![]() |
|
[11.09.72] Good fight | Julian & Hestia - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [11.09.72] Good fight | Julian & Hestia (/showthread.php?tid=4968) Strony:
1
2
|
RE: [11.09.72] Good fight | Julian & Hestia - Julián Bletchley - 14.08.2025 — Tak, dokładnie. Puściłem cię w ogień za resztą Brygady, a ty mi mówisz, że mniej ci ufam, bo nie opowiadam ci z kim piję kawę i komu zawdzięczamy dach nad głową? — wyrzucił z siebie, a okrutny sarkazm sączył się z każdego słowa. W innych okolicznościach nigdy nie odezwałby się tak do własnej córki. Mężczyzna bywał surowy, stanowczy, ale ten jad? Czy kiedykolwiek mówił do niej w ten sposób, jakby była po drugiej stronie barykady, mimo że walczyli ramię w ramię? Kiedy w takich chwilach biło w niej to samo serce, które odziedziczyła po nim? Julian wiedział, że skoczyłby za nią w ogień bez wahania. Zrobiłby to tego dnia, następnego, zawsze. Więc dlaczego brzmiał tak jakby chciał ją zranić? Dlaczego język był szybszy od rozumu, a gniew nie dawał się ujarzmić? Tyle że potem najmniejsza Bletchleyówna wspomniała o zaufaniu, a jego serce pękło. — O to mi dokładnie chodzi! Nic innego się nie liczy, ponieważ jesteś moją córką! — wykrzyczał. Było w tym coś absurdalnego — kłócić się o zaufanie, kiedy wszystko, co robił od miesięcy, było dla niej, dla Alice, dla ich matki. Kiedy każda decyzja stanowiła efekt obrania sobie jednego celu: żeby przeżyły. Hestia biegała po Londynie, żeby pomagać. Julian tamtej nocy szukał jej. Był gotowy zrezygnować ze służby. To właśnie było źródłem jej gniewu, niepojętej frustracji oraz jego milczącego, dławiącego strachu przed utratą córki na tyle silnego, że nie umiał zamienić go w słowa. — A może po to żebyś nie popełniała moich błędów! Po to żebyś umiała wrócić z każdej misji żywa! Nawet jeśli będzie to oznaczało pozostawienie kogoś za śmierć. I tak, wiem, że ci się to nie spodoba, ale może właśnie dlatego nie mówię ci wszystkiego, bo nie chcę patrzeć, jak patrzysz na mnie tak, jak teraz! RE: [11.09.72] Good fight | Julian & Hestia - Hestia Bletchley - 05.09.2025 – Nie ty mnie puścileś bo to czy i gdzie zostanę wysłana w pracy w ogóle nie zależy od ciebie! – wykrzyknęła, sfrustrowana sugestią, że mogłoby być w ogóle inaczej. – Ale chyba mam prawo wiedzieć czemu u kogoś mieszkamy skoro wcześniej mało o nim słyszała! Czemu Po Prostu Nie Odpowiedział Na To Pytanie? Chciało jej się płakać i jedynie resztkami sił powstrzymywała łzy. Nie warto było ryzykować, że jej płacz zostanie odebrany jako dowód na przegraną, czy brak racji, nie ważne że wciąż kłóciła się ze swoim tatą, a on czegoś takiego by nie zrobił. Lepiej było zachować czujność. – Nie patrzyłabym tak teraz na ciebie, gdybyś od razu powiedział mi o co chodzi! Jakich błędów!? Jakie niby błędy popełniłeś, które ja też mogę popełnić!? W życiu nie potraktowałabym rodziny tak jak ty teraz traktujesz mnie! Nie miałabym sekretów! Nie mam przed wami żadnych sekretów, a może chociaż powinna, bo wychodzi na to, że jestem jakąś idiotką skoro mówię mojej rodzinie o wszystkim! Masz rację! Może i nie wiem, jak wygląda prawdziwe życie na wojnie, ale zaraz się tego dowiem, czy tego chcesz, czy nie, bo jedna właśnie trwa i cokolwiek zrobisz, nie wpłynie to na to, że nie dasz rady mnie przed tym uchronić! Ani ty, ani Ministerstwo, bo najwyraźniej wszyscy aurorzy pozwalają na to, aby Czarny Pan robił co chce, tak jak ty pozwalasz mi, abym nic o tobie i naszym życiu nie wiedziała! Nie była sprawiedliwa. Wyolbrzymiała. Dopowiadała sobie teorie, ale łatwiej było tak, niż dać w końcu popłynąć łzą. – I wiesz co? Może spytałam się o to dzisiaj, bo mam po prostu dosyć! Dosyć tego, że codziennie idę miastem, które spłonęło, a ja zastanawiam się jakim cudem nikt tego nie przewidział. Nikt lepiej nie zareagował. I codziennie rozmawiam z kimś