![]() |
|
[1971, Dolina Godryka] Śpiew memortka - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [1971, Dolina Godryka] Śpiew memortka (/showthread.php?tid=4983) Strony:
1
2
|
RE: [1971, Dolina Godryka] Śpiew memortka - Brenna Longbottom - 18.08.2025 Brenna uśmiechnęła się tylko na słowa kobiety, bo przy kimś znajomym oświadczyłaby pewnie bez wahania, że no po prostu jest głupia, ale wobec słabo znanych sobie osób była trochę ostrożniejsza. W końcu istniała szansa, że kiedyś Helloise będzie miała z nią do czynienia jako z detektyw Brygady i wtedy zwykle jednak wolałeś, żeby osoba, z którą rozmawiasz nie oświadczała na prawo i lewo, że jest idiotką. Helloise mogłaby być dużo mniej pod wrażeniem, gdyby wiedziała, że Brenna mało myślała o cyklu i o docenianiu tego, co odejdzie. Po prostu lubiła zmienność pór roku, lubiła śnieg, lubiła lepić bałwana, sanki, łyżwy i śnieżki - może już nie tak bardzo jak w czasach, gdy była dzieckiem, bo porwało ją dorosłe życie, ale te upodobania dalej w niej tkwiły. Nie żeby zamierzała to kryć, ale nie była do końca świadoma, co chodzi po głowie miejscowej zielarki. – Brzmi jak koło roku? – spytała, bo kojarzyła, że podobne rzeczy czasem opowiadali kapłanki. Brenna nie była może najbardziej religijną czarownicą pod słońcem, ale mimo wszystko dorastała na tyle blisko czarodziejskich tradycji, aby to i owo obiło się jej o uszy. – Pełen cykl… chociaż jeżeli mam być całkiem szczera, to po prostu każda pora roku ma w sobie coś miłego. Bardzo nie chciałabym mieszkać gdzieś, gdzie ciągle albo prawie ciągle trwa lato. Albo tylko zima. Taka Afryka na przykład. Brennie zupełnie nie mieściło się w głowie, jak radzili sobie tamtejsi mugole, bo czarodzieje mieli do dyspozycji przynajmniej magię. Znalezienie ciała ptaszka okazało się zadziwiająco łatwe, za to kiedy Brenna stanęła nad nim, czuła się trochę… dziwnie. Jasne, było jej go szkoda wczoraj, ale jeśli miała przyjąć to, o czym opowiadała Helloise, okazywało się, że to nie był po prostu ptak, a istota na tyle inteligentna, by prosić o pogrzeb i rzucić klątwę. Brenna nie była pewna, jak się na to wszystko zapatruje i było jej trochę głupio, że mogła nieświadomie zignorować prośbę memortka. Szpadel przyjęła odruchowo, chociaż po prawdzie początkowo zamierzała po prostu jak na czarownicę przystało użyć magii. Memortek nie wymagał jednak kopania głębokiego grobu, więc skoro Helloise uznała, że należało to zrobić siłą własnych mięśni, Brenna nie protestowała, a wbiła narzędzie w ziemię. – Trzeba zrobić coś jeszcze? Jakieś rytuały albo coś? I to wystarczy, czy jeśli kolejna doniczka przeprowadzi na mnie zamach, powinnam iść do klątwołamacza? – spytała, gdy przerzuciła dość ziemi, aby złożyć memortka w ptasim grobie. Do klątwołamacza może tak bez powodu nie zamierzała od razu biec, ale poszukać informacji o klątwach i memortkach to już planowała. Choćby by zaspokoić swoją ciekawość. RE: [1971, Dolina Godryka] Śpiew memortka - Helloise Rowle - 28.08.2025 Czarownica była o wiele mocniej pochłonięta kwestią ptaka, niż mogłaby być tą ewentualną samokrytyką Brenny. Generalnie mało skupiała się na obelgach — kierowanych do niej, kierowanych przez ludzi do siebie samych czy do innych. Dobrze jednak wiedzieć, że już w roku pańskim 1971 Brenna przygotowywała grunt pod godne aresztowanie Helloise pewnego dnia! Nie oceniała również wiedźma niczyjej miłości do Natury ze względu na stopnień wtajemniczenia ani ilość przemyśleń. Szacunek do przyrody ze strony osób, które nie były po mistrzowsku biegłe w jej dziedzinach, był tym bardziej imponujący, że wynikał z prostych zachwytów niepopartych żadnymi wydumanymi filozofiami. Gdy Brenna