Secrets of London
[04.09.72] How to catch feelings and then throw them into the fire where they belong - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [04.09.72] How to catch feelings and then throw them into the fire where they belong (/showthread.php?tid=4985)

Strony: 1 2


RE: [04.09.72] How to catch feelings and then throw them into the fire where they belong - Lyssa Dolohov - 25.08.2025

Dla Lyssy te trzy romanse, które zdawały się tak Peregrinusa przytłaczać, to było nic. Wszystko dlatego, ze w szkole była zwyczajnie popularna - była ładna, utalentowana, obyta i miała zdecydowanie zbyt dużo szczęścia, bo jej dziwactwa wynikające z choroby można było uznać za ekscentryczne, a nie kategorycznie odpychające ludzi. Była królową szkolnych korytarzy, chociaż może do tego brakowało jej jakiegoś okrutnego zacięcia, jakie przypisywano zwykle tego typu postaciom w książkach.

- Kto? - dziewczyna zmarszczyła brwi, jakby pierwszy raz w życiu słyszała to imię. Bo jeszcze się taki nie urodził, a szczególnie był nim Trelawney, przed którym przyznałaby się z miejsca że tak, chodziło właśnie o tego konkretnego delikwenta. Fakt, że Peregrinus mógł go tak na jednym wydechu przywołać i z miejsca skojarzyć, wcale szczerości nie sprzyjał. Musiała więc udawać że nie wie o kogo chodzi i wychodziło jej to bardzo, bardzo dobrze. - Jeśli ktoś w pewnym wieku nie interesuje się sam, żeby je sobie wstawić, to raczej nic mu już nie pomoże i ma zdecydowanie zbyt wiele problemów, żeby naprawiała je za niego kobieta. Nie jestem cudotwórcą, Peregrinusie - uśmiechnęła się, ale w ten charakterystyczny sposób kogoś, kto próbował przykryć tym w nieudolny sposób obrzydzenie.

Oczywiście, że to wszystko przeżywała szczerze, ale najgorsze nawet nie było to, że w te miłostki wpadała, a to że to nie ona łamała serca tylko że jej łamano. To w ogóle nie powinno tak wyglądać, bo może i miała naście lat i porywała się odrobinę momentami z motyką na słońce, ale uważała że los powinien być po jej stronie. To wszyscy inni powinni być nieszczęśliwi, a nie ona.

Kiedy Peregrin postawił karty i zapytał, czy chciała na nie spojrzeć, westchnęła boleściwie. Poruszyła się, ale cały proces przemieszczania się był okropnie długi i rozlazły, bo zamiast wstać, zsunęła się dramatycznie na podłogę z kanapy, dopiero potem pionizując się - ale i to robiła krok po kroku, jakby żywot dociskał ją niemożliwie do ziemi. W końcu jednak znalazła się przy jasnowidzu, ciężko zasiadając na krześle przy blacie gdzie rozstawił karty i oparła brodę o dłonie, unosząc na twarz mężczyzny spojrzenie piwnych oczu.


RE: [04.09.72] How to catch feelings and then throw them into the fire where they belong - Peregrinus Trelawney - 22.09.2025