kto stracił zdecydowanie więcej niż ja i nie umiem z tą osobą rozmawiać, bo co niby mam powiedzieć komuś takiemu, kiedy wiem że sama mam dach nad głową! I wiesz czego jeszcze mam dosyć? Że potem codziennie wracam z pracy i nie mam pojęcia czemu tutaj mieszkam. A teraz jeszcze będę myśleć o tym, że mój własny ojciec mi nie ufa, więc może ja nie powinnam już ufać jemu! No i się popłakała. RE: [11.09.72] Good fight | Julian & Hestia - Julián Bletchley - 28.09.2025 Tak długo, jak Hestia była jego córką, Julian nie potrafił się nią nacieszyć ani nachwalić. Codziennie, gdy na nią patrzył, widział w niej dowód, że błędy z przeszłości można choć w części odkupić. Spłacał swój dług światu, oddając mu dobro pod postacią swoich dzieci. Alice, Jolene… i Hestia… Były jego powodem. Jego odkupieniem. — Całe moje życie kręci się wokół was. Jeśli coś ukrywam, to nie dlatego, że mniej ci ufam, tylko dlatego, że jestem tchórzem! Boję się, Hestia! Boję się, że kiedy ci powiem wszystko, co wiem, to nie wrócisz z następnej misji albo ja cię na nią wypchnę, dam ci narzędzie, którego użyjesz za wcześnie. Boję się, że moje błędy staną się twoimi — wysyczał i uniósł na nią ciemne oczy. Były czerwone i zmęczone od niewyspanych nocy, od strachu, który nigdy nie dawał mu spokoju. ,,W życiu nie potraktowałabym rodziny tak jak ty teraz traktujesz mnie!’’ Ktoś wsadził mu do gardła rozżarzony kamień. Tym kimś był on sam. Nie chciał przecież krzyczeć. Nigdy nie chciał krzyczeć na swoje dzieci. — Hestio… — jego głos był niższy oraz daleki od tonu, którym jeszcze przed chwilą rzucał oskarżenia. — Masz rację. Nie powinienem mówić do ciebie w ten sposób. Nie powinnaś płakać przez własnego ojca. Przepraszam — wymamrotał. — Shafiq… Wisiał mi przysługę. W Spaloną Noc doszło do… Przywaliłem paru osobom, kiedy powinien… — mężczyzna zrobił ostrożny krok w jej stronę, jakby podchodził do przestraszonego ptaka, który w każdej chwili mógł odlecieć. — Sikorko, nie płacz. Osłabł. RE: [11.09.72] Good fight | Julian & Hestia - Hestia Bletchley - 07.10.2025 Łzy coraz mocniej cisnęły się jej do oczu, ale Hestia dzielnie próbowała nie poddać się im całkowicie, a potem tata powiedział kilka kolejnych rzeczy i... Spojrzała na niego zaskoczona na moment zapominając o płaczu. — Co? Nie... Nie jesteś tchórzem, tato prosze nie mów tak o sobie! – Było w tym coś pomiędzy smutkiem, a wkurzeniem. Nigdy nie spodziewała się usłyszeć coś takiego od Juliána Bletchleya bo... Julián Bletchley był przecież naodważniejszą osobą, którą kiedykolwiek znała. Wzorem do naśladowania. Najlepszym ojcem na tym świecie, który zainspirował ją do czynienia dobra i próby chronienia słabszych od siebie w szeregach Brygady. W życiu nie powiedziałaby że był tchórzem. Nie on. Nie jej tata. A potem już po prostu wtuliła się w ojca I pozwoliła by łzy nagle z błękitnych oczu popłynęły jej po policzkach. – Przepraszam. Nie, nie płaczę przez ciebie. To nie tak. I nie chciałam cię zasmucić. Naprawdę. Rozumiem że się boisz, ale to moje życie i moje błędy. Dobrze mnie nauczyłeś. Nie zrobię nic głupiego. Po prostu... Też się boję. I nie rozumiem jak to wszystko się stało? Jak można było do tego dopuścić? I nie da się złapać winnych, więc chyba próbuje wkurzyć się na coś innego aby zrobić cokokwiek. I chciałabym... To zabrzmi źle, przepraszam, że to zabrzmi źle, ale chyba wolałabym aby Ministerstwowo wiedziało o tym ataku i nic nie zrobiło niż... Niż to że to było i dla nich zaskoczenie. Bo to znaczy, że jesteśmy przygotowani na całe nic. Chyba jestem okropna wiem. Nie wiem czemu w ciebie wątpiłam. – Bo było za dużo pytań i za mało odpowiedzi. Bo musiała skupić się na czym co nie było zamaskowanymi ludźmi bez żadnej tożsamości poza pragnieniem śmierci niewinnych. RE: [11.09.72] Good fight | Julian & Hestia - Julián Bletchley - 18.11.2025 Początkowo