Secrets of London
[8.09.1972] Killshot | Oliver, Guinevere - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [8.09.1972] Killshot | Oliver, Guinevere (/showthread.php?tid=4902)

Strony: 1 2


RE: [8.09.1972] Killshot | Oliver, Guinevere - Oliver McKinnon - 17.11.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/8d/f7/9a/8df79aa50d63df7ddc1786a0a29175ba.jpg[/inny avek]

A no pewnie, że kojarzył - kto nie używał tego pięknego zwrotu na dupę Merlina? A, no tak, to chyba jakoś inaczej szło, ale Oliver jakoś nigdy nie przykładał do takich szczegółów uwagi. Słuchał, ale nie dlatego, że był pasjonatem historii czy uważał tę konkretną opowieść za wybitnie interesującą - słuchał dlatego, że Ginny właśnie dłubała przy jego oczach a mugole mówili, że nie gryzło się ręki, która cię karmiła.
- O, nie wiedziałem że miała pełne imię - powiedział, chociaż w sumie to ściemniał, bo za cholerę nie pamiętał, żeby Merlin miał żonę o takim imieniu. - Egzotyczne czy nie - jesteś pierwszą osobą, którą spotkałem, i ma tak na imię. Nie wmówisz mi więc, że jest popularne.
Zaperzył się odrobinę, bo znał wiele osób o pojebanych imionach. Jakieś Hannibale, Seweryny i inne - ale Guinevere? Była pierwsza. I cholera, dałby sobie paznokieć uciąć, że ostatnia.

Gdy Ginny powiedziała, że nie wie nawet gdzie są, westchnął. Najpierw musiał otworzyć oczy, żeby rzucić okiem na otoczenie, ale chyba wciąż byli na Horyzontalnej.
- Chyba Horyzontalna, z Pokątnej nie ma łatwego przejścia na Nokturn - powiedział, przykładając szmatkę do drugiego oka. Chwilę tak potrzymał materiał, żeby krew zdążyła trochę się uspokoić, a potem delikatnie jak na siebie odsunął dłonie od twarzy i powoli otworzył oczy. Wszystko wydawało mu się zamazane, nieprzyjemne... A oczy piekły jak cholera. Zamknął je. - Piecze.
Poskarżył się. Ale nie był pewny, czy to nie od dymu. Dobrze, że nie świeciło słońce, bo by pewnie po takim czasie jeszcze go raziło.


RE: [8.09.1972] Killshot | Oliver, Guinevere - Guinevere McGonagall - 01.12.2025

– Podejrzewam, że nie jest – zaśmiała się cicho, co mogło brzmieć nieco dziwnie w anturażu, jaki był ich tłem: popiół, dym i ognie piekielne. – Ja też nie znam nikogo żyjącego o tym imieniu. Zawsze powtarzałam, że mojego ojca poniosło, jak je wybierał – ale przy tym było to imię piękne, klasyczne, jak z bajki. Drugie imię, które jej nadali, było, prawdę mówiąc, nie lepsze, pochodziło od kolejnej królowej, ale tym razem Egiptu – i tak zwracano się do niej w jej rodzinnych stronach, ale tutaj, w Anglii, wolała jednak pierwsze imię. Nie brzmiało aż tak dziwacznie. – Guinevere, Ginevra, Gwen, Ginny… Jedno i to samo imię – może nie z zapisu, ale w wymowie było słychać zbieżności.

– Hmm, tak, wydaje mi się, że byłam wcześniej na Pokątnej – odpowiedziała mu, ale na tym kończyła się jej znajomość ulic. Tak jej się wydawało, bo słyszała, że Nora Nory jest gdzieś blisko, a miała wiedzę, że to jest właśnie na Pokątnej, ale w którą stronę poszła później… Tego nie wiedziała. Wszystko tu wyglądało tak samo.

