając temat. Helloise również żadnego osobistego problemu do Lestrange’ów nie miała (ba, jak się okazało, przyjaźni się nawet z Williamem Lestrange’em). Przeraziło ją wyłącznie słowo: oprysk, bardziej zatrważające niż najkoszmarniejsza klątwa w arsenale Czarnego Pana. Nie odpychał jej ani dziwny uśmiech, ani słowa Dægberhta, które być może dla zewnętrznego obserwatora rzeczywiście brzmiałyby niczym upiorna groźba czy nieczułość; dla Helloise zwyczajnie miały sens. Trafił swój na swego. — Więc przychodzisz do mnie na śniadanie? — zapytała czarownica, wyglądając przez szyby oranżerii na dojrzewający na ich oczach poranek. — Żeby sprawdzić, czy nic mi się nie stanie? Mam w domu jagniątko. Jeszcze go nie znasz. Tyle z nim pracy, więcej niż z kurczakami… — Zmarszczyła brwi, odpływając na chwilę od tematu porwana przez łańcuch swobodnych skojarzeń. Ściągnęła ją z powrotem rozmowa o śmierci. Spojrzała na czarny kwiat w donicy obok nich, zastanawiając się, czy rzeczywiście miałby potencjał ją zabić. Cóż, nawet jeśli, teraz i tak było już za późno. — To najmilsza rzecz, jaką mi powiedziano od dawna — rozczuliła się nad obietnicą dobicia i egzorcyzmu. — Dziękuję. To ważne… iść dalej. Nie więzić ducha. Niech krąży tam, gdzie go kierują po śmierci bogowie. Nie chciałabym być więźniem. Postaram się o to samo dla ciebie. Jeśli będę mieć okazję. Oczywiście. SS Canterbury mówiło jej tyle, co nic, lecz zachowała tę nazwę w pamięci, aby wyciągnąć ją w razie potrzeby. Istotny czy nie, wciąż był to jakiś element układanki. — Czy Lestrange’owie nie są z Francji? — Niekoniecznie wiedziała, kiedy i jak dostali się do Wielkiej Brytanii, lecz była niemal pewna, że to właśnie we Francji się wykluli. — Myślę, że mogą być duchami. Miejsca... — przytaknęła. — Zostajemy na wszystkim. — Przesunęła palcami po doniczce. — Widzisz? Teraz żyję na niej, prawda? Jakiś widmowidz może tę donicę wziąć i szukać na niej wspomnienia tej chwili. Czemu by i miejsca nie mogły działać podobnie? RE: [07/09/72] Kwiaty są gwiazdami ziemi - Dægberht Flint - 14.11.2025 – Wiesz, że nie zostawiłbym cię z tym osamotnionej? Prawda? Powiedział to tak delikatnie jak tylko mógł, chyba nie do końca radząc sobie z tym, że kiedy zamykała wątek takimi słowami, czuł się za bardzo jak moralizator. A on nie chciał ludzi moralizować. Jakby chciał się wymądrzeć i mówić wszystkim jak mają żyć, komu ufać i w co wierzyć, to by został kapłanem, a nie podróżnikiem. Jego domeną było działanie i chętnie by w każdym działaniu jej pomógł, jedynie – podobnie jak ona – nie lubił się narzucać. Życie samotnika siedzącego w kajucie na jednoosobowej łajbie nie wybrało go samodzielnie – on wystawił dłonie w jego kierunku i czekał, czekał, aż się wreszcie doczekał miesięcy poza domem, podczas których nie czuł się na uwięzi nikogo ani niczego poza misją, a tę misję przecież wyznaczył sobie sam. A skoro o uwięzi mowa... – Tak – odpowiedział nieco zaczepnie, po czym przekręcił głowę w bok, kiedy sobie o czymś przypomniał. – Ale będę musiał wziąć córkę. – Abigail nie była przeszkodą dla żadnego spotkania i chętnie zajmowała się sobą, kiedy trzeba było poruszyć jeden z tych tematów, co się je poruszało tylko na granicy szeptu, tylko no... Może ciężko w to uwierzyć, a jednak to prawda – z dziećmi było więcej pracy niż z kozą. Flint zaś do perfekcji opanował uciekanie przed obowiązkami. – Są z Francji – potwierdził – pewnie mają tam jeszcze sporo rodziny, chociaż nigdy o to Tori nie pytałem. Może czas najwyższy? Ciężko się pewnie będzie zmówić, bo ona ciągle siedzi w tej pracy urzędniczej – obrzydlistwo! – ale jeżeli dowiem się czegoś więcej, to dam ci znać. Liczył tutaj na wzajemność. Spojrzał jeszcze na ten daszek, co przeciekał i nie przeciekał jednocześnie. Następnie na jej oczy. – Widzący parający się odczytywaniem przeszłości pewnie byliby wyciągnąć z tego miejsca bardzo dużo, ale jak się nad tym zastanowię, to nie znam żadnego godnego zaufania. – Westchnął. – I chyba zaryzykuję. – Powiedział, podnosząc się i podając Helloise rękę, gdyby potrzebowała wesprzeć się o niego przy podnoszeniu się z ziemi. Rzucił spojrzeniem to w lewo, to w prawo, a kiedy się upewnił, że żaden z opiekunów Maida Vale nie skarci go za wycięcie nietypowych chwastów, wyciągnął ze swojej skórzanej torby nożyk, którym pobrał kilka próbek. Miał pewien plan... i na pewno podzieli się jego rezultatami z każdym, kogo uzna za wartego tejże wiedzy. Wkrótce po tym oboje opuścili Londyn. Koniec sesji
|