Lyssa była w swojej pozowanej niewiedzy całkiem przekonująca. A choć Peregrinus znał tylko jednego szczerbatego aurora i wydawało mu się to cechą mocno charakterystyczną… nie miał mimo wszystko w głowie katalogu wszystkich stróżów prawa. To wystarczyło, aby zasiać w nim ziarno wątpliwości.
Alastor Moody? — Bardziej zapytał, niż stwierdził, mrużąc oczy w poszukiwaniu śladu, który podpowie mu, że coś w zatłoczonej główce Lyssy połączyło wątki. — Mój kuzyn. Jego matka i mój ojciec byli… — zreflektował się, że zapewne niezbyt Dolohóvnę obchodzi jego drzewo genealogiczne. — Nieważne. Rodzina. — Uśmiechnął się machinalnie, raczej po to, aby elegancko zamknąć temat, niż z jakiejś głębokiej radości wniesionej wraz z tematem rodziny. — Pewnie masz rację. Nie umawiaj się z mężczyznami o wybrakowanym uzębieniu.
Mogli skupić się na rozkładzie, w którego przeszłości i teraźniejszości królowały przeszkody rzucane przez Miecze spotęgowane dodatkowo ich odwróceniem — wyjątkowo dramatycznie kreśliły stan ducha Lyssy. Bardzo adekwatnie do tego, jak zrozpaczona tematem była dziewczyna. Na szczęście dla nich obojga karty wróżyły happy ending.
— Cztery Miecze — wskazał pierwszą kartę. — Rzeczywiście widać w tym, co minęło, odosobnienie i samotność.
Lecz nie w ten dramatyczny sposób, jaki mu nakreśliła. Odpoczywający w samotności rycerz na Czwórce Mieczy był spokojny. Był samotny, ponieważ nie dopuszczał nikogo do siebie; chciał taki być, nie cierpiał. Czyżby dopiero niedawno zrodziła się ta jej histeria wokół relacji romantycznych? Peregrinus zachował to spostrzeżenie dla siebie. Lyssa i tak chciała od niego tylko przyszłości.
Teraz jesteś… — Zatrzymał rękę nad kartą teraźniejszości i podniósł wzrok na nieszczęśliwą nastolatkę po drugiej stronie biurka. Aż mu na ten smętny widok druga ręka bezwiednie uciekła do kieszeni w poszukiwaniu papierosa, którego dym rozrzedziłby trochę atmosferę. Nie wziął go ostatecznie. — Dziewiątka Mieczy to jedna z najbardziej rozpaczliwych kart, szczególnie gdy jest odwrócona. Dużo w niej bezsilnej wściekłości. Jedyna rada, jaką niesie, to poddać się losowi, choćby był… nieprzyjemny. Prawdopodobnie odroczy też realizację pragnień. Ale! — Nie dał jej dojść do słowa, aby nie miała szansy rozlać się w tamtym momencie po kartach z nową falą rozpaczy. — Mało jest kart, które lepiej wróżą w życiu uczuciowym niż Trójka Pucharów.
Uniósł kartę, aby Lyssa mogła przyjrzeć się dokładnie trzem niewiastom odzianym w szaty w radosnych barwach. Otoczone obfitością darów ziemi wznosiły kielichy w geście toastu — przepiękna radosna scena, za którą Trelawney mógł się schować w razie potrzeby.
To, moja droga, twoja słodka nagroda. Nie ma mowy o pomyłce, Puchary to najbardziej emocjonalne karty, a ta Trójka to szczęśliwa odmiana na końcu twojej ścieżki najeżonej mieczami. Koniec trosk.


RE: [04.09.72] How to catch feelings and then throw them into the fire where they belong - Lyssa Dolohov - 10.10.2025

Spoglądała na Peregrinusa, kiedy ten dochodził sam ze sobą do jakiegoś porozumienia ile powinien powiedzieć i czy na pewno nie wodziła go tutaj bezwstydnie za nos. Oczywiście, robiła to, ale robiła to na tyle wprawnie że pewnie sama sobie byłaby w stanie w te bzdury uwierzyć. Ściągnęła lekko brwi w pewnym momencie, jakby zastanawiała się, czy jej rozmówca aby na pewno dobrze się czuje, a wreszcie i uśmiechnęła z pewnym ukontentowaniem. Ostrożnym, co prawda, jakby mówiła do kogoś niestabilnego.
- I to jest rada, którą zamierzam wziąć sobie do serca.

Westchnęła na te cztery miecze żałośnie, załamując ręce i opierając na nich podbródek z pewną żałosnością. Była bardzo odosobniona i samotna, tak. To się zgadzało. Zgadzało się też, że była zrozpaczona i wściekła. O to chodziło w całym jej imieniu, prawda? Bywała furią i gniewem, a te uczucia wydawały jej się właściwe i usprawiedliwione, kiedy wpadała w nie faktycznie, a nie tylko na pokaz. Teraz już marszczyła brwi i otwierała usta, ale Peregrin wszedł jej w słowo swoim rozpaczliwym ALE.

Patrzyła na tę trójkę pucharów nieodgadnionym wzrokiem, samej się chyba zastanawiając czego oczekiwała. Happy ending brzmiał dobrze, za dobrze, ale czemu teraz musiała się targać przez ciernie istnienia? Machała sobie bezwiednie nogami, siedząc na tym krześle, pozwalając by cisza jaka zapadła po ostatnich słowach wróżbity, wybrzmiała odpowiednio długo - o takt albo nawet i trzy za długo.

