Secrets of London
[18.09.1972] Przyszłość jest... zamulona? || Ambroise & Prudence - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [18.09.1972] Przyszłość jest... zamulona? || Ambroise & Prudence (/showthread.php?tid=5034)

Strony: 1 2


RE: [18.09.1972] Przyszłość jest... zamulona? || Ambroise & Prudence - Ambroise Greengrass-Yaxley - 08.08.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=IfXGlxH.jpeg[/inny avek]
- Dyplomatycznie powiedziane - stwierdził, nawet jeśli w jego języku wcale nie znaczyło to, że w jakimkolwiek momencie tego wieczoru uważał samą Prue za dyplomatyczną.
Oj nie. Mogła być rozluźniona, dużo przyjemniejsza w obyciu, stanowić naprawdę zadziwiająco dobre towarzystwo. Mógł przyjemnie spędzać z nią czas na robieniu rzeczy, których zupełnie nie miał wcześniej w planach, a które sprawiały mu niebywale dużą frajdę, jednakże wciąż nie uważał koleżanki za kogoś, kto na tyle gładko zagłębiał się w meandry relacji międzyludzkich, aby być dyplomatką.
Za to jej reakcje tego dnia były wyjątkowo zabawne. Szczególnie, gdy mieszała się jego bezpośredniością w... ...cóż... ...teoretycznie dosyć prywatnym temacie. Przynajmniej dla czarodziejów nie obracających się w gronie starych plotkar z czystokrwistej elity, gotowych memłać językami. To naprawdę uczyło mówić wprost.
- Mhm - rzucił, w dalszym ciągu nie opuszczając uniesionych brwi, ale ostatecznie bardzo lekko wzruszając ramionami, aby kolejny raz spojrzeć na kształt herbacianych fusów. - To iglak, więc wieniec? Yule? Na pewno dożyję dwudziestego pierwszego grudnia. To dobre wieści - zawyrokował, unosząc kąciki ust i zauważalnie szykując się, aby powiedzieć coś więcej, kiedy do jego uszu dotarło bliżej niezidentyfikowane postukiwanie.
Potrzebował co najmniej dwóch minut, aby zauważyć, z jakiego kierunku dochodziło, wreszcie spoglądając we właściwe miejsce. Dostrzegając ptaka za szybą, podniósł się z miejsca, bez słowa podchodząc do klamki.
- Ach. Prudence - rzucił przez ramię, nachylając się, aby otworzyć okno i wpuścić sowę do wnętrza pomieszczenia. - Zrób mi tę przysługę, korzystając ze swojego braku predyspozycji do siania dyktatury, co? - Nie kojarzył zwierzęcia, które wleciało przez uchylone skrzydło okienne, ale to nie było znowu takie nietypowe.
Nie dla niego, nie o tej godzinie. Pracując również prywatnie, jako medyk na wezwanie, potrafił wstawać w samym środku nocy albo nad ranem, wyrywając się ze snu, bo ktoś potrzebował go tu i teraz. To nie wydawało mu się w żaden sposób osobliwe. Przynajmniej, dopóki stworzenie nie ominęło jego sylwetki, niosąc kopertę do Bletchleyówny, aby zrzucić jej ją na kolana, po czym niemal od razu zawróciło. Nie zdążył nawet pomyśleć o zamknięciu okna, nawet jeśli z zewnątrz zaczęło uderzać w niego chłodne powietrze.
Uniósł brwi, po czym ostatecznie wypuścił sowę z biblioteki, zamykając i zasłaniając szybę kotarą. Korzystając z okazji, wyciągnął także różdżkę, aby machnięciem podpalić najbliższe świece, dopiero wtedy uświadamiając sobie, że nie dokończył zdania. Ponownie przeniósł wzrok na koleżankę, odzywając się do niej zupełnie tak, jakby między jego kolejnymi wypowiedziami nie minęły dwie czy trzy minuty.
- Wyperswaduj mu zakładanie bojówek - nieznacznie pokręcił głową, robiąc pobłażliwą minę. - Na ślub - wyjaśnił, nawet jeżeli domyślał się, że Prue doskonale to wie.
Tak, teoretycznie sam mógł to zrobić, ale bez wątpienia lepiej było poprosić o to dziewczynę przyjaciela, prawda? Szanse powodzenia od razu stawały się jakby trochę wyższe.