Przyglądała się przez moment Oliverowi, po chwili rzuciła szybkie spojrzenie na boki, by upewnić się, że nadal są bezpieczni, lecz to rozglądanie się przerwały jego kolejne słowa. Na to McGonagall lekko odetchnęła i przysunęła się do mężczyzny, delikatnie przykładając cieple palce do jego brwi i kości policzkowych, lekko naciągając jego skórę – chciała się upewnić, że nie widzi tam żadnego odłamka szkła, który ugrzązł gdzieś w powiekach i ranił go. Ale nie. Nic nie widziała.

Sięgnęła za to po nieduży kubek do swojej skrzynki i spróbowała go napełnić wodą.


// Kształtowanie ◉◉◉○○ – strumień wody do kubka
[roll=Z]

A gdy to już zrobiła, to zmieniła pozycję, żeby klęknąć i nachylić się nad Oliverem, a nie siedzieć po prostu. Różdżkę odłożyła na schodek obok.

– Posłuchaj, muszę ci przepłukać oczy. Coś ci się mogło dostać pod powieki, a może to ten cholerny pył, jest wszędzie i drapie… Na pewno czujesz w gardle – mruknęła. – Nie wystrasz się, to tylko woda. Otwórz leciutko oczy – a kiedy to zrobił, to bezceremonialnie wylała mu trochę wody z kubeczka prosto na jedno oko, a potem na drugie. No chyba, że się opierał…




RE: [8.09.1972] Killshot | Oliver, Guinevere - Oliver McKinnon - 11.12.2025

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/8d/f7/9a/8df79aa50d63df7ddc1786a0a29175ba.jpg[/inny avek]

Przepłukać oczy? Odruchowo cofnął głowę, bo nie wyobrażał sobie, żeby ktokolwiek mu teraz miał w oczach grzebać. Piekło go odrobinę, nie miał pojęcia czy to krew, czy jakieś odłamki szkła pod powiekami, czy może faktycznie ten dym, który czuł też w gardle. Wiedział, że nie powinien się opierać, ale nie potrafił tak po prostu oczu otworzyć, żeby ktoś mu je wodą polał!
- To chyba nie najlepszy pomysł - zaprotestował cicho, unosząc ręce. - Może to faktycznie dym.
Wiercił się na tym schodku jakby miał owsiki w dupie i ewidentnie nie to, że nie chciał, ale nie potrafił usiedzieć w spokoju tak, by Ginny mogła mu przepłukać oczy. Powieki samoistnie się zaciskały, co powodowało większy dyskomfort, a on zachowywał się jak małe dziecko, któremu trzeba wlać kropelki do oczu, ale nie lubiło gdy się je dotykało.
- Nie no, jest chyba git, w sensie dobrze, woda nie jest konieczna - mamrotał, trąc oczy palcami. I kurde, wiedział że nie powinien tego robić, ale to był odruch!


RE: [8.09.1972] Killshot | Oliver, Guinevere - Guinevere McGonagall - 13.12.2025

Guinevere odznaczała się prawdziwie anielską cierpliwością, jeśli chodziło o jej pacjentów – widziała wszak już chyba wszystko, każdą możliwą reakcje, i ta Olivera/Marcusa zupełnie jej nie zaskoczyła. Wypuściła powietrze przez nos trochę głośniej, powstrzymując się przy tym od przewrócenia oczami.

– Nawet jeśli to dym, to masz podrażnione oczy i powieki. Oczy od dymu, a powieki od szkła. Dam ci na to maści, żeby to się ładnie zagoiło, ale chyba nie chcesz, żeby skóra zarosła ze szkłem w środku, co? – ludzie potrafili być strasznie niemądrzy, jeśli się czegoś bali. A potem Oliver zaczął trzeć oczy, co spotkało się już z reakcja Ginny. W jednej dłoni trzymała kubek z wodą, ale drugą złapała jego dłoń, by go powstrzymać. – Nie rób tego. Możesz jakieś odłamki wprowadzić do środka – tak, celowo mówiła mu takie okropne rzeczy, żeby go wystraszyć i zszokować. Zwykle to na ludzi działało. – Możesz sobie sam oczy przepłukać, jeśli to ci jakoś pomoże. Tę wodę dopiero co wyczarowałam – i gotowa mu była wsadzić w rękę ten kubek.