- Ale ja chcę być szczęśliwa teraz - zaintonowała wreszcie, odrywając spojrzenie od kartonika i patrząc Peregrinusowi w oczy uważnie.


RE: [04.09.72] How to catch feelings and then throw them into the fire where they belong - Peregrinus Trelawney - 03.11.2025

Gdyby Peregrinusa rzeczywiście interesowało, z kim dokładnie spotyka się Lyssa, być może węszyłby w jej słowach kłamstwo i szukał nieścisłości. Wróż jednak — mimo że ostatnimi czasy zdawał się mocniej niż wcześniej zaangażowany w życie rodziny Dolohova — wciąż miał w sobie takt i znał granicę przyzwoitości. Jeśli Dolohówna próbowała zataić coś przed nim — coś tak nieistotnego jak nazwisko mężczyzny, w którym się durzyła — nie zamierzał siłą go jej wyrywać.
Dobrze. Mam nadzieję, że da ci to nieco ukojenia — skwitował jej reakcję na radę zapisaną w kartach. Jej odpowiedź była tak pozytywna i spolegliwa, że aż Trelawney nabrał podejrzeń, czy aby to przypadkiem nie jest to jakaś zasadzka.
Peregrinus odłożył ostatnią kartę pucharów na biurko, aby dołączyła do reszty rozkładu. Nie chował jeszcze talii, nie spieszył się z tym. Czasem w trakcie czytania pojawiały się dodatkowe pytania i wątpliwości, czasem konieczne było dobrać kartę, a na rozkład należało patrzeć przecież jako na całość. Droga życia miłosnego Lyssy leżała więc rozłożona na biurku wśród jego osobistych notatek, kalendarza, korespondencji i wszystkiego tego, z czym pracował na co dzień wróżbita.
W apokaliptycznych oczach otoczonych cieniami zmęczenia i nieprzespanych nocy nie było jednakże odpowiedzi na pytanie, dlaczego Lyssa miała cierpieć. Tak już jest, chciałby odpowiedzieć zrezygnowany Peregrinus, gdy zaatakowała go tym pytaniem. Tak już działa świat. Ty cierpisz, ja cierpię. Dawno się z tym pogodził, ale widać nie było to takie oczywiste dla czystokrwistej, bogatej nastolatki.
Westchnął ciężko, spuścił oczy na swoje rzeczy, uciekając spod jej uważnego spojrzenia. Jakże ważne wydało się teraz Peregrinowi sprawdzenie, czy aby buteleczka czarnego atramentu na pewno jest dokładnie dokręcona.
— Chętnie bym ci pomógł, ale co ja mam według ciebie na to poradzić? — zapytał w końcu mężczyzna.


RE: [04.09.72] How to catch feelings and then throw them into the fire where they belong - Lyssa Dolohov - 06.11.2025

Dziewczynę nie do końca interesowało, że nie była tutaj jedyną cierpiętniczką. W końcu jej ból był bardziej odczuwalny niż to, co mogło toczyć Peregrinusa. Bardziej... swojszy. Co prawda to nie było tak, że Lyssa całkowicie pozbawiona była empatii czy współczujących odruchów, ale w tym momencie podejmowała świadomą decyzję by pozostać małą egoistką. Jak w większości przypadków z resztą.

- Nie wiem - odparła z przekąsem, wyraźnie niezadowolona, że ten nie ma dla niej listy propozycji i odpowiedzi. Tak byłoby łatwiej. Nawet nie tylko dla niej, bo może przestałaby się tak zwyczajnie dąsać i dramatycznie konać na każdej kanapie, jaką można było znaleźć w Prawach Czasu.

- Zrobić mi herbatę? - zasugerowała, dając jednocześnie znać, że nie chciała już więcej pytać o nic kart. Co za dużo, to nie zdrowo, a nawet jeśli otrzymywała od nich jakieś pozytywne rady to wciąż nie do końca im ufała. Wróżbiarstwo wciąż pozostawało dla niej tak samo obce i nieprzyjemne jak na samym początku, kiedy zawitała do Praw Czasu.

Podniosła się ze swojego miejsca i czy Peregrinus zgodził się na zrobienie jej naparu, czy tez nie, ruszyła w stronę kuchni.

Koniec sesji