![]() |
|
[13.09.1972 Lazarus & Odysseus] The Poet and the Pendulum - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [13.09.1972 Lazarus & Odysseus] The Poet and the Pendulum (/showthread.php?tid=4977) Strony:
1
2
|
RE: [13.09.1972 Lazarus & Odysseus] The Poet and the Pendulum - Lazarus Lovegood - 30.09.2025 Przymknął oczy - na chwilę, tylko na chwilę - i nawet nie drgnął, potraktowany zaklęciem Odysseusa, choć magia połaskotała go na wysokości mostka i rozpłynęła się po piersi. Kaszlał od pięciu dni, wyrywało go to ze snu w nocy, był obolały, odpluwał tę obrzydliwą czarną flegmę (raz zdarzyło mu się ją odruchowo połknąć i momentalnie zwymiotować) i prawdę mówiąc, było mu wszystko jedno, różdżka, eliksir, wahadełko - cokolwiek, byle ten kaszel ustąpił. - Nie jesteś pulmonologiem - wychrypiał, zanim zdążył się powstrzymać. Spojrzał na magipsychiatrę i dodał potulnie - Przepraszam. Trzyma mnie to od tych pożarów. Oczywiście, że ci zapłacę. Był wdzięczny za pomoc. Odysseus leczył jego umysł, sumiennie i skutecznie, ale z kaszlem mógłby odesłać go do Munga - dla zasady, bo po co niby miałby odwalać robotę za jakiegoś magomedyka z odpowiednią specjalizacją? Albo w imię jakiejś pokręconej filozofii terapeutycznej. Albo wreszcie w odwecie za wcześniejsze przekomarzania, uznawszy, że jedna nieprzespana noc i jeden dzień z piaskiem pod powiekami i mgłą w głowie więcej nie zabiją pacjenta. W końcu był tylko człowiekiem. Podał mu jednak eliksir, a Lazarus sięgnął po niego, trochę niezdarnie, bo wciąż odczuwał efekty ataku. Jego palce najpierw natrafiły na dłoń uzdrowiciela, a dopiero potem na szkło. W milczeniu odkorkował buteleczkę i bez wahania wypił zawartość. Była trochę gęstsza, niż syrop, ale rzadsza, niż miód i pozostawiła warstwę w ustach i gardle, jak opatrunek. Oblizał usta, badając to wrażenie. Dziwne, ale skoro miało pomóc - do zniesienia. Niezrażony mrukliwym tonem magipsychiatry, zdobył się na czarny humor. - Pytam o koniec, a tymczasem może to będzie prostsze, niż myślałem? Niewydolność oddechowa po kontakcie z produktami czarnomagicznego spalania? Wzruszył raionami. Humor. Tym właśnie był ten pomysł. Nie czymś, w co Lazarus chciał wierzyć. Nie czymś, na co czekał i definitywnie nie czymś, czego pragnął. Nie poczuł się dotknięty wcześniejszymi słowami Fawleya o Ministerstwie. Trafna ocena i doskonale logiczne rozumowanie. To prawda, w ministerialnych biurach i na korytarzach bezustannie spotykały się fale arogancji i uniżoności, i człowiek chcąc nie chcąc brodził w tej mieszaninie, jak w szlamie na podłodze dawno zalanego lochu. Dobry temat do haiku. Żyzne i obrzydliwe zarazem. Jak… wiele rzeczy w przyrodzie. W zamyśleniu zmierzył wzrokiem Odysseusa i uśmiechnął się do swoich myśli. - Nie, myślę, że byś tam nie wytrzymał - podjął temat, również bez złośliwości - To bardzo… frustrujące miejsce. Sam czasami się zastanawiam, czy tkwię tam z przyzwyczajenia, czy po to by się ukarać - wzruszył ramionami - Może po prostu lubię cierpieć. Nie był pewien, czy to zasługuje na podziw, ale nie protestował. Miło było słyszeć słowa uznania od Odysa. RE: [13.09.1972 Lazarus & Odysseus] The Poet and the Pendulum - Odysseus Fawley - 02.10.2025 Z pozoru obojętne spojrzenie kruczoczarnych oczu zatrzymało się na bladości twarzy i śladach zmęczenia pod oczami. Dłoń Fawleya spoczywała w połowie drogi między nimi tak, jak ją pozostawił po podaniu eliksiru. Po chwili cofnął palce, chociaż ruch był spóźniony, jakby ciało o sekundę nie nadążyło za decyzją. Dotyk rzadko kiedy stawał się częścią terapii, a jeśli już, to zawsze miał być świadomie i precyzyjnie odmierzoną dawką. Ufa mi, pomyślał Odys. Było to dziwnie ciężkie odkrycie. Lazarus przyjął buteleczkę z eliksirem szybko, bez zadawania żadnych pytań. Równie dobrze mogłaby być to trucizna, a mężczyzna nawet by się nie zorientował. Trucizna to natomiast nie była — Przeprosiny przyjęte, ale są zbędne — odpowiedział. — To ty się dławisz od paru dni, a ja się denerwuję, że przyjdziesz do mnie dopiero wtedy, jak już będziesz siny. Zbył komentarz o zapłacie, mimo że sam pierwszy zarzucił tematem. Z jakiegoś powodu zirytowało go to, że Lazarus zawsze chciał zamieniać każdy gest w transakcję, kiedy przecież sam Odys był dokładnie taki. — Jak umrzesz, i tak nie będziesz miał komu zapłacić — rzucił jeszcze sucho. — Doprawdy, nie mam najmniejszej ochoty wlec twojego trupa do Ministerstwa i tłumaczyć się, że się udusiłeś własną flegmą. Czarodziej schował różdżkę do tylnej kieszeni swoich spodni, podszedł do innej szafki, stojąc tyłem do Lazarusa, sięgnął po pióro i pergamin. Pochylił się, zanotował szybko kilka zdań. — Wypiszę ci receptę na eliksiry, ale jeśli napady się nasilą albo pojawi się krew, przychodzisz natychmiast. Bez czekania na nasze sesje. Zrozumiano? Istnienie w tym świecie było umowa wiążącą ich obu. Koniec sesji
|