RE: [18.09.1972] Przyszłość jest... zamulona? || Ambroise & Prudence - Prudence Fenwick - 08.08.2025

- Tak, jakże by inaczej. - Można było o niej wiele powiedzieć, ale raczej nie do końca to, że była dyplomatyczna. Prudence nie była szczególnie biegła w kontaktach towarzyskich. Wolała zlewać się z tłem niżeli doprowadzać do niepotrzebnych dyskusji. Nie miała w sobie nic z dyplomatki, który dyplomata unikał rozmów z ludźmi? Tak było jej zdecydowanie wygodniej, nie musiała udowadniać swoich racji nieznajomym, jednak gdy się do kogoś przekonała - nie miała z tym najmniejszego problemu, wtedy nie miała oporów przed mówieniem w głos swoich opinii, ale nie zdarzało się to szczególnie często.

- To jakiś pozytyw, na pewno nie wszyscy będą mieli tyle szczęścia. - Do Yule jeszcze cztery miesiące, Ambroise mógł je wykorzystać całkiem nieźle, gdyby się trochę postarał, a teraz przynajmniej miał pewność, że dotrwa do tego okresu, bo jasne jak słońce było to, że ta wróżba się spełni, oczywiście, że chodziło o to, że uda mu się przeżyć te kilka miesięcy, całkiem łatwe do interpretacji. Nie wiedzieć czemu Bletchley pokusiła się o to stwierdzenie, że chodziło o drzewo, dziecko i dom, rozwiązanie było dużo prostsze.

Coś zastukało w szybę. Tak, spodziewała się, iż był to ptak. Pewnie miał coś do przekazania komuś obecnemu w rezydencji, nie dostawała listów zbyt często, więc nie zakładała, że to ona mogła być adresatką, chociaż czasy były takie dziwne, że niczego nie można było być pewnym, Ambroise wpuścił zwierzę do środka, spoglądała na niego kiedy to robił, nie spodziewała się jednak tego, że przy okazji postanowi się do niej zwrócić w taki sposób.

Przysługa, dyktatura, co jeszcze? Zmrużyła oczy i wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Nie powiedział o co mu chodzi, rzucił te hasła i wymagał od niej myślenia w momencie w którym była niedysponowana, jeśli o to chodzi. Mógłby sięgnąć po konkrety, bo zupełnie nie wiedziała do czego zmierza.

Czekała, aż dokończy myśl, ale zajęło mu to dłuższą chwilę. Na jej twarzy malowało się zdziwienie, gdy w końcu dotarł do meritum. - Mhm. - Na to jedynie było ją stać w tej sytuacji. Ślub, pewnie Ambroisa, na którym miało jej nie być, bo nie dostała na niego zaproszenia (nie dziwiło jej to wcale, bo nie byli przyjaciółmi, nie byli ze sobą blisko), brakowało tylko tego, żeby była odpowiedzialna za aparycję kogoś, kto się tam znajdzie, mimo, że sama nie miała się tam pojawić. Jasne, mogła doradzić Benjy'emu w czym będzie dobrze wyglądać i życzyć mu dobrej zabawy, jednak nie zamierzała obiecać Ambroisowi, że uda jej się go przekonać do zrzucenia bojówek. Nie sądziła bowiem, że jest to możliwe, oczywiście zasugeruje mu co nieco, chociaż pewnie nie było to potrzebne, bo Fenwick miał doświadczenie w obecności na podobnych wydarzeniach, może dość mocno zakopane we wspomnieniach, ale na pewno istniało.



Koniec sesji