uniósł ramiona, jakby bał się jej dotknąć — tymi czerwonymi dłońmi, które jeszcze niedawno ciskały magię w stronę niewinnych cywili, tymi samymi, na których knykciach wciąż tkwiły ślady po wielu starciach. Julian nie znał innego języka niż ten, który mówił czynem, fizycznością, agresją zaklętą w ludzkim ciele. Nie chciał skalać swoim dotykiem niewinnej ptaszyny, jaką była jego najmłodsza córka. Och, ale jakże miłość do jego córki była wielka, że po chwili przyciągnął ją jednak mocno do siebie. — To naturalne, że się boisz — mruknął. — Kto by się nie bał? Tamtej nocy, kiedy cię szukałem… miałem rzucić to wszystko w pizdu… To znaczy... Tylko matce nie mów, że przy tobie klnę, bo mi łeb urwie. Ale prawda taka, że myślałem, żeby robotę odstawić, was zabrać i tyle nas widzieli. Odsunął ją od siebie, ujął za policzki, wytarł łzy, co spływały ciurkiem po jej małej twarzyczce. Serce mu aż ścisnęło. Pocałował ją w czubek głowy i znów mocno przytulił. — Posłuchaj mnie, Sikoreczko moja. Masz do tego prawo i nie jesteś w tym sama. Twój ojciec chrzestny mi świadkiem, że ja sam nieraz mam ochotę powiedzieć gorsze rzeczy. Wielu ludzi myśli podobnie, ale nie powtarzaj tego na głos, dobrze? Ściany mają uszy, które chętnie wykorzystają cudzą frustrację, żeby odwrócić uwagę od własnych zaniedbań. A Ministerstwo… — jego usta drgnęły z rezygnacją. RE: [11.09.72] Good fight | Julian & Hestia - Hestia Bletchley - 03.12.2025 – Jestem już dorosła, możesz przy mnie klnąć – powiedziała cicho, próbując uśmiechnąć się przez łzy. Nie wyszło jej to szczególnie, więc na chwilę po prostu wtuliła się w ojca i przymknęła oczy. Nie czuła się dorosła, a zwłaszcza dzisiaj. W ogóle miała wrażenie, że ta cała dorosłość nie istnieje, a po prostu nastaje taki moment w życiu gdzie wszystko (dosłownie) płonie, a człowiek musi jakoś sobie zacząć z tym radzić bez względu na to, czy tego chce czy nie. Ale przekleństwa jej nie przeszkadzały. Może właśnie po to one były. Aby jakoś radzić sobie z tym udawaniem dorosłych, bo było to strasznie wkurw... Wkurzające. Tata na chwile odsunął ją od siebie, tylko po to aby zaraz ponownie zamknąć najmłodszą Bletchley w uścisku. Wzrok Hesti uciekł jednak na chwilę na bok, tam gdzie chwilę temu pojawił się Shafiq. Ściany mają uszy... Niby tata mu ufał, ale skoro mówił coś takiego. – Czy on... – spytała najciszej jak się tylko dało. – Czy on... Wiem, że mu ufasz, ale no wiesz? Jest bardzo za Ministerstwem? Ugh... To takie dziwne. Przecież oni powinni dbać o wszystko. Komu mamy ufać jak nie... Jak nie ludziom, którzy mieli być symbolem troski o ich społeczność. Ludziom, którzy najwyraźniej nie byli gotowi na tę katastrofę. Chyba nie chciała dłużej o tym myśleć. Chciała przez chwilę udać, że wszystko było w porządku. Objęła ojca jeszcza mocniej i wyszeptała: – Chyba jestem zbyt głodna by o tym myśleć. Chcesz iść ze mną na makaron? RE: [11.09.72] Good fight | Julian & Hestia - Julián Bletchley - 04.12.2025 — Dla mnie to możesz mieć co najmniej piętnaście lat — odparł spokojnie. To była najprostsza rzecz na świecie. Kiedyś Hestia sięgała mu do piersi, a tego dnia była tylko odrobinę niższa. — Wiem, że jesteś dorosła. Nie zawsze chcę, żeby świat brzmiał przy tobie tak brzydko, jak bywa. Shafiq. Ministerstwo. Zaufanie. Julian westchnął, przyciskając policzek do czubka jej głowy. — Ufam mu w tym sensie, że nie zrobi wam krzywdy. Zresztą, Tessa by... — ścisnął córkę mocniej. — Mi — dodał jeszcze, a to było jedyne, czego był naprawdę pewien. Zaraz potem łagodniej i czule dodał: — Mi ufaj w tych sprawach. Tak, chodźmy. Julian pochylił się i pocałował ją w skroń. Auror bał się o swoją rodzinę bardziej niż kiedykolwiek. Świat wokół nich zmieniał się szybciej niż mógł nadążyć, a prośba o zaufanie była jedynym, co mógł jeszcze zaoferować swojej Hestii. Koniec sesji
|