RE: [8.09.1972] Killshot | Oliver, Guinevere - Oliver McKinnon - 18.02.2026

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/8d/f7/9a/8df79aa50d63df7ddc1786a0a29175ba.jpg[/inny avek]

Gdyby miał otwarte oczy, to teraz na pewno zamrugałby kilkukrotnie w wyrazie kompletnego przerażenia. Oczy miał jednak zamknięte, ale bladość, która wstąpiła na jego twarz, dobitnie sugerowała, że Ginny musiała trafić tymi słowami do wyobraźni swojego nowego pacjenta.
- Ale jak zrosnąć ze szkłem? Przecież je wyjęłaś? - zachowywał się trochę jak dziecko - ale Guinevere na pewno zdążyła już zauważyć w swojej karierze medycznej, że faceci to byli duże dzieci jeśli chodziło o uzdrowicieli. Nie chcę syropku, już mnie nie boli, do żadnego lekarza nie pójdę! Brakowało tylko tupania nogami. A potem przez ten upór groziły im znacznie poważniejsze konsekwencje zdrowotne, niż kaszelek, od którego się zaczęło.

Gdy kobieta chwyciła go za rękę, nie protestował. No bo nie był głupi i wiedział, że nie może trzeć oczu. Ale naprawdę ciężko było mu się powstrzymać.
- Ale swędzi - poskarżył się cicho, opuszczając dłoń. Na myśl o tym, że sam miałby se przepłukać oczy, widocznie się wzdrygnął. - Nie no, aż tak to nie. Dobra, płucz, ale nienawidzę uczucia wody w oczach.
Bogowie, miał szczerą nadzieję że nie kopnie jej w odruchu albo co, bo naprawdę nienawidził tego uczucia, jak woda dostawała się pod powieki.


RE: [8.09.1972] Killshot | Oliver, Guinevere - Guinevere McGonagall - 20.02.2026

– Tak, wyjęłam, ale jeśli jakieś okruchy dostaną ci się pod powieki… – była na to mała szansa, ale przy takim narządzie jak oczy wolała nie ryzykować, chociaż podejrzewała, że to szczypanie to jednak głównie dym i pył. Zdecydowanie jednak wolała dmuchać na zimne. Poza tym… Trafiła i jej barwny opis podziałał na Marcusa, mogła więc sobie pogratulować, bo to oznaczało, że jest szansa, że jednak pozwoli sobie przepłukać te oczy. I tak – zachowywał się przy tym jak typowy facet, na swoje szczęście z upartymi samcami, którzy nie chcieli dać sobie pomóc miała do czynienia na co dzień, więc wiedziała, jak sobie z takimi radzić…

– Wiem, że swędzi – powiedziała łagodnie. – Mnie też trochę szczypią oczy… To od tego dymu, jest wszędzie i drażni – dodała, a potem ledwo zauważalnie odetchnęła z ulgą. – Dobra. Jak masz potrzebę się za coś złapać, to złap. Ale nie będzie bolało – miała nadzieję, że to go uspokoi. – Będę delikatna – przy tym uśmiechnęła się już pod nosem i nawet dało się dosłyszeć, że się lekko śmieje, a potem wyprostowała się, przeniosła ciężar ciała na kolana, gdy klęczała i nachyliła się nad McKinnonem i teraz już faktycznie leciutko uniosła palcem jego brew, by naciągnąć mu skórę i by tak łatwo nie zamknął powieki. – Będziesz mrugał, ale to normalne. Powinno być ci za chwilę lepiej po tej wodzie – i wylała pół kubeczka na jedno oko. A potem… powtórzyła to, zakładając, że nie oberwała w odruchu pięścią w nos.

– No. Gotowe. To jeszcze tylko powyciągać resztę, maść i będziesz jak nowy – resztę, znaczy z policzków… ale najgroźniejsze były te przy oczach, dlatego to nimi się zajęła w pierwszej kolejności.