wymieniła koło i cykl, Helloise pokiwała powoli głową, choć skinienie owo bardziej przypominało głowę śpiącego człowieka opadającą na pierś. Wszystko pasowało — i cykl, i koło, i okresy. Wszystko krążyło, umierało i się odradzało. — Pomyśl o tym, że coś tam… żyje — wymamrotała, gdy Longbottom odrzuciła krainy wiecznych skrajności pogodowych jako miejsce, którego nie wybrałaby sobie za dom. — Życie potrafi być takie silne, a tyle mówią o jego kruchości. Życie potrafiło wykiełkować na najtwardszych lodowcach i wśród spieczonych piasków pustyni. Przemijało, ale walczyło zawsze do końca o to, aby istnieć jak najdłużej. Do samego końca — a potem powracało do ziemi. Czarownica spojrzała w dół — czy raczej w dołek, bo memortek nie potrzebował rzeczywiście wiele. Ucieszyła się w imieniu ptaszka, że odnajdzie on swój spokój i rozejdzie się w gruncie, aby ustanowić podstawę dla nowego życia, które wyrośnie na jego mogile. To był dobry koniec, to był ładny dół. Helloise odnajdywała wiele spokoju w tym, że nie magia wyrwała potrzebną grudę ziemi, lecz surowa praca rąk wymagająca wysiłku i cichej refleksji nad momentem przejścia, nawet jeśli nieświadomej. — Już nic. To była skromna prośba. Nie jest chciwy, zostawi cię w spokoju. A ty pójdziesz dalej z jego ostatnią piosenką. — Hella uśmiechnęła się do Brenny, po czym troskliwie podniosła leciutkie, skulone ptasie ciałko z leśnego poszycia. Wstała i na otwartej dłoni wyciągnęła zwierzątko w stronę Brenny. Jej rolą w tym pogrzebie było jedynie asystować. RE: [1971, Dolina Godryka] Śpiew memortka - Brenna Longbottom - 04.09.2025 Było coś zabawnego w tym, że gdyby Brenna wypowiedziała na głos swoje myśli, Helloise uznałaby, że ta prowadzi rozważania nad jej aresztowaniem - gdy Brennie raczej przychodziły do głowy sytuacja, w których mogłaby okazać się choćby świadkiem. Na szczęście żadna z nich nie potrafiła czytać w cudzych głowach, szły więc beztrosko pośród zieleni, poszukując martwego memortka. - Kaktusy. Albo pingwiny - przyznała, bo te pierwsze przychodziły jej na myśl, gdy słyszała o pustyniach, a te drugie, kiedy ktoś wspominał o Antarktydzie. - Ale ja nie jestem ani kaktusem, ani pingwinem, więc chyba zostanę jednak w Anglii. Albo przynajmniej w Europie. Brenna zapuszczała korzenie głęboko i ciężko było ją wyrwać z naturalnego środowiska, a tym był dla niej Londyn i Dolina Godryka. W tej chwili nie wyobrażała sobie jeszcze, że mogłaby opuścić te miejsca – że mogłaby opuścić Anglię. Nie wiedziała jeszcze, jak wiele nici pęknie, i że drzewo nawet z najmocniejszymi gałęziami może zostać obalone, jeżeli huragan będzie dostatecznie potężny. Ujęła podane jej ciało bez mrugnięcia okiem. To była w pewnym sensie już padlina, ale w pracy detektywa miewała do czynienia ze znacznie paskudniejszymi rzeczami niż jeden ptaszek, martwy od kilku godzin (chociaż na pewno planowała potem bardzo dokładnie umyć ręce). Umieścić memortka ostrożnie w wykopanym dole, a później zasypała go ziemią. – Hm, dzięki za twoją piosenkę? – powiedziała jeszcze, jakby trochę niepewna, czy w takich sytuacjach się cokolwiek mówiło. Omal nie dodała, że dziękuje też za to, że jednak nie rozbił jej głowy doniczką, ale ostatecznie się pohamowała i cofnęła po prostu, by potem wyciągnąć szpadel w stronę wiedźmy z Kniei. – Tobie też dziękuję. Jeśli ty miałabyś jakieś prośby, to postaram się pomóc. Tylko do mnie dobrze formułować je wprost, jestem prostą dziewczyną – dodała, posyłając Helloise uśmiech. Nie była pewna, czy ta kobieta faktycznie jej pomogła i czy jej słowa były prawdą, ale wydawało się Brennie, że najmniej w to wierzyła: a to już oznaczało, że powinna być wdzięczna. Koniec sesji
|